Martwy byk (21)

0

Przed takim problemem stanął agent Roberto Russo, pseudonim Alberto Masseria.

Póki co nazywa się jednak Roberto Russo i na razie jeszcze kręci się przy Wall Street. Coś go tutaj zainteresowało na tyle, że jeszcze nie może i nie chce odpuścić. Jest końcówka roku 2000. Zatrzymał go Enron. Potentat – najważniejsza, najbogatsza i najbardziej wpływowa firma. Najwyższe notowania na giełdzie. Od dawna, przez wiele lat jej akcje nigdy nie spadają, za to zawsze idą w górę. Inwestorzy pakują w nią wszystkie oszczędności bez wahania, ponieważ o jej oraz ich bezpieczeństwo dba inna genialna firma konsultingowoanalityczna, najlepsi księgowi na świecie – Arthur Andersen.

Roberto ma nosa, wyczuwa przekręty na kilometr. Prawdziwy pies. Znowu doceniany przez zwierzchników z Waszyngtonu. Jest w swoim żywiole. Prowadzi naraz dwie sprawy, które się na razie w ogóle ze sobą nie łączą. Równolegle rozpracowuje przystojnego księgowego z Andersena, który ostatnio jakoś niezwykle się wzbogacił, a w wolnych chwilach drąży struktury nowojorskich handlarzy narkotyków. Gdyby przystojniak z Andersena spotkał Roberto wieczorem na Bronxie, nie miałby najmniejszej szansy by w długowłosym, wąsatym, ubranym w niepasujący do spoconego t-shirta eleganckim garniturze od Gucciego, obwieszonym złotem gangsterze rozpoznać przyjemniaczka, którego ostatnio codziennie spotyka we włoskiej restauracji Cipriani przy 55 Wall Street.

Grudniowa noc. Dwaj dżentelmeni siedzą naprzeciwko siebie w Cipriani. Agent Roberto Russo, wysoki na dwa metry, szczupły, z czarnymi włosami zaczesanymi na żel gładko do tyłu głowy, w białej koszuli i krawacie. Podobnie ubrany Jason Bykowsky, księgowy firmy Arthur Andersen. Przystojny, w obcisłej, w pękającej w szwach od nadmiaru mięśni marynarce, szpakowaty. Skupienie na obliczu łudząco podobnym do twarzy aktora, który za niespełna rok zagra w doskonałej gangsterskiej produkcji hollywoodzkiej George’a Clooneya.

Ale to tylko zbieg okoliczności, bo ten pan to tylko księgowy. Ale za to jaki księgowy! Jeden z orłów firmy konsultingowej Arthur Andersen. MB. Tak na niego mówią dobrzy znajomi. MB – Martwy Byk. To z powodu niesamowicie mocnej budowy ciała oraz kamiennej twarzy, nie pokazującej nigdy emocji.

MB właśnie zdaje relacje z wyprawy do ciepłych krajów, skąd, chociaż nie przebywał tam zbyt długo, wrócił wypoczęty, opalony i zadowolony z wyników transakcji, jaką załatwił dla Alberto Russo, człowieka, którego już ponad rok zna jako wysokiego menedżera firmy Enron. Dowodem dobrze wykonanego zadania jest czarna walizeczka zawierająca gotówkę, do której MB przypiął się za pomocą srebrzystych kajdanek. Pięć procent od tej kwoty to nie jest suma bagatelna. Dla dobrze potrafiących liczyć to jest pięćdziesiąt tysięcy dolarów. Takich transakcji MB załatwił już dziesiątki, więc można przypuszczać, że jak na księgowego jest człowiekiem w miarę majętnym. Nic dziwnego, że mieszka w wielkim apartamencie w najsłynniejszym budynku Nowego Jorku – Dakota House. MB jeszcze nie wie, że za chwilę za sprawą rozpracowującego go od roku agenta FBI – Roberto Russo, jego życie nieco się zmieni. I że nie będzie mu już dana przyjemność wahadłowego podróżowania za darmochę do takich rajów podatkowych jak Mauritius czy Bermudy. I że jego szefem przestanie być Joseph Berardino, prezes Arthur Andersen, a zacznie nim rządzić nie kto inny, jak wspomniany agent FBI.

Panowie oderwali się na chwilę od rozmowy prowadzonej przyciszonymi głosami, nachyleni ku sobie jak kochankowie. Wstali, obciągnęli marynary i dostojnym krokiem jeden za drugim udali się do wykwintnej toalety nie mniej wykwintnej restauracji. Za nimi udało się dwóch niechlujnie wyglądających lumpów, popijających piwo po drugiej stronie baru.

Transakcja odbyła się z kabinie. Walizeczka przepięła się od Jasona do agenta. MB rozpoczął rutynowe przeliczanie banknotów.

Ach, ta rutyna. Nie ma na świecie nic gorszego. Usypia czujność i nigdy nie wróży nic dobrego. Na tę chwilę drzwi kabiny otworzyły się z trzaskiem i wpuściły dwóch obdarciuchów z pistoletami. Jason Bykowski nawet na nich nie spojrzał. Dalej metodycznie liczył banknoty spięte gumką na brokuły.

