Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 8 maja, 2008
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

Front Page 
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

W 2006 roku odwiedziło nasze strony 226,426 czytelników!

196,877 w 2005

122,542 w 2004.




Kultura

Ciekawe zmiany
Jadwiga M. Byszewska
May 8, 2008
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Z cyklu: Refleksje (nie tylko) kulturalne


Chyba wszystkie występy teatralne starają się odwoływać do dwóch odrębnych płaszczyzn odbioru publiczności. Pierwszą jest uczestniczenie w przedstawieniu i obserwowanie z widowni tego, co dzieje się na scenie, a drugą stymulacja przemyśleń, wielokrotnie powracających już po wyjściu z teatru.

Ostatnio mieliśmy możliwość uczestniczenia w dwóch zupełnie odmiennych prezentacjach scenicznych, które zapewne nie tylko mnie zmobilizowały do refleksji. Były to "The Indian Queen" i "Adelheid Solos" - pierwsze przedstawienie to teatralno-muzyczna fantazja, stworzona w samym końcu XVII wieku, a drugie to pokaz nowoczesnego tańca.

Oba pokazały szokujące wręcz zmiany jakie zaszły w ciągu ostatnich kilku lat w Toronto i to, co należy z radością podkreślić, zmiany w stronę wybitnych, współczesnych osiągnięć.

Oba przepełnione są psychologiczną i intelektualną abstrakcją, a zrozumienie obu wymagało od widzów dużego zaangażowania, koncentracji i wyrobienia artystycznego, i oba cieszyły się ogromną popularnością wśród publiczności.

"The Indian Queen", to coś więcej niż "zwykły" spektakl teatralny, ponieważ jest to przedstawienie taneczne, muzyczne i wizualne zarazem, gdzie dialog z widownią odbywa się na kilku płaszczyznach interpretacji.

I pomyśleć, że wszystko zostało przemyślane i napisane ponad 300 lat temu! Sztukę, opracował w 1695 r. Henry Purcell i umieścił ją w dwóch zazębiających się sferach: dźwięku oraz wizualnych skojarzeń, w obu wypadkach odwołując się do abstrakcyjnej wyobraźni publiczności, która przybyła, aby wziąć udział w tym spektaklu.

Przedstawienie wymaga od uczestników niesłychanej koncentracji, ponieważ jeśli widz na chwilę przestanie z uwagą śledzić to co dzieje się na scenie, całość traci dla niego swój magiczno-dramatyczny kontekst.

I tu tkwi sedno eksperymentalnego przedstawienia, zarówno tego, które oglądamy obecnie, jak i tego, które trafiało do publiczność w końcu XVII w. Jest tu coś z atmosfery dawnych misteriów: gdy cichną głosy śpiewaków, a ich miejsce zajmują recytacje aktorów, w tym momencie muzyka robi wrażenie jakby zaniepokojonej własnymi dźwiękami, i po chwili zapada kompletna cisza.

Wszystkie języki: mówiony, śpiewany i muzyczny, współistnieją w tej ciszy, oddając magię odizolowania i samotności, a na scenie pojawia się wtedy taniec, ostro ingerujący w tę jedność istnienia, jak obcy, bolący dysonans, który sam autor określił jako "radość wynikającą z rozpaczy" lub "atmosferę wolności w kajdanach".

Do takich środków wyrazu przywykliśmy w naszym nieskoordynowanym życiu XXI wieku, ale odnalezienie ich w utworze napisanym trzy wieki temu, jest nieco zaskakującym doświadczeniem. Pomimo że wydawało nam się, iż to dopiero początek XX wprowadził zmiany w inspiracjach estetycznych i różnorodnych interpretacjach artystycznych, poszukiwania te rozpoczęte zostały się już znacznie wcześniej.

