Piszę w sprawie tekstu red. Bonikowskiej pt. "Przepraszam".
Uważam, że nigdy nie zakończą się swary i konflikty na świecie, jeżeli ludzie sami nie zaczną najpierw od samych siebie. Mnie tak uczyli w domu, że Ojciec i Mama kazali mi zawsze analizować to, co ja zrobiłem źle i próbować to naprawić, a dopiero potem szukać u innych win i mieć do nich pretensję. Tak robiłem j ja i moi bracia, bo do tego nas przyzwyczajono w procesie wychowania. Tak samo wychowywałem moje córki. To uczy pokory i powoduje, że człowiek nie zwala na innych odpowiedzialności za własne błędy.
Podobna sprawa dotyczy tego, co dobre i niedobre w grupach, w których żyjemy. Pamiętam, jak w szkole średniej poszliśmy na wagary, to musieliśmy za to odpokutować, mimo że byliśmy dobrą klasą i mieliśmy wiele sukcesów w nauce i w różnych konkursach szkolnych.
To drugie nie usprawiedliwiało ani nie zmniejszało naszej winy za te wagary. Tak sprawę stawiali nauczyciele i większości z nas wydawało się to wtedy słuszne.
Wracając do poruszanych przez red. Bonikowską kwestii, uważam, że za to, co się zrobiło złego innym na przestrzeni historii, trzeba się ukorzyć, trzeba przyznać błędy i pochylić czoła. Gdybyśmy od początku potrafili tak robić, nie narosłaby wokoło nas ta opinia, że Polacy się sami gloryfikują, widzą tylko swoje czyny bohaterskie, martyrologię, a nie potrafią przyznać, że są jak inne narody, czyli że tak jak są wśród nas i byli bohaterowie, tak samo są i byli ludzie źli, chciwi, nieuczciwi.
Bo dlaczego miałoby być inaczej? Wystarczy popatrzeć na postawy ludzi teraz, kiedy jest pokój i wolność - ileż wokoło ludzi złych, nieuczciwych, korzystających z krzywdy innych, bogacących się na plecach bliźniego? W czasie wojny i po niej, kiedy było źle, trudno i życie stawiało przed ludźmi wielkie wyzwania i kazało im dokonywać wyborów, takich postaw było jeszcze więcej.
Co więc jest takiego antypolskiego w przyznaniu, że tak było?! Ja tego po prostu nie rozumiem. Przecież nikt, nawet Jan Tomasz Gross, nie mówi, że tacy byli wszyscy Polacy, tylko że takie postawy zdarzały się nierzadko. I co - nieprawda? Jeżeli rękami Polaków zamordowani zostali Żydzi, nawet kilkuset, ale po wojnie, to przecież to jest coś naprawdę strasznego! Ludzie, którzy w czasie wojny skazani byli na całkowitą zagładę, uważani za podludzi, wszy, pluskwy - ci, którzy przeżyli, w jakikolwiek sposób, powinni byli być chronieni, powinno się im było pomagać, żeby odbudowali swoje życie po stracie całych rodzin, wszystkich bliskich. Mnie też jest za to bardzo wstyd. I też chciałby przeprosić.
Nie ma co argumentować, jak niektórzy to robią, że przecież oni nam to czy tamto. To nie ma znaczenia. W pogromie w Kielcach nie zabito ubeków, tylko ludność cywilną, włącznie z kobietami i dziećmi. Jakie jest tego wytłumaczenie? Nie ma. Słusznie pisze pani red. Bonikowska, że zabicie człowieka to zbrodnia i nie może tu być żadnych odcieni szarości. Zamordowanie bezbronnego człowieka każdemu katolikowi powinno się wydawać odrażającą zbrodnią. Przecież tak walczymy z eutanazją, z aborcją, ba, nawet z zapłodnieniem in vitro. A nie oburzają nas te zabójstwa, których dokonali nasi ojcowie czy dziadkowie? Nie wiem jak można się na to nie oburzać - jeśli nie potępiamy tego, a tamto tak, to jest to przykład wielkiej hipokryzji.
