“Tylko we Lwowie”(2)

0

Dzielnica i katedra ormiańska
Chyba najstarszym kościołem Lwowa jest katolicka katedra ormiańska. Wokół niej jest dzielnica lwowskich Ormian. Najciekawszą i jedną z najbardziej malowniczych ulic Lwowa jest ulica Wirmeńska. Każda kamienica ma coś charakterystycznego, jakiś element orientalny – to bogate architektonicznie budowle, bo to domy najbogatszych mieszkańców Lwowa. Pod numerem 23 na tej ulicy powstała plastyczna panorama XVIIwiecznego Lwowa w skali 1:200, stworzona przez Janusza Witwickiego na początku XX wieku. Dzisiaj to dzieło jest jednym z najbardziej oglądanych eksponatów Wrocławia. Katedra ormiańska, tak zresztą jak i katedra łacińska, była ciągle przebudowywana i powiększana, stąd różnorodność wystroju. Oryginalny, stosunkowo mały kościół trzynawowy na planie krzyża greckiego zbudowano w latach 1356-63. Sowieci rozproszyli Ormian, zabrali im świątynię, zrobiono w niej składnicę ikon pozbieranych z różnych kościołów i muzeów, by nie drażniły oczu komsomolców i wiernych synów partii. Dopiero w 2003 roku zwrócono świątynię Ormianom. Najstarszą częścią katedry jest prezbiterium, a najcenniejszymi skarbami są malowidła ścienne Jana Rosena, wśród nich Hołd Pasterzy, Ostatnia Wieczerza, Ukrzyżowanie. Jego autorstwa są też niektóre witraże i inne malowidła ścienne. Tematy tych dzieł są znane z innych kościołów, ale te, z tego kościoła, są bardzo różne od nich. Cała świątynia zaskakuje innością i jakimś duchem tajemnicy. Niespotykanym motywem jest barokowa figura Madonny z Dzieciątkiem stojącej na lwie. Wewnątrz katedry zapłaciłem 5 hrywien by móc obfotografować świątynię. Nie pomógł flesz, kościół był zbyt ciemny, akcja się nie udała.

Słynny lwowski deptak i wspaniała opera
Deptak, czyli trakt spacerowy, położony jest na zachód od rynku. To szeroka zadrzewiona aleja między placem Mickiewicza a budynkiem opery. Miejsce ciągle ruchliwe, masa tu turystów i spacerowiczów. Nowożeńcy nigdy go nie pomijają. Są tu uliczni malarze, starsi panowie oddający się w skupieniu grze w szachy. To także miejsce obchodów świąt narodowych, religijnych i manifestacji. Słychać wiele języków najczęściej polski, rosyjski, niemiecki, jakoś nie słyszałem ukraińskiego, może Ukraińcy mówią tu szeptem? Od roku 1904 na środku placu Mickiewicza stoi pomnik wieszcza. Chyba najpiękniejszy ze wszystkich pomników Mickiewicza, jakie widziałem. Warto znać nazwisko genialnego rzeźbiarza: Antoni Popiel. Na masywnym cokole umieszczona jest wysoka kolumna z włoskiego granitu zwieńczona płonącym zniczem. Na cokole znalazło się miejsce dla poety wykonanego z brązu, a Skrzydlaty Geniusz wręcza mu wieniec z wawrzynu. Wszystko to jest bardzo romantyczne, nic dziwnego – Mickiewicz był romantykiem. W pobliżu pomnika Mickiewicza stoi najstarszy hotel Lwowa, hotel George, z roku 1793. Przebywali w nim Balzak, Ravel, Liszt, Paderewski, gen. Bem, nawet jeden z perskich szachów. Kiepura, jak to było jego praktyką, z jego balkonu dawał koncerty dla spacerowiczów. Hotel przyozdobił swoimi płaskorzeźbami autor pomnika Mickiewicza. Było to także miejsce słynnych bali. Dziś Lwów ma bardziej luksusowe hotele, ale żaden z nich nie dorównuje temu hotelowi wdziękiem i walorami historyczno-artystycznymi. Na deptaku jest jeszcze kilka pomników: dość pompatyczna figura Szewczenki w siermiędze i trochę dziwny, przynajmniej w moim odczuciu, stojący opodal pomnik “Fale Dniepru”, czyli rzeźba upamiętniająca losy Ukrainy. Polscy lwowianie nie lubią tych pomników, bo przedtem stał tu pomnik Jana Sobieskiego przewieziony później do Gdańska. Jest też na Prospekcie Wolności – to oficjalna nazwa deptaku – pomnik Matki Boskiej, faktycznie jego kopia, bo oryginał znajduje się obecnie w cerkwi św. Andrzeja. Po obu stronach alei są eleganckie kawiarnie, restauracje, Muzeum Narodowe, Grand Hotel, Muzeum Etnografii, aż wreszcie poprzez strumienie wody fontanny wyłania się gmach Teatru Wielkiego, czyli gmach opery i baletu.