Agent Roberto Russo ciężko westchnął. Wsadził obie ręce do kieszeni spodni i przez chwilę pobujał się na obcasach błyszczących pantofli od Edwarda Greena. Następnie westchnął raz jeszcze i wyciągnął z kieszeni dłoń uzbrojoną w odznakę policyjną, po czym podsunął ją MB pod sam nos.

– Mr. Bykowsky – powiedział spokojnie. Jest pan aresztowany. Od tej pory każde wypowiedziane słowo może być użyte przeciwko panu…

Jason Bykowsky nawet się nie próbował uśmiechnąć z tego, jak przypuszczał, niezłego żartu przyjaciela. Może dlatego, że zupełnie nie potrafił się śmiać. Popatrzył tylko na Roberto i poklepał go po plecach. Następnie wcisnął zwitek banknotów do wewnętrznej kieszeni marynarki i wtedy na jego przegubie zacisnęła się bransoletka. Minęła sekunda i już leżał twarzą do posadzki, a pochyleni nad nim agenci spinali mu obie ręce na plecach za pomocą drugiej bransoletki.

Rozdział II
Uczciwość rynków kapitałowych

Jeszcze w marcu 2001 roku aż trzynastu z osiemnastu analityków rynków kapitałowych Arthur Andersen zalecało klientom zakup akcji giganta Enronu. W tym samym czasie, po nieudanej próbie sprzedaży konkurencyjnej firmie Huston Dynegy, która na swoje szczęście dosłownie w ostatniej chwili wycofała się z transakcji, firma Enron nie miała ani gotówki, ani kredytu, ani czasu. Drugiego grudnia 2001 gigant ogłosił bankructwo.

Po kilku latach uznano, że była to największa i najmniej spodziewana plajta w historii amerykańskiego kapitalizmu. Sześćdziesiąt trzy miliardy! Szok dla giełdy, dla Ameryki i dla świata. Przez lata Enron był pupilkiem nowojorskiej giełdy. Jego akcje uchodziły za takie, których kurs mógł tylko wzrastać. Po doniesieniach dotyczących oszustw finansowych akcje z 90 dolarów spadły do kilku centów za sztukę.

Enron budził zaufanie. Urósł w potęgę po udanej transformacji ze zwykłego sprzedawcy produktów energetycznych w firmę handlową. Po prostu, w 1994 roku prezesi wpadli na kapitalny pomysł, żeby zamiast sprzedawać jak dotąd i dostarczać klientom energię i gaz z niewielkim zyskiem, lepiej kontaktować producentów z nabywcami za duże pieniądze. Przez piętnaście lat ze skromnej firmy przekształcił się w potentata w branży, zajmującego siódmą pozycję na liście pięciuset największych firm magazynu Fortune. Moloch obejmował energię, gaz, ropę naftową i kilkaset innych produktów przemysłowych. Posiadał trzydzieści trzy przedsiębiorstwa partnerskie w USA i na całym świecie. W roku 2000 obroty firmy wyniosły według księgowych Arthura Andersena 100 miliardów dolarów.

Biura Enronu zaczęły przypominać luksusowe salony. Pracownicy ufni w cudowne możliwości swojej firmy masowo wykupywali w niej pakiety ubezpieczeń emerytalnych.

Przez cztery lata Enron w ogóle nie płacił podatku dochodowego, mało tego – uzyskał zwrot podatkowy w wysokości 382 milionów dolarów. Dzięki tak zwanej kreatywnej księgowości. Schemat organizacyjny rozbudowano tak, by firma mogła transmitować pieniądze między swoimi oddziałami.

W ten sposób preparowano odpowiednie sprawozdania finansowe. Ukrywano koszty, zawyżano przychody. To wszystko dystrybuowane wśród tysięcy spółek zależnych sprawiało, że długo nie było możliwości aby dociec prawdy, że sprawozdania kłamały. Aktywa przerzucano do tak zwanych rajów podatkowych, głównie na Mauritiusie i Bermudach. Transakcje zawierane przez Enron oznaczały niebotyczne prowizje dla obsługujących je banków inwestycyjnych z Wall Street. Enron płacił sowicie również firmie Arthur Andersen. Tylko w roku 2000, czyli na rok przed upadkiem, za audyt i usługi konsultingowe zapłacił tej zacnej, zbudowanej i opierającej się na zaufaniu największej firmie księgowej na świecie 52 miliony dolarów. Enron służył także hojnie politykom.

Jej analitykom, choć przyznawali, że nie mają pojęcia skąd tak naprawdę Enron czerpie zyski, nie przeszkadzało wydawać do końca pozytywne rekomendacje.

W skandal zamieszane były inne znane firmy konsultingowe: Moody’s, Standard & Poor i Fitch – firmy, które miały prawny i moralny obowiązek prowadzić uczciwą dokumentację i księgowość. Tymczasem okazało się, że aktywa i zyski Enronu były regularnie zawyżane, zaś straty transferowano do zagranicznych podmiotów zależnych i dzięki rozmaitym sztuczkom księgowym nie wykazywano ich w rocznych sprawozdaniach grupy kapitałowej. Jesienią 2001 rozpoczęło się bezprawne niszczenie na dużą skalę dokumentów obu firm – Enronu i Arthur Andersen.

