Dziennik Polonii w Kanadzie    
Strona główna | POLONIUM | Wyszukiwarka | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 1 stycznia, 2013
 
  GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej      

W naszej GAZECIE:
Polonium
POLONIUM
News about Poland

Ale piękny jest ten świat
Antykwariat
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
CHUDNIESZ - WYGRYWASZ ZDROWIE
Dobre rady
Europa
Film
Finanse
Fotka dnia
Historia mało znana
IMPREZY
Kabaret pod Bańką
Kanada
Komentarze, opinie
Kultura
List oceaniczny - dodatek kulturalny
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Nauka i technika
Ontario
Polonia
Polonia Przyszłości
Polska
Pomóżmy innym
Powódź 2010
Prawo
Robert Dziekański
Różności
Smoleńsk 2010
Toronto
USA
W krzywym zwierciadle
Wybory federalne 2011
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Świat

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 

 

Komentarze, opinie

Refleksje na temat Mennonitów
Witold Liliental
Sep 4, 2007
 > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Z cyklu: Przemyślane pod prysznicem


Często, kiedy wchodzimy do tutejszych polskich sklepów, natrafiamy na etykietki, informujące, że jajka czy owoce pochodzą od mennonitów. Pochodzenie to stało się gwarancją dobrej jakości i pewności, że towar nie jest skażony środkami chemicznymi. Mało ludzi zastanawia się, kim ci mennonici są. Jest to wspólnota chrześcijańska, której korzenie sięgają początków szesnastego wieku i słynnego szwajcarskiego reformatora Ulricha Zwingliego. Na bazie jego nauk Menno Simmons założył nowy kościół w 1632 r. W 1693 r. Jakub Amman dokonał secesji od pierwotnych mennonitów, dając początek wspolnocie amiszów. Obydwie wspólnoty, oparte na bardzo rygorystycznej formule obyczajowej, na skutek prześladowań ze strony Inkwizycji i kontrreformatorów, znalazły spokojną przystań w Nowym Świecie, po drugiej stronie oceanu. Amisze osiedlili się głównie w stanie Pensylwania, natomiast mennonici założyli liczne osiedla w tej części kolonii, która dziś stanowi Kanadę. Jedni i drudzy prowadzą proste życie wiejskie, nie korzystają z dóbr nowoczesnej techniki, kobiety ubierają się w suknie przypominające długie do kostek fartuchy i noszą na głowach czepki. Mężczyźni zapuszczają długie brody, noszą czarne spodnie na szelkach i proste, otwarte koszule, a na głowach słomkowe kapelusze. Jeżdzą bryczkami, posługują się odmianą języka niemieckiego i ich wspólnoty tworzą zamknięte kręgi, częściowo izolowane od otaczającego je społeczeństwa. Przyjmują chrzest w wieku 14 lat, uznając, że dopiero w tym wieku człowiek jest w pełni świadomy swojej wiary. Znani są ze swojego rygorystycznego przestrzegania obyczajowości we wspólnocie i pacyfizmu. Pod żadnym pozorem nie wolno im posiadać broni.

W ubiegłą sobotę wybraliśmy się z przyjaciółmi do St. Jacob's, miasteczka znanego, jako skupiska mennonitów. Muszę przyznać, że byłem początkowo nieco rozczarowany, ponieważ nastawiałem się na "większą egzotykę". Owszem, zobaczyłem kilka charakterystycznych czarnych bryczek, a na targu owoce sprzedawały kobiety w czepkach. Nie ma tam jednak odrębnej wioski mennonickiej, jak u amiszów w Pensylwanii. Mennonici i "zwykli" Kanadyjczycy mieszkają obok siebie w domach na tych samych ulicach, a ich pola sąsiadują z polami farmerów różnych innych wyznań. W sąsiednim miasteczku Elmira zobaczyłem nawet matkę - mennonitkę, w przepisowym czepku, pakującą swe dzieci do... samochodu. Signum temporis - pomyślałem. Życie nieubłaganie zmusza do adaptacji i asymilacji.

