Dziennik Polonii w Kanadzie    
Strona główna | POLONIUM | Wyszukiwarka | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 1 stycznia, 2013
 
  GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej      

W naszej GAZECIE:
Polonium
POLONIUM
News about Poland

Ale piękny jest ten świat
Antykwariat
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
CHUDNIESZ - WYGRYWASZ ZDROWIE
Dobre rady
Europa
Film
Finanse
Fotka dnia
Historia mało znana
IMPREZY
Kabaret pod Bańką
Kanada
Komentarze, opinie
Kultura
List oceaniczny - dodatek kulturalny
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Nauka i technika
Ontario
Polonia
Polonia Przyszłości
Polska
Pomóżmy innym
Powódź 2010
Prawo
Robert Dziekański
Różności
Smoleńsk 2010
Toronto
USA
W krzywym zwierciadle
Wybory federalne 2011
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Świat

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 

 

ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH

Warto było wrócić do korzeni
Małgorzata P. Bonikowska
Nov 12, 2007
 > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Ich jedyną "winą" był fakt, że urodzili się Żydami

Kamień pamięci w Otwocku upamiętnia tragedię likwidacji getta w Otwocku i zagłady tysięcy Żydów


Kiedyś, przed wojną, ludność Otwocka, podwarszwskiego kurortu pełnego sanatoriów i pensjonatów, w 60 procentach składała się z Żydów. Tworzący barwną mozaikę, zróżnicowaną pod względem społecznym, majątkowym, światopoglądowym, byli dynamiczną częścią tego podwarszawskiego miasteczka. Hitlerowska fala destrukcji i jej szaleńcza idea Endslosung der Judenfrage (ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej) zmiotły z powierzchni ziemi tysiące kobiet, mężczyzn i dzieci.

Jednym z tych nielicznych, którzy ocaleli, był Symcha Symchowicz, poeta i ostatni w Kanadzie autor piszący w języku jidysz, tworzący także po polsku i angielsku, autor cieszącej się dużym uznaniem książki "Pasierb nad Wisłą" (wydanej też po angielsku i w jidysz). Opuścił Otwock w 1939 roku, licząc na rychły powrót, ale cała jego rodzina, z wyjątkiem jednej siostry, została wymordowana. Po wojnie wrócił do Polski, do Wrocławia, odwiedzając ruiny świata, w którym wzrastał - powojenny Otwock, aż w 1948 wyjechał do Paryża, a potem do Kanady.

W październiku Symchowicz, wraz z innym otwocczaninem, tłumaczem jego książki Marianem Domańskim, pojechał do Otwocka. Dla Symchowicza był to niezwykły powrót do korzeni po prawie 60 latach - podróż jego życia, wyśniona, ale i oczekiwana z wielkimi obawami.

Przed jego wyjazdem pisałam wiele i o nim samym, i o jego losach. Kiedy jechał, poprosiłam, aby opowiedział nam o swoich wrażeniach. Oto jego relacja:


Warto było przyjechać...

Moja niedawna 10-dniowa wizyta w Polsce, po 59 latach nieobecności, była doświadczeniem i smutnym, i podnoszącym na duchu. Byłem, oczywiście, zasmucony, kiedy zobaczyłem na własne oczy, całkowity brak żydowskiego życia w moim rodzinnym mieście, Otwocku, gdzie do 19 sierpnia 1942 roku mieszkało 14.000 Żydów. Tego tragicznego dnia zlikwidowano getto w Otwocku i większość jego mieszkańców została wysłana na śmierć do Treblinki. Kilka tysięcy Żydów, którym udało się uniknąć wywózki, było systematycznie mordowanych i grzebanych w wielu zbiorowych mogiłach w mieście. Wszystkie synagogi, dwory cadyków i inne żydowskie instytucje, podobnie jak domy prywatne, zostały zniszczone lub rozebrane. Nie znalazłem ani śladu bóżnicy przy ulicy Kupieckiej, ani dwóch pięknych synagog w willowej części miasta. Na darmo szukałem śladów dworów i domów modlitwy dwóch oficjalnych otwockich rabinów i pięciu cadyków, czyli chasydzkich rabinów. Jeden z nich, Modzicer Rebbe, zasłynął na całą Polskę i zagranicę z chasydzkich melodii i utworów, które śpiewał.

