Znów jestem młoda

0

Jerzy Urban ma zarówno zawziętych przeciwników, dla których jest jednym z najbardziej znienawidzonych przedstawicieli komunistycznego reżimu, jak i gorących zwolenników, chociaż tych drugich jest znacznie mniej. Nie sposób jednak zaprzeczyć, że kiedy był rzecznikiem prasowym rządu na jego cotygodniowe konferencje prasowe tłumnie przybywali krajowi i zagraniczni dziennikarze, a i my, widzowie, porzucaliśmy swoje zwykłe zajęcia, aby w napięciu obserwować błyskotliwe słowne starcia, próby zapędzania rzecznika w kozi róg i jego łebskie riposty. Bo bez względu na żywione do niego uczucia nie ulega wątpliwości, że mały, pękaty i uszaty, wyszydzany przez swoich wrogów ze względu na aparycję Jerzy Urban był i jest jednym z najznakomitszych dziennikarzy w Polsce, o tęgim, lotnym umyśle.

Oglądalność jego konferencji prasowych, stanowiących niejednokrotnie swoiste shows, osiągała nawet 60 procent, o czym twórcy dzisiejszych programów mogą tylko pomarzyć. Cała Polska siedziała przed ekranami, żeby zobaczyć jak rzecznik bezczelnie i arogancko wyjaśnia poczynania znienawidzonego rządu. Niby ludzie wiedzieli, że kłamie, wiadomo, że każdemu faktowi zaprzeczy, zniekształci, zinterpretuje po swojemu, ale wszyscy przed telewizorami byli ciekawi, jak to zrobi, bo Urban przyciągał uwagę, miał polityczny sex-appeal, ot co! A te jego bon-moty i zwischenrufy! Pamiętam, o Anastazji Potockiej powiedział celnie: “Jaki Sejm, taka hrabina”. Po wprowadzeniu przez Reagana sankcji gospodarczych przeciwko rządowi polskiemu, zapewnił cynicznie, że rząd jakoś się sam wyżywi, co wzbudziło falę nienawiści, choć przecież teoretycznie i praktycznie miał rację. A komisji śledczej w sprawie Rywina odmówił dalszych zeznań, oświadczając: “I tak powiedziałem więcej niż wiem”.

A pamiętacie Państwo, jak w odpowiedzi na przysłane przez USA mleko w proszku poinformował, że rząd polski wyśle śpiwory i koce dla bezdomnych w Nowym Jorku, na co ulica zareagowała błyskawicznie hasłem: “Mieszkanie M-3 w Warszawie zamienię na śpiwór w Nowym Jorku”.

Pisał Jerzy Skoczylas: “Dla dziennikarzy niezależnych wejście na konferencję było wielką atrakcją, powiększoną dodatkowo przez reakcje dziennikarzy zagranicznych, patrzących na nas jak na partyzantów, którzy właśnie wyszli z lasu z granatami za pasem i karabinami w dłoniach”. Dziennikarze kontestujący obecną władzę są dokładnie w tym samym miejscu, szczególnie po oświadczeniu prezesa, że: “Działania opozycji mają charakter przestępczy” na podstawie art.231 par.1 kk. No bo opozycja nie kocha Polski.

I patrzcie Państwo jak to jest: minęły lata, a ja upływu minionego czasu nie czuję, tak jakby moja młodość wróciła. Tyle zdarzeń przemieliły młyny historii, tyle zmian przeżyliśmy, Polska i ja, a jakby nic się nie zmieniło: jedna partia, przewodnia siła narodu, rządzi, milicja, zwana co prawda dla zmyłki policją inwigiluje i pałuje, na komisariatach zabija się ludzi, władza kłamie, TVP łga i manipuluje, sklepy w niedziele zamknięte, po tylu reformach oświaty znowu mamy szkoły podstawowe i średnie, Adam Michnik jak zwykle przez władze znienawidzony, Władysław Frasyniuk tradycyjnie w opozycji, skuty kajdankami i sądzony za stawianie oporu władzy, marszałek Kuchciński nie wpuszcza Henryka Wujca do Sejmu, tak jak w PRL nie wpuszczał go marszałek Gucwa, a imperializm zachodni, unijny, piasek w tryby sypie…

