Dziennik Polonii w Kanadzie    
Strona główna | POLONIUM | Wyszukiwarka | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 1 stycznia, 2013
 
  GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej      

W naszej GAZECIE:
Polonium
POLONIUM
News about Poland

Ale piękny jest ten œwiat
Antykwariat
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
CHUDNIESZ - WYGRYWASZ ZDROWIE
Dobre rady
Europa
Film
Finanse
Fotka dnia
Historia mało znana
IMPREZY
Kabaret pod Bańkš
Kanada
Komentarze, opinie
Kultura
List oceaniczny - dodatek kulturalny
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Nauka i technika
Ontario
Polonia
Polonia Przyszłoœci
Polska
Pomóżmy innym
PowódŸ 2010
Prawo
Robert Dziekański
Różnoœci
Smoleńsk 2010
Toronto
USA
W krzywym zwierciadle
Wybory federalne 2011
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Œwiat

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 

 

Page not found

404 Error

404

Page Not Found!

We're sorry, but we can't find the page you were looking for. It's probably some thing we've done wrong but now we know about it and we'll try to fix it. In the meantime, try one of these options:

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright Š 2015. All Rights Reserved.

Robert Dziekański

CZAS NIE LECZY RAN
Agnieszka Krupak
May 2, 2008
 > Wersja do drukowania
> Wyœlij e-mailem


Nie widać końca toczšcych się œledztw zwišzanych ze œmierciš Roberta Dziekańskiego. Tymczasem, jego matce brakuje już sił.

Zofia Cisowski (Z archiwum Reutera)


Jurek Bałtakis jest jednš z najbardziej znanych osób wœród Polonii w Kamloops. Prezes Koła Przyjaciół Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w Kamloops przez ostatnie pół roku całkowicie poœwięcił się sprawie Roberta Dziekańskiego. Jest przyjacielem rodziny, który pomaga Zofii przejœć przez najcięższe chwile jej życia, oraz współorganizuje spotkania z mediami i oficjelami zwišzanymi z tš tragicznš historiš. W sprawę zaangażował się też Grzegorz Laska, który stara się pomagać w rozwišzywaniu problemów, jakie na swojej drodze spotyka wcišż zrozpaczona matka. Tymczasem wiele œledztw zostało przełożonych na póŸniejszy termin, a inne trwajš już bardzo długo. To powoduje dodatkowy stres i zwštpienie, czy tragiczna historia kiedykolwiek ujrzy swój finał.

9 kwietnia Zofia Cisowski, Jurek Bałtakis i Grzegorz Laska spotkali się z konsulem generalnym w Vancouver, Maciejem Krychem. Celem spotkania była wymiana informacji na temat postępów w toczšcej się sprawie.

- To spotkanie miało na celu wspólne ustalenie, jak możemy działać dalej, by pomagać pani Zofii Cisowski. Pojawiły się też nowe fakty, które omówiliœmy. Takim faktem była wizyta prokuratorów kanadyjskich w Polsce. Zostali oni przyjęci przez prokuratorów Prokuratury Okręgowej w Gliwicach i przedstawicieli Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Zostało im uœwiadomione, że wszelkie działania mogš podejmować tylko i wyłšcznie za poœrednictwem polskiej prokuratury, i takie też działania podejmowali. Została nawišzana pełna współpraca między prokuratorami kanadyjskimi a prokuraturš gliwickš, która prowadzi niezależne œledztwo w sprawie œmierci Roberta. Ze swojej strony mogę potwierdzić, że konsulat polski w Vancouver jest włšczony w postępowanie przed urzędem koronera. To postępowanie zostało przesunięte na lipiec. W lipcu odbędzie się pierwsze posiedzenie, a konsulat będzie włšczony także w postępowanie przed komisjš, która będzie badała przyczynę œmierci naszego rodaka oraz to, kto jest winien tej tragedii. Jednak trudno mi mówić o wynikach tych wszystkich postępowań, bo one wcišż się jeszcze toczš. I niestety, toczš się bardzo długo. Nad tym ubolewam - powiedział Gazecie konsul Maciej Krych.