Piętrowy murowany budynek na rogu ulicy Świderskiej, gdzie mój ojciec miał swój warsztat kaletniczy w pokoju od frontu i gdzie mieszkaliśmy w pokoju od tyłu (oba te pokoje zostały później przerobione na restaurację), został przerobiony na elegancki salon kosmetyczny. Piętrowy dom drewniany, ze szklaną werandą, który niegdyś należał do rodziców mojej żony, także nie istnieje, a pusta, niczyja działka została dołączona do sąsiednich nieruchomości.

Dom przy ulicy Świderskiej, gdzie mieszkała rodzina Symchowiczów
  

... tak dzisiaj wygląda


Jeszcze bardziej bolesne było stanąć twarzą w twarz z morzem kamieni w obozie śmierci w Treblince, gdzie wymordowano moją rodzinę. Tam, każdy kamień reprezentuje miasto lub osadę, w których mieszkali Żydzi i które budowali wspólnie ze swymi polskimi sąsiadami.

Treblinka


Recytowałem kadisz (tradycyjną żydowską modlitwę za zmarłych) przy kamieniach Otwocka i Karczewa, a ksiądz Wojciech Lemański, który z nami podróżował, recytował psalmy po polsku.

Jednak, mimo tych smutnych odczuć i doświadczeń, ogromnie podnosiło mnie na duchu wiele szczerych wysiłków elity Otwocka, jak i wielu zwykłych ludzi, aby uczcić i ocalić pamięć żydowskich mieszkańców miasta tak tragicznie zniszczonego 65 lat temu.

Około sześć czy siedem lat temu, z inicjatywy księdza Wojciecha Lemańskiego, redaktora lokalnej gazety, Zbigniew Skoczek i inni stworzyli Społeczny Komitet Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich. Komitet rozpoczął swoją bogatą działalność. Na jego czele przez te lata stoi Zbigniew Nosowski, redaktor katolickiego czasospima i oficyny wydawniczej "Więź". To właśnie Zbigniew Nosowski przyczynił się do wydania polskiej edycji mojej książki "Pasierb nad Wisłą", która opisuje moje dzieciństwo i młodość w Otwocku. Dzięki jego wysiłkom i wsparciu konsula generalnego RP w Toronto dr. Piotra Konowrockiego, zostałem zaproszony z moim przyjacielem Marianem Domańskim (tłumaczem mojej książki i autorem wspomnień z życia w otwockim getcie i poza nim) na uroczystości 65. rocznicy likwidacji getta w Otwocku 19 sierpnia.

Na lotnisku w Warszawie oczekiwał na mnie i Mariana pan Nosowski, który zawiózł nas swoim samochodem do domu wypoczynkowego celników w Świdrze, koło Otwocka, gdzie mieszkaliśmy i jadaliśmy śniadania (dzięki hojności burmistrza Otwocka Zbigniewa Szczepaniaka) przez 10 dni naszego pobytu w Otwocku.

Po dniu odpoczynku w naszej kwaterze w Otwocku, zostaliśmy zabrani przez pana Zbigniewa Nosowskiego i innych członków Społecznego Komitetu Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich na wycieczkę po mieście i po miejscach pamięci Żydów otwockich - cmentarzach w Karczewie i Anielinie i Muzeum Ziemi Otwockiej, gdzie można oglądać pamiątki po Żydach. Młody kustosz muzeum Sebastian Rakowski z ogromnym pietyzmem gromadzi i pokazuje wszelkie fotografie i dokumenty dotyczące i znacznych, i zwyczajnych żydowskich mieszkańców Otwocka, jakie udaje mu się zdobyć. Wśród nich znajduje się powiększona fotografia mojej rodziny z 1938 roku, sprzed wyjazdu mojej siostry do Palestyny, a także egzemplarz księgi pamiątkowej Otwocka i Karczewa (Tel-Aviv, 1961), który przekazałem muzeum przed laty.

