"Jeżeli pozostajesz uzależniony, nie dbam o to, jakich szkód możesz uniknąć, i tak masz przed sobą krótkie i niewiele warte życie" oznajmił premier Kanady, Stephen Harper, w październiku 2007 roku, wypowiadając się na temat zasadności istnienia "bezpiecznych miejsc" dla narkomanów.
Ze zjawiskiem przerzucania przez państwo odpowiedzialności za problem narkomanii na dotkniętych tym nałogiem ludzi spotkałam się już dawno temu, w Polsce lat 80-tych, gdy broniłam takich nieszczęśników przed sądem. Argument, że powinni oni - zamiast karani - być leczeni, zasadniczo nie trafiał do sędziów, a stanowił jedynie czasami okoliczność łagodzącą.
***
Pod koniec czerwca tego roku upływa termin do przedłużenia przez rząd kanadyjski decyzji o zezwoleniu na działalność Insite, jedynego w Kanadzie miejsca, w którym narkomani, niezdolni do wyzwolenia się z nałogu, mają możliwość zażywania narkotyków w bezpiecznych warunkach, pod kontrolą medyczną. Zezwolenie to, stanowiące rodzaj swoistej licencji, zostało wydane przez federalny rząd Liberałów w 2003 roku, co umożliwiło wprowadzenie w życie pilotażowe- go projektu, który miał na celu zmniejszenie śmiertelności wśród społeczności narkomanów.
Założeniem bowiem, leżącym u podstaw istnienia Insite, jest umożliwienie uzależnionym zażywania narkotyków - działalność stricte sprzeczna z prawem. Stąd konieczność uczynienia przez rząd federalny wyjątku poprzez nałożenie na to szczególne miejsce swoistego immunitetu.
***
Nie bez powodu, na miejsce powstania tego prototypu wybrano śródmieście Vancouveru. O ile ogólnokanadyjskie dane statystyczne świadczą o wysokiej śmiertelności narkomanów, to Vancouver stanowi epicentrum tego problemu. Przed podjęciem decyzji o wystąpieniu z inicjatywą stworzenia Insite, jego projektodawcy dokładnie przeanalizowali dane statystyczne i inne fakty, świadczące o rozległości zjawiska.
Ze sprawozdania naczelnego koronera Vancouver, opublikowanego w 1996 roku wynikało, że procent śmiertelności wśród narkomanów tego miasta rośnie w tempie zastraszającym. W 1993 roku w Kolumbii Brytyjskiej śmierć z powodu przedawkowania narkotyków poniosło 331 osób, co stanowi znaczny przyrost w porównaniu z rokiem 1998, gdy to zmarło z tej samej przyczyny 39 narkomanów.
Z tego samego sprawozdania dowiadujemy się, że wstrzykiwanie sobie narkotyków przez uzależnionych, za pomocą używanych już przez innych igieł, spowodowało gwałtowny wzrost zakażeń wirusem HIV, jak również zachorowań na choroby przenoszone tą drogą, jak na przykład żółtaczka, czy choroby skóry.
W rok po opublikowaniu tych przerażających danych, okazało się, że aż 27 procent rezydentów jednej z dzielnic śródmieścia Vancouver - Downtown Eastside, jest zakażonych wirusem HIV. Naukowcy zaczęli wówczas bić w dzwony alarmowe, nazywając ten stan "epidemią". Wiadomo było, że trzeba zrobić coś, by powstrzymać rozprzestrzenianie się zjawiska. Pod naciskiem przedstawicieli medycznego środowiska naukowego, rząd Kolumbii Brytyjskiej przeznaczył na stworzenie programu mającego pomóc w zwalczaniu nałogu kwotę 3 milionów dolarów.
Walka z narkomanią w Downtown Eastside przypomina, niestety, walkę z wiatrakami. Zdaniem Monique Pongracic-Spider, przedstawicielki Portland Hotel Society, stowarzyszenia które zajmowało się tworzeniem i działalnością Insite, a teraz walczy o jego utrzymanie przy życiu, tę część śródmieścia Vancouver można śmiało uznać za największą "scenę narkotykową" w Kanadzie, a zaryzykować twierdzenie, że nie znajdzie się większej w całej Ameryce Północnej. Wielu uzależnionych, to reprezentanci rdzennej ludności, złapani w szpony nałogu, i trzymani w tym żelaznym uścisku za sprawą bezwzględności zadomowionych tam handlarzy.
Narkomania powoduje choroby, dziesiątkujące tych ludzi, mieszkających, na dodatek, w tanich hotelach pozbawionych najczęściej podstawowych warunków sanitarnych. W niektórych takich miejscach z jednej łazienki korzysta 90 osób.