This slideshow requires JavaScript.

Opera Lwowska
Budynek wydał mi się znajomy – jest kopią budynku starszej opery paryskiej zwanej Operą Garnier, w której kilkanaście lat wcześniej oglądałem jedną z najwcześniejszych czasowo oper francuskiego kompozytora Jean- Philippe’a Rameau. Na tym oryginale wzorowali się także budowniczowie Teatru Słowackiego w Krakowie i kilku innych teatrów w Europie. Zbudowano go w ciągu trzech lat i inaugurowano operą Ignacego Paderewskiego Manru. Choć plan budynku ma swój prawzór, to dekoracje wewnątrz i na zewnątrz są oryginalne.

Monumentalną fasadę wieńczą trzy uskrzydlone alegorie: Sławy, Dramatu i Muzyki. Tympanon, czyli element ozdobny w formie trójkąta na szczycie frontu budynku, to sceny radosne i smutne w ludzkim życiu, dłuta wspomnianego Antoniego Popiela. Nad trzema drzwiami są trzy arkady podzielone podwójnymi kolumnami korynckimi; zamykają je nisze z alegorycznymi figurami komedii i tragedii. Wnętrze to prawdziwy luksus i rozmach. Wspaniałe wielkie schody, duży hol czyli foyer. Do dekoracji wnętrz użyto różnokolorowych marmurów, szkła, kryształów i złota. Są tu także rzeźby, malowidła i stiuki. Sala lustrzana jest wyjątkowo bogato zdobiona m.in. sceną z Balladyny Słowackiego. Króluje w niej popiersie Salomei Kruszelnickiej, najsłynniejszej śpiewaczki operowej Ukrainy. Ma ona w mieście także swoje muzeum i swój grób na Cmentarzu Łyczakowskim. Widownia opery na ponad tysiąc miejsc ma kształt liry. Kurtyna jest bardzo znana i zabytkowa, taka sama jak w Krakowie: dzieło Henryka Siemiradzkiego przedstawiająca siedzibę muz – Parnas.

Miałem okazję być w tym teatrze na operze Cyganeria. Z balkonu jak na dłoni widziałem nie tylko scenę, ale i orkiestrę wielkości orkiestry symfonicznej. Przedstawienie na poziomie światowym; byłem w kilku najsłynniejszych operach Europy i Stanów, widziałem wspaniałe widowiska – wieczór we Lwowie niczym od nich nie odbiegał (może tylko tym, że za bilet wstępu zapłaciłem tylko około 10 polskich złotych). Ma profesjonalną orkiestrę, znanych solistów, no i świetną akustykę.

Inne wspaniałości Lwowa
Lwów to dziś stosunkowo duże, prawie milionowe miasto. Ma wiele zabytków także poza obrębem dawnych murów miejskich. Piękny dworzec kolejowy zniszczony w czasie wojny jest jeszcze piękniejszy dzisiaj. W zachodniej części miasta jest dużo różniących się stylem architektonicznym kościołów katolickich, dziś zamienionych w większości w cerkwie prawosławne lub grekokatolickie, są tu też inne dawne cerkwie, dawne synagogi, klasztory męskie i żeńskie – dziś przeważnie już bez oryginalnych rezydentów – pałace magnackie i biskupie, pięknie odnowione uczelnie, reaktywowane fabryczki i manufaktury, z których lwowianie byli tak dumni w przeszłości. Nie było czasu by wszystko to obejrzeć dokładnie, wejść do wnętrza; oglądałem je tylko z zewnątrz w ciągu kilkuminutowego zatrzymania się przed nimi autokaru. Już nie z autokaru, ale przemieszczając się pieszo, dużo więcej czasu poświęciłem czterem obiektom starszej części miasta i na nich skupię teraz swoją uwagę.

