Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Wyszukiwarka | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 4 lutego, 2010
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

W naszej GAZECIE:
Current news
about Poland

ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
LISTY OD CZYTELNIKÓW
IMPREZY
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 



Robert Dziekański

Jak mam teraz żyć?!
Agnieszka Krupak
Nov 15, 2007
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Od kilku tygodni "Gazeta" relacjonuje sprawę Roberta Dziekańskiego, emigranta z Polski, który w nocy z 13 na 14 października zmarł na lotnisku w Vancouverze.

Fot. Jerzy Baltakis



W zeszłą środę w Kamloops, gdzie mieszka jego matka, odbył się symboliczny pogrzeb Roberta. Duża uroczystość pożegnalna szykowana jest na przyszły weekend. Wtedy w Kamloops odbędzie się Celebration of Life.

- To nie będzie uroczystość związana tylko z Robertem. To sprawa wszystkich Polaków w Kanadzie, którzy się zjednoczyli przeciwko niektórym działaniom policji - mówi Grzegorz Laska, jeleniogórzanin, który mieszka w Kamloops od 24 lat. Był pierwszym pracodawcą Zofii, kiedy 8 lat temu przyjechała do Kanady. Teraz stał się przyjacielem rodziny. Grzegorz się boi, że Zofia nie uzbiera wystarczającej kwoty, by opłacić koszty obsługi prawnej i prywatnego śledztwa mającego wyjaśnić przyczynę śmierci syna.

- Sprawdzaliśmy w czwartek (8 listopada - przyp. red.), na konto wpłynęło 5.000 dol. Oczywiście jesteśmy wdzięczni darczyńcom za tak piękne gesty. A jeśli ta sprawa umrze wraz z Robertem, to przegramy wszyscy. Bo te tasery mogły być skierowane przeciwko każdemu z nas, przeciwko naszym dzieciom czy przyjaciołom. Pomagając Zofii, pomagamy samym sobie - mówi Grzegorz. Pomyślałam, że to niemożliwe, aby przez dwa tygodnie na konto Fundacji wpłynęła tak mała kwota. Tak wiele osób dzwoniło do mnie, pytając o numer konta, tak wiele serc poruszyliśmy naszymi apelami.

Zapytałam o to Władysława Lizonia, prezesa KPK.

- Proszę się nie martwić, na torontońskim koncie udostępnionym pani Zofii są wpłaty jeszcze nieprzesłane do Kamloops. Znam kwotę, ale jest ona niepotwierdzona, więc nie chcę wprowadzić opinii publicznej w błąd. Natomiast jedno muszę przyznać - spodziewałem się, że będzie znacznie wyższa. KPK zamierza zwrócić się listownie do polonijnych firm w Ontario z prośbą o donacje. Taka petycja zostanie wkrótce rozesłana. Gdyby każdy z naszej polonijnej społeczności wpłacił choć dolara, uzbieralibyśmy naprawdę sporo - dodaje Władysław Lizoń.



Okazuje się, że nie tylko Polacy wyciągnęli rękę do cierpiącej kobiety. Surfując po Internecie przypadkiem natrafiłam na aukcję na eBayu, z której dochód został w całości przeznaczony na pomoc Zofii Cisowski. Udało mi się nawiązać kontakt ze sprzedawcą, którym okazał się... nauczyciel angielskiego z Kamloops, Blaine Young.

- Na początku była tylko jedna aukcja, wystawiłem numizmatyczny "klejnot" - 5.000 marek polskich z 1920 r. - mówi Blaine, który zgodził się na nagrywanie naszej rozmowy telefonicznej.

- Tak naprawdę to Zofia, ten banknot i ja jesteśmy ze sobą w pewien sposób powiązani. Parę lat temu na jakiejś aukcji kupiłem parę drobiazgów. Były w pudełku, a na jego dnie znalazłem ten banknot. Przypadkiem Zofia i jej mąż byli na tej aukcji, więc pokazałem im moje trofeum. Zofia od razu chciała te marki ode mnie odkupić, ale się nie zgodziłem. Po paru latach zmieniłem zdanie, bo poznałem Zofię, zobaczyłem, jak cudowną jest osobą i postanowiłem, że zrobię jej prezent. Wkrótce potem spotkałem ją w sklepie i powiedziałem, że mam dla niej niespodziankę. Chciałem przynieść jej banknot do domu, ale w końcu tam nie dotarłem. Latem tego roku znów spotkaliśmy się na mieście, powiedziałem jej, że niespodzianka wciąż czeka, ale ona miała już w głowie tylko to, że Robert ma przyjechać. Postanowiłem dać jej marki jak już będzie Robert, najlepszy pretekst, żeby go poznać - myślałem. A potem, po śmierci Roberta, wymyśliłem aukcję w Internecie. Powiedziałem o tym Gregowi Lasce, to przyjaciel rodziny, pomógł niesamowicie po tym co się stało..., a on na to, że ma trzy inne banknoty. I tak sprzedaliśmy cztery za kwotę 255 dol., a pieniądze z aukcji wpłaciliśmy na fundusz Zofia Victim's Trust. I jeszcze Greg dorzucił na aukcję trzy rzeźby. Są dziełem jego brata, Stanisława, naprawdę piękne rzeczy, sporo warte.

