Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 2 maja, 2008
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

Front Page 
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

W 2006 roku odwiedziło nasze strony 226,426 czytelników!

196,877 w 2005

122,542 w 2004.




Prawo

Ciszej nad tą tragedią!
Konrad Turzyński
May 2, 2008
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Właśnie rozpoczęła pracę komisja sejmowa zajmująca się okolicznościami samobójczej śmierci Barbary Blidy. Od tego tragicznego wydarzenia mija rok. Sprawa uchodzi za nie do końca wyjaśnioną, budzi emocje i w ciągu minionych 12 miesięcy była bardzo często przywoływana w ogólnopolskich środkach przekazu.


Tymczasem, w lokalnej gazecie toruńskiej znalazłem taką oto bulwersującą wiadomość o czymś, co się zdarzyło w Warszawie 5 lutego o godzinie szóstej rano: "Zjawili się o świcie. Rzucili Piotra D. na podłogę, narzeczoną uderzyli kolbą. Okazało się, że policja potraktowała tak brutalnie nie gangstera, a niewinnego informatyka. Dopiero po sprawdzeniu dokumentów okazało się, że to pomyłka." ("Pobili, rzucili na ziemię i skuli. Za pomyłkę policjantów przypadkowa ofiara zapłaciła złamaniem kręgosłupa", "Nowości" z 15 lutego 2008 r.). Gdyby takie samo potraktowanie zdarzyło się w stosunku do gangstera, którego poszukiwano, to nie byłoby problemu prawda? Jak wiadomo, również przestępcy nie wszyscy jednakowo reagują na policję: jedni stawiają opór, nawet bardzo bezwzględni, inni nie. Uderzenie narzeczonej (albo: matki, siostry, żony, córki) gangstera kolbą w głowę najwidoczniej byłoby zachowaniem w sam raz na miejscu. Czytam dalej: "Niestety, Piotr ma złamany kręgosłup. […] Ma złamane trzy kręgi, musi chodzić w gorsecie i czeka go nawet kilkuletnia rehabilitacja. Pełni sprawności może nie odzyskać do końca życia.". Pan Piotr D. może mówić o szczęściu w nieszczęściu, bowiem to mogło się skończyć dożywotnim kalectwem (takim unieruchamiającym, a nie tylko takim, które ogranicza komfort życia) albo nawet zgonem. Nie był to człowiek, który stawiał opór policji, nawet nie uciekał (tak jak niektórzy kierowcy, czasami ze stosunkowo drobnego powodu nie chcący zatrzymać się na wezwanie policji drogowej), nawet nie ociągał się z otworzeniem drzwi na wezwanie. Nie zrobił NIC takiego, co sprawiło, że znalazł się w polu zainteresowania policji. W taki sposób, krzywda może stać się każdemu. Wystarczy być o szóstej rano w swoim mieszkaniu. Dokładniej, to wyglądało tak: "[…] ktoś zaczął się dobijać. Mężczyzna wyjrzał przez wizjer. Na klatce zobaczył antyterrorystów w czarnych kombinezonach, kamizelkach kuloodpornych i kaskach. Krzyczeli: »Policja, otwierać!«. Grozili, że wyważą drzwi. Zdumiony, i nie do końca rozbudzony mężczyzna otworzył im. Jeden z policjantów od razu uderzył go w plecy. Przeleciałem kilka metrów i upadłem. Później zostałem przygwożdżony nogą do podłogi i zakuty w kajdanki - opowiada. Jego narzeczona, wciąż leżąca w łóżku, dostała cios kolbą pistoletu w głowę, bo dopytywała, co się dzieje. Niezbyt mocno. Tak, żeby się uspokoiła. Wtedy do mieszkania wkroczyli funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego. Wylegitymowali lokatorów i... rozkuli mężczyznę. Okazało się, że lokatorzy nie są tymi, których szukają. Policjanci tłumaczyli zszokowanej parze, że tropią dwóch zabójców zza wschodniej granicy, którzy mieli przebywać pod tym adresem". Nie jest zatem jasne, czy szukali "gangstera", czy "dwóch zabójców": albo jednego, albo dwóch - coś tu nie gra.

Chcę zauważyć, że tak drastycznego nadużycia przemocy nie stosowano - o ile wiem - nawet podczas pamiętnej nocy 12/13 grudnia 1981 r. Owszem, wiem o procesie (w Toruniu), gdzie o przemoc wtedy właśnie użytą oskarżono funkcjonariuszy SB i MO, jednak przynajmniej tym to się różniło, że osoba mająca zostać internowaną i jej domownicy jakiś (aczkolwiek niegroźny i raczej symboliczny) opór stawiali. Z drugiej strony, przemoc funkcjonariuszy wobec członków owej rodziny była zdecydowanie mniej brutalna niż w opisanym powyżej przypadku sprzed kilku tygodni.