Chrześcijaństwo nauczało, by nadstawiać drugi policzek, przestrzegało przez odwetem, zemstą, kazało miłować bliźniego. Jakoś nie widzę tego w praktyce, w codziennym życiu. Trzeba umieć w życiu realizować nauki Kościoła, ale do tego trzeba odpowiednich, mądrych duszpasterzy, nie nawołujących do nienawiści, ale do miłości i pokory. Trzeba też refleksji nad sobą, a nie ciągłego obwiniania innych. Jeżeli ja zrobiłem coś złego, to fakt, że mnie ktoś inny zrobił też coś złego, wcale nie usprawiedliwia mojego złego uczynku i nie zmywa ze mnie winy.
Boję się, że za mało nas tak myśli. Ja chcę tylko na "przepraszam" powiedzieć "dziękuję", bo ten artykuł skłonił mnie do wielu bardzo głębokich przemyśleń.
Pozdrawiam z Łodzi,
Marian Krzemiński
•••
W sprawie artykułu "Przepraszam" - "Zapiski na gorąco"
Artykuł p. Bonikowskiej "Przepraszam" to przykład jak nie należy pisać i myśleć. Czy p. Bonikowska nie rozumie, że to słowo w Jedwabnem wypowiedział komunistyczny pachołek Kwaśniewski, jeden z budowniczych komuny? Jak można mu przyklasnąć?
Moja rodzina w czasie wojny przeżyła prawie cała - nie ukrywała Żydów, ale ich nie wydawała. Walczyła o przeżycie. Poza jedną ciotką, która zginęła w obozie, kiedy zabrali ją z łapanki, reszta uratowała się jakoś. Mieszkali na wsi, ale nie było ich dużo, a poza tym jakoś skromnie, ale żyli.
Powinniśmy pamiętać o tym, że Polacy byli często bohaterami. Ich drzewek jest najwięcej w Yad Vashem. Sam znam ludzi, których rodziny ukrywały Żydów, ryzykując życiem. Za to Żydzi powinni być nam zawsze wdzięczni, bo nikt nie miał obowiązku pomagać za cenę własnego życia.
Nie wolno szkalować Polski, jak robił to Gross w swoich książkach. Widać było jak bardzo starał się dotknąć Polaków, skoro takie były reakcje. Ja nie czytałem tej książki, bo myśl o tym mnie odrzuca, brzydzi, takie bezeceństwa pisać. Trzeba przeciwko temu ostro protestować.
Pani Bonikowska musi sama mieć w sobie żydowską krew, jak tak współczuje Żydom i stara się ich zawsze wytłumaczyć. Czas się przyznać!
Ja nie mam za co przepraszać. Nikogo nie mordowałem, nie grabiłem.
Kazimierz Wroński
Ja także nie grabiłam, a przepraszam z powodów, których nie będę już tutaj powtarzała.
Nie mogę się przyznać, bo nie jestem Żydówką, lecz stuprocentową Polką. Nie sądzę, aby miało to jakiekolwiek znaczenie w tej kwestii czy jakiejkolwiek innej, kiedy chodzi o ocenę pewnych zjawisk czy postaw ludzkich.
Jeżeli chodzi o Aleksandra Kwaśniewskiego, nie jestem jego wielbicielką, ani nawet zwolenniczką. Brzydzi mnie jego kłamstwo na temat wykształcenia, skandaliczne były przypadki pijaństwa, szczególnie w Charkowie. Nie pochwalam także jego przeszłości w aparacie komunistycznym, ale to wszystko nie przeszkadza, że tam, gdzie dokonał czegoś ważnego, trzeba umieć mu to przyznać. I tak oceniam jego zachowanie w Jedwabnem. Nie wyznaję zasady, że jak kogoś nie lubię, to nigdy nie może się zdarzyć, że przyznam, że osoba ta uczyniła coś pozytywnego.
