Obecna sytuacja ekonomiczna w Stanach Zjednoczonych i niespotykane wręcz wahania niemal wszystkich wskaźników giełdowych, jak też i cen surowców naturalnych nie schodzi oczywiście z pierwszych stron gazet.
Oto bowiem mamy do czynienia z największymi wahaniami cen wskaźnika Standard and Poor od 1938 roku. Z kolei, po rekordowych notowaniach cen tak złota jak i ropy (17 marca) nastąpił ich gwałtowny spadek i to o ponad 10 procent. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Bo ceny platyny, srebra i wielu innych surowców spadły najwięcej od niemal 40 lat.
No, ale po tych gwałtownych spadkach, w ubiegły poniedziałek na wiadomość, że czwarty co do wielkości bank inwestycyjny w USA nie będzie miał kłopotów z płynnością finansową (co było przedmiotem plotek) giełda rozpoczęła marsz, a właściwie bieg w górę notując najlepszy start do drugiego kwartału od przeszło 70 lat (blisko 400 punktów).
Wszystko to jest w pewnym sensie fascynujące, bo jeśli spojrzeć na sytuację ekonomiczno-gospodarczą, to bez wątpienia żyjemy w ciekawych czasach.
A o tym, że wyglądać to może jeszcze ciekawiej, a nawet śmieszniej, przekonują nas wystąpienia kandydatów toczącej się w USA walki o nominację partyjną w wyborach prezydenckich.
Bo co prawda McCain ma nominację już zapewnioną, ale i on rozpoczął już swoją kampanię. Tak więc, jeśli popatrzymy na to, co się dzieje na południe od nas, to wiadomo, że następny prezydent USA wybrany zostanie tylko spośród trójki McCain, Obama i Clinton.
No i właśnie teraz w związku z kryzysem sektora finansowego, a także z tym, co dzieje się na rynku nieruchomości, każdy z kandydatów przedstawia swój punkt widzenia nie tylko na to, dlaczego stało się tak stało, jak się stało, ale przede wszystkim stara się "sprzedać" swoją koncepcję uzdrowienia sytuacji.
I tutaj niestety przysłowiowy pies jest pogrzebany. Jeśli bowiem dokładnie przyjrzeć się temu co proponują poszczególni kandydaci, to mamy wybór pomiędzy rozwiązaniami kiepskimi, złymi, czy po prostu wręcz tragicznie niezrozumiałymi.
Ale, aby nie być gołosłownym zacznijmy od senator Clinton. Domaga się ona w sposób zdecydowany "odmrożenia" rynku pożyczek hipotecznych. Jednocześnie mówiąc na ten temat, niemal w tym samym zdaniu, domaga się zamrożenia poziomu stóp procentowych na pożyczkach hipotecznych i jednocześnie ustanowienia moratorium na tzw. Foreclosures.
Musi w tym wszystkim być jakaś subtelna logika rozumowania, aby domagać się zamrożenia mechanizmów finansowania, z jednoczesnym zadaniem odmrożenia rynku.
Trudno bowiem będzie sobie wyobrazić jakikolwiek bank, który będzie udzielał pożyczek hipotecznych wówczas, gdy jego własne koszty finansowania będą przewyższały wysokość oprocentowania na pożyczkach hipotecznych.
Clinton, jak na prawdziwego kandydata przystało, nie ograniczyła się jedynie do zaproponowania rozwiązania sytuacji, ale wskazała jednoznacznie jej przyczyny. I tutaj to, co senator z Nowego Jorku opowiada, przypomina jak żywcem wykłady z ekonomii politycznej kapitalizmu Górnickiego.
Według Hilary Clinton, winą za wszystko, co złe należy obarczyć bankierów, którzy udzielają pożyczek. I to ta chciwość Wall Street jest powodem wszelkiego zła.
Próbując wczytać się w treść wystąpień Hilary, jakoś tak pominięte zostało, że podstawowym elementem pożyczki jest zobowiązanie się do jej oddania. I to zanim negocjowane są jakiekolwiek warunki. I dlatego też stwierdzenie, że to ci co pożyczyli są ofiarami nijak nie pasuje do podstawowej choćby, analizy finansowej.
Barak Obama, też nie grzeszy nadmiarem pomysłów, a ich logika pozostawia wiele do życzenia. Stwierdził on bowiem ostatnio, iż nawet recesja w USA i to niezależnie od jej rozmiarów nie powstrzymałaby go od podniesienia podatków, i to w tych wyższych grupach podatkowych. Argumentem jest tutaj fakt, iż nawet wysokie podatki w latach 90. nie zmniejszyły poziomu wzrostu gospodarczego.
Brak jest tutaj ze strony senatora Obamy próby przemyślenia, z jakiego rodzaju wzrostem gospodarczym moglibyśmy mieć do czynienia, gdyby nie te wysokie właśnie podatki. Ale być może w tej konkretnej sytuacji ważniejsze jest trzeźwe spojrzenie w przyszłość, aniżeli podejmowanie decyzji w oparciu o historyczną analizę.
Musimy przy tym pamiętać, że w latach 90. nie mieliśmy kryzysu bankowego, i to kryzysu o zasięgu światowym. Trudno jest bowiem sobie wyobrazić, jak wyższe podatki, które w konsekwencji, jakby na to nie spojrzeć, powodują niższe zarobki mogą pomóc w przebrnięciu przez sytuację ekonomiczną, w której mamy do czynienia z deflacją długu, której towarzyszy ogólnie podnoszący się poziom inflacji.
Senator McCain również nie grzeszy pomysłami "nie z tej ziemi". Uważa on bowiem, iż pożyczkodawcy na rynkach hipotecznych powinni zrobić to, co General Motors po wydarzeniach z 11 września 2001 roku, to znaczy odnowić pożyczki przy zerowym poziomie oprocentowania.
Również i ta propozycja jest albo niezbyt dokładnie przemyślana, albo też pochodzi z jakiejś bardzo złej książki ekonomicznej, której McCain dokładnie nawet nie przeczytał. Bo to co zrobił GM miało tzw. "ręce i nogi", bo dotyczyło pożyczek na nowe samochody.
To co sugeruje McCain oznaczać by miało, iż ci co udzielili pożyczek powinni je teraz odnowić na nowych warunkach i zaproponować to właśnie zerowe oprocentowanie.
Jeśli tak by się stało, to co powiedzieć mają ci, którzy płacą raty, i to na czas. Czyż nie logiczniej dla nich w tej sytuacji byłoby właśnie z tymi opłatami ociągać się, doprowadzić pożyczkodawcę do sytuacji takiej, w której niejako zainicjuje odnowienie pożyczki na nowych, korzystniejszych dla pożyczającego warunkach.
Rozwiązanie, które proponuje McCain zachwiałoby nie tylko jeszcze bardziej delikatnym już rynkiem, ale doprowadziło do tego, że zaczęlibyśmy wątpić w wiarygodność i logikę najbardziej podstawowych i oczywistych transakcji handlowych.
Można mieć jedynie nadzieję, iż do końca kampanii prezydenckiej pozostało jeszcze kilka miesięcy, i każdy z kandydatów znajdzie czas, aby dokładnie przeanalizować to, co w sposób tak nieprzemyślany obecnie proponują.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.