Ekspozycja w Muzeum Ziemi Otwockiej


Na cmentarze w Karczewie i Anielinie zawieźli nas pan Nosowski i Monika Czub, mieszkająca niedaleko cmentarza w Karczewie, jedna z jego opiekunek. Dzięki inicjatywie żydowskiej gminy w Warszawie, wokoło cmentarza w Karczewie wzniesiono żelazne ogrodzenie, a bramę ozdobiono gwiazdą Dawida. Nie mogliśmy znaleźć dozorcy, więc tylko z daleka mogliśmy oglądać na piaszczystym wzgórzu nielicznie zachowane nagrobki - macewot. Potem pojechaliśmy do lasu w Anielinie, gdzie jakimś cudem zachował się prawie cały żydowski cmentarz. Tamtejszy las jest pełen nagrobków, z których niektóre nadal stoją, podczas gdy inne leżą w gruzach, a jeszcze inne zostały odnowione. Napisy - niektóre nadal widoczne i czytelne - opowiadają historie młodych ludzi, których życie zostało przerwane przez gruźlicę, chorobę powszechną w przedwojennej Polsce, ludzi, którzy zaludniali otwockie sanatoria, gdzie znaleźli wieczny odpoczynek. Cały teren cmentarza porośnięty był wysoką trawą i krzakami, może to ochroniło go przed zbeszczeszczeniem. Z inicjatywy Społecznego Komitetu Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich, uczniowie z lokalnych szkół średnich brali udział w uprzątaniu tego miejsca. Raz w roku na prace porządkowe i konserwacyjne na cmentarzu przyjeżdża grupa baptystów z Niemiec. Zamiast ogrodzeniem, cały teren jest oznakowany wielkimi kamieniami, wskazującymi, że jest to miejsce mające być zachowane i otoczone czcią.

Cmentarz żydowski w Karczewie
  

Macewot na cmentarzu


Najważniejszym wydarzeniem w czasie naszej wizyty w Polsce był oczywiście Marsz Pamięci i Modlitwy - uroczystość 65. rocznicy likwidacji getta w Otwocku, która odbyła się w niedzielę 19 sierpnia. Tłum złożony z około 500 osób zebrał się przy bocznicy kolejowej, z której osiem tysięcy otwockich Żydów zostało tego dnia, 65 lat temu, wywiezionych do Treblinki. Młodziutka Polka grała żałobną muzykę na skrzypcach, a wielu zgromadzonych zapaliło znicze. Po krótkim wstępnym przemówieniu Zbigniewa Nosowskiego, ludzie, z zapalonymi zniczami w dłoniach, przeszli na drugą stronę torów kolejowych pod pamiątkowy kamień ustawiony na jednej z wielu zbiorowych mogił, gdzie spoczywają tysiące Żydów zamordowanych podczas tygodni po likwidacji getta. Wokół kamienia ustawione zostały znicze, a także prezydent RP Lech Kaczyński i prezydent Otwocka Zbigniew Szczepaniak złożyli pamiątkowe wieńce. Młoda skrzypaczka grała dalej, a później wszyscy zgromadzeni wspólnie odmówili po polsku Psalmy 16 i 23. Młody człowiek odczytał fragmenty wspomnień policjanta z otwockiego getta Calela Perechodnika, który opisał je jako świadek niektórych egzekucji.

Uroczystość 65. rocznicy likwidacji getta w Otwocku - z laską z przodu Symcha Symchowicz


Deklamowano także mój wiersz pt. "Otwock", który wydrukowany także został w programie. Młody rabin Harry Pell z Nowego Jorku, zięć dawnej mieszkanki Otwocka Dorothy Greenstein-Kirshenbaum, która przyjechała specjalnie na tę uroczystość z Los Angeles, recytował po hebrajsku modlitwy El Moleh i kadisz. Odczytano także modlitwę papieża Jana Pawła II w intencji narodu żydowskiego. Potem przemawiali: Michael Schudrich, naczelny rabin Polski, metropolita warszawsko-praski abp Sławoj Leszek Głódź, Ewa Juńczyk-Ziomecka, minister w Kancelarii prezydenta RP, Dawid Peleg, ambasador Izraela w Polsce, i Zbigniew Szczepaniak, burmistrz Otwocka. Ja zabrałem głos ostatni i na zakończenie mojego krótkiego wystąpienia, recytowałem w oryginalnej wersji w języku jidysz i w polskim tłumaczeniu, mój wiersz "Pieśń pozostanie" opowiadający o pamięci wymordowanych polskich Żydów. Po ofijalnej ceremonii wiele osób udało się do Klubu Smok, aby obejrzeć wystawę zatytułowaną "Żydzi otwoccy - kraina dziwnych snów" przygotowaną przez Sebastiana Rakowskiego i Tomasza Brzotka z Muzeum Ziemi Otwockiej. Stamtąd ekspozycja ta zostanie wysłana do kilkunastu innych miejsc w Polsce. Klub był pełen oglądających wystawę, którzy częstowani byli napojami i ciastkami.

