Chciałbym bardzo podziękować na łamach kolumny "Ludzie listy piszą" pani Wandzie Kasprzyckiej, której artykuły czytuję regularnie od lat. Tym razem moja wdzięczność jest znacznie większa niż zwykle, chociaż zawsze zaczynam lekturę "Gazety" od jej tekstów - mądrych, wyważonych i opartych na wiedzy, a nie tylko zdrowym rozsądku, co zdarza się nierzadko w innych tego rodzaju "poradnikowych" publikacjach. Te moje szczególne podziękowania to wyraz wdzięczności dla pani Kasprzyckiej za serię artykułów o starości i śmierci. Miałem nawet kiedyś zasugerować tę tematykę, ponieważ nasza cywilizacja od pewnego czasu jest tak nastawiona na młodość, urodę i sprawność fizyczną, że zapomina się o ludziach starych i niepełnosprawnych (brawo dla "Gazety" za częste poruszanie tematu ludzi potrzebujących, kalekich - to bardzo ważne!). Jestem w wieku, który chciałbym określać wiekiem średnim, a tak naprawdę, już nieco dalej. Czuję, jak zmienia się moje życie, jak zmienia się stosunek świata do mnie i nie wiem, jak sobie z tym radzić. Rzadko udaje się o tym z kimś porozmawiać - większość osób w moim wieku jest zaganiana z powodu wnuków i spraw swoich dzieci. Ja dzieci nie mam, nie mam też żony, ponieważ jestem wdowcem. Przeżyłem bardzo śmierć Żony, ukochanej i bliskiej osoby, z którą dzieliłem bardzo wiele. Odeszła bardzo szybko, bez pożegnania, w wypadku. W głębi serca czułem, że tak lepiej, niż gdyby miała się męczyć i umierać długo, ale dla mnie był to szok, z którego długo nie mogłem się otrząsnąć. Dostałem trochę pomocy od przyjaciół, ale wtedy po raz pierwszy stanąłem twarzą w twarz z wiecznością. Głęboko przemyślałem sobie to, co napisała pani Kasprzycka i jakoś zrobiło mi się lżej, mimo że zbliżanie się do kresu podróży zwanej życiem napawa mnie obawą i niepokojem. Właśnie dlatego, że, jak napisała słusznie pani Kasprzycka, to umieranie jest w czasach obecnych takie bezosobowe, nie towarzyszą mu, jak kiedyś, ludzie, podtrzymujący odchodzącego na duszy. Nie wiem, jak będzie ze mną, kto będzie przy mnie - może nikt. Pewnie nie będzie tak jak w domu dziadka pani Kasprzyckiej... Dlatego chcę się do tego jakoś przygotować i pani Wanda Kasprzycka dała mi okazję do uczynienia w tym kierunku pierwszego kroku. Czekam na dalszy ciąg tego cyklu, prosząc o więcej. Śmierć to faktycznie temat tabu, który jednak trzeba poruszać. Wszyscy mamy ją przed sobą, nie wiemy kiedy i jak, więc postarajmy się nie przymykać oczu, nie chować głowy w piasek, ale wyjść jej na spotkanie choćby trochę przygotowani. Sam muszę sobie z tym poradzić w najbliższym czasie i dlatego proszę o dalsze wsparcie. Pozdrowienia i raz jeszcze - dziękuję.
A. G. (nazwisko i adres znany redakcji)
•••
Szanowna Pani Redaktor!
Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku. Mam nadzieje, ze Redakcja "Gazety", która odpowiada za wydrukowane treści i jest wydawnictwem kanadyjskim przestanie popierać darmowe brukowce, których treści nie jest w stanie kontrolować. Dołączany do płatnej gazety darmowy "bonus" (Angora) z Polski jest niczym innym jak brukowym paszkwilem. Przykładem tego jest świąteczny dodatek z ojcem Rydzykiem w polowym mundurze i sztucerem na pierwszej stronie. W środku paru autorów, najdelikatniej mówiąc (delikatniejszego słowa nie widzę tutaj) po chamsku wyraża się o Dyrektorze Radia Maryja oraz słuchaczach.
