36-letni Robert Knipstrom z Chilliwack, B.C., porażony taserem w ubiegły poniedziałek, który przebywał w szpitalu w stanie krytycznym, zmarł w sobotę rano.
Fot. Wojtek Borkowski i Marcin Wójcik
Wyjaśniając incydent tuż po przewiezieniu Knipstroma do szpitala, Lea-Anne Dunlop, rzecznik Upper Fraser Valley RCMP, podała, że bardzo agresywny i niemożliwy do opanowania innymi metodami - sprejem pieprzowym i pałką policyjną, mężczyzna został rażony paralizatorem i aresztowany.
Z powodu odniesionych obrażeń trafił jednak do szpitala. Jego stan znacznie się pogorszył i przebywał na oddziale intensywnej terapii w stanie krytycznym.
Knipstrom zachowywał się w sposób dość agresywny w wypożyczalni samochodów, do której przyjechał oddać pożyczony pojazd. Za zachowanie syna w EZ Rentals przeprosił w wydanym komunikacie ojciec zmarłego Robert Thurston Knipstrom.
Przyjaciele i bliscy Knipstroma wspominają go jako ciepłą i pomocną osobę.
Ponieważ jego śmierć jest traktowana jako zgon, do którego doszło pod opieką policji, wszczęto dochodzenie RCMP i biura koronora. Oczekiwane są także wyniki sekcji zwłok.
W zeszłym tygodniu policja RCMP w B.C. raziła taserem pacjenta w szpitalu w Prince George. Miało to miejsce 14 listopada, dokładnie godzinę przed upublicznieniem nagrania wideo pokazującego atak na Roberta Dziekańskiego.
Mark Karjaluoto, rzecznik szpitala, podał, że ochrona szpitala, nie mogąc poradzić sobie z pacjentem, zachowującym się agresywnie na parkingu, a potem na oddziale pogotowia, wezwała policję. Rażony paralizatorem pacjent został w szpitalu przez noc i wypisano go następnego dnia.
W ubiegły czwartek rano w więzieniu w Nowej Szkocji po porażeniu paralizatorem zmarł 45-letni mężczyzna. Śledztwo, mające ustalić dokładne okoliczności śmierci, będzie prowadzić policja federalna.
Tego samego dnia minister sprawiedliwości Nowej Szkocji, Cecil Clarke, podał w komunikacie, że zarządził natychmiastową kontrolę procedur związanych z użyciem paralizatorów. Nie oznacza to jednak moratorium na stosowanie tego środka - zastrzegły lokalne media.
Zastępca szefa policji w Halifaksie Tom Burbridge ocenił, że "jest zbyt wcześnie, by stwierdzić, że taser przyczynił się do śmierci" tego ostatniego mężczyzny.
Poinformował, że od chwili użycia paralizatora do zgonu upłynęło ok. 30 godzin. Dodał, że mężczyzna usiłował zbiec z ośrodka.
Tasery są używane przez policję we wszystkich prowincjach i terytoriach Kanady - jedynie policja prowincji Nowa Fundlandia zawiesiła obecnie używanie taserów.
Do chwili obecnej w Kanadzie miało miejsce 19 zgonów powiązanych z użyciem paralizatorów, a w USA ponad 280.
Minister bezpieczeństwa publicznego Stockwell Day polecił zbadanie używania taserów w Kanadzie, a także zwrócił się do służb granicznych Canada Border Services Agency (CBSA) o wyjaśnienie, dlaczego Dziekański spędził aż 10 godzin na lotnisku. Raport CBSA ma zostać podany do wiadomości w dniu dzisiejszym.
To właśnie pracownicy służb CBSA, sprawdziwszy w komputerze, powiedzieli próbującej przez kilka godzin wyjaśnić, gdzie jest jej syn, Zofii Cisowski, że Robert Dziekański nie przyleciał. Na tej podstawie Zofia Cisowski wróciła z Vancouver do Kamloops. Potem okazało się, że jej syn przyleciał i po wielu godzinach spędzonych na lotnisku przeszedł przez kontrolę Immigration.
•••
Na wiecu zorganizowanym pod auspicjami Kongresu Polonii Kanadyjskiej okręg BC, który odbył się w sobotę w centrum Vancouver, przed galerią sztuki, zebrało się ponad 1000 osób.
Z wielkim entuzjazmem i gorącymi owacjami zebrani powitali pojawienie się 25-letniego nauczyciela Paula Pritcharda, którego nagranie wideo ostatnich minut 40-letniego Roberta Dziekańskiego 14 października na lotnisku w Vancouver, obiegło cały świat. Kiedy przemawiał, zarzucono mu na szyję biało-czerwony szalik z napisem "Poland" Na koniec wręczono mu bukiet kwiatów.
Pritchard, chwilami wzruszony do łez, powiedział, że jest to wyraźne zrządzenie losu, iż przysnął w San Francisco na 20 minut po podróży z Chin - dlatego spóźnił się na samolot do Vancouver i poleciał następnym, zajmując ostatnie wolne miejsce.