Miałem jeszcze inną okazję, by przemawiać i czytać swoje wiersze w języku jidysz i po polsku na wieczorze literackim w Cafe MDK w czwartek 23 sierpnia, dla widowni złożonej z około 100 osób. Czytano fragmenty mojej książki i wspomnień Mariana Domańskiego, a potem my opowiadaliśmy i czytaliśmy zebranym. Na zakończenie wieczoru Marian i ja dostaliśmy ogromne bukiety od burmistrza, który był także sponsorem przyjęcia po oficjalnej części wieczoru.

Wieczór literacki w Cafe MDK - za stołem po lewej Symcha Symchowicz, po prawej - Marian Domański


Spędziliśmy jeszcze nieco czasu z prezydentem miasta Zbigniewem Szczepaniakiem w jego biurze w magistracie, gdzie otrzymaliśmy pięknie oprawione metalowe miniatury otwockiego ratusza.

Dostałem także inne prezenty - książki, broszury, taśmy i dyski CD - od wielu osób i nieustannie proszono mnie o autografy i dedykacje na egzemplarzach mojej książki "Pasierb nad Wisłą", polskiej edycji mojej autobiograficznej powieści. Z pytań, jakie zadawali ludzie, zorientowałem się, że wielu z nich przeczytało moją książkę bardzo dokładnie, dostrzegając każdy szczegół. Byłem pod wielkim wrażeniem tego ogromnego ciepła i życzliwości, jaką okazali mnie i Marianowi członkowi komitetu i inni mieszkańcy Otwocka.

Pan Zbigniew Nosowski niestrudzenie jeździł między naszą kwaterą w Świdrze a swoim domem w Otwocku, wożąc nas w różne miejsca i na różne imprezy. Przed moim wyjazdem do Kanady przyjechał wraz z żoną Katarzyną, aby się pożegnać i przedstawił mnie młodemu człowiekowi, który zawiózł mnie na lotnisko w Warszawie i czekał do samego odlotu samolotu.

Nie miałem ze sobą aparatu fotograficznego, polegając na Marianie, profesjonalnym fotografie, pozostawiając jemu dokumentowanie naszej podróży. Przeżyłem miłe zdziwienie, kiedy urocza mieszkanka Otwocka pani Jolanta Barańska przyjechała na kilka godzin przed moim wyjazdem ze Świdra, z albumikiem fotografii przedstawiającym mnie w różnych miejscach i przy różnych okazjach, który przygotowała bez mojej wiedzy jako pożegnalny podarunek dla mnie. Pani Barańska, jak i dwie inne mieszkanki Otwocka Jadwiga Rakowska i Barbara Matysiak, spędziły wiele godzin z nami oprowadzając nas po mieście.

Z przyjemnością stwierdziłem, że nigdzie w czasie moich podróży po Otwocku, Świdrze i Warszawie, nie napotkałem żadnych antysemickich graffiti. Rozmawiałem z wieloma różnymi ludźmi w Otwocku - taksówkarzami, sprzedawcami na targu, kelnerami w restauracji i zawsze byłem traktowany w sposób bardzo uprzejmy i życzliwy.