Judzenie i uwłaczanie godności i uczciwości, to ton tego dodatku. Wobec zniknięcia granic Polski, jedyną ostoją Polskości, Godności i Tradycji Narodowych pozostaje rodzina i Radio Maryja. Szlachetność Polaków w dziejach i na wszystkich frontach świata wyrosła na kulturze chrześcijańskiej bez względu na to, czy ktoś jest, czy nie jest wierzącym i tego nie można wymazywać. Dzięki Kościołowi przetrwaliśmy zabory. Modląca się Matka Polka to szanowany obraz, a nie jakiś tam mohairowy beret. Wierzącymi byli i są nie tylko przeciętni ludzie ale i wielu wybitnych, w tym i uczonych. Trend zmierzający do ośmieszania ludzi wiary i pomniejszania ich zasług wywodzi się z komunizmu sterowanego przez tzw żydokomunę, a ta wcale nie jest mile widziana przez samych, prawdziwych wyznawców judaizmu. Nie jestem i nie byłam nigdy antysemitka, choć nie darzę sympatią pana Urbana, Grossa i jemu podobnych. To, że ktoś należy lub głosi, że należy do określonej grupy etnicznej lub innej, nie oznacza, iż jeżeli go potępiam, to jestem kontra tej grupie i również... że ta grupa identyfikuje się z "uzurpatorem". Dziwię się, że książkowe kalumnie prof. Grossa wydaje się w Polsce (tak "antysemickiej "?!?, że przez wieki uważana była za drugą Ziemię Obiecaną - w życiu i literaturze), a polemik w ogóle się nie słucha, a co więcej tępi... czy to jest dyskusja? kompromis? pojednanie? Jak można spokojnie słuchać pana ambasadora (!) wywodzącego się podobno z Polskiej Ziemi, który z jadem mówi, że Polacy powinni przejrzeć się dobrze w lustrze? Czy czasem to kto inny nie przygląda się sobie zbyt często, przez różowe okulary? Jestem ciekawa porównawczej statystyki: ilu Żydów uratowało Polaków w czasie wojny pod okupacją sowiecką, a ilu Polaków narażało życie i rodziny ratując Żydów pod niemiecką. Dlaczego tak uporczywie i łatwo wpaja się młodemu żydowskiemu pokoleniu i światu sensacyjne kłamstwa markowane tytułem profesor? - to uwłacza temuż młodemu pokoleniu i uczy co najmniej niechęci, która może okazać sie w przyszłości obosieczną... Może by tak pan Gross zajął się teraz arabskim czy palestyńskim "antysemityzmem" i przyjaźnią hitlerowską do Narodu Wybranego, bądź sowiecką wspaniałomyślnością kierującą Hebrajczyków do stworzonego dlań Kraju Raju na Wschodzie, który z przerażeniem, pełnym współczucia oglądał mój dziadek wieziony do łagru na Kołymie - jest o czym pisać. Szanuję ludzi bez względu na to czy podzielam ich poglądy czy też nie, a wspominam o tym wszystkim wyżej jako że prasa ma wielką siłę i możliwości działania... a kłamstwo szerzone i powtarzane utrwala się w pamięci jako... prawda!!!! W rozmodlonym Radio Maryja głosi się tylko prawdę, a jeśli dojdzie do dyskusji, pozostawia się słuchaczowi wnioski do przemyślenia i zawsze wolny wybór. Z komunizmu wywodzi się tez obraźliwe traktowanie ludzi wierzących jako... ciemnych kołtunów i nadawanie negatywnej barwy słowu dewocja (w jęz. angielskim nader pozytywna). Przy czym straszy się wierzących, ze przytknie się im łatkę dewocji, jako emblemat "zamroczenia umysłowego", jeśli wystąpią w obronie wiary i godności człowieka. Postęp i tolerancja są związane ściśle z wolnością wierzeń i myślenia. Niedomówienia i kłamstwa nie wniosą nic dobrego do żadnej dziedziny życia. Chrześcijaństwo jest religią miłości, a miłość przebacza, rozumie, jest pełna tolerancji, etc. Nie ma powodów, aby bać się też modlitwy zachowującej zasad uniwersalnego Kodeksu Wszechczasów: X Przykazań.
