Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 12 maja, 2008
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

Front Page 
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

W 2006 roku odwiedziło nasze strony 226,426 czytelników!

196,877 w 2005

122,542 w 2004.




LISTY OD CZYTELNIKÓW

Ludzie listy piszą ... (90)

May 12, 2008
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem



Po ukazaniu się listu p. Romana Cichowskiego nt. red. Witolda Lilientala opublikowaliśmy dwie na ten list reakcje. Oto odpowiedź na nie p. Cichowskiego. Przekazaliśmy ją red. Lilientalowi, który postanowił sam zabrać głos w reakcji na nią.

Szanowna Redakcjo,

Pewien anonimowy wielbiciel pana Lilientala, który podpisuje się A.K., infantylnie twierdzi, że temat "stosunki polsko-żydowskie" nie należy do kategorii "cuchnących" i "najbardziej drażliwych pod słońcem". Wiadomo powszechnie, że stosunki te nigdy nie były najlepsze, a od czasów powojennych są wręcz fatalne. Pomiędzy Żydami a Polakami zapiekło się tyle wzajemnych urazów i pretensji, że aby te rany zaleczyć, trzeba na to wielu lat i dobrej woli z obu stron. Obecnie dzieje się tak, że każdy kto porusza ten temat nawet w delikatny sposób, kładzie kij w mrowisko, a ten kto robi to w sposób tendencyjny, otwiera Puszkę Pandory. Zresztą byliśmy ostatnio świadkami tego co działo się w Polsce po opublikowaniu książki Grossa pt. "Strach".

Na domiar złego, ów anonimowy komentator zarzuca mi antysemityzm. Na jakiej podstawie? Czy to jest przejaw antysemityzmu, gdy zarzuca się felietoniście lubiącemu bawić się tą niebezpieczną "zabawką", że skoro ma żydowskie korzenie, to nie powinien robić z tego tajemnicy? Dalej pisze: "A to, że (pan Liliental) porusza temat stosunków polsko-żydowskich - bardzo dobrze, bo jest jedynym z niewielu w polonijnych mediach, którzy właśnie robią to w sposób wyważony, zbalansowany i bardzo mądry."

Istotnie w bardzo "wyważony i mądry" sposób on to robi, panie A.K. Na przykład w jednym ze swoich felietonów pisał, że w stalinowskim Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego było "znacznie więcej" Polaków niż Żydów. Czy to nie jest ewidentny przejaw antypolonizmu?

Odsyłam pana Lilientala, pana A.K., pana Sobockiego i innych jego sympatyków do lektury wywiadu Krzysztofa Różyckiego z prof. Jerzym Eislerem, dyrektorem warszawskiego IPN-u, który mówi: "W czasach stalinowskich w bezpiece Żydzi piastowali 37 procent kierowniczych stanowisk, co oczywiście stanowiło ich nadreprezentację" ("Tli się w nas antysemityzm", Angora nr 2/2008). Należy też wziąć poprawkę, że pozostałe 63 procent bezpieczniaków, to też nie sami Polacy, część z nich to obywatele "bratnich" krajów socjalistycznych, mówiący po polsku.

Celem konstruktywnej dyskusji jest dotarcie do prawdy. A tutaj trzeba często bić się w piersi. Czy jest zatem jakikolwiek sens dyskutować z felietonistą, który już z założenia nigdy nie ma Żydom nic do zarzucenia i wybiela ich kosztem Polaków?

Nic dziwnego, że stara się uwiarygodnić wobec czytelników, często wspominając o swoim wykształceniu i chrześcijańskim wychowaniu. Jednak intencje jego felietonów w tym temacie są dosyć przejrzyste. A wyssane z palca zarzuty o moim antysemityzmie i impertynencji nic tutaj nie pomogą. Radzę moim oponentom opierać się na faktach zamiast dawać upust emocjom.

Z poważaniem
Roman Cichowski

Oto odpowiedź red. Witolda Lilientala na powyższy list pana Cichowskiego i na poprzedni:

Szanowny Panie!