Jasne, że Polacy ratowali Żydów i możemy być z takich ludzi dumni, ale powinniśmy też potępić tych, którzy Żydów denuncjowali, a szczególnie tych, którzy ich zabijali. To jedno z drugim się nie wiąże, ani nawzajem się nie uzupełnia. To dwa przeciwne bieguny.
Pozwoli Pan, że będą myślała i pisała tak jak uważam to za stosowne. Pan także ma wolny wybór - może Pan nie czytać moich felietonów. Być może pewne tygodniki polonijne są bliższe Pana światopoglądowi.
Co do książki Grossa, Pan wybaczy, ale z osobą, która jej nie czytała, nie mogę dyskutować, bo to po prostu nie ma sensu. Radzę przeczytać - jest to bardzo wstrząsająca pozycja. Wtedy można rozmawiać, a na razie opiera Pan swoje myślenie i argumenty na tym, co powiedzieli inni (oni zresztą niektórzy też nie czytali, a wypowiadają się, o zgrozo!).
Dobrą odpowiedzią uzupełniającą na Pański list jest list drukowany powyżej, pana Krzemińskiego z Łodzi. Miłej lektury.
Małgorzata P. Bonikowska
•••
Wizy mają być zniesione
I co? Co to zmieni? Bijemy się o to zniesienie wiz, jakby było to coś wspaniałego, a być może że niedługo wszyscy będziemy tego żałowali. Kiedy nagle do Kanady przyjadą tabuny nieudaczników, którzy normalnie nie dostaliby w Ambasadzie Kanady wizy, teraz przyjadą bez przeszkód. Jest tak, co tu ukrywać, że odmowy dostawali zawsze ludzie, którzy od początku byli "podejrzani" - bez stałej pracy, czyli chętni do pracy na czarno tutaj, bez mieszkań lub domów w Polsce, czyli potencjalnie chętni do pozostanie poza wygaśnięcie wizy. Ci ustawieni, wykwalifikowani, z zawodami, pracują tam i ani im się śni burzyć sobie karierę i zaczynać od nowa w Kanadzie. Szczególnie teraz, kiedy do Europy drzwi otwarte i można tam podjąć dobrą pracę bez problemu, legalnie.
Wszyscy tak krzyczą o to zniesienie wiz, bo to dobry biznes dla takich, którzy już się dorobili na poprzednich falach imigrantów. Znamy takich, a teraz marzą im się kolejne małe fortuny.
Ja uważam, że wizy nie są niczym złym, bo w sposób naturalny selekcjonują ludzi, którzy tu przyjeżdżali. Rzadko się zdarzało, aby odmówili komuś kto chciał naprawdę wpaść tu na wakacje, mając na to kasę i czas.
Jeżeli te wizy są zniesione warunkowo - czekamy na doniesienia - to może być tak, że się jeszcze będziemy wstydzić jak nasi rodacy zaczną być cofani z granicy albo deportowani, a potem jak decyzja o zniesieniu wiz zostanie cofnięta, jak to już było chyba z Węgrami czy Czechami.
Czekam na dalsze doniesienia w tej sprawie, ale nie mam jakoś dobrych przeczuć...
D.G. (nazwisko znane redakcji)
Mississauga
•••
W sprawie artykułu "Z modlitwą czy bez?" o planach zmiany lub zniesienia modlitwy przed obradami legislatury ontaryjskiej
Podczas gdy premier Ontario i legislatorzy będą poważnie zastanawiać się nad tekstem nowej, kulturalnie-zróżnicowanej, neutralnej modlitwy odmawianej na początku codziennych obrad, ja proponuję nowy tekst zwykłym, zmęczonym obywatelom naszej prowincji:
“Non-denominational prayer of an Ontario citizen" by Małgorzata Tuszyńska-Starszyk
Our fellow Citizens who dwell in Ontario
Hallowed be thy names,
Keep your spirits high,
Thy will perhaps be done from time to time,
In the Legislature as it is only in our dreams.
