W ciągu ostatnich lat jednym z pewnych znaków, że mamy do czynienia z sezonem RRSP było to, iż w czasie transmisji meczów hokejowych, liczba reklam pokazywanych przez firmy oferujące fundusze inwestycyjne znacznie przewyższała te, pochodzące od producentów piwa. Jednak obecny rok jest jakoś odmienny.
Kryzys giełdowy, z którym mieliśmy do czynienia w styczniu (giełda nowojorska spadła o ponad 11 procent), spowodował, iż był to najgorszy miesiąc w historii funduszy inwestycyjnych (ponad 4 miliardy dolarów zostało wycofane przez kanadyjskich inwestorów).
Reklamy inwestycyjne praktycznie zniknęły (jedynie ING promuje swój nowy fundusz), a wśród ekspertów i inwestorów nastroje są raczej ponure. Bo trudno w tym wszystkim zorientować się, czy mamy do czynienia z głębszym trendem i trudniejszym rynkiem giełdowym, czy też był to jedynie "wypadek przy pracy", i raczej wcześniej niż później wszystko powróci do normy.
A mimo to, w prasie finansowej nie narzeka się na brak tematów (i to nie tylko tych negatywnych), a wręcz przeciwnie, obecna dyskusja i podejmowane tematy są raczej ciekawe.
I tak, na pierwsze miejsce wysuwa się, oczywiście, ropa i jej cena. Kilka dni temu cena za baryłkę ropy przekroczyła magiczną granicę stu dolarów (wczoraj cena ta nieznacznie spadła poniżej tego poziomu).
Z jednej strony, cena benzyny na stacjach usadowiła się dość wygodnie powyżej jednego dolara, z drugiej zaś wysoka cena ropy stawia przed inwestorami pytanie, czy w dalszym ciągu warto inwestować w firmy związane z przemysłem naftowym, czy też jest to już stanowczo za drogie, a do tego niebezpieczne.
Coraz więcej analityków finansowych uważa, że obecne ceny ropy powodują, iż inwestycje te mają coraz większy sens. Uważa się bowiem, że przełamanie poziomu stu dolarów za baryłkę jest pokonaniem kolejnej bariery psychologicznej (zakłada się, że ropa będzie wkrótce kosztować 115 dolarów za baryłkę) a w związku z tym i nastawienie do ryzyka jest nieco inne.
Dla tych zaś, którzy szukają jakichkolwiek znaków, że najgorsze na giełdzie już za nami, sygnałem takim mogą być zwolnienia z pracy (zwłaszcza na Wall Street). Nietrudno bowiem zauważyć bezpośrednią zależność pomiędzy zwolnieniami, zwłaszcza w sektorze finansowym, a tym, co dzieje się na giełdzie. Kiedy bowiem bankierzy otrzymują wilcze bilety, oznacza to, nie miej nie więcej tylko fakt, że rynek od dłuższego czasu jest dość negatywny i coraz bardziej gotowy na zwrot trendu i marsz w górę.
Tak na przykład było w roku 2002, kiedy po kryzysie akcji giełdowych związanych z Internetem największe firmy finansowe takiej jak: Merrill Lynch, Goldman Sachas i Morgan Stanley zwalniały z pracy masowo po to tylko, aby zaoszczędzić na wydatkach, i w jakiś sposób pokazać profit. Bardzo krótko po tym okazało się, że ci których z pracy jeszcze nie tak dawno zwalniano, są teraz jak najbardziej potrzebni, bo kryzys giełdowy właśnie się skończył i nastąpił okres kolejnej hossy giełdowej.
Właśnie teraz podano do wiadomości o masowych zwolnieniach z pracy w sektorze finansowym, zwłaszcza w firmach takich jak Bank of America i Citigroup. Plotka głosi, że cięcia tego rodzaju dotknęły również i Bay Street. Więc być może jest to kolejny znak, że warto zacząć kupować akcje na giełdzie.
Nic tak też nie działa na podniesienie nastrojów na giełdzie, jak spokojny i zrównoważony szef Federalnego Biura Rezerw który donosi o stanie gospodarczym państwa. I jeśli nawet jego wystąpienie nie maluje obrazu w różowych kolorach, to oznaczać to będzie, ni mniej ni więcej, tylko to, że już niedługo będzie on zmuszony po raz kolejny obniżyć poziom stóp procentowych, a to z kolei spowoduje bardziej optymistyczne nastawienie do kupowania akcji giełdowych.
Tak było i wczoraj, kiedy po dość surowej ocenie stanu gospodarki amerykańskiej przez Bena Berthanka, giełda nowojorska odwróciła swój negatywny marsz i podniosła się o 61 punktów.
A jeśli chodzi o najważniejsze punkty wystąpienia szefa Federalnego Biura Rezerw, należy do nich bez wątpienia pogląd na temat inflacji. Otóż Bernanke stwierdził, że inflacja utrzymywać się będzie na dość umiarkowanym poziomie.
Dla inwestorów oznacza to kolejne cięcia w poziomie stóp procentowych, których ogłoszenie zostało już wbudowane w wiele modeli finansowych na giełdach, są raczej rzeczywistością, której należy spodziewać się z dużą dozą prawdopodobieństwa.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.