Byłam w ubiegłym roku w Polsce właśnie w chwili gdy "Katyń" Andrzeja Wajdy pojawił się w kinach. Już wtedy wiedziałam, że musi nadejść dzień kiedy o tym zdecyduję się napisać, ale poruszenie tematu wymagało "sprzyjających okoliczności", więc stale odkładałam to na później. Nigdy jednak nie przypuszczałam, że chwilą, na którą długo czekałam, będzie tegoroczne przyznawanie Oskarów.
Ileż naszych nadziei wiązało się z tym dniem! Ile osób wysyłało e-maile chcąc przyłączyć się do akcji aby świat, i to cały, mógł o Katyniu usłyszeć. Ilu modliło się o ten moment i ilu, z zaciśniętymi kciukami, siedziało wpatrzonych w ekrany telewizorów!
I nadeszła pustka, a może również żal i rozgoryczenie... ale czy słusznie?
Moim zdaniem, decyzja o tym aby film przemknął się w natłoku innych "ważniejszych" wydarzeń, została podjęta już dawno i to w Polsce, właśnie we wrześniu ubiegłego roku i to nie przez "bezwzględne czynniki odgórne", ale przez samych Polaków. Po premierze "Katynia" oczekiwałam szerokich dyskusji w radiu, prasie i telewizji, spotkań z ludźmi, którzy utracili najbliższych i tymi, którzy starają się o to, aby pamięć o zbrodni nie zaginęła. Spodziewałam się przypomnienia wszystkim, całemu światu i naszemu najmłodszemu pokoleniu, wypadków i atmosfery z odległych lat... Nic takiego jednak się nie wydarzyło! Na moje "upominanie się" o brak publicznej reakcji na ten wstrząsający film powtarzały się znamienne zdania: "Zbliżają się wybory. Na wspomnienia nie ma teraz czasu". I w rzeczywistości, cała Polska, patrząc w przyszłość, pogrążona była w dyskusjach politycznych, a historią nikt nie zamierzał się zajmować.
Spójrzmy więc prawdzie w oczy i przestańmy "piętnować" świat za brak zainteresowania, za niechęć do "wyłuskiwania" prawdy, za kroki prowadzące do zapomnienia, za próbę "retuszowania" historii i preferowanie jej "poprawności" politycznej. Zanim zaczniemy potępiać wszystkich za bezduszność, zastanówmy się czym teraz zajęty jest świat. W USA zbliżają się wybory, ekonomia kuleje, wojna na Bliskim Wschodzie przeciąga się w nieskończoność, uznanie Kosowa za suwerenne państwo przysparza Europie więcej kłopotów niż można było przewidzieć, Rosja stara się upewnić wszystkich o swojej potędze, w czym rozgłaszanie jej "niechlubnych szczegółów z przeszłości" zdecydowanie nie pomoże. Przykłady można mnożyć. Nie chodzi mi jednak tutaj o zamieszczanie spisu aktualnych wiadomości tylko o to, abyśmy wszyscy zrozumieli, że obecne czasy nie są najlepszą chwilą na prezentowanie światu "niezagojonych" ran! I musimy się z tym pogodzić, że nikt naszego Katynia w tej chwili nie potrzebuje, tak jak w ubiegłym roku wspomnień tych nie potrzebowali Polacy! Natomiast przyznanie Andrzejowi Wajdzie Oskara za "Katyń" byłoby wsadzeniem przysłowiowego "kija w mrowisko", a konsekwencje rozgłosu nadanego filmowi i jego twórcy oraz, a może zwłaszcza, przedstawianym wydarzeniom, mogłyby sięgać bardzo daleko. Na to jednak ani światowi politycy ani interpretatorzy historii nie mogą sobie obecnie pozwolić.
Przypuszczam, że tylko bardzo nieliczna grupa zapalonych wielbicieli kina wierzy nadal w to, że Oskary przyznawane są naprawdę wyłącznie za twórczość artystyczną, czyli za kreacje aktorskie i wybitną reżyserię, za poruszany temat i sposób jego prezentacji, za osiągnięcia filmu i jego miejsce w historii kinematografii, a wszystko co dzieje się dookoła nie ma żadnego wpływu na decyzje jurorów przyznających zaszczytne odznaczenia.