No i rzecznicy prasowi nadal budzą emocje, choć gdzie im do Urbana: nie ten kaliber, nie ten rozmiar kapelusza. “Rzecznicy prasowi, panowie i panie, kiepściutcy są bardzo przy Jerzym Urbanie”. Szczególnie obecny rząd nie ma szczęścia do rzeczników prasowych, obsadzając to spektakularne stanowisko ignorantami, medialnym beztalenciem, intelektualna pulpą i pomastką.

Złą passę rozpoczęła Elżbieta Witek, która, będąc z wykształcenia historykiem, zasłynęła z wyznania, że prawdziwą wiedzę o Katyniu i pakcie Ribbentrop- Mołotow czerpała z przedwojennych książek i czasopism. Mną jednak najbardziej wstrząsnęło znamienne i brzemienne w skutki ubolewanie, że “Nad władzą sadownicza nie ma żadnej kontroli. Tak nie może być.” To już był złowieszczy sygnał, że PiS coś kombinuje. No i proszę, minęło trochę czasu i pisowski rząd rozpoczął likwidowanie niezależności sądownictwa. Pani Witek wzburzyła opinię publiczną, jeżdżąc do Sejmu kasówką – 460 km z Jawora.

Ale przynajmniej była ładna, co w PiSie jest ewenementem. Zastąpił ją równie urodziwy Rafał Bochenek, pogodynek i wodzirej, widywany często jako zapiewajło na spotkaniach przedwyborczych, kiedy intonował wniebogłosy: “Andrzej Duda, to się uda”. Kiedy Komisja Europejska wszczęła wobec Polski procedurę sprawdzającą, beztrosko zapewniał dziennikarzy, że to “standardowa procedura”. Tymczasem Polska jest pierwszym i jedynym krajem w historii, w stosunku do którego taka procedurę wszczęto. Beata Szydło musiała ratować sytuację i zwołać specjalną konferencję prasową. Mnie pan Bochenek zafascynował swoja polszczyzną: “Ja powiem tak: proszę panią, ja tą sprawę już wyjaśniałem”.

Bochenek poszedł na szczaw, rzecznikiem rzędu została Joanna Kopcińska, takie ni to ni owo. Ale jej konferencje pracowe są bardzo wesołe, pani rzecznik jest bowiem twórczynią oryginalnej metody radzenia sobie z niesfornymi uczestnikami. Dziennikarz pyta, dlaczego prezes pracuje w wieku 69 lat, a sędziowie nie mogą. “Proszę następne pytanie”- ripostuje pani Kopcińska. Kosiniak- Kamysz chciałby wiedzieć dlaczego premier Morawiecki kłamie i słyszy: “Proszę następne pytanie”. A Jerzy Urban umiałby to wyjaśnić!

Kłopoty z językiem ojczystym ma również Beata Mazurek, rzeczniczka klubu PiS, na przykład kiedy pokusiła się o poetyckie skomentowanie zachowania Jarosława Kaczyńskiego, który w Sejmie czytał atlas kotów, a nie za to suweren płaci mu niezłą pensję: “w tylewizji koty łącżą ponad podziami. Dziękuje Panie Prezesie za dzisiejszy atlas kotów. Dobranoc Państwu”. Język polski wyraźnie przerósł możliwości rzeczniczki, niektórzy sugerowali, że była po prostu pod wpływem, wpis po paru godzinach zniknął, ale oczywiście za późno. Pani Mazurek mistrzem dyplomacji nie jest. Na podpisie pod pewną fotografią jednoznacznie wskazała, kto rządzi w Polsce: “Prezes Jarosław Kaczyński na pogrzebie prof. Marii Dzielskiej”, pomijając całkowitym milczeniem stojących obok premier Szydło i prezydenta Dudę.