Wysoki Zamek
Każdy turysta, który ma dość sprawne nogi, wchodzi we Lwowie na górę Wysoki Zamek, znajdującą się w parku o tej samej nazwie. To dość uciążliwa po wąskiej ścieżce wspinaczka naokoło góry. Nazwa wywodzi się od murowanego zamku obronnego na tej górze sprezentowanego mieszkańcom Lwowa przez Kazimierza Wielkiego, zamku zbudowanego na miejscu dawnej drewnianej rezydencji książęcej z XIII w. Ponieważ był on poza murami miasta często ulegał dewastacji – lwowianie wiele razy odbudowywali go, co nie było łatwe, bo trzeba się było piąć w górę z materiałami budowlanymi, więc wreszcie zamek rozebrano. Została tylko po nim tablica pamiątkowa. Zamek stał na górze, której szczyt znacznie powiększono kopcem Unii Lubelskiej w czasie ogromnego patriotycznego zrywu Lwowa w drugiej połowy XIX wieku, kiedy to miasto i cała Galicja stały się na wpół niezależną prowincją Cesarstwa Austrowęgierskiego. Na ideę usypania kopca wpadł przywódca tego ruchu Franciszek Smolka. Poświęcenie kamienia węgielnego z herbami Polski, Litwy i Rusi odbyło się 11 sierpnia 1869 roku. Setki tysięcy Polaków przywoziło ziemię z terenów całej dawnej Rzeczpospolitej w czym się dało, nawet w kapeluszach. Ceremonialnie sprowadzono ziemię z kopca Kościuszki w Krakowie, z pola bitwy pod Racławicami, z grobów generała Kniaziewicza, Mickiewicza, Słowackiego. To nie było tylko sypanie kopca, to była trzydziestoletnia manifestacja patriotyczna, manifestacja głęboka i pokojowa. Władze w Wiedniu mogły się tylko jej przyglądać.

Katedra grekokatolicka
Najpiękniejszym kościołem Lwowa, przynajmniej z zewnątrz i przynajmniej w moim odczuciu, jest katedra grekokatolicka św. Jura, położona na wzgórzu 321 m n.p.m. Przed usypaniem kopca Unii Lubelskiej było to najwyższe wzgórze miasta. I dziś bez wchodzenia na wieżę kościelną mamy cały stary Lwów jak na dłoni. Nasz papież, wiadomo, poeta i esteta, był chyba tego samego zdania co i ja, bo na tej górce w pałacu biskupim spędził noc będąc we Lwowie. Była tu w XIII wieku na tym miejscu cerkiew drewniana. Budowniczy katedry ormiańskiej był także budowniczym murowanego już kościoła na tym wzgórzu. Przetrwał trzy wieki aż do czasu kontrowersyjnej decyzji unickiego biskupa Anastazego Szeptyckiego zburzenia świątyni starej, zabytkowej i wybudowania nowoczesnego jak na owe czasy kościoła. Trochę przypomina on kościoły Dolnej Austrii, bo stamtąd pochodził jego główny budowniczy Bernard Meretyn. Trudno jednoznacznie określić jego styl, bo kościół jest na planie krzyża greckiego, są w nim jeszcze inne elementy sztuki bizantyjskiej, ale większość elementów budowlanych i zdobniczych to elementy rokoka, więc bez wahania można nazwać świątynię lwowską perłą tego stylu nieco ubogaconego motywami Wschodu. Zbudowany trochę później pałac arcybiskupi w odległości kilkunastu metrów od świątyni przez innego biskupa Szeptyckiego, Leona, to już czysta budowla rokokowa. Świątynię widać z wielu punktów miasta, nawet odległych. Przyjemny jest dla oka jej kolor pastelowy w dwóch odcieniach w obramowaniu zieleni ogrodu metropolitarnego i dużego parku miejskiego. Wrażenie robi monumentalna, ale lekka dzięki łamanym gzymsom i pilastrom, fasada świątyni. Wieńczy ją ekspresyjny posąg św. Jura (Jerzego) walczącego ze smokiem. Do kościoła trzeba wchodzić po wielu stopniach po obu stronach tarasu, pod którym jest ciekawa figurka wyposzczonego, chudego pustelnika w swojej norze – pustelni. Ubawił mnie trochę ten dodatek tego mizeraka w bogatej stylistycznie i w wystroju świątyni rokokowej. Świątynię wieńczy dokładnie nad jej środkiem masywna kopuła. Jej wnętrze ozdobione jest polichromiami, dekoracjami rzeźbiarskimi i obrazami pol- Cmentarz Orląt Lwowskich obecnie Cmentarz Orląt Lwowskich w 1974 r. skich artystów M. Filewicza, Ł. Dolińskiego, E. Fabiańskiego. Największe jednak wrażenie robią rokokowy tron biskupi i ambona, oraz wspaniały ikonostas. Kościół ten, jak kilka innych kościołów Lwowa, jest dumny ze swego cudownego obrazu, a faktycznie ikony – jest to wizerunek Matki Boskiej Trembowelskiej z XVII wieku.