W związku z powyższym nie można "rozdzierać szat" nad tym, co się wydarzyło i musimy pogodzić się z faktem, że ponownie rozwiane zostały nasze nadzieje na poinformowanie świata o Katyniu. Należy jednak pamiętać o tym, że Katyń to nie tylko straszna historia tych, który zginęli i ich zrozpaczonych rodzin. To również długa historia celowego wymazywania tych wydarzeń z naszej pamięci i pamięci świata. To historia przemyślanej zbrodni, planowej eksterminacji polskiej inteligencji i nigdy nieopowiadanych do końca losów polskich żołnierzy. To historia długo ukrywanego kłamstwa i represji, o których świat poinformowany był dawno i nie reagował. Wystarczy wspomnieć, że co najmniej od 1940 r. Niemcy wiedzieli o istnieniu obozów specjalnych NKWD, a z pewnością wiedzieli o "dołach śmierci" w Lesie Katyńskim już w roku 1942, ale z publicznym ogłoszeniem tych informacji czekali na dogodny dla siebie moment. Chwilą taką była ich klęska pod Stalingradem "oficjalnie" zakończona 2 lutego 1943 r. Już 1 marca tego roku do Smoleńska wysłana została niemiecka komisja w celu przeprowadzenia rozpoznania na miejscu zbrodni, a 13 marca zjechał tam Adolf Hitler, ale dopiero 9 kwietnia rozpoczęła się "akcja ogłaszania światu", że w zbiorowych mogiłach pod Smoleńskiem odkryte zostały szczątki tysięcy oficerów Wojska Polskiego zamordowanych w 1940 r. przez Sowietów. Spowodowało to natychmiastową akcję ze strony ZSRR. Już w grudniu działała druga komisja, której zadaniem było zrzucenie winy na Niemców. Następnie odbyły się nawet sfingowane procesy, podczas których za Katyń skazano kilkudziesięciu Niemców na karę śmierci. Ponadto, na wniosek strony sowieckiej, sprawa Katynia poruszona została w czasie Procesu Norymberskiego (1945-1946). Jednak, co specjalnie podkreślam, w świetle przedstawionych dowodów, nie udało się podtrzymać oskarżenia obciążającego za tę zbrodnie Niemców. Jest więc oczywiste, że jeśli nie "cały świat", to na pewno władze Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych posiadały pełną wiedzę o tej zbrodni, znały jej przebieg i oprawców, ale ze względu na własne cele polityczne nie starały się o jej ujawnienie, a wręcz przeciwnie, nadal ją ukrywały. Dopiero w okresie tzw. zimnej wojny Senat USA powołał (1950-1952) specjalną komisję, której śledztwo potwierdziło odpowiedzialność ówczesnych władz ZSRR za "zbrodnię katyńską". Pamiętajmy, że używając terminu "zbrodnia katyńska", mamy na myśli ponad 20 tysięcy ludzi, którzy zostali zamordowani i pogrzebani m.in. w Katyniu pod Smoleńskiem, w Miednoje koło Trewiru oraz pod Charkowem, i są to ofiary planowych działań NKWD. A nie są to jeszcze wszyscy, o których wiemy, że wtedy zostali zamordowani. Co stało się z ponad 7,5 tysiącami Polaków z tzw. listy ukraińskiej i białoruskiej? Wiemy, że zgodnie z decyzją najwyższych władz państwowych i partyjnych ZSRS, zostali oni również przekazani w ręce NKWD i ślad po nich zaginął, a dowodem dokonanego na nich mordu są odkrywane obecnie kolejne groby zbiorowe np. w Bykowni pod Kijowem.
Właśnie mamy 5 marca, czyli już 68. rocznicę wydania przez Stalina rozkazu wymordowania polskich oficerów, co potwierdza dokument z 5. III. 1940 r., długo ukrywany i negowany, ale ostatecznie przekazany przez Borysa Jelcyna władzom w Polsce. W dowód przyznania, że winą za popełnione zbrodnie obciążane powinny być dawne władze ZSRR, w 1993 r. Jelcyn oficjalnie złożył wieniec pod pomnikiem Katynia na Cmentarzu Powązkowskim. Chociaż świat milczał, my mieliśmy poczucie, że dokonała się sprawiedliwość i że wydarzenia ostatniej wojny będą już przedstawiane inaczej. Jednak, od tej chwili, Rosja nie tylko uważa sprawę "zbrodni katyńskiej" za załatwioną, ale ostatnio próbuje nawet negować odpowiedzialność Stalina za te mordy i zaprzecza istnieniu tajnych protokołów do paktu Ribbentrop-Mołotow. A co na to świat? Tak jak poprzednio, tak milczy i teraz. Czyli manipulowanie historią trwa nadal i nie tylko Katyń, ale w ogóle martyrologie narodów "przekazanych bezdusznie" pod władzę ZSRR, usuwane są ponownie na odległy margines. Jakby tego było mało, coraz częściej dają się słyszeć zdania (i to również wśród Polaków), że w imię dobrych politycznych i gospodarczych kontaktów z Rosją, powinniśmy uznać sprawy historyczne za zamknięte, że wiek XXI to przyszłość i rozwój całej Europy, do której obecnie kraj nasz powrócił, a stałe "rozdrapywanie ran" otrzymanych w XX wieku, może tylko temu zaszkodzić. Brzmi to cynicznie, ale opinie te odzwierciedlają atmosferę, nad którą my, żyjąc z dala od rodzinnego kraju, nawet się nie zastanawiamy. W Polsce natomiast, dają się zauważyć wyraźne zmiany, zarówno w stosunku do świadomości historycznej, jak i do przemian zachodzących na świecie. Jestem przekonana, że my wszyscy tutaj bardziej przeżywamy niepokazanie światu "Katynia" A. Wajdy, niż przejęło się tym społeczeństwo w kraju. Ale nie powinniśmy się temu dziwić, skoro w ubiegłym roku w Polsce dyskutowano bardziej zapatrywania polityczne kandydatów do nowego rządu niż wydarzenia historyczne, które obłożone były przez lata cenzurą polityczną. Taka jest jednak rzeczywistość i takie są fakty. W żadnym wypadku nie popieram ani przemilczania ani zacierania wydarzeń historycznych, ale uważam również, że nie można odbierać nowemu pokoleniu prawa do zapisywania ich własnych dziejów i to w taki sposób, jaki oni uważają za słuszny. I jeżeli nie wspólnie z nimi, to obok nich, nadal istnieją możliwości głoszenia prawdy o "zbrodni katyńskiej" i do tej akcji wszyscy powinniśmy się włączyć, ponieważ to my zostaliśmy do tego przed laty zobowiązani.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.