Wydany w niedzielę przez władze Ontario nakaz powrotu do pracy strajkujących od północy w sobotę pracowników TTC spowodował, że poranne godziny szczytu przebiegły w poniedziałek bez problemów. Pasażerowie byli szczęśliwi, że nie czeka ich chaos w dzień pracy.
We wtorek w Radzie Miejskiej zostanie złożony formalny wniosek o uznanie komunikacji miejskiej za usługi niezbędne, czyli takie, które nie mają prawa strajku.
Pomysł taki zgłaszał już wcześniej radny Cliff Jenkins, który podkreślał, że komunikacja jest niezbędna dla tych wszystkich, którzy muszą dostać się do pracy. TTC to integralny element życia mieszkańców miasta.
Nie wszyscy uważają, że jest to dobre rozwiązanie.
Szef zarządu TTC radny Adam Giambrone ma obecnie mieszane uczucia. Przed ostatnim weekendem podkreślał, że kosztowałoby to podatnika więcej pieniędzy, gdyż pracownicy tego rodzaju sektorów, uwa-żanych za niezbędne, dostają lepsze wynagrodzenie. Poprzedni legalny strajk TTC, przed ostatnim półtoradniowym w ostatni weekend, miał miejsce w 1999 roku. Po dwóch dniach strajku, rząd Ontario nakazał pracownikom komunikacji powrót do pracy. W ciągu ostatnich 20 lat, było tylko trzy dni przerw w pracy TTC, co dowodzi, że proces negocjacji kontraktów zbiorowych zdaje egzamin, podkreślał Giambrone.
Komunikacja miejska ma status niezbędnych usług miejskich w Montrealu, a także w Nowym Jorku.
W razie niezadowolenia pracowników, nie ma strajku, ale tzw. włoski strajk, czyli praca dokładnie według przepisów, polegająca na wykonywaniu absolutnego minimum obowiązków. Wtedy trwa to dłużej i jest trudniejsze do rozwikłania.
Sprawę kosztu dla miasta tego rodzaju uchwały podkreśla także radny Adam Vaughan. Jeżeli Ottawa i Queen's Park nie pomogą w formie jakiejś dotacji, miasto zbankrutuje, jeżeli samo będzie miało to sfinansować, mówi Vaughan.
Zawarty w ostatniej chwili 20 kwietnia, dwie godziny po ostatecznym terminie, kontrakt między związkami z TTC został odrzucony w głosowaniu ratyfikacyjnym. Przeciwko głosowało 65 proc. oddających głosy.
Pracownicy TTC podjęli natychmiastową akcję strajkową o północy z piątku na sobotę, całkowicie zaskakując mieszkańców miasta, którzy pamiętali obietnicę, że o strajku zostaną uprzedzeni z 48-godzinnym wyprzedzeniem.
Wiele osób nie wiedziało, że wychodząc z domu w sobotę rano, nie będą mogły wsiąść do autobusu, tramwaju czy metra.
Sytuacja wzbudziła oburzenie burmistrza Toronto Davida Millera, który powiedział, że jest to skandaliczne i nie do przyjęcia.
Zwrócił się od razu do premiera Ontario Daltona McGuinty'ego, aby ten zwołał posłów legislatury, by uchwalić decyzję o nakazie powrotu TTC do pracy.
W niedzielę posłowie przegłosowali ten wniosek bez najmniejszych oporów - jednomyślnie, po niecałej pół godzinie debaty. O godzinie 14.45 ustawa miała moc wykonawczą. Stało się tak, ponieważ wniosek poparły obie partie opozycyjne. Gdyby NDP i torysi byli przeciwni, wznowienie usług TTC możliwe byłoby dopiero po pięciu dniach.
Już w niedzielę po południu komunikacja ruszyła.
Pytani, dlaczego nie spełniono obietnicy o 48-godzinnym uprzedzeniu, przedstawiciele związków tłumaczyli, że obawiano się, iż pracownicy TTC mogą być atakowani przez zirytowanych pasażerów.
Oburzony burmistrz Miller uważał, że mieszkańcom Toronto należą się przeprosiny za przerwanie usług komunikacyjnych bez uprzedzenia.
Bywały przypadki, że o północy pasażerowie byli wypraszani z tramwajów i autobusów, które zatrzymywały się i odmawiały dalszej jazdy.
W takich przypadkach, zwracał uwagę poseł konserwatywny i szef opozycji w legislaturze Bob Runciman, ludzie byli postawieni w sytuacji bardzo niebezpiecznej. Określił to jako brak odpowiedzialności, egoizm i oburzające zachowanie ze strony pracowników TTC.
Mieszkańcy Toronto, zirytowani niespodziewanym strajkiem, krytykowali też fakt, że nigdzie nie było znaków ani pikiet.
Wszędzie po prostu nie jeździła komunikacja, ale nie widać było akcji strajkowej.
Bob Kinnear, szef Amalgamated Transit Union Local 113, nie rozmawiał z mediami przez cały weekend. W poniedziałek natomiast powiedział, że nie zamierza przepraszać za to, że po prostu zadbał o bezpieczeństwo swoich członków. Jest mu przykro, że ludzie mieli problem z powrotem do domu. To samo przydarzyło się jego własnej córce.
Pasażerowie TTC są jednak źli. Zachowują się poprawnie, jak prosił ich David Miller, ale nie są w stanie wybaczyć tego rodzaju postępowania w czasie weekendu.
Zaproponowany w ubiegłą niedzielę kontrakt był zgodny z żądaniami związku i miał spowodować, że pracownicy TTC będą najlepiej opłacanymi pracownikami komunikacji miejskiej w GTA.
Płace miały być podnoszone o 3 proc. rocznie przez następne trzy lata.
Była także klauzula gwarantująca wzrost płac w TTC, jeżeli pracownicy innych firm komunikacji publicznej w GTA zaczęliby zarabiać więcej za wykonywanie tej samej pracy.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.