W pierwszych dniach kwietnia parlamentarna komisja do spraw bezpieczeństwa publicznego w Ottawie oddelegowała częœć swoich członków do Vancouver, by przeszli tę samš drogę, jakš przeszedł Robert kilka godzin przed swojš œmierciš. Parlamentarzyœci zadawali pytania pracownikom lotniska, chcšc dokładnie odtworzyć wydarzenia z tragicznej nocy. Zamysłem komisji było utrzymanie tej inicjatywy w tajemnicy, by nie wywoływać zamieszania na lotnisku, jednak dowiedziały się o niej lokalne media, które wysłały do portu lotniczego swoich rzeczników. Następnego dnia odbyła się w Vancouver otwarta sesja komisji, na którš wstęp miał każdy, kto chciał dodać cokolwiek wišżšcego do sprawy, przekazać dokumenty lub wygłosić swojš opinię dotyczšca zasadnoœci używania taserów.

- Piękne przemówienie wygłosił wtedy Cameron Ward, prawnik reprezentujšcy rodzinę innej ofiary policyjnego tasera, Roberta Bagnella. Między innymi, przedstawił listę wszystkich ofiar porażenia paralizatorami w Ameryce Północnej. To ponad 330 osób, a liczba ta stale roœnie. Cameron Ward optował za tym, by zastosować moratorium na używanie paralizatorów do czasu, kiedy nie zostanš zakończone niezależne badania, majšce okreœlić poziom ich szkodliwoœci - mówi Jurek Bałtakis.

Kolejne przesłuchanie przed komisjš ds. bezpieczeństwa publicznego odbyło się 15 kwietnia w Ottawie, dokładnie w dniu urodzin Roberta. Zaproszono na nie Zofię Cisowski i reprezentujšcego jš prawnika, Waltera Kosteckyj. Była to kontynuacja sesji z Vancouver, dotyczšca œledztwa w sprawie zasad stosowania taserów. Jurek œledził obrady komisji dzięki transmisji w internecie.

- Zadawano pytania œwiadkom, pytano się między innymi o to, co sšdzš na temat moratorium w sprawie używania paralizatorów. Przemawiała też Zofia, i powiem œmiało, że podbiła serca dziennikarzy. Opowiadała o tym, że sš urodziny Roberta, że czekajšc na samolot do Ottawy złożyła w miejscu jego œmierci kwiaty i kartkę z wierszem urodzinowym. To było bardzo wzruszajšce, a dziennikarze mieli łzy w oczach - opowiada Jurek.

Jednak wydarzenia ostatnich tygodni powodujš, że Jurek zaczyna tracić nadzieję na pomyœlne zakończenie sprawy, której celem jest dojœcie do prawdy, kto jest winien œmierci Roberta.

- Kiedy pod koniec marca Kanadyjska Agencja Służb Granicznych (CBSA) opublikowała raport z wydarzeń na lotnisku, przeraziła mnie iloœć zawartych w nim nieprawdziwych informacji. To nie jest rzeczowy raport - mówi.

Zdaniem Jurka, z prawdš mija się opublikowane zeznanie jednej z pracownic stanowiska informacyjnego lotniska. - W raporcie, ta kobieta twierdzi, że Zosia sama nie wiedziała, skšd przylatuje Robert, nie znała ani godziny, ani numeru lotu. Rzekomo powiedziała, że może to samolot z Amsterdamu. A to bzdura, bo kilkukrotnie sama mówiła mi te dane. Znała je na pamięć, a dodatkowo zapisała je na kartce. Zresztš, to ona kupiła bilet dla Roberta. Jak więc mogła pomylić Frankfurt z Amsterdamem? - pyta z niedowierzaniem Jurek.

- To dla mnie bardzo bolesne - potwierdza Zofia. Jak ja mogłabym zapomnieć, skšd leci mój syn? Przecież rok temu, kiedy odwiedzałam go w Polsce przebyłam dokładnie tę samš trasę. A tego dnia samolot z Frankfurtu był opóŸniony. Patrzyłam na tę tablicę informacyjnš, gdzie widniało słowo „delayed" i numer lotu. Znałam go na pamięć. A poza tym, jak to œwiadczy o matce, która czeka na syna i nie wie skšd przyleci i jakimi liniami? Nie wiem, czemu ta pani zeznała takie rzeczy - mówi ze smutkiem.

W raporcie widnieje też wzmianka o tym, że tragicznego dnia na lotnisku w Vancouver był z Zofiš jej mšż, Władysław Cisowski. - To nieprawda, mój mšż ze względu na podeszły wiek i stan zdrowia nie może odbywać tak dalekich podróży. Nie było go wtedy ze mnš.

Jurek twierdzi też, że polska społecznoœć w Kamloops jest zawiedziona faktem, że œledztwa trwajš tak długo, a częœć spraw jest przesuwana w czasie.

