Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 1 maja, 2008
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

Front Page 
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

W 2006 roku odwiedziło nasze strony 226,426 czytelników!

196,877 w 2005

122,542 w 2004.




Kultura

Podjęte wyzwanie
Jadwiga M. Byszewska
May 1, 2008
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Z cyklu: Refleksje (nie tylko) kulturalne


Przez wiele lat Toronto śledziło zmagania Richarda Bradshawa z bezdusznymi szczeblami hierarchii rządowych i społecznych, które starały przeszkodzić mu w realizacji życiowego marzenia. Jego dążenie do stworzenia z Toronto centrum artystycznego, które liczyłoby się na świecie, było tak nierealne, że zamiast spodziewanej pomocy napotykał on stale na przysłowiowe kamenie rzucane pod nogi. Nauczył się te kamienie omijać lub przekraczać, żartując często, że dzięki temu, przynajmniej zawód szewców w Toronto może się rozwijać, ponieważ już niejedną parę butów musiał zelować wędrując po tym kamiennym kobiercu. Nie załamywał się jednak i nie ustępował, odwołując się nie tylko do władz, ale i do publiczności, dla której głównie pracował. Nie będę daleka od prawdy twierdząc, że za te starania zapłacił życiem. Odszedł niespodziewanie w sierpniu 2007 r., ale swoją walkę wygrał. Toronto stało się centrum artystycznym, nawet jeśli nie w każdej dziedzinie, to zdecydowanie na polu opery. Kanadyjskie wystawienia operowe liczą się obecnie na międzynarodowym forum artystycznym, a publiczność przyzwyczajona do udanych spektakli, nadal chętnie przybywa na przedstawienia. I raptem okazało się, że Toronto bez opery żyć nie potrafi! Kontynuatorów spuścizny Richarda Bradshawa znalazło się wielu, czego dowodem mogą być wydarzenia artystyczne z ostatnich kilku miesięcy. Od początku 2008 roku, już ponad 20 poważnych oper i operetek przyciągnęło słuchaczy do sal teatralnych, w większości wypełnionych po ostatnie miejsca! Wśród tych wystawień znalazły się zarówno dzieła popularne i często grywane na świecie, jak i trudne, mało znane utwory oraz nowe opery, skomponowane przez współczesnych twórców (w tym również Kanadyjczyków), którzy kontynuując lub rozpoczynając karierę, starają się o uzyskanie godnego miejsca w teatralno-muzycznym repertuarze.

Na początku sezonu oglądaliśmy niezapomniane i szeroko chwalone na świecie wystawienie "Z martwego domu" Leosa Janaceka, utworu niekonwencjonalnego, trudnego, ale fascynującego zarówno publiczność jak i wykonawców. Była to nie tyle opera, w klasycznym tego słowa znaczeniu, ile oryginalny dramat muzyczny, w którym recytowane słowo i gest współistniał na równi z solowymi ariami, chórem i muzyką, a w przedstawieniu tym, orkiestra Canadian Opera Company,a dzieliła sukces z osobami występującymi na scenie. Wystawienie w Toronto "Z martwego domu" przeszło już do notowanej na świecie historii tej oryginalnej opery. Ponadto, w ubiegłych miesiącach prezentowany był "Don Carlos" Giuseppe Verdiego i "Tosca" Giacomo Pucciniego, będące może niezłą, ale typową kontynuacją tradycyjnych wystawień.

Potem oglądaliśmy nowe wystawienie "Constantinople", czyli opery Christosa Hatzisa, współczesnego kompozytora kanadyjskiego, który stworzył dzieło składające się ze współistniejących ze sobą odmiennych nurtów muzycznych, czerpiących inspiracje ze swoich indywidualnych osiągnięć.

Następnie, na scenie było dzieło szwedzkiego kompozytora Gustava Holsta, który mieszkając w Anglii, zainteresował się powiązaniem kultury angielskiej i hinduskiej. Krótka opera "Sawitri" zachwycała odmiennością układów muzycznych, skomponowanych na niewielką orkiestrę (tylko 12 instrumentów), a wschodnimi motywami i melancholijną atmosferą doskonale podkreślała akcję hinduskiej epopei narodowej.

