Krzywa wieża w Pizie

0

Zanim przyjrzymy się słynnej wieży warto powiedzieć coś niecoś o mieście w którym się znajduje. Piza (po włosku Pisa) to faktycznie średniej wielkości miasto, które miało i ciągle ma mniej niż 100.000 mieszkańców.

Czasy republikańskie
Piza ma wiele zabytków. Większość z nich budowano w czasach gdy była ona niezależną republiką z najsilniejszą flotą wojenną ze wszystkich miast nadmorskich Półwyspu Apenińskiego – łupy wojenne finansowały te przedsięwzięcia budowlane, a więźniowe byli darmową siłą roboczą.

Były to lata 1000-1406. Pokonali nawet Saracenów przy jednej z wysp Morza Śródziemnego, którzy w owych czasach byli najpotężniejszą siłą morską na w basenie tego morza. W tym okresie w walce o dominację oblegali Genuę, przepędzili ze swego terytorium statki wojenne Wenecji, która próbowała stać się największą potęgą morską na terenie wybrzeży Półwyspu Apenińskiego i większych wysp w pobliżu niego.

Genua stawała coraz potężniejsza militarnie, upokorzyła w bitwie morskiej Wenecję, nie zapominała o Pizie, która zaatakowała ją w 1243 roku. Role się odwróciły, teraz Genua czterdzieści lat później najechała Pizę. Bitwy tej nie było łatwo Genui wygrać. Poza silną flotą Piza miała swój port nie przy morzu, lecz ok. 10 kilometrów na lądzie, zresztą jak i całe miasto – do morza dopływano rzeką Arno. Taki port łatwiej było bronić. Nie udało się – Geguańczyli zdobyli go, kompletnie zniszczyli, wodę w rzece i w studniach zasolili, republikę na jakiś czas włączyli do swych granic. W pobliżu Pizy wewnątrz Półwyspu rosła nowa potęga – Florencja Medyceuszów.

Stoczyli z nią kilka bitew. Pierwszą morską Florencja przegrała, ale potem powoli zaczęło się ujarzmianie Pizy. W 1406 roku włączona została do miasta- państwa Florencji. Nastąpił czarny okres w historii Pizy. Portu nie odbudowano, dostęp do morza rzeki Arno został zamulony. Doszło do tego, że nawet odsprzedano miasto Viscontim z Mediolanu, ale potem Florencja je odzyskała. Od tej pory Piza nie pozbierała się po tych klęskach, ale świat o niej nie zapomniał – miała wspaniałą architekturę, sztukę, słynny uniwersytet. Przez kilka wieków była wielokrotnie podbijana. W czasie wojen ginęli jej obywatele, ale zdobywcy nie niszczyli zabytków.

This slideshow requires JavaScript.

Słynni i znani obywatele Pizy
Piza to nie tylko budowle i pomniki malarstwa i rzeźby, to także ludzie. I znowu niesamowity fenomen: w tym dość małym mieście urodziło się i funkcjonowało kilkudziesięciu prominentów, którzy weszli do wielu encyklopedii, niektórzy znani w całym świecie, chociaż od ich śmierci upłynęło wiele czasu.

Najsłynniejszym z nich był Galileo Galilei, profesor matematyki na miejscowym uniwersytecie, człowiek genialny, jeden z największych ludzi renesansu. Był odkrywcą w wielu dziedzinach wiedzy, swymi eksperymentami zrzucając w wieży, o której będzie mowa, różne przedmioty i mierząc czas ich spadania, obalił arystotelesowski w owych czasach pewnik, że każde ciało cięższe spada na ziemię szybciej niż lżejsze. Galileo udowodnił, że obiekty tego samego rodzaju spadają w tym samym czasie bez względu na swój różny ciężar. Obserwując ruchy ogromnej kadzielnicy w katedrze pizańskiej naukowo opracował mechanikę pendulum czyli ruchu wahadłowego. Te odkrycia popchnęły naukę fizyki na nowe tory. Był przełomową osobą w rozwoju nauk astronomicznych przez wynalezienia teleskopu i przez obserwację nieba potwierdzając nie tylko to, do czego doszedł Kopernik bazując swe odkrycie przede wszystkim na wyliczeniach matematycznych, że Ziemia krąży wokół słońca, a nie na odwrót, ale popierając to obserwacjami.