Nie ma tam na pewno warunków na to, by zaspokoić głód narkotyczny w sposób nie urągający podstawowym zasadom higieny i bezpieczeństwa.
Uzależnienie od narkotyków najczęściej prowadzi do zejścia, przez osobę ogarniętą nałogiem, na drogę prostytucji. W bezwzględnym świecie handlarzy narkotykami nie ma litości i za długi trzeba płacić. Długi zaś zaciąga się w bezlitosnym głodzie narkotycznym. Handlowanie ciałem wydaje się być osobie zamkniętej w kręgu tej podwójnej zależności najłatwiejszym, a czasami jedynym z możliwych, wyjściem z sytuacji. W ten sposób, zamyka się krąg uzależnienia, z którego ewentualne wyjście graniczy z cudem.
Tragicznym potwierdzeniem tego scenariusza są losy ofiar Roberta Picktona. Wszystkie działały w Downtown East. Każda z nich była narkomanką. Ich martyrologiczna śmierć to konsekwencja braku współczucia ze strony społeczeństwa.
***
Debatowanie nad ewentualnością stworzenia w największych miastach Kanady miejsc, w których narkomani wstrzykujący sobie do żył heroinę mogliby to robić zgodnie z zasadami higieny i pod kontrolą medyczną, a na dodatek, bez obawy zaaresztowania przez policję, rozpoczęło się w 2001 roku.
Pomysłodawcą był doktor Jurgen Rehm, międzynarodowy naukowiec badający aspekty uzależnień, zatrudniony w Centre of Addiction and Mental Health w Toronto i Addiction Research Institute w Zurichu, w Szwajcarii. Przedstawiając w Senacie dowody wypracowane na gruncie europejskim, a świadczące o tym, że istnienie "bezpiecznych miejsc" dla narkomanów jest w stanie znacznie ograniczyć koszty postępowania karnego w sprawach mających związek z używaniem narkotyków, jak również ma wpływ na ograniczenie liczby przestępstw przeciwko mieniu, wystąpił z sugestią stworzenia takich miejsc w Kanadzie.
Szwajcaria, po raz pierwszy, wprowadziła w życie taki eksperyment na początku lat 90. w jednym z parków Zurychu. Policja nie interweniowała, obserwując wszystko z daleka i pilnując porządku na terenie parku. Błąd polegał prawdopodobnie na tym, że wszystko odbywało się w miejscu publicznym, łatwo widocznym. Pod naciskiem opinii publicznej, zamknięto to miejsce dość szybko. Ludzie nie chcieli być narażeni na widok narkomanów wstrzykujących sobie heroinę. Nie pomogła świadomość, że to, co widzą jest wynikiem istniejącego w ukryciu ogromnego problemu społecznego i że jest to próba ogarnięcia tegoż problemu jakąś formą społecznej kontroli.
Teraz, po latach, w wyniku tamtych wczesnych eksperymentów, działają w Szwajcarii kliniki, w których narkomani zaspokajają swój bezlitosny głód w sposób możliwie najbardziej bezpieczny. Popyt na usługi tych klinik jest ogromny. Wprowadzono więc zasadę obsługiwania jedynie obywateli Szwajcarii, by przynajmniej im umożliwić dostęp do klinik. Podobne do szwajcarskich, instytuty działają w innych krajach Europy i w Australii.
***
Pomysł szwajcarskiego naukowca spotkał się z aprobatą RCMP. Przedstawiciele wydziału narkotyków stwierdzili, że takie miejsce może mieć zbawienny wpływ na ograniczenie epidemii AIDS i żółtaczki, jakie nękają społeczność narkomanów.
Potwierdzono także nieoficjalne pogłoski, jakoby istniały na terenie Kanady takie miejsca, cieszące się niemym poparciem funkcjonariuszy policji.
Forsując swój projekt, doktor Rheim podkreślał konieczność prowadzenia w takich ośrodkach wielotorowej działalności. Zapewnieniu narkomanom higieny i bezpieczeństwa musi towarzyszyć program walki z nałogiem. Według stanu aktualnej wiedzy medycznej, podawanie uzależnionym produktu methadone powoduje ograniczenie głodu narkotycznego. Methadone podawany razem z heroiną znacznie ogranicza wywołaną tym narkotykiem euforię.
***
W konsekwencji, otwarto w Vancouver Insite. W 2003 roku rząd federalny zezwolił na jego otwarcie, wydając jednocześnie decyzję o stworzeniu, wobec tej instytucji, wyjątku polegającego na tym, że nie podlegała ona prawu regulującemu kwestię narkotyków. Jednocześnie zastrzeżono, że działalność ośrodka będzie rygorystycznie monitorowana przez środowiska naukowe, które dokonają oceny zarówno działalności ośrodka, jak i jego przydatności.