Blaine prowadzi w Kamloops kursy angielskiego dla imigrantów. Zofia była jedną z jego studentek.

- Każdy nauczyciel wie, że są tacy uczniowie, których się nigdy nie zapomina. A ona jest tak dobra, tak miła dla ludzi i pracowita. W dzień się uczyła, wieczorami i nocą pracowała, ale zawsze była uśmiechnięta. To taki typ ludzi, którzy zawsze ci życzą dobrego. Pamiętam, jak przerabialiśmy temat "Moja rodzina", a ona z takim podnieceniem mówiła, że ma syna, który ma na imię Robert, mieszka w Polsce i ona zrobi wszy-stko, by mógł do niej dojechać. Jak spotkałem ją we wrześniu to promieniała. Powiedziała wtedy - wiesz co? Robert przyjeżdża! Była tak radosna, tak szczęśliwa... Dlatego jak przeczytałem w gazecie, że mężczyzna zabity na lotnisku miał na imię Robert, był Polakiem i jechał do rodziny w Kamloops, pomyślałem od razu - o Boże, Zofia! Niesprawiedliwe jest, że takim cudownym ludziom przytrafiają się takie straszne rzeczy.

- Zrobiliśmy tę aukcję z Blaine'm - potwierdza Grzegorz. Stare banknoty sprzedaliśmy od razu. Teraz wystawiamy rzeźby, ofiarowane przez mojego brata, który mieszka w Polsce. Pomoc finasową zadeklarował też Konsulat Generalny RP w Vancouverze. Nie udało mi się porozmawiać bezpośrednio z konsulem Maciejem Krychem, ale telefon odebrała jego żona, Renata.

- Mąż jest w drodze na lotnisko, odbiera dziś gości z polskiego MSZ. Sprawa śmierci Roberta Dziekańskiego i pomocy finansowej dla jego matki jest jednym z celów tej wizyty. Jako placówka dyplomatyczna konsulat podlega jurysdykcji Ministerstwa Spraw Zagranicznych, również w kwestii wydatkowania pieniędzy. Liczymy, że te obrady będą owocne i uda się wyasygnować jakaś kwotę z ministerstwa. Póki co, mąż dokonał prywatnej wpłaty na konto Fundacji - mówi Renata Krych.

- Jestem tak wdzięczna ludziom za pomoc... Dzwonią do mnie i mnie pocieszają, wpłacają pieniądze na Fundację - mówi Zofia Cisowski. Ja sama nie mogę ich wyjąć, zajmuje się tym Jerzy Bałtakis. Jerzy pomaga mi ogarnąć to wszystko, bo ja nie daję rady. Ale dostałam dużo listów, ludzie w koperty wkładają pocztówki, a między nie banknot. Najczęściej jest to 20 dol. Dzięki temu uzbierałam prawie 300 dol. Proszę tym wszystkim wspaniałym ludziom ode mnie podziękować - dodaje Zofia Cisowski.

I za chwilę jej głos się zmienia: - Robert jest już ze mną. Przywiozłam urny. Urny są dwie, skromne. - On zawsze lubił skromnie, więc wybrałam takie niewielkie, bez żadnych ozdób. Jedna zostanie tu ze mną, a drugą zawiozę do Polski, spocznie w grobie moich rodziców. Kiedy chcę jechać? Wiosną, mój syn bardzo nie lubił zimy, więc poczekam, aż będzie ciepło. W maju będzie najlepiej.

Do Zofii zaczyna dopiero docierać myśl, że przed nią jest jeszcze jedna trauma - będzie musiała obejrzeć film, na którym zobaczy, jak umierało jej dziecko. Karta pamięci z kamery cyfrowej, o którą toczy się spór sądowy, wróciła do właściciela. Policja oddała własność Paulowi Pritchardowi, a ten postanowił udostępnić ją mediom. Stacje telewizyjne w Vancouverze wkrótce osiągną szyt oglądalności - film pokaże bowiem, jak zginął Robert Dziekański i co naprawdę wydarzyło się przed użyciem przez RCMP paralizatorów elektrycznych. Skończą się podejrzenia i spekulacje, pozostanie jedynie sporządzenie pozwów sądowych. Na emisję tego materiału czeka cała Kanada. Jest tylko jeden szkopuł - to nie jest zapowiedź nowej produkcji Hollywood. Ten dramat wydarzył się naprawdę. Zofia Cisowski nie rozpacza, teraz smutek zastąpił strach.

