Dziennik Polonii w Kanadzie
   
Strona główna | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 22 stycznia, 2008
 
 
GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej
   

 

Front Page 
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Robert Dziekański
Komentarze, opinie
Polska
Europa
Świat
Kanada
Ontario
Toronto
USA
Polonia
Pomóżmy innym
Historia mało znana
Biznes
Finanse
Kultura
Film
List oceaniczny - dodatek kulturalny
Dobre rady
Prawo
W krzywym zwierciadle
Polonia Przyszłości
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Różności
Nauka i technika
Kółka (4 albo 2)
Sport
Kabaret pod Bańką

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

W 2006 roku odwiedziło nasze strony 226,426 czytelników!

196,877 w 2005

122,542 w 2004.




LISTY OD CZYTELNIKÓW

Ludzie listy piszą

Feb 5, 2007
  > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem



Redakcja "Gazety"
Szanowni Państwo,

     W imieniu Forum Żydów Polskich mamy przyjemność i zaszczyt złożyć Państwa Redakcji i Pracownikom szczere i płynące z głębi serca podziękowania za medialne wsparcie naszej akcji popierania kandydatury Pani Ireny Sendler do Pokojowej Nagrody Nobla 2007. 

      W ten sposób dołączyliście Państwo do wielkiej rodziny ludzi dobrej woli z całego świata, dla których bohaterskie czyny Pani Ireny oraz ich uniwersalne, głęboko humanistyczne przesłanie staje się imperatywem i drogowskazem moralnym na całe życie. 

      Dzięki podjęciu przez Państwa Redakcję wspólnego z nami wysiłku szerokiej popularyzacji postaci i dzieła Pani Sendler, mieliśmy lepszą możliwość dotarcia do rzesz odbiorców z apelem o uhonorowanie w Jej osobie poświęcenia i cierpień wszystkich Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. Umożliwiliście nam Państwa stworzenie wielkiej szansy na godne uhonorowanie tych najlepszych z najlepszych córek i synów swoich narodów, wśród których gwiazda Pani Ireny świeci blaskiem najjaśniejszym i czystym. 

Informujemy jednocześnie Państwa, że zebrane podpisy osób wspierających kandydaturę Pani Sendler zostały złożone w Kancelarii Prezydenta RP wraz z naszą wspólną petycją o wystąpienie przez pana prezydenta do Komitetu Noblowskiego w Oslo z wnioskiem o nadanie Pani Irenie Sendler Pokojowej Nagrody Nobla. Mamy szczerą nadzieję, że zgodny głos wielu tysięcy obywateli różnych krajów świata został przez pana prezydenta wysłuchany i poparcie tej rzeszy ludzkiej przekona Komitet Noblowski o wyjątkowym znaczeniu oraz uniwersalizmie dzieła Pani Sendler. 

      Wierzymy, że wspólna praca - nasza i Państwa, zaowocuje ogłoszeniem gromkim głosem przez Komitet Noblowski całemu światu, że ludzkie poświęcenie dla bliźnich będących w głębokiej potrzebie będzie przez ten świat godnie honorowane, a dobro zawsze zwycięży nad demonami zła i zbrodni. 

Z poważaniem
Halina Marcinkowska
Redaktor
Naczelna Forum Żydów Polskich

Dziękuję, dziękuję, dziękuję... Zbieramy podpisy cały czas - będą one dosyłane do Komitetu Noblowskiego. Do chwili obecnej jest ponad 18.000 (już widzimy ponad 20.000 - przyp. red.) podpisów. To niesamowite, jak ludzie z całego świata potrafili się zjednoczyć.

Byliśmy w piątek u Pani Ireny, ona jest szczęśliwa, nie chodzi jej o nagrodę, dla niej głównym celem, jest to, aby zrozumiano, co czuły matki, które oddawały dzieci.

Jeszcze raz dziękuję.


Tych z Państwa, którzy nie czytali artykułu "Heroizm wydobyty ze słoików", zachęcamy do zapoznania się z historią Ireny Sendlerowej i do podpisywania apelu - w artykule jest adres. Prosimy też o przekazywanie tego innym, na całym świecie!