W tym małym mieście żyło na przestrzeni wieków dziesiątki innych słynnych ludzi. Wymienię tu tylko kilku spośród nich. Był nim tenor Gaetano Bardini, i bardziej powszechnie znany ociemniały tenor Andrea Bocelli, a także baryton Afro Polo. Gaetano Carducci, wybitny poeta, był pierwszym literackim noblistą Włoszech. Innym słynnym noblistą był fizyk Enrico Ferni, twórca w Chicago pierwszego reaktora nuklearnego. Do tej grupy słynnych pizańczyków należy kilku malarzy, rzeźbiarzy, architektów, naukowców, a wśród nich kilku matematyków i innych niewymienonych fizyków, nawet znana tenisistka i piłkarz.

Słynna wieża
Rzecz niespotykana nigdy i nigdzie na świecie, że największej glorii przyniosła miastu wieża dzwonnicza nie tylko dlatego że jest elegancka i piękna, lecz że jest mocno przychyloną i do niedawna ciągle pochylającą się wieżą. I chyba w całym świecie nigdy i nigdzie nie odwiedza jakiegoś innego miasta z ludnością poniżej stu tysięcy przeciętnie 10 milionów turystów rocznie, którzy przyjeżdżają tu prawie wyłącznie, by ją zabaczyć. I choć w mieście tym jest przynajmniej kilkanaście ciekawszych obiektów turystycznych, turyści ci nawet o nich nie chcą słyszeć – muszą, jak muzułmanie do Mekki tu się zjawić, by ją zobaczyć i obfotografować.

Krzywych wież, kościołów, meczetów, innych budynków użyteczności publicznej jest na świecie tysiące. Na ogół nikt się nimi nie chwali, bo są świadectwem braku fachowej wiedzy budowniczych, ale częściej to brak znajomości terenu, na którym budowlę postawiono – podłoże pod nimi jest często miękkie, dodatkowo jakieś ruchy tektoniczne podłoża, trzęsienia ziemi i inne tym podobne katastrofy są tej wady powodem. Częstym powodem krzywizn są zbyt słabe fundamenty. Prawie w każdym mieście, szczególnie w tych większych, na świecie i w Polsce, można znaleźć coś spaczonego, pochylonego. Gdy są możliwości próbuje się to naprawiać, a gdy naprawa jest niemożliwa próbuje się te niepowodzenia konstrukcyjne przynajmniej nieco zatuszować i trzeba z tym żyć. W Polsce najbardziej przekrzywiona wieża znajduje się w Ząbkowicach Śląskich. Najwyższa tam wieża, pnąca się w górę 34 metry, odchylona jest od pionu o 2,14 m. Inna to jedna z wież Torunia – ma tylko 15 m wysokości i aż 1,46 m. wychylenia. Kto o nich słyszał? Przypuszczam, że prawie nikt z obcokrajowców i idę o zakład, że nie więcej niż jeden procent Polaków. Jest jednak jedna na Ziemi krzywizna, która napawa dumą nie tylko mieszkańców Pizy, lecz i całego kraju, bo wspomniane 10 milionów turystów każdego roku się nią zachwyca i zostawia przeogromne sumy w skarbcach miasta, prowincji i kraju.

