“Kler” – mocny ale subtelny

0

Film “Kler” Wojciecha Smarzowskiego

Seansów w kinie Cine Starz w Mississaudze było wiele – wszystkie pełne, nawet cała grupa przyjechała z Ottawy do Toronto w koszulkach z napisem “KONSTYTUCJA”. Organizatorzy postanowili zorganizować drugi weekend projekcji. O jednej godzinie pokazywano “Kler” w kilku salach kinowych jednocześnie. W tym celu odwołano regularnie pokazywane filmy – biznes to biznes.

Ja widziałam “Kler” w niedzielę w pierwszy weekend. Po awanturach przy wchodzeniu tłumu widzów siedziałam w pierwszym rzędzie (trudne, ale nie było innej opcji). Śmiechy i niewybredne komentarze z widowni w czasie reklamy najnowszej produkcji Marka Koterskiego nie wróżyły dobrze – nie znoszę oglądać filmów z takimi widzami. Ale po pierwszej scenie libacji na plebanii, kiedy padło parę uwag na głos i słychać było rechoty, zapanowała do samego końca kompletna cisza…

Ciężko było wychodzić z kina z tyloma emocjami i po takich przeżyciach.

Na Facebooku napisałam tego wieczoru: “Mocny ale subtelny, mądry i niezbędny, fenomenalne aktorstwo. Tak mi strasznie żal ludzi… trailer zupełnie nie odzwierciedla charakteru filmu. Jeśli ktoś jest zszokowany, to gdzie się chował, że nie wiedział? Najwyższy czas się dowiedzieć!”

Taki mix “mocny ale subtelny” jest rzadki, ale szczególnie przy tym temacie niezwykle pożądany. Po obejrzeniu trailera bałam się, żeby nie poszło w kierunku orgii i pijaństw, ale tak się na szczęście nie stało. To film o samotności (“taki wielki ten nasz Kościół, a nie ma z kim pogadać”, mówi młody ksiądz), zagubieniu, braku pomocy, konfrontacji ideałów z brutalną rzeczywistością, klątwie przemocy, biznesie, bezwzględnej mocy i kleszczach władzy, polityki i pieniądza. Wstrząsające są relacje ofiar przemocy seksualnej i beznadziei apelowania o sprawiedliwość i współczucie do decyzyjnych hierarchów. Im wyżej, tym straszniej – uwikłania, toksyczne powiązania, szantaże, wymuszenia, pliki banknotów przechodzące z rąk do rąk wraz z brudnymi interesami. A poniżej długo długo nic i dopiero daleko, na dole, w wiejskich parafiach samotni zwykli ludzie – księża, naznaczeni cierpieniem, niezdolni do oparcia się pokusom – alkoholowi, kobietom. Pozbawieni wsparcia, przykładu z góry, grzeszni i żyjący w strachu.

To obraz smutny, chwilami straszny. Nie bezwzględnie zły, lecz potwornie skomplikowany i zawikłany. Jak rozwikłać tak zamotane macki instytucji, funkcjonującej często jak chciwa korporacja? Nie moje to zadanie, ale jestem przekonana, że gdyby Kościół katolicki jak inne odmiany chrześcijaństwa, zrezygnował z celibatu, wprowadzonego dopiero (i to nie całkowicie) w XI wieku (a skodyfikowanego na Soborze Trydenckim w XVI wieku), oczyściłby się z czasem z wielu swoich grzechów. Żyjący w normalnych związkach duchowni umieliby zrozumieć ludzi i mieliby odpowiednie doświadczenie by doradzać swoim wiernym, nie byliby narażeni na pokusy i mieliby zupełnie inne spojrzenie na świat.