This slideshow requires JavaScript.

Cmentarz Łyczakowski
Wszystkie męczeńskie miasta mają swoje najwymowniejsze ślady historyczne na swych cmentarzach. Takim monumentem we Lwowie jest Cmentarz Łyczakowski, cztery lata starszy od warszawskich Powązek i 21 lat od słynnego cmentarza paryskiego Pere-Lachaise. Nekropolia (miasto zmarłych) łyczakowska to także monument polskości Lwowa. Prowadzi do niej piękna brama neogotycka. Cmentarz ma obszar tylko o 2 ha mniejszy od Państwa Watykańskiego, czyli 42 ha. Mieści około 300 tysięcy mogił, 2000 grobowców oraz 500 pomników. Twórcami dzieł sztuki nagrobnej to dziesiątki najlepszych kamieniarzy i rzeźbiarzy Lwowa.

Polacy szukają na cmentarzu nazwisk polskich – jest ich kilkadziesiąt, a może i więcej. Ja wymienię tylko niektóre nazwiska tych, których groby widziałem, przed którymi się zatrzymywałem. Rzucają się w oczy tuż przy bramie cmentarza kaplice-mauzolea bogatych polskich mieszczan Wymienię tylko jedną: kaplicę Baczewskich. Skręcając w lewo od bramy idziemy aleją zasłużonych, a tu prawie wszystkie groby i mauzolea noszą polskie nazwiska. Góruje nad wszystkimi pomnik-monument pułkownika J. K. Ordona, powstańca listopadowego, którego prochy sprowadzono z Florencji. To wąska piramida z orłem z rozpostartymi skrzydłami na wierzchu i lwem na cokole. W tej alei znajduje się bogate mauzoleum rodziny Zamoyskich, groby Marii Konopnickiej, Gabrieli Zapolskiej, Seweryna Goszczyńskiego z pomnikiem samego poety na cokole. Tu spoczywają polscy prezydenci miasta, założyciele słynnego lwowskiego “Sokoła”, wielu naukowców, działaczy politycznych i społecznych, artystów. Przy głównej alei wiodącej w stronę Cmentarza Orląt Lwowskich wielu ludzi zatrzymuje się przy grobie z pomnikiem jednego z lekarzy Lwowa, a na nim z rzeźbą smutnego psa, który przychodził na grób, kładł się na nim, nie dawał się odpędzić i tu umarł z głodu i z miłości do swego właściciela. Tłumy turystów, nie tylko Polaków, zatrzymują się przy pięknym nagrobku rysownika i malarza Artura Grottgera, nie tylko z racji piękna pomnika, ale by podumać nad historią bardzo romantycznej miłości tego człowieka, który zmarł w wielu trzydziestu lat na gruźlicę, i Wandy Monné, prześlicznej i młodej polskiej patriotki o francuskim nazwisku. Niespełniona miłość tej pary trwała niecałe dwa lata. Grottger umarł w Pirenejach w sanatorium. Jego pobyt w Paryżu, a potem w sanatorium finansowała jego ukochana. Po jego śmierci osiemnastoletnia Wanda sprzedała wszystkie swoje kosztowności, przeznaczyła też na ten cel część swego wiana rodzinnego, sprowadziła kochanego na Cmentarz Łyczakowski i pochowała w miejscu, na które wskazał wcześniej jej “Arthur” i wyszła za mąż, na jego prośbę, za jego serdecznego przyjaciela, też artystę malarza, Karola Młodnickiego. Wszystkim tym poczynaniom oszalałej z miłości Wandy sprzeciwiała się jej rodzina, ale ona robiła swoje. Na grobie stoi prześliczny pomnik dłuta P. Filippiego. Na kamiennym sarkofagu na tle krzyża widzimy klęczącą na skale zasmuconą młodą kobietę, a obok niej sokoła (symbol wierności i miłości). Pod tymi rzeźbami umieszczono medalion z wizerunkiem Grottgera, obraz złamanej liry, palety oraz trupią czaszkę.