Dlatego zwalczanie przez ośmieszanie i pomawianie Radia Maryja, jej pracowników i słuchaczy powinno się natychmiast ukrócić! "Gazeta" zaś nie powinna brudzić swych rąk jakąś tam Agorą z treściami podobnymi "Gazecie Wyborczej" etc.
Ciekawe - jak powiedział znany pewien prawnik, że tam gdzie w rodzinie nie wiadamo o co chodzi... u podstaw sporów kryją się pieniądze. Niestety mamona rządzi światem. W biednej Polsce dzięki "wdowiemu groszowi" utrzymywaliśmy KUL w Lublinie, teraz WSKSiM w Toruniu oraz sam Kościół i ktoś zaczyna z pasją zazdrościć i przeliczać datki, ordynarnie "zaglądać w zęby". Jeżeli wspomagam Kościół lub jakąś Jego akcję wiem, że tylko minimalna część pójdzie na tzw. rzeczywiste koszty administracyjne, a lwia, na sam cel. Dowiodły tego przenikliwe dociekania w USA przy sprawie ich Czerwonego Krzyża oraz instytucji charytatywnych. Dziwne, że kogoś kłuje fakt ofiarności Polaków kiedy łożą na Kościół i katolickie szkolnictwo wyzwolone od kłamstwa... a nie zaś trwonienie narodowego mienia, spekulacje i wyzbywanie się za grosze przysłowiowych "kur znoszących złote jajka". Ludzie chętnie mówią o tym co ktoś ma, ale najczęściej nie jest to co ma w sercu, główie, lecz lakonicznie mówiąc, w kieszeni i to nie własnej. Dziel i rządź... wobec trudności egzystencjalnych może najlepiej tu udać się judzenie "bogactwem Kościoła", który, nota bene, wspomaga prawdziwie potrzebujących i to od od wieków. Ktoś mąci i w mętnej wodzie sobie łowi ryby, szukając przy tym chłopca do bicia. Kto?... historia pokaże. "Gazeta" nie powinna do tego przykładać ręki przez załączanie ziejącej nienawiścią Angory jako że nie ma kontroli jej treści. Jeśli ktoś chce wydać na Angorę (szmatławca) swoje pieniądze to niech wydaje, ale "Gazeta" nie powinna się brudzić dołączaniem tego dodatku za darmo - bo kosztuje to ją o wiele więcej: dobrą opinię i wiarygodność.
Z poważaniem
Małgorzata Kossowska
Angora, która zamieszcza przegląd prasy polskiej i zagranicznej (bardzo różne źródła), jest wydawana także w Chicago, Sydney, Dortmundzie i Paryżu. Cieszy się dużą popularnością, a że jest czasem ostra w sądach czy w satyrze - takie jej prawo. Nie zgadzam się z wieloma Pani poglądami, ale nie musimy się zgadzać. Na pewno co do jednego nie ma Pani racji - co do wychwalanego przez Panią Radia Maryja, które z racji swego religijnego charakteru powinno być łagodne i nawołujące do miłości bliźniego, czyli, dokładnie według tego jak pisze Pani, "Chrześcijaństwo jest religią miłości, a miłość przebacza, rozumie, jest pełna tolerancji etc." Niestety, często radio to nie bywa takie, ziejąc agresją i jadem. Ba, moja osoba oraz wydawana przeze mnie "Gazeta" często bywa "opluwana" w tym radiu. Nie jest to chyba zbyt po chrześcijańsku... Wracając do Angory - może Pani nie kupować wtorkowej Gazety, albo kupując, wyrzucać Angorę do szarego pojemnika na makulaturę. Wszak nic to Panią nie kosztuje.
Ale duża część Czytelników "Gazety" chce czytać Angorę i dlatego jest ona częścią "Gazety".