- Niestety, ale to wyglšda tak, jakby wszystkie instytucje, zamieszane w œmierć Roberta chciały ukręcić sprawie przysłowiowy łeb. Œledztwo prowadzone przez biuro koronera znów zostało przesunięte o kilka miesięcy. Rzekomym powodem jest oczekiwanie na raport z wewnętrznego œledztwa RCMP. Ale RCMP twierdzi, że œledztwo jest już zakończone, a jego wyniki zostały przesłane do prokuratora generalnego naszej prowincji.

Odłożono też œledztwo prowadzone przez rzšd Kolumbii Brytyjskiej. - Stwierdzono, że publiczne œledztwo musi być podzielone na dwie częœci - jednš dotyczšcš stosowania paralizatorów w Kolumbii Brytyjskiej, a drugš zwišzanš ze œmierciš Roberta. Priorytetem stały się paralizatory, więc sprawa Roberta musi poczekać. A przecież kwestiš taserów już zajęła się Parlamentarna komisja d/s bezpieczeństwa publicznego, po to była zorganizowana niedawna konferencja w Ottawie - mówi rozgoryczony Jurek Bałtakis.

- Wszystko odwleka się w czasie, ale w końcu kiedyœ przyjdzie ten dzień, kiedy spotkajš się na sali sšdowej Zosia i jej prawnik, oraz dziesięciu prawników strony przeciwnej. I ja się boję tej konfrontacji, bo skoro raport zawiera tyle przekręconych faktów, to mam obawy co do prawdziwoœci zeznań œwiadków. Wiadomo, że każdy teraz umywa ręce od odpowiedzialnoœci za to, co się stało - stwierdza Jurek.


Fakty i mity pewnego raportu

Gdy w listopadzie 2007 roku nagranie video pokazujšce œmierć Roberta Dziekańskiego okršżyło œwiat, minister bezpieczeństwa publicznego, Stockwell Day, pod naciskiem opinii publicznej nakazał Kanadyjskiej Agencji Służb Granicznych (CBSA) wszczšć wewnętrzne œledztwo. Miało ono pokazać ostatnie godziny życia Polaka i wykazać ewentualne zaniedbania ze strony służb publicznych na lotnisku w Vancouver. Raport ze œledztwa CBSA ujrzał œwiatło dzienne pod koniec marca. Dokument ma dwanaœcie stron i zawiera zeznania wszystkich osób, które 13 i 14 paŸdziernika 2007 roku zetknęły się z Robertem Dziekańskim na lotnisku w Vancouver

Oficerowie CBSA, którzy mieli kontakt z Robertem w dzień jego œmierci, opisali go w raporcie jako pasażera niechlujnego, zdenerwowanego, i będšcego pod wpływem alkoholu. Jak wiadomo jednak, sekcja zwłok nie wykazała nawet œladowej obecnoœci alkoholu we krwi zmarłego. Co ciekawe - ci sami oficerowie nie uznali tych rzekomych faktów (nerwy i stan nietrzeŸwoœci) jako niepokojšce, ale jako wynik długiej podróży i frustracji wynikajšcej z niemożnoœci komunikowania się w języku angielskim.

CBSA ujawniła zeznania oficerów, publikujšc raport ze œledztwa w internecie. Szczegółowy dokument po raz pierwszy ujawnia ocenę zachowania Roberta w oczach tych, którzy jako ostatni mieli z nim kontakt. Sš też zawarte w nim suche fakty. Samolot Roberta wylšdował w Vancouver w sobotę, 13 paŸdziernika o 15:20 czasu lokalnego.

O 16:05 Robert przeszedł przez kontrolę paszportowš, a jako posiadacz wizy imigracyjnej, został skierowany do sekcji kontroli imigracyjnej. Potem, z niewyjaœnionych dotšd przyczyn Robert nie przeszedł tam, gdzie powinien, tylko błškał się po hali odbioru bagażu.