Skoro jest Pan zdeterminowany drążyć temat mający na celu zdyskredytowanie mnie, zmuszony jestem tym razem odpowiedzieć, choć przyznaję, że na tego typu zarzuty zwykle nie odpowiadam. Zastanawiam się tylko, co skłania Pana do tak oczywistego - żeby użyć potocznego wyrażenia - "podkładania się", czyli narażania na wykazanie, że Pan stawia jakieś zarzuty moim tekstom bez czytania ich treści. Wygląda na to, że Pan emanuje swoim antysemityzmem w reakcji na samą tematykę, która z pewnych względów jest dla Pana niewygodna. Nie mam nawet pewności, czy Pan tę moją odpowiedź przeczyta, ale wystarczy mi, że przeczytają ją inni.

W ostatnim liście do redakcji pisze Pan m.in.: "Czy to jest przejaw antysemityzmu, gdy zarzuca się felietoniście lubiącemu bawić się tą niebezpieczną »zabawką«, że skoro ma żydowskie korzenie, to nie powinien robić z tego tajemnicy?" Otóż, gdyby Pan zadał sobie trud CZYTANIA moich tekstów, zobaczyłby Pan, że nie tylko nie robię ze swojego żydowskiego pochodzenia (nb. z obydwu stron, nie tylko ze strony matki) żadnej tajemnicy, ale przeciwnie, wielokrotnie to wyraźnie stwierdzałem. Dokonując tylko pobieżnego przeglądu kilku moich publikacji w Gazecie, zarówno z cyklu "Przemyślane pod prysznicem", jak i innych artykułów, natrafiłem na ustępy, które poniżej cytuję:

1. Felieton: "Wspomnienie marca 1968":
"»Oczyszczamy szeregi partii« głosiły tytuły gazet, donosząc o kolejnych usunięciach. Oportuniści i cwaniacy zaś wstępowali do partii, czemu towarzyszyło szeptane powiedzenie: »oczyszczamy szeregi bezpartyjnych«. Czekałem, czy ktoś przyczepi się do mnie. Po dwóch latach wyznał mi kolega, że otrzymał wówczas polecenie zapytania mnie, kim ja się czuję, ale odpowiedział, że to świństwo i dali mu, a przez to i mnie, spokój. Pozostałem w swojej jedynej Ojczyźnie".

2. Artykuł: "Dwa bieguny":
"Nasza bliska i droga przyjaciółka, znana artystka z Montrealu, powiedziała kiedyś, że każdy na tym świecie ma swoją misję do spełnienia i dodała, wskazując na mnie, że »moją misją jest pojednanie Polaków i Żydów«. Z pewnością nie dostąpiłem, ani nie dostąpię aż takiego zaszczytu, ale z równą pewnością, sprawa ta leży mi na sercu od wielu lat. Nie może nie leżeć, skoro od dzieciństwa o problem ten stale się ocieram i nie sposób od niego uciec. Zwłaszcza w środowisku polskim. Jak już wielokrotnie pisałem na łamach "Gazety", jestem Polakiem i tylko za takiego się uznaję. Zostałem wychowany w tradycji polskiej i katolickiej, i nigdy nie uczono mnie o niższości innych ras, czy religii, a przeciwnie, wpajano tolerancję i szacunek dla wszystkich. Kiedy miałem około 9 lat dowiedziałem się o żydowskim pochodzeniu mojej, już wcześniej totalnie zasymilowanej, rodziny. Między tamtym dniem, który bardzo emocjonalnie przeżyłem, a dniem dzisiejszym, zdarzyło mi się mieć z racji tego pochodzenia przykrości.

3. W tymże samym artykule:
"Biegun zła występuje bynajmniej nie tylko po stronie polskiej. Jak w każdym narodzie, są wśród Żydów ludzie wspaniali, zwykli i podli. Są ludzie, którzy napadają na Polskę, jako cały naród, którzy bez zadania sobie trudu sprawdzenia faktów, gotowi są rzucać fałszywe oskarżenia, bądź produkować filmy, w których Polacy pokazani są od najgorszej strony".