Ta sama gazeta dodaje o Piotrze D.: "»Przepraszam« - nie usłyszał". I słusznie, gdyż to byłoby dodatkową krzywdą dla niego, tym razem psychiczną i moralną! Czy słowo "przepraszam" w ogóle nadaje się do zastosowania w takiej sytuacji? Mogę tak powiedzieć po tym, jak z nieostrożności potrącę kogoś, kto niósł szklankę herbaty, upuścił ją, stracił herbatę i szklankę, a może przy tym trochę się poparzył. Tutaj należytą satysfakcją powinno być bardzo surowe potraktowanie tych wszystkich, którzy przyczynili się do tego fatalnego zdarzenia. Włącznie z dyscyplinarnymi usunięciami ze służby, wyrokami skazującymi i drakońsko wysokim odszkodowaniem pieniężnym dla pana Piotra D., pokrywającym, ze znaczną nawiązką, koszty jego leczenia, rehabilitacji i zarobków utraconych przezeń wskutek wyłączenia go na dłuższy czas z aktywności zawodowej. Ta sprawiedliwość należy się panu Piotrowi i jego narzeczonej. Należy się także nam wszystkim. Bowiem dokładnie TO SAMO może spotkać KAŻDEGO z nas ZAWSZE, dopóki tamta sprawa jest puszczona płazem.

Oczywiście, równie dobrze może być tak, że jakiś mafioso wyśle swoich tzw. "żołnierzy" w celu zamordowania albo uprowadzenia jakiegoś policjanta szczególnie przezeń znienawidzonego i, wskutek pomyłki, ten straszny los może spotkać osobę najzupełniej przypadkową, która nie ma nic wspólnego z policją, a mafii nie jest z żadnego powodu znana. Ale chyba jednak nasze poczucie bezpieczeństwa będzie większe, gdy będziemy wiedzieli, że gdyby coś takiego nas spotkało, to NA PEWNO zrobili to bandyci, a nie ci, którzy za nasze pieniądze mają nas przed nimi chronić! Dopóki tak nie jest, to właściwie może nam być wszystko jedno, czy na nas napadł policjant ścigający bandytę, czy dokładnie na odwrót. Uderzenie w kręgosłup boli tak samo. Śmierć jest również podobnie straszna dla umierającego i dla jego bliskich, bez względu na sprawstwo.

Jednak - co ciekawe - jakoś nie słychać, aby z tego powodu (ani z powodu podobnych tragedii, jakie zdarzały się już nieraz wcześniej) powoływano komisję śledczą, albo choćby tylko domagano się jej powołania! Nie ma jazgotu propagandowego pomiędzy stronnictwami politycznymi usiłującymi coś przy takiej okazji "ugrać" od stronnictw konkurencyjnych. Nazwisko pana Piotra D. nie jest odmieniane co parę dni w prasie. Może także dlatego, że nie stracił życia, ale, (jak śmiem przypuszczać) być może, jemu na rozgłosie nie zależy. Woli, aby to nazwisko nie było z tego powodu znane w całej Polsce, chociaż to nie on ma powody wstydzić się z tego tytułu, że został brutalnie uderzony w kręgosłup.

Wracam do przypadku śmierci Barbary Blidy. Rewizja w jej mieszkaniu również zaczęła się znienacka, o szóstej rano. Ale jej - co pozostaje poza sporem - nikt nie popchnął, nie przewrócił, nie uderzył, ani nawet nie zakuł w kajdanki. Śmierć zadała sobie sama. I naprawdę nie rozumiem, ile złej woli trzeba mieć w sobie, aby z powodu jej samobójstwa komplikować życie prokuratorom, policjantom i innym funkcjonariuszom publicznym. Należałoby tę moc szkodzenia zaoszczędzić dla tych, którzy skrzywdzili pana Piotra D. w Warszawie! Pamiętam z dzieciństwa (lata sześćdziesiąte), jak to moja matka chrzestna i zarazem najlepsza ciocia, aby mnie uodpornić przed schodzeniem na manowce życiowe, opowiedziała mi jako przestrogę prawdziwą historię z moich stron rodzinnych o młodym mężczyźnie - właściwie raczej: starszym chłopaku - który pod zarzutem kryminalnego przestępstwa został zatrzymany przez milicje i osadzony w areszcie, gdzie popadł w rozpacz, napisał list pożegnalny do rodziców i odebrał sobie życie. Mimo, że generalnie władza w tamtych czasach była bardzo brutalna, a torturowanie (nie tylko wtedy, również w latach osiemdziesiątych!) bywało czymś dosyć zwykłym jako sposób wymuszania (nawet nieprawdziwych) zeznań, i to wcale niekoniecznie w sprawach politycznych, to jednak ani moja ciotka, ani nikt inny z mojego otoczenia nie poczytywał samobójstwa owego nieszczęśnika jako pośredniego skutku okrucieństwa barbarzyńskiej władzy. Po prostu, to się zdarzało w wielu epokach, krajach i ustrojach, że pewni ludzie znalazłszy się nagle w takiej opresji nie wytrzymywali psychicznie i woleli targnąć się na swoje życie, nawet niekoniecznie pod wpływem tortur albo lęku przed ich zastosowaniem.

