W Argentynie doszło we wtorek do największych od siedmiu lat antyrządowych demonstracji, wywołanych nieugiętą postawą prezydent Cristiny Fernandez de Kirchner w stosunku do strajkujących od blisko dwóch tygodni rolników.
Argentyńscy rolnicy oponują przeciwko wprowadzonym niedawno podwyżkom podatków eksportowych na soję, kukurydzę oraz inne dominujące w tym kraju produkty rolne, co miało zwiększyć przychody budżetowe i obniżyć nadmierną inflację.
Oprócz uciążliwych blokad dróg, rezultatem trwającego od 13 marca strajku farmerów jest niemal całkowity paraliż giełd rolnych, prowadzący do dotkliwych braków w zaopatrzeniu.
Mimo to, prezydent Kirchner dotąd całkowicie ignorowała protesty farmerów. Zareagowała dopiero we wtorek, gdy rolnicy zapowiedzieli, że są gotowi prowadzić strajk tak długo, aż reforma zostanie cofnięta. Pani Kirchner zapewniła, że nie ugnie się pod presją protestujących.
W reakcji na jej słowa, na ulice Buenos Aires wyległ wielotysięczny tłum. Uderzając w garnki i patelnie, solidaryzowali się z farmerami i manifestowali swoje niezadowolenie z konfrontacyjnej postawy prezydent Kirchner.
Komentatorzy wskazują, że wtorkowe manifestacje skalą przypominały protesty z okresu zapaści gospodarczej w 2001 r., które doprowadziły do ustąpienia ówczesnego prezydenta Fernando de la Rui.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.