W mieście St. Jacob's zwiedziliśmy muzeum historii menonitów, skromne, niemniej jednak tłumaczące wiele. Mimo woli nasunęła mi się dość jasna analogia sytuacji społecznej z jednej strony amiszów i mennonitów w Ameryce i Kanadzie, a Żydów w dawnej Polsce. W obydwu przypadkach ludność obcego pochodzenia i innej wiary przywędrowała, uciekając przed prześladowaniami na tle religijnym. W obydwu przypadkach również członkowie społeczności napływowej, różnili się od ludności rdzennej językiem, charakterystycznym ubiorem i obyczajami. Wreszcie i tu i tam przybysze, nawet po upływie wielu pokoleń, żyli w pewnej izolacji od otaczającego ich świata i ich styk z tym światem ograniczał się do handlu, koniecznego, aby żyć. Ale też zarówno w Kanadzie, jak i w przedwojennej Polsce, miały miejsce liczne przypadki asymilacji, jeśli nie w sferze wyznaniowej, chociaż i takie też zdarzały się coraz czesciej, to przynajmniej w sferze językowej i ubioru. Oprócz izolowanych przypadków w Kansas, nie słyszało się o czyichkolwiek pretensjach do amiszów, względnie mennonitów za ich inność. Tu już, wiadomo, analogia do Żydów w Polsce kończy się...

Po wyjściu z muzeum nasunęły się dalsze refleksje. Mennonici - ludzie o surowych obyczajach - traktują swoją wiarę poważnie. Skromni, prości ludzie wiedzą, bo tak są wychowani, że wiara chrześcijańska nakazuje miłość bliźniego, uczciwość i pokój. Stosują to we wszystkim, co robią. Ich rytuał obrzędowy jest prosty i skromny, nie mają pięknych ołtarzy ani świętych obrazów. Ich religijność polega raczej na wcielaniu w codzienne życie zasad chrześcijańskiego współżycia z innymi. Mennonici znani są z wielu charytatywnych akcji o zasięgu światowym. Niestosujących się do zasad wyklucza się ze wspólnoty.

Na przeciwnej szali w moim porównaniu widzę tych, którzy słowo "katolik" odmieniają przy każdej możliwej okazji, w świetle kamer i fleszów klękają na Jasnej Górze i zapraszają księdza do pokropienia wodą święconą nowy samochód. Tacy ludzie, zwłaszcza w ostatnich latach, często pokazali nie tylko, że pod względem obyczajowości potrafią być na bakier z wiarą katolicką, z którą się demonstracyjnie obnoszą, ale że utrzymują w sercach sporą dozę... nienawiści. Przede wszystkim do tych, którzy myślą inaczej. Także, gdy zaczyna sypać się domek z kart, nienawiści wzajemnej. Niedawni koalicjanci oskarżają się wzajemnie, straszą "ujawnianiem haków". Nawet słowo "porażające", tyleż razy nadużywane, kompletnie się zdewaluowało.

Dziś okazuje się, że sojusznicy sprzed jeszcze kilku tygodni, którzy prześcigali się w powoływaniu na swój katolicyzm, potajemnie siebie nagrywali na taśmy i dziś potrafą siebie wyłącznie zastraszać. Pamiętamy, jak różne partie polityczne zabiegały u "swoich" biskupów o poparcie, żeby się tylko publicznie uwiarygodnić, jako "prawdziwi" katolicy. Widzimy, jak rozgłośnia nazywająca siebie "katolicką" nadal przemawia językiem nienawiści, utrzymując, że tylko tacy, którzy myślą, jak ona, są w porządku, a reszta, to wrogowie.

Gdy byłem dzieckiem, uczyłem się na lekcjach religii, że Chrystus uczył miłości i szczerości. Faryzeuszy przegonił ze świątyni. Chyba nie zależało Mu na wierze pustej, ale za to głośno i ostentacyjnie deklaratywnej. O ileż bardziej szczerzy w swej odmianie wiary są mennonici - ludzie prości, ale praktykujący jej zasady w codziennym życiu.


© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adreslisty@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 

Komentarze, opinie
Gafy i inne wpadki
Kontrasty i konwersacje w Kalifornii
Rozmowy Polskiej Agencji Prasowej
Warto poznać swoje miasto
Rocznice, wspomnienia, myśli
Cały rok w dwa dni
Czego Państwu życzę
Myśli przed Nowym Rokiem
Skojarzenia przedświąteczne
Grudniowe prawdy