Dziennik Polonii w Kanadzie    
Strona główna | POLONIUM | Wyszukiwarka | Ogłoszenia | Księgarnie | Redakcja | O nas | About us
Uaktualnione: 1 stycznia, 2013
 
  GAZETA - dziennik poloni kanadyjskiej      

W naszej GAZECIE:
Polonium
POLONIUM
News about Poland

Ale piękny jest ten świat
Antykwariat
ARCHIWUM SPRAW NAJCIEKAWSZYCH
CHUDNIESZ - WYGRYWASZ ZDROWIE
Dobre rady
Europa
Film
Finanse
Fotka dnia
Historia mało znana
IMPREZY
Kabaret pod Bańką
Kanada
Komentarze, opinie
Kultura
List oceaniczny - dodatek kulturalny
LISTY OD CZYTELNIKÓW
Nauka i technika
Ontario
Polonia
Polonia Przyszłości
Polska
Pomóżmy innym
Powódź 2010
Prawo
Robert Dziekański
Różności
Smoleńsk 2010
Toronto
USA
W krzywym zwierciadle
Wybory federalne 2011
Zdrowe ciało, zdrowy duch
Świat

Komentarze i pytania

merytoryczne
do redaktora:

Małgorzata Bonikowska
webedytor@gazetagazeta.com

techniczne
do webmastera:

Tomek Kniat
webmaster@gazetagazeta.com

 

 

Komentarze, opinie

Świat bez Henryka
Małgorzata P. Bonikowska
Sep 22, 2006
 > Wersja do drukowania
> Wyślij e-mailem


Z cyklu: Zapiski na gorąco

Bywają takie rozstania, po których świat zmienia się na zawsze. To jedno z nich.


Każde odejście ludzi kochanych przez innych jest tragicznym z nimi rozstaniem. Są jednak tacy, którzy żyli głównie dla siebie i dla małej grupki najbliższych. A są też, dużo rzadziej, tacy, których życie zatoczyło ogromne kręgi, którzy dali tak wielu tak wiele.

Odznaczenia w Konsulacie RP w Toronto, 2004 rok - od lewej Frank Bialystok, Nathan Leipciger i Henryk Dasko - odnaczenie wręcza konsul Andrzej Krężel Fot. Małgorzata P. Bonikowska


Henryk Dasko - "krytyk literacki, publicysta, tłumacz, konsultant w dziedzinie marketingu, podróżnik, współzałożyciel Polsko-Żydowskiej Fundacji Kulturalnej w Kanadzie, który wyemigrował z Polski po Marcu '68 i od wielu lat mieszkał w Toronto" (P. Jassem). Ale kim był jako człowiek?

Elegancki, dowcipny, przystojny i pełen uroku, przykład szyku i najlepszego stylu, a jednocześnie gotów do szalonych, pełnych fantazji wyskoków, był kompanem na każdą pogodę.

Dawno temu, kiedy do Toronto przyjechał po raz pierwszy Teatr Akademicki Uniwersytetu Warszawskiego, potrafił w środku nocy jechać do nas do Scarborough swoim czerwonym Porsche, żeby spędzić kilka szalonych godzin do brzasku na rozmowach, na nocnym Polaków obcowaniu. Obchodził Go każdy z tych młodych ludzi, jego motywacje, ambicje. Starszy od nich o tyle lat, na zawsze został przez nich zapamiętany. Jak zresztą przez większość tych, których chociaż na chwilę spotkał.

Wszystko Go żywo interesowało, martwił się o nas, próbował znaleźć wytłumaczenia na podłości tego świata. Pamiętał o szczegółach, drobiazgach. Umiał pogodzić niezwykłą ostrość sądów z głębokim zrozumieniem człowieka, intelektualną dyscyplinę z emocjonalnym ciepłem.

Jego wiedza, oczytanie, erudycja były doprawdy wyjątkowe. Czytał wszystko, wszystkim się interesował. A do tego słuchał innych, autentycznie chciał poznać ich poglądy, opinie. Cały czas się uczył, zgłębiał z wyraźnym zafascynowaniem świat, który próbował opisać w swoich artykułach, wystąpieniach, książkach.

Nie obnosił się z goryczą. Mimo że Jego wygnanie z Polski w 1968 roku było wyrwaniem Go z tego wszystkiego, co stanowiło Jego świat, co potrzebne Mu było do życia jak tlen - zachował w sobie umiejętność zrozumienia nawet i tego.

I Polska, ze swoją historią, kulturą, pozostała Jego pasją. Była nią także tutaj, w Kanadzie, gdzie był jej nieocenionym ambasadorem. Jako jeden z trzech twórców Polish-Jewish Heritage Foundation, do samego końca aktywnie jej służył, ofiarowując jej zawsze swoje pomysły, kontakty, maestrię swoich powitań i komentarzy.