Skoro wobec samobójstwa Barbary Blidy zastosowano odrębną miarę, to może to oznaczać, że dla inicjatorów powołania komisji śledczej Barbara Blida nie jest równa innym obywatelom polskim, lecz jest od nich "równiejsza" (jak to kiedyś napisał George Orwell). Los Piotra D. mało kogo z nich obchodzi, bo on nie był ministrem, posłem, prawdopodobnie nawet do żadnej partii politycznej nie należał (kto ma zatrudnienie, jest z tego rad i na ogół szkoda mu czasu na coś takiego jak polityka!).

Ciekawe, że do szczególnie gorliwych zwolenników urządzenia tego spektaklu pt. "komisja śledcza" zaliczają się politycy lewicowi, którzy okazji aż nadto znakomitych ku temu mieli niemało. W 1991 roku - formalnie będąc w opozycji - bezlitośnie wyzyskiwali w propagandzie przedwyborczej hasło: "Tak dalej być nie musi!". W tym samym roku w Polsce było ok. czterech tysięcy samobójstw, w większości z powodu poczucia niezawinionej nędzy. Drugie tyle zgonów w tym samym czasie to zgony dzieci, które zmarły w polskich szpitalach tylko dlatego, że tym szpitalom zabrakło pieniędzy na dializę! Pisała o tym wówczas PZPR-owska prasa, która też wykorzystywała krytykę rządów spod szyldu "Solidarności" do rekonkwisty (udanej, jak wiemy, w latach troszkę późniejszych). Jednak jakoś nikt nie wpadł na pomysł, aby zwołać komisje sejmową dla przesłuchania wicepremiera Balcerowicza, chociaż to on uosabiał i w propagandzie postkomunistów, i w odczuciach wielu zwykłych ludzi w Polsce wszystkie udręki nowego, które nadeszło i trwa. Przed kolejną PZPR-owską rekonkwistą, tj. za kadencji rządu Buzka, w centrum uwagi lewicy znaleźli się nie samobójcy, nie dzieci zmarłe w szpitalach, ale śmiertelne ofiary zamarznięć. W postkomunistycznych gazetach zjadliwie prowadzono statystykę tych tragedii. Jednak także wówczas, jakoś dziwnie, postkomunistom nie przyszło do głowy ciągać ministra Balcerowicza przed komisję sejmową.

Teraz, w przypadku dotyczącym tragedii Barbary Blidy, chęć odegrania się na partii braci Kaczyńskich jest najwidoczniej naczelna dyrektywą, która przyćmiewa im i racjonalne myślenie, i nawet (albo - tym bardziej) poczucie dobrego smaku.

Mnie przy tym nieszczęsnym zdarzeniu nie było, ale bez czekania na to, czy komisja sejmowa ustali jakiś wynik swoich dociekań, oraz bez względu na to, jaki on będzie, wierzę, że tak jak w wielu innych podobnych historiach, za samobójstwo Barbary Blidy odpowiedzialność ponosi ona i tylko ona. Ale cóż to znaczy? Z punktu widzenia wiary katolickiej (a więc także mojej wiary), to może znaczyć bardzo wiele. Odpowiedzialność pozagrobową, gdzie jest Miłosierdzie ponad ludzka miarę, ale również taka sama Sprawiedliwość. Osoby chcące wygrać coś na samobójstwie lewicowej pani polityk lepiej by uczyniły, gdyby zaniechały tego i pomodliły się za jej duszę. Może ona tego szczególnie potrzebuje? To, w każdym razie, na pewno nikomu nie zaszkodzi. Zapewne też, nie wzbudzi niezadowolenia rodziny zmarłej, bowiem owa rodzina urządziła jej pogrzeb katolicki właśnie, a nie np. bezwyznaniowy.


© Copyright 2003, 2004, 2005, 2006 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 



Prawo
Kontrowersyjne "bezpieczne igły"
O zniesieniu wiz nigdy nie za wiele
Komu powierzamy nasz los?
Prawne znaczenie słowa "Przepraszam"
Bezpieczeństwo publiczne ważniejsze
Wizy do Kanady zniesione, a problemów wcale nie mniej
Bez prawa do litości
Ciszej nad tą tragedią!
Na wolność... tylko w trumnie
Casus Homolka?