Wznosi się w centrum obecnego miasta Wieżę, która prawie od samego początku budowy zaczęła się skrzywiać, zaczęto budować na wielkim dziewięciohektarowym placu, który miał się stać i faktycznie stał się prawdziwą pokazówką architektoniczno-artystyczną miasta. Głównym budynkiem jest najważniejsza świątynia Pizy czyli duomo, równocześnie katedra archidiecezji. To Plac Archidiecezjalny. Gdy w czasie jednej z Wypraw Krzyżowych jeden z mieszkańców miasta przywiózł z Jerozolimy ziemię z rzekomego grobu Chrystusa (Chrystusa pochowano nie w ziemi, lecz w grobowcu Szymona z Arymatei) miejsce to nazwano Miejscem Świętym, a także Miejscem Cudów. Znajduje się na nim wspomniana katedra ze słynną wieżą, baptysterium, stary zabytkowy cmentarz, a także na obrzeżach placu kilka innych późniejszych budowli.

Budowa wieży
Wieża-dzwonnica jest zbudowana w stylu romańskim ale nie w ciężkim i ponurym jak wiele innych budowli w tym stylu. Jest w kolorach jasnych, bo zbudowano ją białego marmuru, co też różni ją od typowych budowli romańskich. Marmur biały i w kilku innych odcieniach wydobywa się jeszcze do dzisiaj w niedalekim sąsiedztwie i jest to jeden z najwspanialszych marmurów świata. Budowę wieży zaczęto w 1173 r. Już w roku następnym zauważono, że zaczęła się pochylać na północ.

Powodem był rozmiękły teren piaskowo-gliniasty i przebiegające pod nim żyły wodne, a także płytkie, grube tylko na metry fundamenty. Myślano, że to pochylenie da się wyprostować. W czasie budowy wieży nastąpił okres kiedy Piza już nie napadała i nie rabowała sąsiadów, ale musiała się przed nimi bronić. Byłoby zbyt wielkim wysiłkiem finansowym rozebrać istniejące piętra i zaczynać od nowa. Budowniczowie na powoli dodawanych piętrach przedłużali kolumny po jednej stronie, by zrównoważyć ciśnienie budowli na fundamenty. Byli w tym nieco zbyt hojni i wieża zaczęła się teraz pochylać w przeciwnym kierunku, z północy na południe. Dano następne kolumny dłuższe i cięższe z właściwej strony, ustabilizowano pochył, lecz nie do końca. Gdy skończono ósmy poziom w 1278 r. pochył na południe wynosił 81 cm. Gdy w niecały wiek później dobudowano ostatnie dziewiąte piętro dzwonu, pochył osiągnął już 2 m 40 cm i się nie zatrzymał. Wieża ma 55 metrów wysokości. Jak na owe czasy, na czasy jej budowania, to wyjątkowa wysokość. Powodów pięcia się w górę było dwa: chodziło o to, by zauważyć nieprzyjaciół z dalszej odległości, bo Toskania jest w okolicach Pizy dość pofałdowana, a drugi powód był taki, że z wysokiej wieży dźwięki dzwonów niosą się dalej, by wszyscy mieszkańcy miasta i okolic mogli je usłyszeć i zdążyć schronić się w jego murach i przygotować się do walki obronnej, zanim wrogowie dotrą do miasta.

Prostowanie i wzmacnianie wieży w ostatnich kilkudziesięciu latach
Gdy odchył sięgnął 5 metrów i wieża mogła w każdej chwili upaść, zaczęto planować jej prostowanie. Najpierw Mussolini zainteresował się tym w 1934 roku. Wywiercono 361 dziur w podstawie konstrukcji, wlano tam 80 ton zaprawy murarskiej. Rezultat: monument ciągle pochylał się o dwa centymetry każdego roku. Były i inne próby stabilizacji wieży. Pół wieku po drugiej wojnie światowej to długi okres nie czynów, ale kłótni jak rozwiązać ten problem: to dziesiątki ekspertyz i biliony lirów wyrzuconych w błoto. Coś tam też i robiono przy wieży, opasano ją obręczą, dano stalowe wzmocnienia, doczepiono jakieś tam ciężarki, pompowano pod fundamenty ciekły azot, a wieża nie zważając na mądrości urzędasów z Ministerstwa Dorobku Kulturowego i z Ministerstwa Finansów jakoś się nie prostowała, lecz co roku odchodziła od pionu, teraz już tylko o dwa i pół milimetra na rok. Sytuacja stawała się podbramkowa – różne modulacje komputerowe i inne ekspertyzy mówiły jednym głosem, że runie. Nie było tylko zgody kiedy, najpóźniej za pół wieku, a może nawet w każdej chwili.

