Maria Pawlikowska-Jasnorzewska i Hanka Ordonówna

0

W Krakowie, nieopodal mojego mieszkania, w zapuszczonym ogrodzie stała stara willa rodu Kossaków. Wiele razy przechodząc wzdłuż płotu miałam ochotę tam wejść. Udało mi się to dopiero po latach, gdy estrada krakowska pod dyrekcją Tadeusza Kwiatkowskiego wystawiła spektakl “Maria i Magdalena” w reżyserii Romany Próchnickiej według scenariusza Ewy Otwinowskiej. Do Kossakówki po premierze zaprosiła nas córka Jerzego Kossaka, Simona.

Tytułowe bohaterki sztuki to wnuczki Juliusza Kossaka i córki Wojciecha – Maria i Magdalena. Byłam szczęśliwa, że mogłam poprzez to przedstawienie poznać bliżej twórczość tych niezwykłych artystek. Szaloną Madzię – Magdalenę Samozwaniec grałam ja, a delikatną, niezwykle inteligentną Marię – Romana Próchnicka. Od tego czasu poezja Marii na zawsze zaistniała w moim życiu. Ileż razy zasypiając brałam tomik jej wierszy, wzruszając się jej przepięknymi “Pocałunkami”! O Marii już nigdy nie zapomniałam i często wracałam do jej poezji, która zawsze otwiera przede mną czarodziejskie światy. Była w osobowości tej poetki wielka złożoność: od delikatności motyla, do nadwrażliwej, rozerotyzowanej kochanki, po dojrzałość kobiety wypowiadającej wojnę Don Juanowi.

Przystępując do pracy nad scenariuszem poszłam tropem tych trzech osobowości zamkniętych w jednej kobiecie. Wiersz “Trzy czarownice” otworzył to poetyckie przedstawienie, w którym udział wzięły trzy aktorki: Motyl – Agata Pilitowska, Kochanka – Małgorzata Paruzel i ja jako Kobieca Dojrzałość. Czas młodości Marii to też czas radości z odzyskanej niepodległej Polski. Na dansingach i w kabaretach można było słyszeć przepiękne walce i piosenki z repertuaru Hanki Ordonówny, które w przedstawieniu śpiewała Małgorzata Drąg. Scenografię, jak zwykle w naszym teatrze, trzeba było zaznaczyć symbolicznie. W Toronto mieszka bardzo utalentowana artystka – Ilona Biernot, malująca wspaniałe portrety kobiet. Zwróciłam się do niej z prośbą o ich wypożyczenie na spektakl. Było w nich zawarte bardzo intrygujące zwielokrotnienie kobiecości w jej jakże różnych, a jednocześnie pięknych formach. Panie na widowni głęboko przeżyły poetycką spowiedź Marii. Wydaje mi się, że często same się z nią utożsamiały. Pianistka, Natalia Tyomkina z wielkim smakiem i wyczuciem oprawiła muzycznie to przedstawienie.

This slideshow requires JavaScript.

Maria Nowotarska

Fragment książki Beaty Gołembiowskiej “Teatr bez granic”

Poleć:

O Autorze:

Contributor

Materiał nadesłany do redakcji.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.