Mimo że w Otwocku nie widać już obecności Żydów, niewielka społeczność żydowska w Polsce stara się przetrwać oraz kontynuować historię i tradycje wspaniałego polskiego żydostwa. Zaledwie dwa kilometry od Otwocka, w Śródborowie, znajduje się żydowski dom wypoczynkowy Śródborowianka, prowadzony przez Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce. Tam właśnie w sierpniu odbywało się II Międzynarodowe Seminarium Języka i Kultury Jidysz, zorganizowane przez Fundachę Shalom. Jednym z wykładowców, których tam poznałem, była Chava Lapin, dyrektor kulturalny Workmen's Circle w Nowym Jorku. Innym nowojorczykiem obecnym w Śródborowie był dr Kobi Weitzner, dziennikarz piszący w języku jidysz, który niedawno zamieszkał w Warszawie, by zająć się redagowaniem sekcji jidysz w "Słowie Żydowskim", miesięczniku, który często publikuje moje artykuły i recenzje w języku jidysz.

Spotkanie Symchy Symchowicza z uczestnikami II Międzynarodowego Seminarium Języka i Kultury Jidysz w Śródborowie


Po pogadance, jaką wygłosiłem dla uczestników seminarium na temat życia i martyrologii Żydów otwockich, miałem okazję porozmawiać z Joanną Podolską-Płocką, dziennikarką "Gazety Wyborczej" w Łodzi. Powiedziała mi, że wśród 20 uczestników seminarium jest kilku młodych Polaków, którzy z zapałem uczą się języka jidysz i pragną poznać kulturę polskich Żydów.

W Falenicy, osiem kilometrów od Otwocka, biorąc udział w mniejszej uroczystości upamiętniającej lokalnych Żydów, poznałem panią Etehl Szyc, aktorkę warszawskiego Teatru Żydowskiego i nauczycielkę w warszawskiej szkole języka hebrajskiego, gdzie kształci się ponad 200 uczniów w sześciu klasach na poziomie podstawowym i trzech na poziomie szkoły średniej. Pani Szyc mieszka z mężem i synem w Falenicy, skąd jeżdżą do pracy i do szkoły w Warszawie. W czasie dnia spędzonego z panem Nosowskim w Warszawie, odwiedziliśmy Synagogę Nożyków przy ulicy Twardej, gdzie spotkaliśmy się z rabinem Schudrichem w jego biurze. Zatrzymaliśmy się także w redakcji "Słowa Żydowskiego", a potem odwiedziliśmy foyer Teatru Żydowskiego i Żydowski Instytut Historyczny. W obu tych miejscach są stoiska, gdzie można kupić ciekawe książki żydowskie, taśmy i dyski CD. W foyer teatru znalazłem program imprezy Dni Singera w Warszawie, która odbyła się w pierwszych dniach września. W programie znalazło się wiele wykładów, projekcji filmowych, spektakli teatralnych i koncertów. Wśród gości zaproszonych na tę imprezę byli Adrienne Cooper z Nowego Jorku i Theresa Toa z Toronto.

Momentem niezapomnianym na koniec wizyty w Warszawie była wizyta w domu opieki Bonifratrów, gdzie poznałem kobietę, która ocaliła ponad tysiąc żydowskich dzieci z warszawskiego getta, panią Irenę Sendlerową. Filigranowa 97-letnia pani przyjęła nas z ciepłym uśmiechem i błogosławieństwami. Wręczyłem jej podpisaną przeze mnie książkę mego autorstwa i otrzymałem od niej 350-stronicowy tom zatytułowany "Matka Dzieci Holokaustu. Historia Ireny Sendlerowej" Anny Mieszkowskiej (Warszawa, 2005).

Wzruszające spotkanie Symchy Symchowicza z Ireną Sendlerową


Nasza wizyta w Polsce wywołała zainteresowanie lokalnych i warszawskich mediów. Artykuły o obchodach i o naszym w nich udziale, ukazały się w otwockim "Tygodniku regionalnym" i w "Linii Otwockiej". Udzieliłem długiego wywiadu korespondentowi warszawskiego wydania "Gazety Wyborczej", a wywiad ze mną przeprowadziła także i sfilmowała go pani Maria Wiśnicka, reżyser i producent studia filmowego AW w Warszawie, która pracuje nad filmem dokumentalnym opartym na motywach mojej powieści "Pasierb nad Wisłą". W niektóre scenach filmu zagra młody polski aktor. Opuszczałem Polskę wdzięczny za życzliwe przyjęcie mnie i Mariana. Byłem pod wielkim wrażeniem serdecznych i szczerych wysiłków członków Społecznego Komitetu Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich i wielu mieszkańców Otwocka, starających się ocalić od zapomnienia pamięć otwockich Żydów i ukazać ich udział w budowie i rozwoju miasta.