Te trzy cytaty całkowicie obalają nie tylko Pański zarzut o rzekomej "tajemnicy", ale także stwierdzenie, że ja rzekomo nigdy żadnym Żydom nie mam nic do zarzucenia. Cóż więc staram się uwiarygodnić, skoro nigdy ze swojego żydowskiego pochodzenia nie robiłem żadnej tajemnicy?

Skoro jednak jesteśmy przy tak bolącej Pana kwestii pochodzenia, pozwoli Pan, że ja przypomnę szczególnie niesmaczny zwrot w Pana poprzednim liście przysłanym do Gazety. Napisał Pan w nim, że ja "przyznałem się" do żydowskiego pochodzenia w pewnym artykule publikowanym gdzieś indziej. Otóż "przyznawać się" można do popełnienia złego czynu, do winy, do czegoś, czego należy się wstydzić. Pochodzenia jakiegokolwiek, w tym żydowskiego, nie można się wstydzić. Pan wyraźnie uznaje to pochodzenie za wstydliwe. A na marginesie, skoro sam Pan widział, że "przyznałem się" do tego pochodzenia w innym piśmie internetowym, to gdzie, pytam ponownie, robienie tajemnicy?

Pisze Pan o "cuchnącym" temacie. Skoro Panu cuchnie, radzę nie czytać artykułów ani moich, ani czyichkolwiek na ten temat. Ja będę pisał na takie tematy, jakie chcę poruszać i w sposób odzwierciedlający mój punkt widzenia. Kij w mrowisko bardziej wkładają ci, którzy dziś pod pretekstem "obrony polskości" wzniecają histerię antyżydowską, korzystając do tego z sal przykościelnych i nawet ambon.

Napisanie przeze mnie, że w UB większość stanowili Polacy, nie jest żadnym "ewidentnym antypolonizmem", tylko suchym stwierdzeniem faktu. Nie jest antypolonizmem, ponieważ w niczym nie obciąża sumienia narodu polskiego. W każdym narodzie można znaleźć ludzi nikczemnych i podłych. Natomiast nadal tłumaczę tym, do których to jeszcze nie dotarło, że zbrodnie popełnione przez Żydów w UB nie były "zbrodniami żydowskimi", ponieważ zbrodniarze ci, których bynajmniej nie wybielam, działali nie w imieniu Żydów i nie wybiórczo przeciwko Polakom. Wśród ofiar też bywali Żydzi. Były to zbrodnie komunistyczne, za które nie można winić Żydów, jako narodu. Obwinianie Żydów za zbrodnie komunistyczne jest takim samym absurdem, jakim byłoby nazwanie morderstwa księdza Popiełuszki "zbrodnią polską". Natomiast zbrodnie przedwojenne (getta ławkowe, rozbijanie szyb w sklepach żydowskich), podczas wojny (przykładowo Jedwabne) czy po wojnie (przykładowo Kielce), były wyraźnie wybiórcze przeciwko Żydom, motywowane nienawiścią rasową. Ale ja tego NIGDY nie nazwałem zbrodnią polską, ponieważ nie uznaję obwiniania całego narodu za złe czyny indywidualnych, czy nawet grupowych zbrodniarzy.

Ja nie muszę swojej polskości uwiarygadniać, bo tu nie obowiązują ustawy norymberskie. Jestem tym, za kogo się sam uważam, a jeżeli Panu to nie odpowiada, to radzę nie czytać moich felietonów. Zresztą, jak się okazało, nie czytuje Pan ich, tylko wyjmuje jakieś zdania z kontekstu, które od biedy pasują do dawno skompromitowanych w cywilizowanym świecie teorii. Pan do tego stopnia nie czyta tekstów, które Pan komentuje, że nawet nie zauważył Pan, iż autorką listu podpisanego A.K. jest kobieta, a Pan o niej pisze jak o mężczyźnie.