Dzisiaj Kościół w Polsce ma przed sobą trudne czasy, ale takie, które może mogą odwrócić pustki w wielu świątyniach. Tylko jednoznaczne potępienie zła, stanięcie bez żadnych “ale” po stronie ofiar, jest dla niego nadzieją na oczyszczenie się i odzyskanie roli przewodnika duchowego. Kościół i tytułowy kler ma do spełniania misję i nie ma prawa usprawiedliwiać czynionego przez jego ludzi zła “ludzką naturą”. Bycie duchownym to nie zwykła praca, ale powołanie, zajęcie dające wpływ na ludzkie losy, na duchowy aspekt życia innych. Dokonywane w tej sferze zbrodnie mają konsekwencje daleko poważniejsze i tragiczniejsze niż przemoc gdziekolwiek indziej. Grzechy popełniane przez tych, którzy uczą ludzi jak żyć bez grzechu, rozliczają ich i wydają na nich moralne wyroki, mają wagę szczególną.

Film “Kler” powinien zobaczyć każdy i wszelkie próby uciszania go są beznadziejne. Bo nie poprzez walkę z tym filmem (który bije wszelkie rekordy kasowe) powinno się naprawiać zło.

•••

Zebrałam kilka komentarzy od osób, które obejrzały “Kler”:

Widziałam “Kler” w kinie. Film wciągnął mnie do swojej rzeczywistości od pierwszych scen, głównie za sprawą znakomitej gry aktorskiej, świetnego oddania skomplikowanych psychologicznie postaci. Na poziomie fabuły to różnorodne losy trzech przyjaciół. Nic nie jest tu biało-czarne. Nie ma oczywistego oskarżania poszczególnych ludzi, to raczej system jest tu winowajcą. I podobnie jak w firmach, szczególnie średni poziom zarządzania jest najbardziej cyniczny. Biskup grany znakomicie przez Janusza Gajosa nie da się lubić, jednak księża mają wyraźne dobre strony, a we mnie wzbudzili przede wszystkim współczucie. To samotni, często krzywdzeni w dzieciństwie i młodości mężczyźni, pozbawieni możliwości terapii czy nawet zwykłej rozmowy na temat tego, co ich spotkało; nie mają z kim rozmawiać o swoich problemach, nie mają pomocy i nie mają też wyraźnego komunikatu co jest złe, a co dobre. Ich psychika pełna jest poczucia winy, zapewne wstydu, gniewu, potępianych pragnień, a jednocześnie naturalnej dla człowieka potrzeby bliskości. Widać ich wewnętrzną walkę ze sobą, szczególnie plastycznie oddaje to postać księdza Tadeusza. To nie jest nagonka na księży, czy wiarę, to pokazanie jak funkcjonują ludzie w skorumpowanym samozachowawczym systemie. To otwieranie świadomości wiernych, a może także ludzi Kościoła. Wszak łatwiej jest dostrzec coś z oddalenia, niż wtedy, kiedy się w tym tkwi. Nie nazwałabym filmu takim tytułem. To wiele zmienia. O ileż subtelniejszy był tytuł “Spiżowa brama” Tadeusza Brezy, pokazujący z innej strony ten sam system.

Iwona Majewska-Opiełka

Szkoda że przed obejrzeniem filmu naczytałem się recenzji oraz dyskusji na forach. Poszedłem do kina mocno przygotowany. Nie zobaczyłem i nie usłyszałem niczego, o czym bym do tej pory nie wiedział. Film, jak się spodziewałem, wyeksponował patologię w Kościele, lecz nie jest antykościelny. Wszyscy czterej bohaterowie to księża, a zarazem ludzie z krwi i kości. 

Ich postawy są zaprzeczeniem świętości, jakiej spodziewamy się po ludziach w sutannach. I tutaj należy pochwalić reżysera za umiejętność wyodrębnienia z tych postaci złych, dwóch księży o ludzkich odruchach, którzy wprawdzie czynią zło, ale próbują je naprawić, każdy po swojemu. W filmie nie wszystko jest jednoznaczne, tym bardziej skłania do refleksji. A to już sprawa indywidualna każdego widza. Bardzo dobra gra aktorów. Zakończenie nieco kiczowate. Cały film trzyma się w realnych, wręcz naturalistycznych ramach, a tu na koniec wielki symbol – płomień jest w kształcie krzyża. Przesada. Zastanawia, dlaczego nikt z tłumu nie próbuje gasić dokonującego samospalenia księdza. Trzeba obejrzeć.