Symcha Symchowicz

(tłum. z angielskiego Małgorzata P. Bonikowska)

Koło się zamknęło. Symcha Symchowicz powrócił do korzeni, złożył hołd światu swego dzieciństwa i młodości, który dzięki niemu oraz jego poezji i książkom, a także dzięki wielu ludziom dobrej woli w Polsce i na świecie, został na zawsze uwieczniony i zachowany dla potomności, ku wiecznej przestrodze. Strażnik pamięci spełnił swoją misję, z bólem, ale i z radością.

•••

Fragmenty przemówień na uroczystości 65. rocznicy likwidacji getta w Otwocku 19 sierpnia 2007 roku

• Nie możemy nie pamiętać

Otwock pamięta i będzie pamiętał o swoich żydowskich obywatelach. Również to miejsce pamięci otwockich Żydów, na którym się znajdujemy, będzie otoczone właściwą opieką.

Nie możemy o tym nie pamiętać, gdyż - jak głosił napis w miejscu, gdzie rozpoczynaliśmy ten marsz pamięci i modlitwy - "żaden dzień nie zmienił historii Otwocka tak bardzo jak ten".

Zbigniew Szczepaniak
prezydent Otwocka



• Nie mogę być obojętny

Chcę tylko krótko powiedzieć, że zapewne Państwo nie rozumieją do końca, jak ważna jest Wasza obecność dla tych, którzy przeżyli całe to piekło. Jeden z otwockich Żydów wraca tu po 59 latach i widzi Was wszystkich tutaj. Jakże to jest ważne!!!

Dzisiaj razem stanęliśmy, zgodnie z nauką błogosławionej pamięci papieża Jana Pawła II: nie mogę być obojętny, nie mogę być obojętny, nigdy nie mogę milczeć...

Michael Schudrich
naczelny rabin Polski



• Otwock miał być miastem życia

Drodzy Państwo, drogie siostry i bracia starsi w wierze!

Miasto Otwock w swoim założeniu i istocie miało być miastem życia, a stało się dla wielu braci i sióstr Żydów miastem śmierci, miastem tragedii. Ich symbolem są: rampa, droga, którą przeszliśmy, i to miejsce straceń. (...)

Oby nigdy więcej nie było takich ramp, oby nigdy więcej nie było takich kaźni! Modlimy się dzisiaj w sześćdziesiątą piątą rocznicę likwidacji otwockiego getta. Jest to data poniekąd okrągła. Modlić się będziemy i przywracać w pamięci ten czas - aby nigdy więcej nie było takich ramp, i takich kamieni, i takich miejsc. Abyśmy umieli budować kulturę życia. To jest zadanie, to jest wyzwanie stojące przed nami wszystkimi.

Abp Sławoj Leszek Głódź
biskup warszawsko-praski



• Nadrabiamy wiele lat niepamięci

Szanowni Państwo, pozwólcie, że zwrócę się do byłych żydowskich mieszkańców Otwocka oraz ich potomków. Przyjechaliście tutaj, niektórzy po prawie 60 latach nieobecności, ze swoich drugich ojczyzn - wielu z Was mieszka obecnie w Stanach Zjednoczonych, w Kanadzie i w Izraelu.

Wszyscy wrócicie do swojej drugiej ojczyzny, ale mu tutaj zostaniemy. Proszę spojrzeć, ilu nas się zebrało. Ludzie, na których spoglądacie, to strażnicy pamięci. Strażnicy pamięci o tym, co było przed wojną, o życiu i dziedzictwie społeczności żydowskiej i polskiej, a także o tragedii drugiej wojny światowej i Zagładzie oraz o tym, co wydarzyło się po wojnie. My wszyscy nadrabiamy wiele lat niepamięci. Stojąc tu dzisiaj, wydaje mi się jednak, że możecie wyjechać z Polski spokojniejsi, bo kiedy Was tutaj nie ma, my jesteśmy.