Redakcja


•••

W sprawie tekstu Wandy Kasprzyckiej pt. "Jak to często w bajkach bywa..." z cyklu "Nic nie cieszy tak jak życie"

Witam,

dzisiaj właśnie przeczytałam Pani tekst "Jak to często w bajkach bywa..." i szczerze powiem, że jak się tak nad nim zastanowiłam to doszłam do wniosku, że faktycznie coś w tym jest.

Ja jestem teraz też w niezaciekawej sytuacji, którą chciałabym pokrótce streścić.

Jestem mężatką od 5 lat, mąż jest obcokrajowcem, muzułmaninem. Mamy piękną i mądrą 4-letnią córeczkę, która jest dla mnie wszystkim. Wszystko wydawało się cudowne na początku, przed ślubem znaliśmy się 4 lata, mąż za mną szalał i wydawało mi się, że to jest ta osoba, z którą chciałabym spędzić resztę życia. Była tylko jedna poważna przeszkoda, przez którą wahałam się nad podjęciem decyzji o dalszym kontynuowaniu znajomości. Mój mąż miał już żonę i dwójkę dzieci, ale był w trakcie rozwodu. Mając 18 lat, wtedy wydawało mi się, że skoro jest w trakcie rozwodu to pewnie to już naprawdę między nimi koniec i tak też się stało.

Po dwóch latach spotykania się zamieszkaliśmy razem a po dwóch następnych zaszłam w ciążę. Oboje cieszyliśmy się na to dziecko i zaczęliśmy przygotowania do ślubu.

Dwa dni przed ślubem mój przyszły mąż oświadczył mi, iż musimy spisać intercyzę przedmałżeńską, a ja oczywiście żeby mu udowodnić, że wychodzę za niego a nie za jego pieniądze, od razu się zgodziłam, choć nie ukrywałam, że jest mi przykro z tego powodu i że mógł mi wcześniej o tym powiedzieć.

Ślub był bardzo piękny, dużo gości, piękna sukienka itp. Po ślubie mieszkaliśmy jakiś czas jeszcze w wynajmowanym mieszkaniu, a później mąż kupił działkę i wybudował dom. W międzyczasie przyszła na świat nasza córka. I pewnie zakończyłabym tę historię stwierdzeniem typu ... i żyliśmy długo i szczęśliwie, jednakże tak się nie stało. Mąż czasami zachowywał się dziwnie, przy każdej kłótni mówił, że mam się wynosić z jego domu, a ja pokornie znosiłam te obelgi bo przecież mieliśmy razem dziecko.

Wielokrotnie podejrzewałam go o zdradę, ale on twierdził, że ja jestem zazdrosna, a on biedny to już nic nie może. Chciałam tutaj zaznaczyć, że jego pracą była dyskoteka, której był właścicielem. Oprócz tego miał zakład produkcyjny.

Pierwszy raz kiedy naprawdę przejrzałam na oczy to było gdy dostałam sms od jego pracownika, z informacją, że mój mąż ma romans, którą to sprawdziłam i okazała się niestety prawdziwa. W międzyczasie odwiedziła nas jego mama, którą wtedy zresztą pierwszy raz na oczy widziałam i była świadkiem naszych kłótni o tamtą kobietę. Zdziwiło mnie to, że nie stawała za wszelką cenę po jego stronie tylko po mojej, co w przypadku ich religii nie jest zjawiskiem powszechnym. Mama wyjechała, ja wybaczyłam i życie toczyło się dalej. Jednakże nie dawało mi to spokoju i często kontrolowałam męża na przykład sprawdzałam mu telefon. Na moje nieszczęście kontrole okazały się owocne, ale on zawsze umiał mnie przegadać.

I tak nasze życie toczyło się od jednego podejrzenia do drugiego a ja czułam, że powoli uchodzi ze mnie cała energia. Mieliśmy pieniądze, ale nic poza tym. Bałam się nawet wyjechać na wakacje ponieważ mąż nie jeździł z nami, a ja wiedziałam, że jak nas nie ma to on wtedy może robić co chce.

Po urlopie wychowawczym znalazłam pracę i wydawało mi się, że jeżeli ja będę miała swoje zajęcie, swoich znajomych to może to wszystko się zmieni. Jak bardzo się pomyliłam.

W dniu moich 25. urodzin, które urządzaliśmy u męża w dyskotece, pokłóciliśmy się i on wrócił do domu, a ja wróciwszy po nim pocałowałam klamkę ponieważ zostawił klucz w drzwiach i miał gdzieś to, co się ze mną stanie. Przenocowałam u znajomej.