CBSA ujawniła zapis nagrania video, pokazujšcego Roberta, snujšcego się po hali, w której spędził ponad szeœć godzin, nie zauważony przez żadne ze służb na lotnisku. I to nie zgadza się z informacjami, przekazanymi mediom przez Alain'a Jolicoeur'a, szefa CBSA, podczas konferencji prasowej, która odbyła się w Vancouver 26 listopada 2007 r. Jak oœwiadczył wtedy Jolicoeur, na nagraniu z kamer bezpieczeństwa widać Roberta Dziekańskiego opuszczajšcego wraz z innymi strefę celnš. Jednak Robert w sekcji imigracyjnej stawił się dopiero po szeœciu godzinach. Obecni na konferencji dziennikarze próbowali dociec, co przedstawia zapis wideo z ponad szeœciu godzin przebywania Roberta w strefie zamkniętej. Jolicoeur odpowiedział, że kamery bezpieczeństwa nie obejmujš całego obszaru strefy strzeżonej. Dodatkowym utrudnieniem był, zdaniem szefa CBSA, trwajšcy w tej częœci lotniska remont, więc niektóre z kamer miały ograniczone "pole widzenia". Dlatego wysoki pasażer w jasnej kurtce "zniknšł" kamerom na aż tak długi czas. W raportu CBSA wynika, że po półrocznej przerwie odnalazł się na taœmach kamer bezpieczeństwa w niewyjaœniony sposób.

Szczegóły raportu ujawniajš kolejne fakty z ostatnich godzin życia Roberta. Niestety, zawierajš też informacje, które, zdaniem Zofii, nie majš potwierdzenia w rzeczywistoœci. W raporcie widnieje zeznanie oficera CBSA, T. Zadraveca. Zeznał on, że około godziny 19:00 odebrał telefon od ojczyma Roberta, który powiedział, że Zofia czeka już od pięciu godzin na lotnisku. Potem stwierdził, że szukał w strefie zamkniętej osoby odpowiadajšcej rysopisowi Roberta, ale nikogo takiego nie zauważył. Mšż Zofii miał oœwiadczyć wtedy, że rodzina prawdopodobnie pojechała już do Kamloops. Zadravec uzyskał potwierdzenie, że Dziekański znał numer na telefon komórkowy Zofii i się rozłšczył.

- To nieprawda. Byłam na lotnisku z mężczyznš, ale to nie był mój mšż, tylko wynajęty przeze mnie kierowca, który przywiózł mnie z Kamloops do Vancouver. Umyœlnie zatrudniłam Kanadyjczyka, żeby w razie problemów mógł swobodnie porozumieć się po angielsku. I ten pan nigdzie nie dzwonił, tylko pytał się oficerów, czy nie widzieli gdzieœ mojego syna. Mój syn znał mój numer telefonu, ale domowy - poprawia Zofia.

- Kolejny błšd w raporcie. Zofia wtedy nie miała żadnego telefonu komórkowego. Wiem, bo sam go jej kupiłem, już po œmierci Roberta - mówi Jurek Bałtakis.

Około 22:35 Robert próbował opuœcić strefę celnš. "Mężczyzna nieprzerwanie usiłował porozumieć się po polsku, i wydawał się być sfrustrowany faktem, że nie rozumiem, co do mnie mówi - zeznał w raporcie oficer Służb Granicznych K. Bharya, który rozmawiał z Robertem, kiedy ten próbował opuœcić halę przylotów. - "Mężczyzna wspomniał coœ o Kamloops i matce, ale były to jedyne słowa, jakie zrozumiałem."

Zgodnie z zeznaniem innego oficera, Bharya odprowadził Roberta do strefy imigracyjnej.

Alex Currie, kierownik zmiany Służb Granicznych w dniu, kiedy Robert przyleciał do Vancouver, napisała, że Polak wyglšdał na podpitego, co jej zdaniem, nie jest niczym niezwykłym po długim locie.

"Ale nie wyglšdał na osobę z problemami zdrowotnymi, i współpracował ze mnš" - zeznała w œledztwie.

Currie oœwiadczyła, że Robert dostał wodę do picia pięć lub szeœć razy, oraz że mimo tego, że był wyraŸnie zmęczony, nie okazywał żadnych oznak irytacji czy agresji.

Swoje oœwiadczenie zakończyła podziękowaniem oficerom, którzy w kontaktach z Robertem okazali profesjonalizm, grzecznoœć i sztukę doskonałej obsługi klienta.

Oficerem, który przesłuchiwał Roberta podczas odprawy celnej była pracownica CBSA, Juliette van Agteren.
"Ten pasażer był w sposób widoczny poirytowany, wykazywał zniecierpliwienie, zwišzane z długš podróżš, oraz frustrację z powodu nieznajomoœci angielskiego" - napisała w raporcie, dodajšc, że "w żadnym momencie jego zachowanie nie wskazywało na zagrażajšce komukolwiek".