Ewa Juńczyk-Ziomecka
podsekretarz stanu
w kancelarii Prezydenta RP


•••


Pieśń pozostanie

Pieśń pozostanie, pieśń niedoli -
spośród płomieni i gruzów,
z pokolenia na pokolenie,
jak święte hasło przejdzie.

Pieśń nad pieśniami - o boleści,
cierpieniu, żalu i udręce -
ojców, matek, niemowląt,
chłopców, dziewcząt i starców.

Pieśń o żydowskich miasteczkach
zmazanych z ziemi ojczystej,
pieśń o bezlitosnych mordach
z rąk krwawych, ohydnych.

Śpiew cichy, płaczliwy,
potężny, straszliwy lament
z oddalonych ciał niebieskich
do grzesznej kuli ziemskiej.


Symcha Symchowicz

•••

Otwock

Otwock, miasto rodzinne
dusza moja woła do ciebie
opłakuje twoją dolę
twój koniec niezasłużony

Byłeś pełne życia, mocy i niewinności
kiedy cię opuszczałem
by powrócić do gruzów i chwastów

Świderska - ulica mojego dzieciństwa
(tak ją nazywano, bo biegła
pośród wonnych sosen
do piaszczystych plaż
cicho płynącego Świdra)
Dlaczego cię opuściłem? Dlaczego
nie dzieliłem twego losu
kiedy w jeden dzień fatalny
wyrwano cię z korzeniami z rodzinnego gruntu
precz do ohydnych wrót Treblinki?

Miasto moje rodzinne
jak wytłumaczyć, że po tak wielu latach
świecisz coraz jaśniej w mojej pamięci?
Czy to możliwe, że właśnie ja
twój osiemnastoletni syn
mam być wybawicielem
twojej krwawej rzeczywistości?

Miasto ponad dwunastu tysięcy Żydów
młodych, starców, biednych, bogatych,
jak kipiąca rzeka,
pełna życia, trudu, śmiechu...
W popiół przeobrażona
przez diabelskich morderców.


Symcha Symchowicz


•••

Wspomnienia z czasu życia, przed czasem śmierci

Wówczas na placu przed stacją kolejową stał szereg czarnych dorożek zaprzężonych w konie. A przy peronie dyżurowali ubrani w specjalne mundury przedstawiciele różnych pensjonatów, którzy nawoływali, zapraszając do siebie przybyszów z Warszawy. W letnie wieczory grała muzyka w cukierni Adamkiewicza przy ulicy Kościelnej, a ludzie tańczyli na podwórku pod gwieździstym niebem. A jakże było wesoło na plaży w Świdrze, na złotym piasku nad płytkim, jasnym strumieniem rzeki...

Zimą miasto było bardziej przyciszone, bo przeważająca część ludności - zwłaszcza ży-dowskiej - żyła z zarobków uzyskanych w sezonie letnim. Ale my, dzieciaki, mieliśmy wówczas nasze zimowe uciechy. Na placu wewnątrz podwórka przy torach kolejowych urządzano publiczną ślizgawkę. Grała tam muzyka, a dziewczęta i chłopcy krążyli wesoło na łyżwach. Czasami w soboty lub niedziele wybieraliśmy się wzdłuż ulicy Reymonta na wzgórze Meran, aby tam szybko zjeżdżać w dół na sankach.


Symcha Symchowicz
(Fragment wystąpienia podczas wieczoru autorskiego w kawiarni "Cafe MDK")



POLECAMY:

Powrót do korzeni

Heroizm wydobyty ze sloikow

© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adreslisty@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 

ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
ARCHIWUM
Pierwsza strona weekendowej Gazety Gazeta
Hierarchowie bardziej bronili Kościoła niż ofiar pedofilii
Niewyobrażalna tragedia
60 lat temu Elżbieta II odziedziczyła tron
Wielki sukces naszej rodaczki
10 prognoz, które sprawdziły się po 100 latach
Premierom niepotrzebna Ottawa
Polka Barbara Hulanicka wśród wyróżnionych przez Elżbietę II
Rozmowy Polskiej Agencji Prasowej