Po półtora dnia niespodziewanego strajku TTC władze Ontario nakazały pracownikom komunikacji miejskiej powrócić do pracy
Dopiero co tydzień temu w niedzielę wszystkie media donosiły z radością, że, dwie godziny po ostatecznym terminie, męczące negocjacje TTC ze związkami zawodowymi zostały pomyślnie zakończone propozycją kontraktu, dzięki czemu groźba poniedziałkowego strajku została zażegnana. Wydawało się, że korzystny dla pracowników TTC kontrakt zostanie ratyfikowany w piątek wieczorem i wszystko wróci do normalnego swego biegu.
Tramwaje stały, pikiet nie było Fot. Gazeta
Niestety, kontrakt został odrzucony w głosowaniu ratyfikacyjnym, a pracownicy TTC podjęli natychmiastową akcję strajkową o północy z piątku na sobotę, całkowicie zaskakując mieszkańców miasta, którzy pamiętali obietnicę, że o strajku zostaną uprzedzeni z 48-godzinnym wyprzedzeniem.
Wiele osób nie wiedziało, że wychodząc z domu w sobotę rano, nie będą mogły wsiąść do autobusu, tramwaju czy metra.
Sytuacja wzbudziła oburzenie burmistrza Toronto Davida Millera, który powiedział, że jest to skandaliczne i nie do przyjęcia.
Zwrócił się od razu do premiera Ontario Daltona McGuinty'ego, aby ten zwołał posłów legislatury by uchwalić decyzję o nakazie powrotu TTC do pracy.
W niedzielę posłowie przegłosowali ten wniosek bez najmniejszych oporów - jednomyślnie, po niecałej pół godzinie debaty. O godzinie 14.45 ustawa miała moc wykonawczą. Stało się tak, ponieważ wniosek poparły obie partie opozycyjne. Gdyby NDP i torysi byli przeciwni, wznowienie usług TTC możliwe byłoby dopiero po pięciu dniach.
Już w niedzielę po południu komunikacja ruszyła.
Jak zapewniono, pełne usługi TTC będą działały na poranne godziny szczytu w poniedziałek.
Uzasadniając konieczność zmuszenia pracowników TTC do powrotu do pracy, premier McGuinty powiedział, że działanie TTC jest w najlepszym interesie nie tylko samego Toronto, ale także całej prowincji.
Minister pracy Ontario Brad Duguid podkreślił, że rząd szanuje proces negocjowania umów zbiorowych, ale w tym przypadku, interes ludzi jest nadrzędny. Zachęca on obie strony do podjęcia dalszych negocjacji i poczynienia ustaleń, które będą do przyjęcia dla obu stron. W obliczu zagrożenia funkcjonowania całego miasta i prowincji, rząd nie może stać na uboczu i nie reagować, kiedy chaos zagraża życiu milionów ludzi i przedsiębiorstw.
Bob Kinnear, prezes Amalgamated Transit Union, powiedział, że w sobotę związek wysunął kilka ofert wobec władz TTC, ale wszystkie zostały zignorowane, ponieważ wiadomo już było, że rząd Ontario nakaże pracownikom TTC powrót do pracy.
Mimo że McGuinty apelował do pasażerów, aby byli uprzejmi wobec pracowników TTC, wielu posłów uważało, że mieszkańcom Toronto należą się przeprosiny za przerwanie usług komunikacyjnych bez uprzedzenia.
Bywały przypadki, że o północy pasażerowie byli wypraszani z tramwajów i autobusów, które zatrzymywały się i odmawiały dalszej jazdy.
W takich przypadkach, zwraca uwagę poseł konserwatywny Bob Runciman, ludzie byli postawieni w sytuacji bardzo niebezpiecznej. Określił to jako brak odpowiedzialności, egoizm i oburzające zachowanie.
Pytani, dlaczego nie spełniono obietnicy o 48-godzinnym uprzedzeniu, przedstawiciele związków tłumaczyli, że obawiano się, iż pracownicy TTC mogą być atakowani przez zirytowanych pasażerów.
W głosowaniu nad ratyfikacją zalecanego przez przywódców związku kontraktu, 65 proc. pracowników TTC wypowiedziało się przeciwko przyjęciu go.
Prowincyjny mediator próbował doprowadzić do ugody w sobotę, ale okazało się to niemożliwe.
Mimo braku komunikacji miejskiej w sobotę, miasto jakoś funkcjonowało. Nieco trudności mieli ludzi z dostaniem się na różne imprezy w centrum, ale generalnie, nie było większych problemów.
Wiele osób, które normalnie przyjechałyby do barów i klubów w centrum, zrezygnowało z wyprawy.
W sobotę na ulice wyjechały wszystkie torontońskie taksówki. Jak podawano, czas oczekiwania był maksymalnie 30 minut.
Można też było wypożyczyć za 10 dol. rower z agencji, oferującej tego rodzaju usługi.
Mieszkańcy Toronto, zirytowani niespodziewanym strajkiem, krytykowali też fakt, że nigdzie nie było znaków ani pikiet.
Wszędzie po prostu nie jeździła komunikacja, ale nie widać było akcji strajkowej.
Zaproponowany w ubiegłą niedzielę kontrakt był zgodny z żądaniami związku i miał spowodować, że pracownicy TTC będą najlepiej opłacanymi pracownikami komunikacji miejskiej w GTA.
Płace miały być podnoszone o 3 proc. rocznie przez następne trzy lata.
Była także klauzula gwarantująca wzrost płac w TTC, jeżeli pracownicy innych firm komunikacji publicznej w GTA zaczęliby zarabiać więcej za wykonywanie tej samej pracy.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.