Gdy w 2004 roku w Konsulacie RP w Toronto odbierał, wraz z Frankiem Bialystokiem i Nathanem Leipcigerem, najwyższe odznaczenie państwowe - Krzyż Zasługi - ze wzruszeniem mówił, że gdy opuszczał Polskę 36 lat wcześniej nie do pomyślenia było, aby polski rząd mógł przyznać odznaczenie za dialog polsko-żydowski. Temu dialogowi poświęcił się bez reszty i trudno dzisiaj wyobrazić sobie, jak przyjdzie wypełnić tę pustkę. Bo kto jak On potrafiłby pełnić rolę moderatora naszej panelowej dyskusji o budowaniu polsko-żydowskich mostów i dialogu w synagodze Lodzer? Był wtedy tym, czym był na co dzień - i Polakiem i Żydem. Lojalnym w stosunku do obu tych tożsamości, potrafiącym je godzić i wyjaśniać to połączenie innym.

Henryk miał wielu przyjaciół - nie znajomych, lecz właśnie przyjaciół. Ludzi, dla których był kimś wyjątkowym, z którymi potrafił stworzyć niezwykłą intymną więź. Pielęgnował te oazy przyjaźni z wielką troską.

I nagle 18 miesięcy temu nadeszło to niepojęte, nie do zrozumienia. Rak mózgu, straszny w swojej nieodwracalności. Zaatakował ten organ, który u Henryka odgrywał tak ważną rolę.

Jego półtoraroczna walka z chorobą i wyrokiem była dla nas wszystkich wielką lekcją. Godności, mądrości, uporu i wiary. To On sam przedłużył sobie życie, którego specjaliści dawali od początku znacznie mniej.

Kiedy szedł na pierwszą operację, tłumaczył przez telefon, że nic nie jest tak ważne jak to, żeby Jego intelekt, świadomość, myślenie pozostały nienaruszone. Żeby był dalej tym kim jest. Reszta nie jest już tak ważna. Prosił, żeby nie traktować Go z żadną taryfą ulgową.

I zwyciężył. Był przez długie miesiące Henrykiem, którego znaliśmy i kochaliśmy. Czasem słabszym, ale tym samym. Łakomym życia, myślącym o innych, nie rozczulającym się nad sobą.

Przyjaciele i najbliżsi otoczyli Go kordonem miłości i wsparcia, wpompowując w niego swoją nadzieję i energię, informując codziennie dziesiątki kibiców na całym świecie, z zatroskaniem obserwujących kolejny miesiąc zmagań, o wynikach heroicznego pojedynku Henryka. Rak przegrywał.

Henryk nie poddawał się, walcząc z uporem. Wszystko, co robił było jak to Henryk - niekonwencjonalne. Choroba przecież nie miała prawa zmieniać Jego planów, nie pozwalał jej zapanować nad swoim życiem i zadecydować za Niego, co jest możliwe, a co nie. A więc był wyjazd do Polski, wyprawa na narty z synami, ślub z ukochaną towarzyszką wielu lat Jego zdrowego życia, wyjazdy do przyjaciół nad jezioro, łowienie ryb, spotkania, niekończące się rozmowy. Skądś brał na to siły, może właśnie energię dawało Mu pokonywanie kolejnych pozornie niemożliwych do pokonania przeszkód, by móc robić to, co było dla Niego ważne. Była przy Nim ukochana Agata, byli bliscy. A On jeszcze troszczył się o innych, pytał, chłonął każdą nową wiadomość, każdą wizytę, telefon.

Kiedy słuchałam wspomnień o Nim w czasie uroczystości pożegnalnych w Benjamin's Park Memorial Chapel, myślałam, ile dał z siebie innym. Cząstki Jego pozostaną w nas wszystkich, którzy jesteśmy lepsi i bogatsi dzięki Jego byciu w naszym życiu.

W chorobie Henryk dalej pisał - miał przecież jeszcze tyle do powiedzenia, do przekazania innym. Jednym z tych tekstów była próba analizy okoliczności śmierci dziennikarza i socjologa Henryka Hollanda pt. "Śmierć najbardziej niepotrzebna". Nie sposób dziś nie myśleć o tym tytule, nie odnosić go do samego Henryka. Jego odejście to także śmierć najbardziej niesprawiedliwa. Nie powinna była nadejść. Jeszcze nie teraz, jeszcze długo, długo nie!

•••

Po odejściu Henryka Dasko

Henryku,
jesteś na zawsze z nami.
Dziękujemy Ci za to,
co zdążyłeś nam ofiarować.

Myślimy z troską o wszystkich Ci bliskich, których tak bardzo nie chciałeś opuszczać.


Małgorzata P. Bonikowska i Zbigniew Bełz

•••

Odznaczenie Henryka Dasko
Jesteśmy sobie bliscy

•••

Pozegnanie dla Henryka Dasko - Ewa Stachniak

Wspomnienie o Henryku Dasko - Piotr Jassem


© Copyright 2003 - 2011 by www.gazetagazeta.com

Uwagi i komentarze na temat tego tekstu prosimy kierowac pod adreslisty@gazetagazeta.com
Zastrzegamy sobie prawo do publikacji nadeslanych listów, a takze do ich skracania.

Powrót na początek strony

 

Komentarze, opinie
Gafy i inne wpadki
Kontrasty i konwersacje w Kalifornii
Rozmowy Polskiej Agencji Prasowej
Warto poznać swoje miasto
Rocznice, wspomnienia, myśli
Cały rok w dwa dni
Czego Państwu życzę
Myśli przed Nowym Rokiem
Skojarzenia przedświąteczne
Grudniowe prawdy