W obydwu społecznościach: polskiej i żydowskiej jest wiele ludzi dobrej woli, którzy chcą uczciwie wzajemnego porozumienia i nawet przyjaźni. Dla nich kwestia stosunków polsko- żydowskich nie jest tematem "cuchnącym". Kiedy zwracam się do ludzi nie będących Polakami, uwypuklam akty antypolonizmu i - rzecz jasna - potępiam je. Kiedy jednak w polskiej "Gazecie", pisząc do własnych rodaków, poruszam tematykę polsko-żydowską, nie widzę większego sensu Polakom udowadniać, że przejawy antypolonizmu nas wszystkich bolą, bo to sami wiemy. Nie wszyscy, natomiast, widzą i rozumieją, że oprócz ewidentnej złej woli garstki ekstremistów, wielu Żydów może mieć uzasadnione poczucie krzywdy zaznanej z rąk złych Polaków. Nie wszystkich Polaków, ale trzeba uczciwie spojrzeć w przeszłość i uznać bolesną prawdę, że byli wśród nas i są do tej pory antysemici. Ja nie winię całego narodu rosyjskiego za śmierć mojego ojca w Katyniu. Ale my, Polacy czujemy ropiejącą ranę, gdy z Rosji dochodzą oficjalne głosy zaprzeczające winę NKWD w zbrodni katyńskiej. Trzeba zrozumieć, że taką samą ranę noszą w sercach Żydzi, widząc, jak pewne ośrodki w Polsce uparcie zaprzeczają temu wszystkiemu, czego niektórzy Polacy dopuścili się wobec współobywateli żydowskich, kierując się nienawiścią rasową.

Zakończę więc Pańskimi własnymi słowami: Radzę moim oponentom opierać się na faktach, zamiast dawać upust emocjom. Tym kończę wykazanie, bardziej Czytelnikom, niż Panu, że zarzuty przez Pana sformułowane są bezpodstawne, ponieważ nawet nie zadał Pan sobie trudu przeczytania moich tekstów.

W dalszą polemikę z Panem wchodzić nie będę.

Witold Liliental

•••

Oto sprawa druga - listy autorstwa jednego z sześciu uczestników protestu pod Konsulatem RP w dniu 23 kwietnia. Zamieściliśmy zdjęcie owych uczestników pod bramą Konsulatu, wykonane przez red. Z. Bełza, z następującym podpisem:

"W środowym proteście przeciwko Traktatowi Lizbońskiemu oraz "oczernianiu i poniżaniu polskich Kapłanów, szczególnie związanych z Radiem Maryja", przed Konsulatem RP w Toronto, wzięło udział sześć osób. Mediów, poza "Gazetą", nie było."

W tej sprawie otrzymaliśmy najpierw następujący list:

Pan Bełz
GAZETA

Panie Bełz,

Coś się Panu pokręciło w głowie. Pan jest prasowy manipulant.

Stał Pan obok mnie po mojej prawej stronie w zasięgu mojej ręki. Słyszał Pan w czasie luźnej, kilkuminutowej rozmowy to co ja i inni. Rozmawialiśmy o znikaniu Polski z mapy świata krok po kroku, włączając w to Traktat Lizboński.

Tematy religijne, kościoła katolickiego polskiego, Radia Maryja, nie były poruszane.

Uprzejmie proszę o umieszczenie sprostowania pisząc, że tę część "wyssał to Pan z palca".

Usłyszał Pan za to, że wielu obecnych nie kupuje Pana "Gazety", bo jest delikatnie mówiąc odddziałem "Gazety Wyborczej", która jest szyderczo antypolska.

A na niektóre pytania do Pana nie chciał Pan konkretnie odpowiedzieć.

Pozdrawiam
Henryk Wojtyra

Jak wyjaśniłam autorowi tego listu, w miarę miejsca w rubryce Listy Czytelników, oczywiście, opublikujemy jego list z wyjaśnieniem. Oto ono:

Szanowny Panie,

Do przjścia na ów wiec zostaliśmy zachęceni e-mailem autortwa pana Ryszarda Kuśmierczyuka z Windsor, który cytuję poniżej (był on rozesłany do wielu osób):

"Protest przeciw Traktatowi Lizbońskiemu przed konsulatem RP w tę środę

Polacy mieszkający w Polsce spotykają się 23 kwietnia na Placu Trzech Krzyży. Natomiast Polacy mieszkający w Kanadzie spotykają się, jak kiedyś w okresie stanu wojennego, przed konsulatem RP przy ulicy 2603 Lakeshore Blvd. West w środę 23 kwietnia o godz. 8:00 PM.