Dlaczego tak się stało?
Enron był głównym klientem firmy Arthur Andersen przez wiele lat. Niemała część jego kadry finansowej wywodziła się z byłych pracowników Andersena. Wystąpił klasyczny konflikt interesów wynikający z łączenia funkcji kontrolnych z doradczymi, prowadzonymi przez tę samą firmę.

Pracownicy Andersena, którzy byli audytorami, pobierali drugą pensję od Enronu pracując dla niego jako konsultanci. Jednym z wielu był księgowy Jason Bykowsky, zwany przez kolesi z giełdy Martwym Bykiem. Był lepiej od nich zbudowany, bardziej od nich przystojny i bardziej zaradny.

Jest rok 1999.

Rozdział III
Wchodzi agent

“Tu agent specjalny Roberto Russo z FBI. Niniejszym wyrażam zgodę na nagrywanie mojej rozmowy z Joe Manzonesem oraz innymi na razie niezidentyfikowanymi osobami…”

Każdego dnia wypowiadam te słowa, które nagrywa sprzęt podsłuchowy przyczepiony do mojego ciała. Ten sprzęt ma za zadanie utrwalenie rozmów, jakie prowadzę z gangsterami, dla których jestem kolesiem z branży. Ja mam zaszczyt być tym ważnym ogniwem, który ma bardzo dobre kontakty z bankami i bankierami. Rzeczywiście, kilka lat pracy na Wall Street pozwoliło mi na poczynienie rzetelnych obserwacji oraz zdobycie potrzebnych znajomości, które teraz mogę wykorzystać pod nowym nazwiskiem i z nową tożsamością. Bo ja nazywam się teraz Alberto Maseria.

Joe Manzones to nie byle kto. To figura. Największy dystrybutor kokainy w Stanach Zjednoczonych. Jest człowiekiem Amado Carillo Fuentesa, szefa działającego w Meksyku największego kartelu narkotykowego.

Któregoś dnia nasz człowiek, nazwijmy go – Sonny, gangster, który był zaufanym informatorem FBI, zapytał Joe Manzonesa wprost: – Czy zechciałby poznać mnie, czyli poważnego, bardzo szanowanego oraz wielce godnego zaufania gościa zajmującego się praniem brudnych pieniędzy? Przysiągł mu, że mnie dobrze zna, mnie, który byłem w stanie zamienić każdą sumę śmierdzących białym proszkiem pieniędzy na legalne przelewy w ciągu nie więcej jak pięć, sześć dni roboczych.

I opowiedział mu o mnie. Wszystko to, co razem z Nathanielem H. wytworzyliśmy. Moje nowe życie. Stworzyliśmy dla Alberto Maseria (wymawiać: Maserija) fałszywe akta związane z jego przestępczym życiem. Wiadomo, że przestępcy lubią się wzajemnie sprawdzać. Każdy nowy wchodzący w grupę jest sprawdzany. Akta, które mógłbym przedstawić moim nowym znajomym, albo gdyby oni sami znaleźli jakąś drogę, by do nich dotrzeć. Najważniejszą sprawą było, żeby nie figurowało w nich, że siedziałem kiedyś w kryminale. W całym kraju gangsterzy mają sieć znajomych, bardzo rozbudowaną. Aby sprawdzić moją przeszłość więzienną wystarczyłoby, żeby zapytali, czy ktokolwiek znał Alberto Maserię siedzącego w danym więzieniu danego roku. I klapa by się stała, również wtedy, gdyby zaczęli przepytywać mnie. Mój Alberto Maseria wkroczył do akcji mając pewność, że każdy aspekt jego historii da się sprawdzić. Miał teraz przeszłość kryminalną, finansową i rodzinną taką, jaką powinien mieć regularny gangster.

Ale to przeszłość. Wkraczałem w teraźniejszość, a ta działa się tu i teraz. A tu i teraz dla gangstera to głównie szlajanie się po barach i restauracjach. Na podstawie książek i filmów ludzie wyrabiają sobie zdanie, że mafiozi głównie strzelają lub kogoś biją. No dobrze, oczywiście że tak też działają, ale tak naprawdę ich życie na co dzień kręci się głównie wokół żarcia, przy którym planują to zabijanie i bicie. Skoro miałem jeść z gangsterami, musiałem się znać na potrawach i sposobie ich zamawiania, jakże innym od normalnego. Oni dokładnie wiedzą, do jakiej knajpy wejść, aby zjeść konkretną potrawę. Mimo wysokiego wzrostu i bardzo chudej budowy ciała, a może nawet dlatego, lubię dobrze i dużo zjeść. Taką mam przemianę materii, że nie muszę obawiać się utycia. Mowy nie ma.

ciąg dalszy nastąpi

Poleć:

O Autorze:

Edek Wojciak

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.