Edek Wójciak

W uproszczeniu: film może być sztuką, dokumentem albo propagandą. “Klerowi” do dzieł Wajdy czy Zanussiego daleko, więc do sztuki bym go nie zaliczył, dokumentem również nie jest. Ten film powstał żeby wywołać określoną reakcję, powstał żeby poruszyć, żeby zaszokować. I słusznie, najwyższa pora. Niby wszyscy wiemy, że w Kościele katolickim zdarzają się wśród księży “czarne owce”, wiedzieć jednak to jedno, zobaczyć na wielkim ekranie, to zupełnie co innego.

Rzeczywiście film szokuje, wywołuje reakcje, prowokuje do komentarzy. Zgadzam się z opiniami, że obsada doskonała, że gra aktorska świetna, że film skupia się na problemach pomijając resztę działalności Kościoła. Ale czy ktoś miał pretensje do Coppoli, że w “Ojcu Chrzestnym” pokazał włoskich imigrantów tylko ze złej strony? Zabrakło mi jednak w tym filmie wątku z duszpasterzem starającym się zrobić coś pozytywnego dla swoich wiernych. Księdza, który boryka się z trudnościami, któremu biskup odmawia pomocy bo jak najwięcej środków musi iść na budowę sanktuarium, któremu ludzie nie chcą dawać pieniędzy widząc co Kościół robi. Myślę, że dzięki takiemu wątkowi ten film zyskałby na wiarygodności.

Ogromne podziękowania i uznanie dla ekipy twórców. Za przesłanie jak najbardziej na czasie. Za to, że ten film stworzyli pomimo niewątpliwie ogromnych trudności. Za to, że mimo wszystko szokowali nas z umiarem, bo w tym temacie bardzo łatwo o przesadę. Za pomysłowość: np. dobór nazwisk głównych bohaterów (Mordowicz, Lisowski, Trybus i Kukuła).

Niech ten film skłania do refleksji, niech szokuje, niech nas wszystkich pobudzi do działania. Ofiary Kościoła Katolickiego na to jak bardzo zasługują. Niech ten film zarabia. Skoro Kościół zarabia na pogrzebach to tym bardziej do wynagrodzenia mają prawo twórcy tego filmu. Mam nadzieję, że będą chcieli nakręcić kolejne odcinki: Kler w polityce, Kler w biznesie itd.

Tomek Kniat

Idąc na “Kler” spodziewaliśmy się mocnych scen, deprawacji, brudu. Być może medialny hałas wokół filmu wpłynął na nasz odbiór, ale zobaczyliśmy prawdziwy kler, ludzi walczących ze swoimi słabościami mniej lub bardziej efektywnie, ale przede wszystkim zobaczyliśmy szanse i nadzieje dla Kościoła. Księża w filmie są bardziej ofiarami niż sprawcami krzywd… nawet pedofil Lisowski, najbardziej wstrętna postać w filmie, jest pokazana “gustownie”. Widzimy zło ale jest to zło powszednie, peerelowskie czasami, takie, o którym już wiedzieliśmy – nie szokujące. Obserwując księdza Kukułę i jego walkę o prawdę, nie sposób zgodzić się, że film jest nagonką na Kościół. Ostatnia scena samospalenia, gdzie tłum ustawia się wokół płonącego księdza na kształt trójkąta – oka opatrzności, w polskiej kulturze symbolu boskości, nie pozostawia wątpliwości, że Smarzowski chce dać Kościołowi szansę.

