Niech mu Bóg błogosławi

0

Lepsze życie. Felieton z psychologią w tle

Jestem psychologiem z wykształcenia, jednak od zawsze interesowało mnie nie tyle wyjaśnianie ludzkich zachowań, ile korzystanie z wiedzy psychologicznej na co dzień i wykorzystywanie jej tak, by życie było lepsze, milsze i bardziej wartościowe. Nie lubię zajmować się przeszłością, chyba że po to, by wyciągać z niej wnioski i zmieniać jej znaczenie na lepsze. Koncentruję się na tym, co jest w życiu ludzi teraz i wykorzystuję wiedzę i doświadczenie do tego, aby ta teraźniejszość była możliwie najlepsza i pięknie rokowała na przyszłość. I tym chcę się tu dzielić. Będę pisać w zgodzie z własnym planem, ale jeśli zdarzy się tak, że jakiś temat zainteresuje Czytelników szczególnie, chętnie poświęcę mu więcej czasu.

Piszę ten tekst na lotnisku w oczekiwaniu na mój opóźniony lot do Polski. Nie zamierzałam pisać kolejnego felietonu w takich warunkach, ale siedząc z butelką wody i iPadem z moimi ulubionymi szaradami słownymi co i rusz błądziłam myślami gdzie będę jutro, pojutrze, z kim się spotkam i czy aby na pewno mam dla niego jakiś kanadyjski drobiazg. Tym sposobem przypomniał mi się pan Krzysztof, do którego chodziłam w Warszawie na manicure, pedicure i… duchowe pogaduszki o życiu. Pan Krzysztof jest nie tylko świetnym fachowcem ale jest również miłośnikiem ezoterycznej wiedzy książek wspierającej ludzkie dążenie do szczęścia. Jako że jestem psychologiem i w rozwoju osobistym reprezentuję jednak nurt oparty o wiedzę potwierdzoną przez naukę albo przynajmniej przez powtarzalne praktyki moje czy moich klientów, nasze dyskusje były zwy- kle ciekawe i żywe. W wielu wypadkach intuicyjne podejście pana Krzysztofa szło ręka w rękę z moim podejściem psychologa, ale czasami się nieco rozmijaliśmy. Zawsze jednak rozmowy te były dla mnie inspiracją, zaś pan Krzysztof przy okazji każdego naszego spotkania dostarczał mi dowodów, jak bardzo jego wiara materializuje się w życiu. Jego teorie były czasem tak piękne i kolorowe, że aż żałowałam, że nie mogę ich przyjąć. Sporo jednak przyjmowałam – czasem z humorem, jak to aby nosić w portmonetce pieniądze ułożone głową do góry, a czasem bardzo poważnie, jak to, co będzie tematem tego felietonu.

Odkąd zaczęłam świadomie dbać o swój rozwój przyjęłam odpowiedzialność za swoje słowa. Jedna z pierwszych lekcji, jaka do mnie dotarła, to ta, że słowo ma niezwykłą siłę i że możemy nim budować lub rujnować nie tylko innych, ale również (nawet przede wszystkim) siebie… a przy tej okazji także świat wokół nas. Przywiązuję zatem do słów dużą wagę, starannie dobieram słownictwo. Lekcje proaktywności nauczyły mnie tego, aby pomiędzy tym, co do mnie dochodzi (bodziec) a moją odpowiedzią w formie zachowania (reakcja) jest miejsce na mój wybór. To między innymi wybór słów, jakimi chcę nazwać to, co się dzieje, czy ludzi, którzy zachowują się w stosunku do mnie w określony sposób. Wszak to ja jestem odpowiedzialna za moje emocje i słowa, jakimi chcę się posłużyć opisując dla siebie to, co się dzieje. Czasami jednak pozwalamy, a i mnie się to zdarza, choć rzadko, zachowaniom innych wytrącić nas z równowagi. Przyszłam kiedyś tak nakręcona do pana Krzysztofa i niemal od drzwi chciałam dać upust swoim emocjom na temat wypowiedzi jednego z polityków. “Ten…” zaczęłam, ale nagle usłyszałam – “niech mu Bóg błogosławi”. I to mnie zatrzymało. “Niech mu Bóg błogosławi” powtórzyłam, czując jak moje emocje łagodnieją we mnie. A potem rozmawialiśmy o tym, jak zmienia się nie tylko nasza percepcja i podążające za nią emocje ale również osoba, która była przyczyną naszych emocji i… sama sytuacja. Jednakże nawet kiedy wiemy, że zamiast słów cierpkich zaprawionych negatywnymi emocjami lepiej wybrać w przerwie pomiędzy bodźcem a reakcją dobre słowa, to nie bardzo wiemy jakie. Kiedy dotyczy to kogoś bliskiego, można pomyśleć “moje kochane dziecko” czy “mój kochany mąż” i (proszę spróbować) myśl taka ma moc uzdrawiającą dla naszych emocji. Ale co powiedzieć kiedy to jest polityk, sąsiad czy kierowca samochodu, który właśnie zajechał nam drogę? “Niech mu Bóg błogosławi” – proponuje pan Krzysztof, a teraz również ja. Postępuję w ten sposób już kilka lat i widzę efekty. Najbardziej spektakularnie zmieniły się moje relacje z bratem, z którym przez pół wieku nie mogłam się dogadać.

Końcówkę tego tekstu piszę już w Warszawie. Wczoraj oglądałam “debatę” kandydatów na prezydenta Warszawy. No cóż? Niech im Bóg błogosławi.

Poleć:

O Autorze:

Iwona Majewska-Opiełka

Iwona Majewska-Opiełka. Psycholog, trener, coach. Stworzyła własny model rozwoju osobistego. Napisała 25 książek, a każda z nich to pasjonująca rozprawka na temat istotnego wymiaru ludzkiego życia. Najnowsza książka to „Najważniejszy związek czyli mądra miłość do siebie”.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.