Już po roku działalności Insite w prasie medycznej zaczęły pojawiać się informacje o zbawiennym działaniu tego miejsca. Zbawiennym zarówno dla uzależnionych, którzy mają tam możliwość korzystania z nieskażonych igieł, a także, w razie potrzeby, z pierwszej pomocy na miejscu, jak i dla mieszkańców okolicy, dotychczas narażonych na stresy związane z istnieniem nie ujętego w karby problemu narkomanii, wszechobecnego na tamtym terenie. Podkreślano jednocześnie fakt, że mieszkańcy pozbyli się wstępnych obaw o to, iż istnienie ośrodka spowoduje dalsze zakłócenie porządku publicznego. Z ulic zniknęły porzucone strzykawki i inne akcesoria towarzyszące zaspokajaniu nałogu, co wpłynęło na zmianę nastawienia mieszkanców do inicjatywy. Należy zaznaczyć, że nie było to jedynie pobożne życzenie twórców i działaczy Insite. Nastawienie okolicznych mieszkańców do działalności ośrodka zostało przebadane w sposób naukowy. W promieniu 10 przecznic od Insite, przez osiemnaście miesięcy od momentu powstania ośrodka prowadzono trzy razy w tygodniu badania opinii publicznej.
***
Rok po otwarciu Insite, dziennie, korzystało z niego ponad 500 osób. Z czasem, liczba ta zwiększyła się znacznie. Obecnie, jak twierdzi Pongracic-Speider, ośrodek przedłużył godziny urzędowania, by móc przyjąć 11 tysięcy pacjentów miesięcznie. Takie jest zapotrzebowanie.
Przesłaniem Insite jest w tej chwili nie tylko ratowanie życia uzależnionych, przez zapobieganie przedawkowaniu przez nich narkotyku. Tych, którzy wyrażają chęć walki z nałogiem, od dawna kieruje się do ośrodków leczenia uzależnień. W zeszłym roku otwarto oddział detoksyfikacji na miejscu, w Insite. W ten sposób ci, którzy chcą zacząć żyć bez narkotyków, mają okazję poddania się terapii od razu, bez zwłoki i zbędnych formalności. Ośrodek rozszerzył ponadto profil swojej działalności. Stworzono system mieszkań "bez alkoholu i narkotyków" dla tych, którzy nie chcą zniweczyć wyników detoksyfikacji powrotem do dawnego środowiska, w którym popadli w nałóg.
Od czasu powstania Insite, przeprowadzono i opublikowano wyniki 22 badań naukowych na temat działalności tego centrum. Wszystkie bardzo pozytywnie oceniały jego pracę, podkreślając niewątpliwe zasługi w dziedzinie ograniczenia zjawiska rozpowszechniania się AIDS wśród narkomanów i częstszego korzystania przez nich z usług rehabilitacyjnych.
Na podstawie wyników tych badań, kanadyjskie ministerstwo zdrowia podjęło w 2006 roku decyzję o dalszym finansowym wspieraniu Insite. Pod koniec czerwca tego roku mija jednak termin, na jaki wydano decyzję o wyjęciu instytucji spod praw regulujących problem narkotyków w Kanadzie. O tym, czy termin ten zostanie przedłużony, zadecyduje rząd.
W przededniu tej ważnej daty, rozszalała się w prasie medycznej dysputa, w której podnoszono niechętny stosunek rządu konserwatystów do istnienia "bezpiecznego miejsca" dla narkomanów. W lutym opublikowano na łamach miesięcznika "International Journal of Drug Policy" sugestię, jakoby intencją obecnego rządu było spowodowanie, by Insite umarło śmiercią naturalną, bez wielkiego rozgłosu. Miało się to odbyć wskutek decyzji ministerstwa, gwarantującej przyznanie środków finansowych na kontynuowanie działalności ośrodka pod warunkiem, że do dnia 30 czerwca, czyli do daty, w której mija termin do przedłużenia licencji na działalność Insite, nie zostaną opublikowane żadne wyniki badań naukowych na temat tej działalności.
"Mieli zamiar doprowadzić do wygaśnięcia terminu, zanim kolejne wyniki prac badawczych potwierdzą celowość kontynuowania eksperymentu", skomentowała decyzję ministerstwa dr Carolyn Bennett, MP z ramienia partii liberalnej.
Od wielu już miesięcy rządowi zarzuca się ignorowanie wyników badań naukowych. Minister zdrowia Tony Clement wywołał lawinę oburzenia swoją wypowiedzią sprzed kilku miesięcy, jakoby wyniki badań naukowych dotyczących Insite "ujawniły kilka nowych problemów".