W sztuce Purcella dominuje odczucie, a nie prawda historyczna czy logika postępowania. Wszystko oscyluje w sferze demoniczno-mistycznej fantazji, gdzie znaczenie rzeczywistości zostało zagubione, natomiast pozostało wrażenie jakiegoś uduchowienia, niezgłębionego, rytualnego poszukiwania indywidualnego, ponadczasowego wyrazu.
Jest to eksperyment łączący tych co tańczą, z tymi co grają na instrumentach, z tymi co recytują i tymi co śpiewają.

Gdybym użyła określenia - tancerze, muzycy, aktorzy i wokaliści - czytelnicy spodziewać by się mogli płynnej techniki u wszystkich wykonawców na scenie, a tutaj jest raczej współistnienie i wzajemne wspieranie się w tym przedstawieniu, które opowiada widzom legendę o prawdziwej miłości, gdzie dominują nieprzewidziane zbiegi okoliczności i uwypuklona jest wiara w prawdziwe, choć zdradzone uczucie.

Drugi spektakl, pt. "Adelheid Solos", jest występem Heidi Strauss, znanej w Toronto niezależnej tancerki, która nie szczędzi wysiłku aby zaprezentować publiczności ruch przedstawiany z jej osobistego, bardzo indywidualnego punktu widzenia. Tej prezentacji nie można nazwać tańcem, a w każdym razie na pewno nie tańcem w rozumieniu powszechnie przyjmowanej definicji tego słowa.

Jest to pokaz ruchu i jego podkładu psychologicznego, ruchu wynikającego z przemyśleń i osobistych przeżyć, a nie ruchu inspirowanego muzyką, ponieważ muzyka jest tu podporządkowana temu co tancerka chce wyrazić, a nie odwrotnie. Każdy jej gest i każde poruszenie ciała są głęboko wystudiowane, chociaż w całości odbiera się je jako emocjonalną, pełną niewysłowionej energii ekspresję, która "rozgrywa" się na scenie przy współpracy z zapatrzoną publicznością. Zdecydowanie, bez spontanicznej reakcji widzów, jej występy pozbawione byłyby sensu, ponieważ dominuje tu siła wyrazu, która nie może trafiać w pustkę.

Ten taniec raz promieniuje głębokim spokojem, a raz rewolucyjnym niemal napięciem; ukazuje delikatność istnienia i obraz ludzkiej tragedii; jest zarówno pełen nieśmiałości jak i zaskakuje dozą arogancji; robi wrażenie istniejącego samego dla siebie, a w rzeczywistości, jest ściśle związany z reakcją publiczności.

Światła i muzyka dopełniają reszty. Chwilami, tancerka znajduje się w silnych blaskach reflektorów, chwilami wiadzimy tylko fragmenty jej ciała, a reszta znika w ciemności, tylko po to, aby za chwilę wyłonić się z mroku, zaskakując nas pełnią nieskrępowanego, nieokiełznanego rozmachu, zapału i werwy.

Całości towarzyszą elektroniczne dźwięki niby odległego miasta, fragmenty niedokończonych zdań lub westchnień z nieznanego świata, podkreślając intrygujące "alter ego" postaci znajdującej się w nieustannym ruchu.

Oczywiście, sukces występu to nie tylko taniec pani Strauss, to wynik jej współpracy z dwoma nieprzeciętnymi twórcami. Jednym jest Jan Komarek, który obecnie powrócił z Kanady do Czech, dyrektor artystyczny całości, choreograf, oraz wnikliwy analizator światła i dźwięku, a drugim, jej mąż, Jeremy Mimnagh fotografik, videografik i kompozytor muzyki elektronicznej, czyli twórca całej oprawy wizualno-akustycznej tego występu.

W obecnych czasach przywykliśmy już do tego, że artystyczne interpretacje nie mają granic, i zazwyczaj nikt już się nie dziwi żadnym nowatorskim rozwiązaniom. Jednak należy stwierdzić, że taniec współczesny, zwłaszcza przekazywany ze sceny, jest jedną z najtrudniejszych form artystycznego wyrazu. Obywa się bez towarzyszącej mu akcji, natomiast bazuje tylko na doprowadzonej do perfekcji technice i emocjonalnym kontekście. Jest ekspresją przekazywaną poprzez ruch i jest ruchem tworzącym całe widowisko.