Give us this day our daily tax break
And don’t forgive politicians their trespasses.
As they don’t forgive ours.
And lead them not into more temptations,
And deliver us from their untruths. Amen.
Małgorzata Tuszyńska-Starszyk
Mississauga, Ont.
•••
Witam wszystkich serdecznie!
Nazywam się Krystyna Nordh. Jestem Polką mieszkajacą w Szwecji, w małym miasteczku. Moja córka Yohanna, w kwietniu 22 lata, chce iść za głosem swojego serca i wybrała muzykę. Ona jest bardzo uzdolniona. Uczyła się rok czasu we Florencji na projektantkę mody, ale zbyt wysokie koszty nauki zmusiły ją do przerwania nauki. Uczyła się rok czasu w Malmö. Jest b. zdolna. Aż za dużo, tzn w wielu kierunkach, co czasami komplikuje życie. Świadectwo gimnazjalne, profil nauk ścisłych, ma też bardzo ładne. Oprócz uzdolnień plastycznych ma talent muzyczny. Ma cały zbiór utworów muzycznycz, 60 sztuk, które ona napisała w ciągu 5 lat i które czekają na nagrania. Pracuje teraz w domach opieki starczej i zarabia i przeznacza wszystkie swoje zarobki na nagrania tych utworów. Ja, jako mama, twierdzę, że jej utwory są śliczne. Pisze teksty w języku angielskim. Muzykę komponuje również sama. Ballady i inne. Ci co znają się na "głosach" porównują ją z mocnymi głosami jak Joan Baez, Buffy Sainte -Marie czy Ani Di Franco. Jakkolwiek by nie było, to ona śpiewa z uczuciem. Chce się słuchać. Kilka dni temu nagrała 3 piosenki w studio i umieściła je na Myspace. Już ma wielu słuchaczy, ale potrzebuje więcej, potrzebuje Was. Nasza rodzina jest bardzo źle ustawiona ekonomicznie ze względu na przewlekłą chorobę mojego męża, ale jak możemy to wspieramy naszą córkę. Wiemy, że ona KOCHA MUZYKĘ i wierzymy w nią. To jedno, o co bym ja, matka, Was chciała prosić jest abyście Państwo, o ile to jest możliwe, pomogli mojej córce w rozpowszechnieniu jej muzyki, jej pięknych utworów, by mogła w dalszym ciągu rozwijać swoją pasję. W następnym tygodniu będzie nagrywać 4 nowe utwory. Proszę, Wy macie wielkie możliwości rozpowszechniania wiadomości o jej stronie.
Piosenka "These Days" jest nagrana w ciągu jednej godziny, prywatnie, w domu u kolegi, ale jest bardzo fajna.Pozostałe trzy są nagrane profesjonalnie, w studio.
ZAPRASZAMY więc na nasze strony na internecie: www. myspace.com/yohannanorth i z naszą plastyczną twórczością:
www.123minsida.se/tavlor
Serdecznie dziękuję i pozdrawiam
Yohanny mama
Krystyna Nordh
KrystynaNordh1000@hotmail.com
•••
Szanowni Państwo!
Czy z waszą pomocą byłoby możliwe odnalezienie krewnego Romualda Mikołajczyka, który w roku 1967 lub 1968 wyjechał do Kanady, prawdopodobnie Toronto.
Pochodził z Krościenka, ojciec Franciszek.
Przed wyjazdem mieszkał w Trzebini, ulica Słowackiego 34, województwo krakowskie.
Pracował w Hucie w Trzebini.
Obecnie Romuald Mikołajczyk może mieć około 80 lat.
Sprawa bardzo pilna.
Poszukuje go Czesław Mroczek, syn Cecylii i Franciszka.
Tel.domowy
+ 48 032 288 81 53
czeslaw-mroczek@wp.pl
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.