Zbigniew Bełz
•••
Opublikowany ostatnio w Gazecie felieton Małgorzaty Bonikowskiej "Przepraszam" jest bez wątpienia tekstem bardzo ważnym. Ważnym dlatego, że pomimo poruszania spraw oczywistych jak zbrodnia katyńska, mówi o rzeczach jeszcze ważniejszych, a mianowicie o tych, którzy uznanie win i przeproszenia dokonują wtedy kiedy nie jest to "politycznie poprawne" ani też wtedy, kiedy opinia publiczna tego oczekuje. Tak było z głosami intelektualistów rosyjskich, którzy w ogłoszonym artykule przepraszając za Katyń stwierdzili, że to właśnie ta tragedia powinna przybliżyć nasze narody zniechęcone do siebie latami totalitarnego panowania, tak na Kremlu jak i w Warszawie. I z tych samych właśnie powodów, zgadzam się z opinią wyrażoną w artykule na temat wystąpienia Aleksandra Kwaśniewskiego w Jedwabnem. Bo co prawda Kwaśniewskiemu wiele można zarzucić, ale to właśnie wystąpienie było aktem politycznej odwagi.
Ciekawe jest również odniesienie artykułu do tego, co ostatnio stało się w Australii. I w tamtym kraju znaleźli się, już wiele lat wcześniej, odważni, którzy głośno upominali się o prawa Aborygenów. Do nich należał lider legendarnej formacji rockowej "Midnight Oil" - Peter Garrett (dzisiaj kiedy wszyscy zafascynowani są Bono, warto spojrzeć na wieloletnia działalność Garretta - i to nie tylko na niwie praw Aborygenów), który zakończył swoją działalność w grupie po to tylko, aby aktywniej włączyć się w działalność polityczną - przez wiele lat był w tzw. gabinecie cieni, a ostatnio po wyborach wygranych przez Partie Pracy - Ministrem do Spraw Środowiska, Dziedzictwa Historycznego i Sztuki. To właśnie w połowie lat osiemdziesiątych, kiedy Midnigh Oil był jedna z najpopularniejszych grup w Australii, Peter Garrett zorganizował turę "Blackeffa/Whitefella", która dotarła do najbardziej odległych i zaniedbanych zakątków tego kraju, a do udziału w koncertach Midnight Oil zaprosił złożną z Aborygenów i wykonującą muzykę oparta na ich przeszłości (i wykonywana w ich języku) grupę Warumpi. Doświadczenia tej tury znalazły odbicie w najlepszym albumie tej grupy "Diesel and Dust". To właśnie na tej płycie znajduje się największy przebój Midnight Oil (napisany na 200-lecie Australii) "Beds are Burning", którego refren brzmi:
"How can we dance when the world is turning, how can we sleep while our beds are burning",
a kończył słowami:
"The time has come to say fair's fair to pay the rent, to pay our share
The time has come a fact's a fact
It belongs to them, let's give it back".
Również promując "Diesel and Dust", Midnight Oil występował z Warumpi po to właśnie, aby pomóc im promować swoją muzykę i kulturę. W ubiegłym roku zmarł lider tego zespołu i Peter Garrett jako jedyny przedstawiciel rządu Australii pojechał na pogrzeb, pogrzeb swojego przyjaciela, z którym dzielił pasje do tworzenia muzyki, a nie dlatego że musiał.
Kiedy Midnight Oil został zaproszony do wzięcia udziału w zakończeniu Igrzysk Olimpijskich w Sydney, jadąc na wielkiej platformie, wykonywał właśnie "Beds are Burning" po to tylko, aby cały świat o tym usłyszał. A na ubiorach wszystkich muzyków, i to zarówno na spodniach jak i bluzach, po to żeby każdy widział i żeby nie było żadnych wątpliwości, ogromnymi białymi literami wypisane było słowo "Przepraszam". To tyle historycznego uzupełnienia. Każda idea, właśnie ta najbardziej politycznie niepopularna potrzebuje kogoś, kto wbrew powszechnej opinii, a zwłaszcza wbrew niechęci ze strony tych, którym historyczna prawda jest bardzo nie w smak, odważy się powiedzieć to co powiedziane zostać powinno.
Dlatego właśnie "Przepraszam" jest artykułem z całą pewnością ważnym.
Piotr Figura
W sprawie tego felietonu było wiele głosów, które będziemy publikować.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy
kierowac pod adres
listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze
do ich skracania.