Po tej sytuacji coś we mnie pękło ponieważ pokłóciliśmy się jak zwykle o bzdurę, a on mi tak zrobił. Parę dni później zorientowałam się, że się znowu z kimś spotyka i wtedy powiedziałam: dość tego. Powiedziałam mu, że to już koniec i postanowiliśmy sprzedać dom, żeby podzielić i kupić dwa mieszkania. Fakt ten miał miejsce 6 miesięcy temu, a ja za miesiąc nie będę miała gdzie mieszkać, ponieważ dom jest sprzedany, mąż kupił sobie mieszkanie, a mi nie chce dać ani grosza (intercyza). Żeby tego wszystkiego było mało, spotyka się od 3 miesięcy z kobietą, która ma dziecko, spędził z nią święta i sylwestra, a do swojego dziecka nie przyjechał. Czasami się pojawia jak ma wolne od swojej nowej dziewczyny, ale ostatnio obiecał naszej córce, że przyjedzie, a na drugi dzień napisał sms, że jest dzień babci i matka jego dziewczyny zaprosiła ich na kolację. Myślałam, że mi serce pęknie tłumacząc mojemu płaczącemu dziecku, że tacie coś wypadło ważnego i że nie może przyjechać, mimo że się umawiał.

Niestety ciężar odpowiedzialności za wszystko spadł na mnie i jestem jak ten osioł (w artykule - red.) zasypywana śmieciami, ale chyba nie potrafię się po nich wspiąć, albo jeszcze nie znalazłam metody żeby to zrobić. Z drugiej jednak strony tak sobie myślę, że może ja się wspinam, ale bardzo wolno, bo przecież w końcu jeszcze żyję i jakoś funkcjonuję, więc może uda mi się kiedyś wyskoczyć z tej studni.

Pozdrawiam,
Asia

Ślicznie dziękuję za zaufanie i za list. Sporo myślałam o tym, co Pani napisała, Asiu, przykro mi bardzo, że "odrabia Pani swoje lekcje życia" z bardzo surowym nauczycielem i za pomyłki płaci Pani dość słono.

Cieszę się najbardziej jednak z tego, że jest Pani nadal odważną, ciekawą życia i ludzi młodą kobietą. Ma Pani swoją córeczkę, ta miłość wynagrodzi Pani wiele, a każdy następny dzień przynieść może tyle nowego, tyle dobrego... I kto to wie co jeszcze?

Pani Asiu, kiedy się człowiek mocno zakocha mając 18 lat, nie widzi tego, że jeśli obdarzony naszą miłością mężczyzna opuszcza swoją żonę i dwójkę dzieci, to są duże szanse, że kiedyś i nas opuści, dla nowej (młodszej, atrakcyjniejszej, mniej lub więcej absorbującej?) i kolejnej "miłości" swojego życia. Z tego co Pani pisze mimo zapewne wielu zalet, ów mężczyzna, ojciec Pani córeczki, nie jest najlepszym materiałem na partnera. To boli, to kosztuje, ale czasem takie "lekcje" życie nam serwuje.

Powoli poukłada Pani sobie wszystko to, czego to małżeńswo miało Panią nauczyć. Proszę skorzystać z tej lekcji, co złe zapomnieć i... patrzeć przed siebie, a nie za siebie. Jest Pani młoda, nie wątpię, że bardzo atrakcyjna, jeszcze spotka Pani kogoś godnego Pani miłości. Niech Pani nie nosi w sobie żalu zbyt długo, szkoda na to życia i energii, jest w Pani dużo optymizmu, dużo energii, dużo dobrej miłości, niech ją Pani ofiaruje ludziom, światu. Swego eksmęża ani Pani nie zmieni, ani nie wychowa, niech on się sam para ze swoimi niedoskonałościami. Proszę teraz myśleć o sobie, o Waszej córce, o tym, co by Pani chciała w życiu robić, jakim człowiekiem, jaką kobietą chciałaby Pani być w życiu. Życzę Pani siły, odwagi, podziwiam w Pani osobę godną miłości i noszącą w sobie miłość. Jak uczą nas bajki i uczy nas życie: jak ten osiołek wyskoczy Pani niedługo z tej studni "śmieci" i będzie się Pani bardzo cieszyć, bo świat jest piękny, dużo dobrych mężczyzn stąpa po tej ziemi i któryś z nich doceni Panią tak, jak Pani na to zasługuje! Trzymam za to mocno kciuki i życzę powodzenia.