Bo Kopcewicz

Ciężkie kino, oglądałem wszystkie filmy Smarzowskiego, To kino, które coś ma nam powiedzieć, coś co nie pozostawi nas obojętnymi. Mocny język to klucz jak np. w “Drogówce” Ale ja osobiście nie trawię takiej formy – to obnaża w nas wszystkie słabości, polskie przywary jak chamstwo, kołtunizm – wszystko to czego wstydzimy się. Podobne odczucia budził u mnie np. “Dom Zły” czy “Wesele” W takiej koncentracji to olbrzymi szok i długo się trawi. “Kler’ to kolejny nasz obraz własny, bo czyż ci księża to nie Polacy? To dzieje się TERAZ w POLSKIM Kościele. Łatwo odnaleźć w postaciach granych świetnie przez czołówkę aktorów prawdziwe postacie chociażby Janusz Gajos grający biskupa, którym w realu to biskup Głódź, czy Agnieszka Matysiak grająca matkę przełożoną w sierocińcu, a ta do złudzenia przypomina siostrę Bernadettę. To wszystko się dzieje naprawdę, takie rzeczy mają miejsce. Mam nadzieję, że ten film coś zmieni. Uważam, że powinien go zobaczyć nie tylko każdy ale przede wszystkim każdy duchowny Ale nie zapominajmy, że w Kościele są też wspaniali ludzie. Zło jest bardziej medialne, jesteśmy obserwatorami i nie utożsamiamy się z bohaterami. Najlepsza recenzja, jaką słyszałem, to recenzja Ojca Adama Szostaka, duchownego, który jest alter ego tego co złe w tym filmie, jest to nowa fala w polskim Kościele, która symbolizuje wszystkie pozytywne cechy polskiego kleru. Podsumowując, film dobry, mocny, który trzeba obejrzeć, to kolejny “zimny prysznic” i oby pomógł w oczyszczeniu tej instytucji i nas samych również.

Piotr Sobierajski

A oto refleksje Stanisława Obirka, byłego jezuity, opublikowane w “Studio Opinii“:

To nie jest film o Kościele

ile mnie pamięć nie zwodzi to tylko „Pasja” Mela Gibsona wywołała przed laty tak ogromne poruszenie wśród polskiej widowni. Wtedy księża organizowali zbiorowe wyjścia do kina, a niektórzy proponowali wręcz film Gibson jako pretekst to wielkopostnych rekolekcji.

Niektórzy filmoznawcy odkładali inne obowiązki życiowe i zastanawiali się (pisząc sążniste artykuły, a nawet książki) czy kino może nawrócić. Byłem sceptyczny wobec tego ogólnonarodowego poruszenia i dopatrywałem się w tej chorobliwej fascynacji wizją Gibsona zgoła nie religijnych emocji. Pamiętam, że nawet papież Jan Paweł II był brany na świadka, bo podobno po specjalnej projekcji w Watykanie miał powiedzieć: „tak było”. Brałem udział w kilku debatach (wówczas jako jezuita) i dawałem wyraz swemu sceptycyzmowi. O ile pamiętam, wśród kleru byłem odosobniony.

Z filmem Wojciecha Smarzowskiego „Kler” jest podobnie, choć á rebours. Od chwili zapowiedzenia (słynne dyskusje wokół zmienionej sceny w zwiastunie) budzi skrajne emocje. Film ma już swoje hasło w Wikipedii, a każdy publicysta uważa za stosowne wypowiedzenie się na jego temat w sposób wyrazisty (niezależnie od tego czy film widział czy nie).

Otóż film zobaczyłem przy wypełnionej widowni w kinie Luna. Nie będę się wdawał w jego walory – czy ich brak – z punktu widzenia sztuki filmowej. Dla mnie to nie jest film ani o księżach (to raczej katalog patologii dobrze znany nam wszystkim), ani o politykach wiadomej partii (przypomnę, że związki księży z politykami sięgają głębokiego PRL-u). To przede wszystkim film o polskim społeczeństwie bezradnym wobec deprawującym go patologiom. Tak: to film o nas i naszej niechęci to mówienia o tym, co najbardziej bolesne, o bólu najsłabszych (dzieci, chorych), o przemilczaniu.

I jeszcze jednak analogia mi się nasuwa, bardziej oczywista niż film Gibsona. To oczywiście „Spotlight” Paula McCarthy’ego z 2015 roku. To był film o Kościele i jego niechęci do ujawnienia pedofilii księży. Ale był to też film o solidnej robocie dziennikarskiej.

„Kler” to film o słabościach polskiego społeczeństwa i klęsce polskich mediów, które nie potrafią (a może nie chcą) mu z tych słabości wyjść. Tak jak „Spotlight” uruchomił mechanizmu uzdrowienia i nawrócenia Kościoła w USA i w Irlandii, być może „Kler” uruchomi podobne mechanizmy w polskich mediach.

Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.