Wkracza Polak Jemiolowski
Jeden z premierów rządu włoskiego postanowił problem rozwiązać raz na zawsze. Przede wszystkim zabrał ministerstwom dotacje na ratowanie wieży i sam zaczął nimi dysponować. Powiedziano mu, że jeśli ktoś może coś w tej sprawie zrobić, to jest nim szef nowozałożonej na Politechnice w Turynie katedry inżynierii geologicznej Michele Jemiolkowski.

Padła propozycja gruntownego prostowania wieży. Tenże człowiek był już we Włoszech od dłuższego czasu i zasłynął z tego, że zawsze coś potrafił zrobić, lub udoskonalić w sprawach wydawałoby się beznadziejnych w jego dziedzinie wiedzy. Michał, potem Michele Jemiolkowski urodził się w roku 1932 w Stryju, studiował w Warszawie, a jego wielka kariera zawodowa zaczęła się w Turynie. Obok prostosawania i wzmacniania wieży prowadził prace nad budową długiego mostu nad Cieśniną Mesyńską, był ekspertem przy budowie terminalu gazowców (statków przewożących skroplony gaz) w Brindisi, w Wenecji uczestniczył w pracach zabezpieczających Wenecję przed podtopieniem i przy naprawie i unowocześnieniu dzwonnicy przy kościele św. Marka. Współpracował w wieloma ekspertami nad planami zmniejszenia szkód środowiskowych po wybuchu elektrowni atomowej w Czarobylu – to tylko niektóre z jego przedsięwzięć Pofadowany teren w stronę Florencji Prace przy umacnianiu wieży Turyści zmierzają do jednego obiektu – Krzywej Wieży Widok Pizy z lotu ptaka Widok z góry na cztery najważniejsze zabytki Pizy, na froncie cmentarz budowlanych i środowiskowych. Nagrodzano go kilkoma nagrodami międzynarodowymi, jest członkiem kilku organizacji w jego dziedzinie inżynierii, a nawet przez kilka lat prezesował Międzynarodowemu Towarzystwu Inżynierii Geotechnicznej. Na dodatek jest redaktorem międzynarodowego czasopisma technicznego w języku angielskim w jego dziedzinie zainteresowań i współredaktorem innego. Faktycznie jest jednym z najwybitniejszych przedstawicieli tej nowej dziedziny nauk inżynieryjnych.

Mając absolutnie wolną rękę i nieograniczone zasoby materialne stworzył grupę specjalistów i w latach 1990- 2001 wzmocniono i wyprostowano wieżę o około półtora metra. Przy okazji usunięto grubą warstwę smogu i uzupełniono ubytki w murach – w tak starej budowli zadeptywanej milionami stóp każdego roku nawet marmur nie jest wystarczająco odpornym budulcem, a poza tym wieża była niejednokrotnie ostrzeliwana i złośliwie niszczona przez najeźdźców .Turyści nie byli dopuszczani w czasie naprawy nie tylko do wieży, ale trzymani z daleka od niej. Zanim przystąpiono do podstawowych prac naprawczych trzeba było tymczasowo wieżę wzmocnić, bo mogłaby się zawalić lada moment, nawet nie tykana – przy pracach szansa zawalenia była o wiele wyższa, więc pierwszym etapem pracy było zadbanie o bezpieczeństwo pracowników, potem zabrano się za prostowania i wzmocnienia fundamentów – zbyt kompleksową i technicznie zaawansowaną metodą, by ją tu przedstawić. Najlepiej byłoby doprowadzić wieżę do absolutnego pionu – tego chciał na początku premier i rząd włoski, choć to rzecz wprost niemożliwa w tak starej, wysokiej i wąskiej budowli nawet dla geniusza w swym zawodzie jakim był Jemiolowski. Inżynier wyperswadował wszystkim, że gdyby to się stało, turyści straciliby zainteresowanie, szczególnie starsze panie ze Stanów i Japonii i Niemiec, które są trzonem turystyki światowej, których setki tysięcy przyjeżdża do Pizy co roku. Te panie, zgodnie z prawami biologii, po pochowaniu małżonków (mężczyźni przecież żyją krócej!) są niezależne finansowo i jeszcze wystarczająco zdrowe i silne, by coś jeszcze w życiu zobaczyć.