Z raportu wynika, że w czasie, gdy Robert był przesłuchiwany, Zadravec powiedział van Agteren o rozmowie telefonicznej, jakš odbył z ojczymem Roberta, oraz że Zofia prawdopodobnie jest już w drodze do Kamloops. Urzędniczka zostawiła wiadomoœć dla Zofii, dzwonišc na numer telefonu domowego, jaki uzyskała. Po tym, zaczęła szukać Zofii w strefie dla oczekujšcych, ale jej nie zauważyła. Tego wieczoru dyżur na lotnisku pełnił Adam Chapin, oficer Służb Granicznych, który znał język polski, jednak bardzo słabo. Juliette van Agteren poprosiła go o pomoc podczas rozmowy z Robertem przy odprawie. "- Pasażer był ubrany niedbale, miał potargane włosy, koszula wystawała mu ze spodni" - napisał Chapin w raporcie. Tym samym wyjaœniło się, kto pomógł Robertowi wypełnić deklaracje celne, skoro w tym czasie na lotnisku nie było żadnego polskiego tłumacza. To był Adam Chapin.

I to on wiele godzin potem zauważył Roberta przebywajšcego w strefie strzeżonej już po odprawie imigracyjnej i odprowadził go do wyjœcia. "Po wyjœciu z Immigration pasażer potykał się, ale wzišł wózek, i przeszedł dalszš częœć drogi bez problemu" - zeznał.

Kiedy Chapin odprowadził Roberta, była za kwadrans pierwsza w nocy. "Życzyłem pasażerowi dobrej nocy, a on mi odpowiedział tym samym i podziękował, po polsku" - widnieje w raporcie Chapina. Jak twierdzi oficer, w zachowaniu Roberta nie widać było przejawów wrogoœci ani agresji.

W raporcie figuruje notatka, że w kilka minut po opuszczeniu strefy imigracyjnej, Robert zaczšł zachowywać się nerwowo. Chodził w tę i z powrotem od strefy strzeżonej do hali przylotów, zrzucajšc z biurek urzędników stojšce na nich przedmioty. Krótko po tym przybyli na miejsce policjanci użyli w stosunku do niego paralizatora elektrycznego. O godzinie 02:10 Chapin napisał, że zadzwoniła do niego Zofia Cisowski, pytajšc czy nie wie, co się dzieje z jej synem. "Powiedziałem jej, że właœnie skończyłem pracę, i mogę poszukać go, schodzšc z dyżuru. Obiecałem też, że jeœli go znajdę, zaprowadzę do go stanowisk odpraw imigracyjnych, skšd będzie mógł do niej zadzwonić. Podała mi swoje nazwisko i numer telefonu."

Zapis nagrania na lotnisku


Chapin twierdzi, że wychodzšc z hali przylotów rozglšdał się za Robertem, ale nigdzie go nie widział. Wtedy wyszedł na zewnštrz, i zobaczył funkcjonariusza RCMP. Zapytał go, czy wie coœ o polskim pasażerze. -"Powiedziałem mu, że mam mu do przekazania wiadomoœć. Wtedy policjant poprosił mnie, abyœmy weszli do œrodka. W tym momencie, zobaczyłem Dziekańskiego leżšcego na podłodze, otoczonego ratownikami z karetki pogotowia. Pół minuty póŸniej, lekarz stwierdził zgon."

- Wiadomo też, co Robert krzyczał, kiedy zobaczył czterech policjantów z taserami. Krzyknšł: „Co robicie? Zwariowaliœcie?!". Prawdopodobnie myœlał, że mierzš do niego z ostrej broni. Umarł w bólu i przerażeniu - mówi Jurek Bałtakis.


Biedniejsi o polskie serce

15 kwietnia rano Zofia przyleciała z Kamloops do Vancouver. Do startu samolotu do Ottawy miała kilka godzin. Postanowiła uczcić urodziny Roberta w miejscu, które kojarzy się z najgorszš tragediš w życiu - na lotnisku.

- Poszłam tam, gdzie zginšł Robert. Ale nie poznawałam tego miejsca, ponieważ na lotnisku trwa remont, wszędzie sš zmiany. W końcu zapytałam takiego młodego ochroniarza, czy w tym miejscu była kiedyœ szklana œciana. Potwierdził, a potem zaczšł mi się przyglšdać, stojšca z nim kobieta w mundurze też. Moment póŸniej podeszli do mnie i zaoferowali pomoc. Poznali mnie. Powiedzieli mi, gdzie mogę kupić kwiaty - opowiada Zofia.