- Boję się oglądania tej taśmy. Wiem już, co na niej jest. Boję się, że jak zobaczę mojego syna żywego, i potem jak umiera, to moje serce tego nie wytrzyma... Ale muszę to zobaczyć. Chcę wiedzieć, co mu się naprawdę stało i kto to zrobił. Jestem zaskoczona informacją, że policja oddała film tak szybko. Wprawdzie szef RCMP złożył taką obietnicę tydzień temu, ale przecież jedną z obietnic związanych z nagraniem już złamał. O rozmowę na temat filmu nakręconego na lotnisku przez Paula Pritchera poprosiłam prawnika pani Zofii, Waltera Kosteckyj. Jego spokojny głos i rzeczowe wypowiedzi umocniły mnie w przekonaniu, że Zofia jest "w dobrych rękach".

- Na obecnym etapie nie podjęliśmy jeszcze decyzji, czy i kogo pozwiemy. Przede wszystkim musimy poznać wszystkie szczegóły zdarzenia. Być może trzeba będzie wziąć pod uwagę np. władze lotniska, czy celników. Wszystkie te osoby w jakiś sposób są w to zamieszane. Robert spędził dziesięć godzin błąkając się po lotnisku, a przecież cały teren jest nieustannie pod kontrolą i obserwacją. Nie tylko RCMP jest odpowiedzialna za to, co się stało. Zarząd lotniska nie ma nic do zarzucenia swoim pracownikom.

- Nie stwierdziliśmy żadnych uchybień w pracy naszych służb - mówi Paul Levy, wiceprezes. Nie wiadomo, dlaczego ten pasażer spędził aż sześć godzin w sekcji odbioru bagażu.

Nic dziwnego, że obsługa lotniska nie zwróciła uwagi na błąkającego się tam człowieka, skoro w tym czasie przeszło tamtędy ponad cztery tysięce osób. Zapytałam Waltera Kosteckyj, czy wiadomo już, co było przyczyną śmierci Roberta Dziekańskiego.

- Raport koronera nie określa dokładnej przyczyny. Sekcja zwłok nie dała jednoznacznej odpowiedzi. Ale wiadomo, że Robert został dwukrotnie porażony prądem z paralizatora elektrycznego i obezwładniony siłą przez czterech policjantów. Zmarł krótko potem. Możemy więc przyjąć, że przyczyną śmierci było użycie paralizatorów i aresztowanie - odpowiada prawnik. Dziwię się, bo świadkowie zeznali, że policja użyła paralizatora aż cztery razy.

- Z oględzin zwłok i rozmowy z patologiem sądowym wynika, że były użyte dwa impulsy elektryczne w krótkim odstępie czasu - 20 do 25 sekund. Paralizator wydaje charakterystyczny dźwięk, kiedy jest przeładowywany. Osobie postronnej mogło się więc wydawać, że policjanci próbowali użyć taserów więcej niż dwa razy. Walter Kosteckyj jest jedną z niewielu osób, która widziała film nakręcony kamerą cyfrową na miejscu tragedii.

- Widziałem go już, w biurze koronera - mówi. Uważam, że powinnien zostać upubliczniony. Mamy bowiem do czynienia z niebezpieczną sytuacją, ludzie zamieszani w śmierć Roberta prowadzą śledztwo we własnej sprawie.

- Materiał filmowy ujawnia, że wbrew temu co twierdziła RCMP, Robert był już wcześniej na terenie lotniska, nie pojawił się tam krótko przed przyjazdem policji. Widać też wyraźnie, jak szybko funkcjonariusze przystąpili do akcji, jak niewiele wysiłku włożyli w próbę nawiązania porozumienia. Od samego początku byli nastawieni na użycie siły - stwierdza Kosteckyj.

- Tasery to broń, której powinno się używać w sytuacji, kiedy istnieje zagrożenie zdrowia policjanta. Oczywiście w przypadku zagrożenia życia ostatecznym rozwiązaniem jest broń palna. Moim zdaniem, nie powinno się używać paralizatorów, jeśli są inne możliwości uspokojenia zdenerwowanego człowieka. Wygląda na to, że policjanci są niewystarczająco przygotowani do właściwego obchodzenia się z taserami - dodaje prawnik.

Podobnego zdania jest Grzegorz Laska: - Dopóki sprawa nie zostanie ostatecznie wyjaśniona, paralizatory nie powinny być używane. Ale by stwierdzić, że to one są przyczyną wielu zgonów, potrzebne jest w tej sprawie śledztwo. I tu znów wracamy do punktu wyjścia, czyli pieniędzy na to śledztwo - dodaje. Telewizja CBC National nakręciła w środę reportaż o sprawie Roberta. Dziennikarze byli też w domu Zofii, robili zdjęcia.