"Wyniki nie stawiają nowych pytań. Wyniki odpowiadają na te wcześniej zadane. W tym zakresie istnieje w świecie naukowym wyjątkowa zgodność", oznajmił naukowiec z Vancouver Evan Wood, jeden z uczestników ostatnio prowadzonych badań.
Już kilka miesięcy temu grupy wspierające projekt "bezpiecznych miejsc" dla narkomanów wystąpiły do British Columbia Supreme Court, by walczyć o przetrwanie Insite.
Jednym z bodźców do takiego działania była prawdopodobnie wypowiedź premiera Kanady Stephena Harpera, cytowana na wstępie.
***
Tymczasem, niejako w odpowiedzi na krytykę wyrażoną w artykule opublikowanym w miesięczniku "International Journal of Drug Policy", podsekretarz ministra zdrowia Tony’ego Clementa oznajmił 2 maja, że wyniki badań naukowych na pewno nie będą stanowiły jedynego faktu, branego pod uwagą przy podejmowaniu decyzji o przyszłości Insite. Zapewnił on, że rząd podejmie "racjonalną i przemyślaną decyzję, opartą nie tylko na wynikach tych badań (które, zdaniem ministra są i tak sprzeczne ze sobą), lecz także na "realiach towarzyszących zjawisku". "Ludzie zorientują się, że rząd podejmie właściwą decyzję, kierując się właściwymi przesłankami", oznajmił minister, sugerując, że decydujący wpływ na decyzję o losie Insite będą miały zasady "polityki społecznej".
Obrońcy Insite i wszystkiego, co to miejsce reprezentuje twierdzą, że fakt, iż ma się do czynienia z narkomanami, czyli z osobami społecznie niepożądanymi, przesłania pole widzenia decydentów. Pozwala też na ingerencję państwa w dziedzinę, w którą nie powinna ingerować.
Czy, gdybyśmy mieli do czynienia z możliwością złagodzenia przebiegu jakiejś innej choroby, na przykład grypy, patrzylibyśmy spokojnie na to, że rząd odmawia finansowego wsparcia tej możliwości, ingerując w ten sposób, w kwestię ochrony zdrowia społeczeństwa? - zastanawia się jeden z przedstawicieli świata medycznego.
"Jestem na tyle realistą, by nie spodziewać się, że polityka społeczna nie jest oparta jedynie na wynikach badań naukowych, lecz mam wciąż nadzieję, że uwzględnia je ona w dużym stopniu, przynajmniej w takich dziedzinach jak ochrona zdrowia obywateli", stwierdza dr Perry Kendall, prowincyjny Oficer Zdrowia Brytyjskiej Kolumbii, a jednocześnie wielki zwolennik istnienia Insite.
***
Komentując postawę reprezentowaną przez rząd Kanady, doktor MacCoun z Goldman School of Public Policy przy Uniwersytecie w Berkeley, w Kalifornii, określa ją jako "polityczny horror". Jego zdaniem, krytyka Insite, wyrażona przez ministra zdrowia Tony’ego Clementa pytaniem: "Czy istnienie »bezpiecznych miejsc« dla narkomanów prowadzi do zwalczenia lub obniżenia się poziomu zjawiska narkomanii?" jest oparta na całkowicie niewłaściwych przesłankach.
Miejsca jak Insite służą zminimalizowaniu ujemnych skutków narkomanii, dotykających zarówno uzależnionego, jak i jego otoczenie. Jest to coś, czego nie osiągnie się stosując stricte prawne kryteria, lub mając przede wszystkim na uwadze względy polityki społecznej.
***
Wydaje się, że głównym problemem rządu jest niechęć przyznania się do istnienia w naszym społeczeństwie problemu narkomanii. Konieczność istnienia ośrodków jak Insite stanowi zbyt wyraźny dowód na to, że problem ten jest problemem społecznym. Stąd tendencja do zasłaniania się zasadami "polityki społecznej" i ignorowanie oczywistych dowodów w postaci wyników naukowych ekspertyz. Stąd spartańskie podejście do problemów tych najmniej uprzywilejowanych członków naszego społeczeństwa, wyrażające się w zasadzie, że lepiej problem zignorować, niż starać się pomagać słabym - »oni i tak mają zmarnowane życie«".
Nota bene, chyba nie przypadkiem znajdujemy w tej wypowiedzi ślad postawy, prezentowanej przy okazji rozważania argumentów przeciwko prowadzeniu drugiej sprawy Roberta Picktona - "one i tak już nie żyją, a my mamy dużo ważniejsze sprawy na głowie". I chyba nie przypadkiem, w obu sytuacjach mówimy o ludziach, zepchniętych okolicznościami na margines społeczeństwa, które wcale nie przejmuje się ich sytuacją.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.