Żeby dojœć do kwiaciarni, musiała zjechać tymi samymi schodami, które prowadzš do stanowiska informacji. Tego, do którego w noc œmierci Roberta chodziła po pomoc.

- Jak zobaczyłam te schody, to nogi się pode mnš ugięły, i bałam się, że nie dojdę. Ale doszłam, i wtedy z daleka zobaczyłam tę samš kobietę, która w paŸdzierniku kilka razy powiedziała mi, że mój syn w ogóle nie przyleciał do Vancouver. To właœnie ona złożyła zeznanie o tym, że pytałam się o samolot z Amsterdamu. Poznała mnie z daleka - i uciekła.

Zofia mówi, że kiedy urzędniczka jš zobaczyła, szybko weszła do pomieszczenia służbowego za stanowiskiem informacji. Za biurkiem została druga kobieta, jej koleżanka.

- Podeszłam do niej i powiedziałam, kim jestem, i że dziœ sš urodziny Roberta. Dlatego kupiłam kwiaty. I poprosiłam, żeby przekazała swojej koleżance, że przyczyniła się do œmierci mojego dziecka. Poprosiłam też o zrozumienie, bo musiałam jej to przekazać. Powiedziałam to i odeszłam. I jak już wracałam tymi schodami na górę, to się rozkleiłam, i zaczęłam strasznie płakać.

Zofia mówi, że wcišż nie jest w stanie dojœć do siebie po stracie syna. Jest pod stałš opiekš psychiatry, a jej stan zdrowia nie pozwala wrócić do pracy. Niestety, okresowy zasiłek rzšdowy, który dostała tylko na piętnaœcie tygodni, właœnie się skończył. Będzie ubiegać się o rentę, która, jeœli zostanie przyznana, będzie bardzo niska. Zofia pracowała w Kanadzie tylko osiem lat. Stres, strach o postępy w prowadzonych œledztwach i wspomnienia makabrycznego zapisu video z chwili œmierci Roberta powodujš u niej wyniszczajšcš, chronicznš bezsennoœć.

- Wiedziałam, że nie wytrzymam Bożego Narodzenia, na które czekałam osiem lat, więc, dzięki anonimowemu sponsorowi, który kupił mi bilet lotniczy, spędziłam te œwięta z rodzinš w Pieszycach. Wielkanoc była straszna, zostałam z mężem w Kamloops, i nie mogłam opanować płaczu, kiedy barwiłam jajka do œwięconki. W cebuli, tak jak zawsze robiliœmy to z Robertem. Ale te jego urodziny, pierwsze urodziny bez niego - to było straszne. Bo ja go rodziłam, i już go nie mam - płacze Zofia, i dodaje - Czas nie leczy ran.

Zofia szuka sponsora, który ufundowałby bilety lotnicze do Polski - dla niej i dla jej męża, osiemdziesięcioczteroletniego emeryta. Na przełom maja i czerwca zaplanowany jest w Pieszycach pogrzeb Roberta. W rodzinnym grobie spocznie urna z prochami. Niestety, ceny biletów i brak możliwoœci zarobkowania nie pozwalajš jej na tak kosztowny zakup. To rodzi kolejny stres i strach przed przyszłoœciš. Jedynš jej nadziejš jest miłoœć rodziny z Pieszyc, troska przyjaciół z Kamloops i kartki, które wcišż dostaje od poruszonych jej dramatem ludzi.

- Od jednej polskiej rodziny dostałam tak piękny wiersz, że nie mogę opanować płaczu, kiedy go czytam. Będzie wyryty na płycie nagrobnej. Niech pani posłucha, przeczytam. Spróbuję nie płakać...

Odchodzš od nas najbliżsi
Odchodzš od nas najdrożsi
Wypala się płomyk życia
Iskierka po iskierce
O jeden godny uœmiech
Znów jesteœmy ubożsi
Jesteœmy znów biedniejsi
O jedno polskie serce

Agnieszka Krupak

Zofia Cisowski


Š Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adreslisty@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na poczštek strony

 

Robert Dziekański
Œledztwo w Gliwicach umorzone
Proces w sprawie Dziekańskiego znowu opóŸniony
Proces policjantów dopiero w sierpniu
Poczštek procesu policjantów w sprawie Dziekańskiego
Co dalej w sprawie Dziekańskiego
Kolejna odsłona sprawy Dziekańskiego
Zmiany w użyciu taserów
"Nowe" zasady użycia taserów
Minister Radosław Sikorski spotkał się z matkš Dziekańskiego
Adwokat odznaczony w Polsce