Gdyby nie zaspał i nie przyleciał późniejszym samolotem, nie byłoby go tam, kiedy doszło do tragedii Roberta Dziekańskiego i nie byłoby dowodów na to, w jaki sposób doszło do jego śmierci.
Tłumy uczestników wiecu krzyczały "Thank you, Paul", a sam Pritchard powiedział, że taki był widocznie jego los, że dał mu szansę na to, by dokonać wielkiej zmiany. Nie jestem ekspertem do spraw taserów ani od użycia siły. Ale byłem tam, powiedział Pritchard.
Matka Roberta Dziekańskiego Zofia Cisowski nie była w stanie wziąć udziału w wiecu i przemawiać do zebranych, lecz oglądała wiec z okien hotelu. Pritchard z wielkim wzruszeniem opowiadał o spotkaniu z nią w hotelowym pokoju i o tym, jak został włączony przez Polonię w Vancouver i w Kolumbii Brytyjskiej do jej grona.
Na schodach galerii w centrum Vancouver ustawiono mikrofony dla przemawiających
O spotkaniu z Zofią Cisowski powiedział: "To było spotkanie składające się z niewielu słów i wielu łez. Na twarzy, w oczach tej kobiety była pustka". Ta pustka, jak stwierdził, pewnie nigdy jej nie opuści. Wspominając, jak wiele otrzymał wsparcia od ludzi, kiedy walczył o odzyskanie swojego nagrania od RCMP, przyznał, że byli też tacy, którzy uważali, że jest wstydem dla Kanady. W jego przekonaniu, wstydem jest to, co się wydarzyło na lotnisku i los, jaki spotkał Roberta Dziekańskiego. "Co się wydarzyło, widziałem na własne oczy" - podkreślił z całą mocą Pritchard. I to przerażające, koszmarne tragiczne wydarzenie na zawsze pozostanie w jego pamięci.
W czasie wiecu zaprezentowano także drugą osobę, która nagrała fragmenty ostatnich chwil Roberta Dziekańskiego na swoim telefonie komórkowym - Simę Ashrafinię, która próbowała uspokoić zdezorientowanego Roberta Dziekańskiego.
W kolorowym kożuchu Sima Ashrafinia. Z tyłu hotel, z którego okien wiec oglądała Zofia Cisowski
Jak powiedziała, od tamtej chwili jej życie całkowicie się zmieniło. Ona także miała okazję poznać Zofię Cisowski, która prosiła, aby przyszła do jej pokoju hotelowego. Było to dla nich obu bardzo ważne i wzruszające spotkanie.
Na wiecu przemawiali także liczni goście, z Polonii, politycy różnych szczebli władz, aktywiści walczący o prawa człowieka. Niektórzy domagali się natychmiastowego zaprzestania używania taserów dopóki nie zostaną zakończone śledztwa w sprawie ich skutków.
Żywo reagujący zebrani trzymali transparenty, na których widać było hasła wyrażające oburzenie przeciwko brutalności policji, domagające się prawdy i wyjaśnień, takie jak "Charge RCMP with murder," "Serve and protect: Do not kill, lie and cover up", "Stop the abuse of force". Były polskie flagi, czapki i szaliki z barwami narodowymi i orłami.
W czasie wiecu zbierano też pieniądze na pomoc Zofii Cisowski, aby mogła polecieć do Polski z prochami syna.
Na wiecu z koncertem wystąpili Anna Świątczak i Michał Wiśniewski z zespołu "Ich Troje".
Według oficjalnego komunikatu, przesłanego nam przez Danutę Tokarczuk z Polskiego Towarzystwa "Zgoda", zebrano w sobotę kwotę 9.272,75 dol., która została przekazana na ręce Zofii Cisowski.
Jak powiedzieli organizatorzy, agencja zarządzająca lotniskiem w Vancouver, Vancouver Airport Authority, zgodziła się na upamiętnienie Roberta Dziekańskiego tablicą pamiątkową.
W czwartek premier Kolumbii Brytyjskiej Gordon Campbell zadzwonił do Zofii Cisowski, aby przeprosić ją za to, co spotkało jej syna i ją.
•••
W sobotę wiec solidarności odbył się także w Toronto na Queen's Park. Relację z tego wydarzenia zamieścimy w jutrzejszym wydaniu "Gazety".
Na portalu Facebook moża podpisywać petycję w sprawie stosowania paralizatorów.
Jednocześnie informujemy, że pomoc finansową dla matki Roberta Dziekańskiego można przekazywać:
1. bezpośrednio do pani Zofii Cisowski:
101 174 St. Paul St.
Kamloops, B.C V2C 2H9
2. Valley First Credit Union
100 - 180 Seymour Street
Kamloops, B.C V2C 2E3
Acc # 101 27310 809 10007 466 6
Czeki powinny być wypisywane na ZOFIA VICTIMS TRUST
3. wysyłając dotację na adres:
Fundacja Charytatywna KPK
288 Roncesvalles Ave.,
Toronto, ON M6R 2M4.
Wpłaty można odliczyć od podatku.
Małgorzata P. Bonikowska
Zdjęcia z Vancouver: Wojtek Borkowski i Marcin Wójcik.
Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.