Wanda Kasprzycka


•••

Szanowna Pani,

właśnie skończyłem czytać list Andrzeja Rumińskiego. W zasadzie nie pisałem polemiki z treścią listu Pana Andrzeja Rumińskiego o 100. rocznicy powstania PTK. Ale niemniej bardzo proszę o zamieszczenie podziękowania dla Pana Andrzeja za wypowiedź. Wzajemnie przekazuję Autorowi listu wyrazy poważania.

Liczyłem na reakcję Polaków mieszkających za granicą, i to głównie w kontekście informacji o reaktywowaniu działalności przez Polskie Towarzystwo Tatrzańskie. W 1981 roku powstaje Obywatelski Komitet Reaktywowania PTT, w październiku tego roku wybrano Zarząd Tymczasowy i w dniu 16.10.1981 złożono wniosek o rejestrację w Urzędzie Miasta Krakowa.

W związku ze stanem wojennym, w dniu 11.01.1982 odmówiono rejestracji Towarzystwa. Odwołania od decyzji były oddalane, skargę na odmowę rejestracji ostatecznie odrzucił NSA 12.09.1983. Wobec odmowy rejestracji PTT ostatecznie podjęło 11.02.1984 uchwałę o rozwiązaniu Towarzystwa. Być może na temat tych lat pierwszej reaktywacji PTT mogą napisać Czytelnicy "Gazety".

Po ponownej rejestracji w dniu 09.12.1988 rzeczywiście nie widać działalności PTT w polskim krajoznawstwie i turystyce. Szczególnie na Dolnym Śląsku, co zważywszy na zasługi PTT w latach 1945 - 1950 dla odbudowy turystyki w Sudetach jest zasmucające. Nawet nie zauważyło Towarzystwo zasług Mieczysława Orłowicza, czy to z okazji rocznicy powołania AKT, czy też 60. rocznicy opracowania przez komisję sudecką Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w 1947 r. koncepcji Głównego Szlaku Sudeckiego. Rok później zaczęto prace nad znakowaniem szlaku. W 1973 r. szlakowi nadano imię Mieczysława Orłowicza w uznaniu jego zasług dla turystyki i krajoznawstwa.

Przesyłając list z prośbą o opublikowanie, liczę na inne wypowiedzi i opinie. Dlaczego teraz, kiedy już nikt nie reglamentuje tego "co można" - to w Polsce nic nie można?

Właśnie - dlaczego nie można przywrócić dawnego ducha krajoznawstwa? W Kraju jest kalejdoskop krajobrazów. Od gór do morza cudna przyroda i zabytki, którymi zachwycają się zagraniczni przybysze. Mam 58 lat, z pochodzenia Kujawiak (uśmiecham się teraz do pierwszych osiemnastu lat życia). Och, przepraszam - zebrało mi się na sentymenty.

Mimo licznych prób, wokół siebie nie znajduję zrozumienia dla działania na rzecz przywrócenia krajoznawstwu (turystyka czy to górska, czy to nizinna, to tylko sposób poznawania) etosu z lat Drugiej Rzeczpospolitej. PTTK, do którego od lat już nie należę, z założenia zgubiło idee, do których formalnie nawiązuje. Reaktywowane PTK i PTT to tylko słaba kalka PTTK, takie lokalne i kanapowe towarzystwa (PTK około 600 osób, a PTT około 1.200 osób) po kilkunastu latach istnienia.

Serdecznie pozdrawiam
Janusz Maciejewski

PS Od prawie roku wczytuję się w nieliczne publikacje o historii krajoznawstwa w pierwszych latach PRL. Jeszcze nie ma nowego spojrzenia na temat przemian wtedy zaszłych, pracuję nad takim opracowaniem.


© Copyright 2003, 2004, 2005, 2006 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adres listy@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 



LISTY OD CZYTELNIKÓW
Ludzie listy piszą (184)
Ludzie listy piszą (181)
Ludzie listy piszą (178)
Ludzie listy piszą (162)
Listy do redakcji
Ludzie listy piszą (166)
Ludzie listy piszą (164)
Ludzie listy piszą (160)
Ludzie listy piszą (151)
Ludzie listy piszą (151)