Ale wystawienia te oglądaliśmy w ubiegłych miesiącach, Natomiast to co dzieje się obecnie w Toronto, przechodzi jakiekolwiek oczekiwania. Niemal jednocześnie mamy na scenach całą gamę operowych możliwości.

Jeszcze nie zszedł ze sceny "Eugene Onegin" Piotra Czajkowskiego, przygotowany jako bardzo widowiskowe przedstawienie przez Canadian Opera Company, kiedy pojawiła się "Śnieżka" Mikołaja Rimskiego-Korsakowa, tym razem w wokalno-muzycznej prezentacji Opera in Concert, wykonywana przez wokalistów zaproszonych z Rosji.

Ponadto, co zdarza się bardzo rzadko, publiczność może obecnie prześledzić wszystkie szelmowskie intrygi zabawnego Figaro, ponieważ wystawiany jest równolegle "Cyrulik Sewilski" Gioacchino Rossiniego i "Wesele Figara" Wolfganga Amadeusza Mozarta. Obie opery, bazując na francuskich komediach P.A. Beaumarchaisa, pełnych dowcipu i satyry polityczno-społecznej, przejęły Figaro jako głównego bohatera swojej akcji. W "Cyruliku Sewilskim" poznajemy go jako obrońcę zrozpaczonej Rozyny, którą ratuje przed małżeństwem, ukartowanym przez jej starego opiekuna. Splotem nieprzewidzianych i zabawnych wydarzeń, Figaro doprowadza do jej małżeństwa z ukochanym hr. Alnawiwa. Dalszą część tej historii opowiada opera Mozarta. W "Weselu Figara" hr. Almawiwa, znudzony już swoją żoną, kieruje uczucia w stronę pięknej Zuzanny, pokojówki hrabiny, którą chce poślubić Figaro. Zazdrosny Almawiwa chce skorzystać z feudalnego "prawa pierwszej nocy", ale intrygi przebiegłego Figaro i zmyślnej Zuzanny niweczą jego plany. Całość kończy się szczęśliwie: Figaro żeni się z Zuzanną, a Almawiwa godzi się z Rozyną. Ale w obu operach, oprócz frapującego splotu wydarzeń, ważna jest oczywiście muzyka, która przyczyniła się do niesłabnącej sławy obu kompozytorów. Z "Cyrulika Sewilskiego" znaną arię "Figaro! Figaro! Figaro!" nuci do dzisiaj cały świat, a "Wesele Figara" uznane zostało i to bez apelacyjnie, za arcydzieło komedii muzycznej.

Jakby tych imprez operowych nie było już dosyć, do granego obecnie repertuaru należy dołączyć zarówno "Idomeneo" W. A. Mozarta, jak "Carmen" Georgesa Bizeta, oraz "Madama Butterfly" Giacomo Pucciniego.

"Idomeneusz" to mitologiczny król Krety, który w zamian za uratowanie jego floty powracającej z wojny trojańskiej, obiecał Neptunowi ofiarę z pierwszej napotkanej na lądzie osoby. Był to jego własny syn. Dalsze podania nie są jednoznaczne, ale bez względu na to, czy obietnica została dotrzymana czy nie, Kretę nawiedziła zaraza, a władca został wypędzony z wyspy jako sprawca nieszczęścia. "Idomeneo" było pierwszą poważną operą 25-letniego Mozarta i utwór ten ustabilizował dalszą karierę młodego kompozytora. Tegoroczne wystawienie przygotowane przez Opera Atelier jest malowniczym spektaklem, w którym, przy muzycznym podkładzie Tafelmusik Baroque Orchestra śpiewa m.in. kanadyjska sopranistka Measha Brueggergosman, jako grecka księżniczka Elettra, a amerykański sopranista Michael Maniaci kreuje rolę Idomeneusza. Spektakl ten, utrzymany w urokliwej atmosferze XVIII w., jest zdecydowanie godny obejrzenia.