Podczas XII Krajowego Zjazdu Adwokatury, red. J. Nizinkiewicz skomentował fakt, ze prof. Andrzej Rzepliński, prezes Trybunału Konstytucyjnego, został powitany owacja na stojąco: “Siedzi tylko PAD i jego otoczenie”. Na co pani Mazurek: “Prezydent Duda siedzi. Dlatego przejdzie do historii”. Wywołała tym lawinę żartów na temat przyszłości prezydenta, że jeszcze nie siedzi ale fakt, do historii przejdzie.

A kiedy w Radomiu starszy pan, członek KOD, został pobity przez byczki z ONR, dała komentarz, że: “nie popiera ale rozumie”. Ja nie rozumiem ale bałabym się sprzeciwić pani Mazurek: jak popatrzę na jej nieruchomą twarz o rysach pracowników przemysłu ciężkiego, podpierających Pałac Kultury, łydki mi się trzęsą. A jak staną obok siebie z marszałkiem Ryszardem Terleckim w celu wspólnego wydania oświadczenia, takie dwa Belfegory, to ciarki mnie przechodzą.

Więcej szczęścia do rzeczników miał prezydent Andrzej Duda. Podobał mi się Krzysztof Lapiński, szczególnie jego zwawość przed wyborami w 2015 r. Chodził wówczas na czele grup pisowskich podskakując, wrzeszcząc i łyskając zębami: ni to wódz sfory psów dingo, ni to błazen. I z tego wyrósł na prezydenta de facto i sprawnego myśliciela. Chociaż też nie uniknął wtopy, upierając się, że polska konstytucja ma 200 lat i pora ją zmienić. Wielokrotnie próbował tuszować i zagadywać wpadki prezydenta, odnosiłam też wrażenie, że wstydzi się za miny, patriotyczne, wrzaskliwe deklamacje i niefortunne deklaracje swojego pryncypała.

Ostatnio nieoczekiwanie zrezygnował z rzecznikowania, żeby założyć firmę piarową. Szkoda. Gdyby był przy swoim szefie, to nie zabrakłoby krzesła. A wszyscy wiedzą, że prezydent powinien siedzieć.

Jego następca Bartosz Spychalski pracuje zaledwie parę tygodni ale od razu wykonał wejście smoka w świat swoich obowiązków. Po wypadku samochodowym prezydenta jego nowy rzecznik oświadczył w TVN24: “Samochód, który poruszał się w kolumnie, którą jechaliśmy, potrącił bardzo delikatnie dziecko. Dziecko uderzyło w samochód”. A to mały wandal! Do poprawczaka z nim i niech rodzice zapłacą za wgniecenia karoserii i lakier!

Zadziałało prawo serii i parę dni później kraksę zaliczyły dwa samochody z kolumny wicepremier Szydło, która w czwartek o 13 była już po tygodniowej pracy, w drodze do domu. Limuzyna pyknęła peugeota, który na pasach przepuszczał matkę z wózkiem i dzieckiem, trzy wozy uszkodzone. To już siódmy wypadek rządowych samochodów, pani Szydło drugi. Ona i tak nic nie robi, więc bezpieczniej będzie, jak zostanie w domu. Parafrazując Jerzego Urbana, jakie VIP-y, tacy kierowcy. Chociaż… skoro prawdziwych sędziów można zastąpić niedouczonymi magistrami, to strajkujących pilotów LOT niech zastąpią kierowcy Służby Ochrony Państwa. Rzucamy hasło: sto rozbitych limuzyn na stulecie odzyskania niepodległości!

Poleć:

O Autorze:

Danuta Owczarz Kowal

Danuta Owczarz-Kowal-absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego (Filologia Orientalna, Wydział Prawa i Administracji). W Kanadzie od 1988 roku. Mieszka w Montrealu. Interesuje się polityką i literaturą, lubi zwierzęta i muzykę rosyjską.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.