Czterej kanadyjscy policjanci, wyjaśniający okoliczności śmierci Roberta Dziekańskiego na lotnisku w Vancouver, przyjechali do Polski, by przesłuchać mieszkających tu świadków.
W październiku ubiegłego roku Dziekański został śmiertelnie porażony przez kanadyjską policję paralizatorem (taserem).
O udzielonej Kanadyjczykom pomocy poinformował w poniedziałek PAP rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Michał Szułczyński. Czterej kanadyjscy policjanci, którzy gromadzą materiał dowodowy w tej sprawie spędzili w Polsce, w ubiegłym tygodniu, trzy dni.
"W imieniu Kanadyjczyków polski prokurator przesłuchał kilka osób, które już zeznawały w śledztwie w tej sprawie, toczącym się w naszej prokuraturze. To świadkowie, którzy jako ostatni zetknęli się z Robertem Dziekańskim przed jego wyjazdem do Kanady" - powiedział Szułczyński.
Kanadyjczycy - choć wcześniej deklarowali, że wstrzymują pomoc prawną dla polskich prokuratorów do czasu zakończenia własnego postępowania - dostarczyli jednak gliwickim śledczym ważne dla postępowania dokumenty m.in. protokół z sekcji zwłok Polaka.
W Kanadzie toczy się kilkanaście różnych dochodzeń w tej sprawie. Policjanci, którzy odwiedzili Polskę zbierali materiał dowodowy na potrzeby każdego z nich.
Własne śledztwo od listopada prowadzi prokuratura w Gliwicach. Dotyczy ono przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy i nieumyślnego spowodowania śmierci Polaka. Dotychczas przesłuchano w nim kilkunastu świadków. To osoby, które miały kontakt z Dziekańskim zanim wyjechał do Kanady.
Polskie prawo pozwala na ściganie obywateli obcych krajów za przestępstwa popełnione na szkodę Polaków za granicą. Jeżeli np. policjanci zostaliby skazani w Kanadzie, mogliby później teoretycznie stanąć przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Warunkiem byłaby zgoda Kanady na przekazanie ich stronie polskiej.
40-letni Dziekański, który przyleciał do Vancouver 13 października z Frankfurtu z zamiarem osiedlenia się na stałe w Kanadzie, ponad 10 godzin oczekiwał na swoją matkę, która nie mogła się z nim skontaktować, bowiem Polak przebywał w tzw. strefie bezpieczeństwa. Nie uzyskał tam, podobnie jak matka, żadnej pomocy ze strony władz.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.