Powód spotkania w Toronto ten sam jak Rodaków w Warszawie: Protestujemy wobec pozbawienia Narodu prawa do referendum w sprawie Traktatu Lizbońskiego. Domaganie się o NIE podpisania traktatu przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, wyrażenie publicznego sprzeciwu wobec niedotrzymania słów przysięgi poselskiej przez posłów i senatorów, którzy głosowali za ratyfikacją, przeciw dalszemu demontażowi polskiej własności i polskiej suwerenności, przeciw bezkarności władzy i destrukcji systemu sprawiedliwości.

Pragniemy zademonstrować swój stanowczy sprzeciw wobec ataków na Radio Maryja, Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej oraz inne inicjatywy Ojców Redemptorystów, które stanowią nadzieję na integrację i odrodzenie Narodu Polskiego. Będziemy protestować przeciw oczernianiu i poniżaniu polskich Kapłanów, szczególnie związanych z Radiem Maryja na czele z Ojcem Dyrektorem Tadeuszem Rydzykiem, przeciw próbom rozbicia jednoci polskiego Kocioła.

Rodacy w innych krajach organizują podobne spotkania. Przekażcie to, proszę swoim znajomym i Przyjaciołom."

Pozdrawiam
Ryszard A. Kuśmierczyk
Windsor, Ontario

Jak więc Pan widzi, nie ma mowy "o wysysaniu z palca", lecz była to sprawa, która, zgodnie z zapowiedzią, miała być jednym z głównych tematów owej demonstracji. A że nie była? Miały być tłumy. A że nie było? Trudno.

Dlatego, zapewniam Pana, że Pana stwierdzenie, że "wielu obecnych" nie kupuje mojej "Gazety", jakoś mnie nie zmartwiło. W końcu wielu z SZEŚCIU obecnych to ile? Cztery czy pięć osób?

Pozdrawiam,
Zbigniew Bełz

Wkrótce po pierwszym e-mailu pana Wojtyry, przyszedł następny, tym razem skierowany do red. Bełza i... do mnie, mimo że zacytowany na początku fragment pochodzi z felietonu red. W. Lilientala:

"O decyzji tych, którzy zechcieli protestować przed Konsulatem na Lakeshore już krążą dowcipy. Ale cóż? Nie przetłumaczysz im. Niech korzystają z demokratycznego prawa protestu wobec państwa, które oni uważają za »niedemokratyczne«".

Idźcie za ciosem, opublikujcie krażące dowcipy. Opublikujcie poglądy tej siódemki, która była pod konsulatem w obronie niezależnej, wolnej Polski.

Boicie się prawdy? Słusznie!
bo PRAWDA RODZI NIENAWIŚĆ! a "po polsku"
PRAWDA KOLE W AUREOLĘ.

Dlatego tchórzaki oboje UNIKACIE JEJ JAK DIABEŁ ŚWIĘCONEJ WODY!

Nie przetłumaczysz im.

Piszecie gorzej niż GOEBELS. Co ma mi kto tłumaczyć? Albo inaczej: chętnie poczytam WASZE OPINIE dlaczego w/g paru zdrajców likwidacja ponad 10 000 letniego (a nie 1000) Państwa Polskiego jest najlepszym rozwiązaniem dla 40 mln tam żyjących POLAKÓW.

Przekonajcie mnie w waszej GAZECIE, że likwidacja Państwa Polskiego jest idealnym rozwiązaniem na poprawę godności życia 40 mln Polaków

Jeden z siedmiorga wspaniałych
Henryk Wojtyra

I tutaj nastąpiła seria e-maili, które stają się coraz bardziej nieuprzejme i pełne inwektyw. Na koniec pan Wojtyra radzi mi, żebym zmieniła zawód, bo nie umiem czytać itp. itd. Była to jego reakcja na mój e-mail po jego dwóch, w którym napisałam, że nie rozumiem, o co mu chodzi (faktycznie nie byłam w stanie zrozumieć zatopionej w wielosłowiu myśli przewodniej...). Oto próbka dalszych listów pana Wojtyry (zachowana oryginalna forma):

Witam

PRAWDA RODZI NIENAWIŚĆ! Pani mnie nienawidzi bo mówię PRAWDĘ.