"Carmen" i "Madama Butterfly", włączając się w cykl tegorocznej, operowej ekstrawagancji, wystawiane są, oprócz Toronto, w Waterloo, Kitchener i w Hamiltonie. "Carmen", jest historią dumnej cyganki, która doprowadza zazdrosnego kochanka do popełnienia morderstwa. Opera ta, pełna hiszpańskiej werwy i folkloru muzycznego, uchodzi za najlepsze dzieło Bizeta, natomiast "Madama Butterfly", to wstrząsająca historia japońskiej gejszy, która, zakochana w amerykańskim poruczniku, wyrzeka się wiary swoich ojców aby wyjść za niego. Niestety, zostaje porzucona, oddaje mu syna, a sama z rozpaczy popełnia harakiri. Ten bardzo silny i muzycznie indywidualny utwór został uznany za jedną z najlepszych prac Pucciniego.

Jednak to jeszcze nie wszystko. Na uwagę zasługuje "The Indian Queen" Henry Purcella, ostatnie dzieło stworzone przez tego angielskiego kompozytora, które jest historyczno-muzyczną fantazją, z akcją umiejscowioną w Meksyku i w Peru. Utwór ten, zwany "semi-operą", pełen jest muzycznych niuansów uzupełnianych dialogami, a akcja jego ukazuje konflikt pomiędzy legendarnym władcą Azteków Montezumą, a Zempoallą, królową Inków.

W podobnej legendarnej atmosferze utrzymane są dwie operetki, obecnie prezentowane w Toronto. Obie są dziełem współpracy pisarza Williama Gilberta i kompozytora Arthura Sullivana. Pierwsza z nich, "Iolanthe", przenosi słuchaczy w bajkowy świat elfów i nimf, a druga, "Mikado", na dwór dumnego, japońskiego imperatora, który niesprawiedliwie skazany został na śmieć. W obu dominuje pełna werwy muzyka i łatwo wpadające w ucho piosenki, natomiast sama akcja zdecydowanie odgrywa mniejszą rolę.

Na zakończenie należy wspomnieć o dwóch krótkich, nowo napisanych kanadyjskich operach, czyli o "Emily, the Way You Are" (muzyka Jana Skorecky), której akcja nawiązuje do życia i twórczości Emily Carr, nieco ekstrawaganckiej malarki z Brytyjskiej Kolumbii, oraz o "Elijah’s Kite" (muzyka James Rolfe), utworze dla dzieci, poruszającym problem przyjaźni i samotności, który wystawiany był już w Nowym Jorku, a obecnie prezentowany jest w Toronto i najbliższej okolicy miasta.

Taka różnorodność repertuaru teatrów muzycznych świadczy o tym, że organizatorzy wystawień starali się przygotować programy z myślą o wszystkich, a nie tylko o publiczności zainteresowanej poważnie uznawanymi na świecie operami.

Właśnie takie podejście do widzów i słuchaczy świadczy o ustabilizowaniu się Toronto jako centrum artystycznego, o co, przez całe życie zabiegał Richard Bradshaw.

Od dłuższego czasu z zainteresowaniem obserwuję to co dzieje się na scenach w Toronto i w moich rozważaniach często powracam do teatrów muzycznych. I czynię to nie dlatego, że osobiście preferuję operę i nie po to aby czytelników tym tematem "zanudzać", ale głównie dlatego, że nawet nie będąc "operowym maniakiem", lub choćby widzem, który sporadycznie uczestniczy w przedstawieniach, warto wiedzieć co dzieje się w GTA, czym żyje miasto i co jemu przynosi rozgłos na świecie.


© Copyright 2003, 2004, 2005, 2006 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 



Kultura
Imprezy
Ciekawe zmiany
Rysunki Norwida I Herberta
"Marsz Polonia" to alegoria Polski
Wielka improwizacja i wielkie serca
Imprezy
Podjęte wyzwanie
Nagrody im. Korfantego
Imprezy
O władzy