Pochyłość wieży została zmniejszona z pięciu i pół procenta nachylenia do trzech i dziewięćdziesiąt dziewięć setnych procenta, najważniejszym jednak osiągnięciem było to, że przestała się wreszcie przechylać.

Inne metody prostowania wieży
Krzywa Wieża przyciąga turystów jak miód muchy. Nie szkodzi, że obiekt zainteresowania jest o tysiące czy kilkanaście tysięcy kilometrów oddalony od ich miejsca zamieszkania. Trzeba przecież zrobić sobie charakterystyczne zdjęcie popychania wieży do pionu, czy zdjęcie z ciałem lekko pochylonym równolegle do wychylenia wieży. Gdyby te zdjęcia pozbierać do kupy, byłoby ich dużo, bardzo dużo, przypuszczam że setki milionów. Krzywa Wieża to najbardziej rozpoznawalny symbol Włoch, bardziej niż Forum Romanum, Koloseum czy łuki triumfalne. Wieża w idealnym pionie nie byłaby substytutem tego symbolu. Od kilkunastu lat wprowadza się na nią, nawet na najwyższe ósme piętro, grupy do 30 osób. Ponieważ chętnych do zwiedzania jest nieporównywalnie więcej, jakiś “filozof” wymyślił, by obok tej wieży wybudować nową, bliźniaczą, ze stali i szkła – po niej będzie mogło przemieszczać się setki turystów na raz – kasy miasta i ministerstwa zabytków zapełniłyby się. Chyba już podjęto decyzję by zapomnieć o tej propozycji, bo wrodzony smak i odczucie artystyczne Włochów nie są w stanie coś tak monstrualnego zaakceptować, a przecież pieniądze to nie wszystko. Byłoby to niejako zbeszczeczeniem jednego z najpopularniejszych monumentów turystycznych Włoch.

Piękny zabytek
Wieża, choć romańska, jest lekka, zwiewna, jak młoda panienka w stroju ślubnym. Rzędy kolumienek i deptaki naokoło całej wieży na każdym z jej ośmiu poziomów wyglądają spektakularnie, nadają jej lekkości. Z wieży rozciąga się wspaniały widok na piękną Toskanię. Majestatycznie i tajemniczo wieża subtelnie podświetlona reflektorami wygląda w nocy – w podświetlaniu monumentów Włosi, podobnie jak Francuzi, są mistrzami. Student historii architektury uzna inne zabytki na tym placu za ciekawsze od wieży: bazylikę i baptisterium, ale taki człowiek jest odosobniony – miliony chcą zobaczyć Krzywą Wieżę, niektórzy na te inne piękne zabytkowe budowle nawet nie spojrzą, tym bardziej że od kilkudziesięciu lat trzeba płacić przy wejściu do nich, jeśli nawet ktoś chciałby się w ich wnętrzach tylko pomodlić. Może taka modlitwa za opłatą jest ważniejsza? – nie wiem.

A więc niech żyje krzywizna! Ma niekiedy przewagę nad pionem i jest bardziej podniecająca dla wielu turystów.

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.