Nieustająca wojenka pomiędzy bratem Jarosławem a resztą świata spersonifikowaną do postaci Donalda Tuska jest nie tylko męcząca i absorbująca siły polityczne, ale również naszą uwagę. Skupieni na "filipinkach" naszego głównego opozycjonisty, nie obserwujemy codzienności z dostateczną uwagą. Przegłosowanie ustawy ratyfikacyjnej nareszcie przyniosło zawieszenie broni, pewnie niezbyt długie, ale wystarczające do uważniejszego wglądu w wydarzenia nie związane bezpośrednio z premierem i jego potworem ciasteczkowym. I cóż my widzimy.
Okazuje się, że stan wymiaru sprawiedliwości po PiSi jest wstrząsający! Tylko w polskim więzieniu (biorąc pod uwagę współczesną Europę) aresztant może umrzeć z głodu. Claudiu Crulica rozpoczął głodówkę, żeby wymusić spotkanie z rumuńskim przedstawicielem dyplomatycznym i spotkania nie doczekał. Skazani za zabójstwo Krzysztofa Olewnika (porwanego dla okupu i przez dwa lata trzymanego w szambie, przykutego do ściany łańcuchem) zaczynają seryjnie popełniać samobójstwa. Czy to aby na pewno sumienie, czy raczej niewidzialna ręka kogoś wysoko postawionego, kto skasował, nie znalezione do tej pory, 200 tys. euro z 300 tys. wpłaconych jako okup? Jeszcze jedno samobójstwo i prawdy nie dowiemy się nigdy, ale za to, cała prawda o stanie naszej praworządności jawi się jak na dłoni.
Po odtajnieniu raportu z katastrofy CASY, na tej samej dłoni jest również prawda o polskich lotnikach, którzy, jak wiadomo, potrafią latać nawet na drzwiach od stodoły. Na drzwiach od stodoły tak, ale na nowoczesnym sprzęcie dwudziestego pierwszego wieku już nie. Pryska mit Żwirki i Wigury, ale z innymi mitami wcale nie jest lepiej, jak chociażby ten o nieomylności papieża, jeśli mimo wszystko dojdzie do skutku nominacja abp. Sławoja Leszka Głódzia, na metropolitę gdańskiego. Gocłowski, zdecydowany przeciwnik toruńskiego Kościoła, przechodzi na emeryturę, a papież na jego miejsce ma podobno wyznaczyć Głódzia, obrońcę i zwolennika Radia Maryja. To właśnie dlatego została odwołana antyrządowa manifestacja organizowana przez rodzinę tego radia, bo nominację arcybiskupa wyznaczono na ten sam dzień i nie byłoby zbyt politycznie łączyć okrzyki uwielbienia z okrzykami niechęci, nawet kierowanymi w różnych kierunkach. A jeśli chodzi o kierunek północny, to najbardziej donośny jest stamtąd głos prezydenta Wałęsy, który określa Głódzia nieszczęściem dla Gdańska.
Wielkim, pomimo emerytury, wciąż ekskluzywnie ubranym wielbicielem tego nieszczęścia jest ksiądz prałat Henryk Jankowski, który właśnie organizuje własną sieć komórkową "Prałat Mobile", z telefonami, które będą wyświetlały jego wyidealizowany portret. Jeśli nieomylność papieża będzie opierać się na sugestiach takich ludzi Kościoła jak "prałat Monsignore", to znów zaczną budzić się upiory zawsze skore do obudzenia.
Co prawda, nie znam się na upiorach duchowych i nie wiem czy są podobne do tych politycznych, ale jeśli chodzi o te drugie, to obserwujemy wysyp obudzeń. Właśnie przeciera oczy Jan Maria Rokita strasząc nas portalem Polska XXI; otwiera również oczęta Maniek Krzaklewski, który odkrył sporą przestrzeń do zagospodarowania pomiędzy Platformą a PiSią, i on w tym miejscu widzi stowarzyszenie AWS; stara się wrócić do życia Artur Balazc reaktywując Stronnictwo Konserwatywno-Ludowe. Aż się zimno robi, gdy się pomyśli, kto jeszcze może się obudzić.
A jak mi się zrobiło zimno gdy obserwowałem Szczecin, pogrążony w chaosie, bez prądu, komunikacji, działających szkół i szpitali, tylko dlatego, że na miasto spadł kwietniowy śnieżek i zerwał jedną linię wysokiego napięcia oraz przewrócił jeden słup. Fachowcy od elektryki nie byli w stanie naprawić uszkodzenia w ciągu paru godzin i gehenna mieszkańców (przypominająca stan wojenny, bo do pomocy wezwano Szczecińska Dywizję Zmechanizowaną) trwała prawie całą dobę.
Od paru lat negocjujemy warunki zainstalowania amerykańskiej tarczy antyrakietowej, która ma nas chronić przed atakiem terrorystów, ale każdy terrorysta, który we wtorek widział Szczecin, wie, że niepotrzebne są żadne rakiety do wywołania piekielnego zamętu w każdej z aglomeracji naszego ukochanego kraju. Wystarczy wiedzieć, który słup przewrócić, a to wie pierwszy lepszy obszczymur w mieście.
Nie będę do tego wszystkiego dodawał 15 tys. sztuk kurczaków zarażonych salmonellą, a mimo to dopuszczonych do sprzedaży, ani nietykalnych władz PZPN-u, mimo skandalicznej afery futbolowej, bo wyłania się zbyt depresyjny obraz rzeczywistości. Dla własnego zdrowia psychicznego, lepiej, mimo wszystko, zajmować się denerwującą, ale jakże interesującą wojenką na szczytach władzy. Aż strach pomyśleć gdyby tej wojenki zabrakło na zawsze, ale, że powtórzę optymistycznie za Młynarskim: "Nikt złego słowa, Łomża czy Nakło, nam nie bałaknie! Jakby nam kiedyś tego zabrakło... Nie! Nie zabraknie!"
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.