Pani pracodawca, Pan Bełz przedstawił publicznie nieprawdę na Internecie, a może nawet i w GAZECIE (nie wiem, bo szmatławców nie czytuję).

Pani sie odgrażała ( z własnej nieprzymuszonej woli), że przedstawi sprostowanie. Teraz Pani zdanie swoje zmienia. Pani sprawa kogo Pani widzi w lustrze codziennie z rana.

Proszę wrócić do szkoły podstawowej i nauczyć się ponownie języka polskiego, to może Pani zrozumie o czym ja napisałem.

"Nie jestem przyzwyczajona do takiego poziomu i tonu komunikacji miedzyludzkiej".

Rozumię iż Szanowna Pani nie dorosła do normalności. Dlatego słusznie zauważyłem iż powinna Pani zmienić profesję i zawód.

Prawda krytyki się nie boi. A Pani się jej razem z pracodawcą boją PRAWDY BEZWZGLEDNEJ i manipulują informacją z życia codziennego w sposób lepszy jak Goebels.

Ale to Pani problem. I Pani pracodawcy, Pana Bełza.

Jeszcze raz: proszę z rana spojrzeć w lustro i zobaczyć kogo Pani widzi.

Sama niech sobie Pani na to pytanie odpowie.

"Nie jestem przyzwyczajona do takiego poziomu i tonu komunikacji międzyludzkiej".

To dalej niech Pani pisze swoje kłamstwa w "eleganckim tonie" i spogląda częściej w lustro...

Prawda kole w aureole. Panią i Pana Bełza. Nie mnie.

Ja miałem odwagę zaprotestować przeciwko ostatecznemu rozbiorowi Polski.

Pani z Panem Bełzem nie. Pan Bełz publicznie pod konsulatem stwierdził, że tak jest OK (tzn fajnie jest że Polska znika z mapy świata, ludziom w Polsce się żyje coraz gorzej, ale tak musi być, bo Polacy tam tak chcą żyć, w gnoju i znoju, niedożywieni, niedoleczeni, niewyedukowani, znarkotyzowani alkoholem, etc).

Różowych snów życzę.
Henryk Wojtyra

Przykre jest, że ludzie nie potrafią dyskutować w sposób uprzejmy i spokojny. Cóż, niech Pan pozostanie przy swoich poglądach, a my pozostaniemy przy swoich. Nie zachęcamy do czytania "Gazety", ba, nawet prosimy, by jej Pan nie czytał - są na rynku polonijnym tygodniki, które na pewno lepiej przystają do Pańskich poglądów. A słowo "tchórzak" - wyborne! Może się kiedyś przyda, bo bardzo ładne.

Małgorzata P. Bonikowska

•••

PODZIĘKOWANIE

Chciałabym serdecznie podziękować zarządowi naszej Credit Union za wspaniały spektakl jaki odbył się 27 kwietnia pt."Walne Zebranie".

Wyrażam głęboki podziw dla wszystkich przedstawicieli zarządu za to, że w końcu, bez żadnego przygotowania aktorskiego, zagrali naprawdę świetnie.

Czyżby to była prapremiera mającego się niedługo odbyć spektaklu "Władza"?

Członek Credit Union
(pisane w ostatnich dniach kwietnia, nazwisko znane redakcji)


© Copyright 2003, 2004, 2005, 2006 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 



LISTY OD CZYTELNIKÓW
Ludzie listy piszą (166)
Ludzie listy piszą (164)
Ludzie listy piszą (160)
Ludzie listy piszą (151)
Ludzie listy piszą (151)
Ludzie listy piszą... (139)
Ludzie listy piszą... (136)
Ludzie listy piszą (133)
Ludzie listy piszą (124)
Ludzie listy piszą (119)