Każdy gest i każda wystudiowana poza muszą być we współczesnym tańcu pełne wielorakich odcieni i symbolicznego znaczenia. Ruch może być płynny i elegancki lub dramatyczny, gwałtowny i prowokujący, a każde poruszenie oddaje piękno istnienia oraz nieskończone możliwości tancerza, który potrafi, niemal bez ograniczeń, operować własnym ciałem.

Jest on jak kinetyczna rzeźba, fascynująca ruchem narracyjnej opowieści o życiu, o przetrwaniu i o współistnieniu z naturą, ponieważ taniec, wykorzystuje wyłącznie naturalne możliwości ludzkiego ciała.

Taniec pani Strauss, tak jak każda współczesna forma artystyczna, jest dialogiem z publicznością i jest oczekiwaniem na reakcję widzów. Jej występy nie posiadają żadnej fabuły i są wyłącznie zestawem płynnych lub kontrastujących ze sobą figur tanecznych, które opisywane słowami zdają się być pozbawione pierwotnego uroku.

Taniec, tak jak każda inna dziedzina sztuki, jest formą interpretacji życia, i każde przedstawienie jest nieco odmienne od poprzedniego, ponieważ wpływa na nie wiele czynników zewnętrznych, z samopoczuciem tancerki i widowni włącznie.

Jest rzeczą udowodnioną, że ludzie, w większości, posiadają uwagę niepodzielną i np. jeżeli skupiamy się na muzyce, niewiele z tańca pozostaje w naszej pamięci. Natomiast ten występ jako całość, odbierany musi być abstrakcyjnie, zmuszając do koncentracji raz na muzyce, a raz na wizualnym obrazie, i ta oscylacja naszej uwagi powoduje, że każdy pamięta oglądany pokaz ekspresyjnego ruchu zupełnie odmiennie.

Ten typ tańca współczesnego wymaga niesłychanej wprawy, jest czasem prowokujący i nie dla każdego estetycznie przyjemny, a często równie fascynujący jak denerwujący. Jest coś bardzo oryginalnego w tych tanecznych zmaganiach Heidi Strauss, coś twórczego, coś niezwyczajnego, coś łączącego przed naszymi oczami talent i technikę w jedną doskonałą całość, możliwą do zrozumienia i przeżywania tylko w chwili patrzenia na wykonawcę.

Jest to ekscytująca kolizja elementów wizualnych i słuchowych, która stymuluje wyobraźnię widzów, całkowicie pochłoniętych śledzeniem metaforycznej jedności. Każdy badacz kultury wie, że taniec jest jednym z najstarszych, dynamicznych i impulsywnych form wyrażania ludzkiej ekspresji, a współczesny taniec odzwierciedla poszukiwania obecnego pokolenia. Pokazy tańca współczesnego zdecydowanie zaliczyć należy do trendu nowatorskiego, który stara się znaleźć adekwatne dla naszych czasów środki swojego wyrazu.
Pasja tworzenia i odnajdywania nowej drogi znana jest artystom i odkrywcom we wszystkich stuleciach i aby stać się jednym z nich, należy przedkładać marzenia ponad akceptowaną już powszechnie rzeczywistość.

Oba wspominane powyżej wystawienia potrafiły wznieść się ponad obowiązujące bariery i zafascynować widownię, tak jak zaabsorbowały swoich wykonawców. Reakcja zgromadzonej na obu salach publiczności zdecydowanie świadczyła o świadomym odbiorze przedstawień, a więc o ich zrozumieniu i zapotrzebowaniu emocjonalnym na podobnie rozwiązania artystyczne.



© Copyright 2003, 2004, 2005, 2006 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 



Kultura
Imprezy
Ciekawe zmiany
Rysunki Norwida I Herberta
"Marsz Polonia" to alegoria Polski
Wielka improwizacja i wielkie serca
Imprezy
Podjęte wyzwanie
Nagrody im. Korfantego
Imprezy
O władzy