- Ten materiał ma pokazać jej bezradność na lotnisku, kiedy przez kilka godzin chodziła od urzędnika do urzędnika i wszyscy odprawiali ją z kwitkiem - mówi Jerzy Bałtakis, dzięki uprzejmości którego, "Gazeta" ma zdjęcia z Kamloops.

- Gdyby ktoś zwrócił na tę kobietę uwagę, spróbował jej pomóc, ta tragedia by się nie wydarzyła. Cieszę się, że taki film powstanie, bo zwróci uwagę urzędników na przeciętnego obywatela. I może dzięki temu jakieś organizacje pomogą finansowo Zofii, bo nie dostanie żadnej renty, póki trwa oficjalne śledztwo. A to się może ciągnąć latami.

Proboszcz jednej z polskich parafii dziwi się: - Jaki jest sens odprawienia mszy w intencji zmarłego? Mówię, że chodzi o modlitwę i zbiórkę pieniędzy z tacy.

- To niemożliwe, my nie uczestniczymy w takich akcjach. Jest wiele wypadków, są samobójstwa i choroby. Gdybyśmy mieli za każdym razem robić zbiórkę pieniędzy, nie zajmowalibyśmy się niczym innym. Ta sprawa jest za bardzo nagłośniona w mediach, a ta rodzina jest z Vancouveru, nie stąd. Na pytanie, czy mogę tę wypowiedź i nazwisko rozmówcy opublikować w mediach słyszę warczenie: - Zabraniam! Jeśli pani to zrobi, spotkamy się w sądzie. Pracownica sekretariatu w innej polskiej parafii zna całą sprawę: - Proboszcza nie ma, wróci za tydzień. To straszne, co się przytrafiło tej rodzinie. Msza za zmarłego i przekazanie pieniędzy z tacy to świetny pomysł, ojciec na pewno się zgodzi. Oczywiście może pani opublikować moje słowa. I proszę działać. Z Bogiem.

Agnieszka Krupak

Wpłaty na rzecz Zofii Cisowski przyjmuje Fundacja Charytatywna Kongresu Polonii Kanadyjskiej. Czeki można wysyłać na adres:
Fundacja Charytatywna KPK
288 Roncesvalles Ave.,
Toronto, ON M6R 2M4
Wpłaty można odliczyć od podatku.

Fot. Jerzy Baltakis



•••

OFIARY POLICYJNYCH PARALIZATORÓW

1. Terry Hanna, 51 - Burnaby, BC - 19 kwietnia, 2003 - RCMP
2. Clayton Willey, 33 - Prince George, BC - 22 lipca, 2003 - RCMP
3. Clark Whitehouse, 34 - Whitehorse, YK - wrzesień 2003 - RCMP
4. Ronald Perry, 28 - Edmonton, AB - 23 marca, 2004
5. Roman Andreichikov, 25 - Vancouver, BC - 1 maja, 2004
6. Peter Lamonday, 33 - London, ON - 13 maja, 2004
7. Robert Bagnell, 44 - Vancouver, BC - 23 czerwca, 2004
8. Jerry Knight, 29 - Mississauga, ON - 17 lipca, 2004
9. Samuel Truscott, 43 - Kingston, ON - 8 sierpnia, 2004
10. Kevin Geldart, 34 - Moncton, NB - 5 maja, 2005 - RCMP
11. Gurmeet Sandhu, 41 - Surrey, BC - 30 czerwca, 2005 - RCMP
12. James Foldi, 39 - Beamsville, ON - 1 lipca, 2005
13. Paul Saulnier, 42 - Digby, NS - 15 lipca 2005 - RCMP
14. Alesandro Fiacco, 33 - Edmonton, AB - 24 grudnia, 2005
15. Jason Doan, 28 - Red Deer, AB - 30 sierpnia, 2006 - RCMP
16. Robert Dziekanski (Polish Citizen) , 40 - Vancouver, BC - 14 października, 2007 - RCMP
17. Quilem Registre, 39 - Montreal, QC - 17 października, 2007

© Copyright 2003, 2004, 2005, 2006, 2007, 2008, 2009 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 


Robert Dziekański
Film o Robercie Dziekańskim
Tasery i kamery
Tasery, ale z kamerami
Sędzia Braidwood może działać
Burzliwa końcówka kadencji
Tragiczna prawda o śmierci Dziekańskiego
Prawda o taserach
Lotnisko nie czuje się winne
Policjant RCMP skarży CBC o zniesławienie
Nagroda dla Paula Pritcharda