Cmentarz Orląt Lwowskich
Widziałem jeszcze kilkadziesiąt nagrobków, ale po tym przeżyciu emocjonalno-estetycznym nie będę ich opisywał, bo byłby to antyklimaks. Już nie antyklimaks, ale szok spotkał mnie na pograniczu starego cmentarza i jego najnowszej części – Cmentarza Orląt Lwowskich.

Po prawej stronie wejścia, na potężnej wysokiej kolumnie stoi pomnik morderców dzieci lwowskich, a po lewej, w niecce terenowej, są groby lwowskich nuworyszów (gęby dość prymitywne na zdjęciach pomnikowych), którzy wydali miliony hrywien, by w najnowszych czasach już w wolnej Ukrainie być pochowanymi na tym cmentarzu, który od 1975 r. jest zamknięty dla nowych pochówków. Te nowe groby to jeszcze jeden dowód, że pieniądze, szczególnie duże, szczególnie na Ukrainie, mają ogromną siłę przekonywania.

Cmentarz Orląt Lwowskich to prawdziwy obraz martyrologii tych młodych ludzi, uczniów podstawówki, gimnazjum i uniwersytetów, którzy odparli dwa ataki nacjonalistów ukraińskich na swe miasto oddając życie, oraz tych zabitych we Lwowie i jego okolicach w czasie wojny sowiecko- polskiej w roku 1920. Dzieci i młodzież ginęli i byli chowani w różnych częściach miasta, przeniesiono ich zwłoki nieco później na ten cmentarz. To nekropolia ok. 3000 Polaków, wśród których zidentyfikowano 439 dzieci: najmłodszy z nich to siedmiolatek, jeden dziesięciolatek, kilku dziesięciolatków, 117 trzynastolatków.

W 1925 r. z tego cmentarza przeniesiono do Warszawy prochy nieznanego żołnierza. Rozkopano trzy groby: szeregowego, podoficera i oficera. Poproszono polską Ormiankę, która straciła dwóch synów w czasie obrony Lwowa, a ich ciał nie dało się odnaleźć, o wybranie prochów. Wybrała szeregowca w postrzępionym mundurze polskiego żołnierza. Jednym z dodatkowych identyfikatorów, że to był polski żołnierz, była znaleziona przy jego ciele maciejówka.

Cmentarz zaprojektował student architektury Politechniki Lwowskiej Rudolf Indruch, uczestnik walk o Lwów. Przekazał miastu projekt bezpłatnie. Prace nad cmentarzem wlokły się przez całe dwudziestolecie międzywojenne. Nie dokończono jego budowy przed wybuchem II wojny światowej. Sowieci i Ukraińcy bezcześcili, systematycznie niszczyli i okradali groby. By zatrzeć kompletnie historię bohaterstwa Polaków tu pochowanych władze miasta na cmentarzu urządziły wysypisko śmieci, a nawet wybudowano w północnej jego części asfaltową ulicę, a buldożery zniszczyły kolumnadę Pomnika Chwały. Dopiero od 1989 r. zaczęto metodą wolontariatu odkopywać i uporządkowywać mogiły. Byli to polscy mieszkańcy Lwowa, ale także i ludzie z głębi Polski. I tak w dniach wolnych od innych zajęć pracownicy krakowskiego Energopolu odnawiający kościół w Rudkach i kaplicę Fredrów, dołożyli też darmowo swój wysiłek i wiedzę. Wielokrotnie przesuwano czas otwarcia cmentarza. Władze Lwowa i zarząd cmentarza robiły wszystko, by utrudnić zakończenie prac. Nie chciano się zgodzić na tablice pamiątkowe amerykańskich lotników i francuskich piechurów poległych w walkach po stronie Polaków i pochowanych na cmentarzu. Były niekończące się dyskusje dotyczące napisów nagrobnych. Dopiero poparcie tzw. pomarańczowej rewolucji przez rząd polski zmusił zawziętych Ukraińców we władzach miasta do niewielkich ustępstw: pozwolono na tablice Francuzów i Amerykanów i zgodzono się na bardzo ogólny napis w języku polskim na głównej płycie nekropolii: “Tu leży żołnierz polski poległy za ojczyznę.” Cmentarz ostatecznie otwarto i poświęcono 24 czerwca 2005 roku.

Ogólny widok cmentarza jest przyjemny dla oka, jeśli w ogóle można mówić o przyjemnych wrażeniach na cmentarzu, szczególnie tym cmentarzu. Białe mogiły rozłożone są symetrycznie do białej kaplicy w formie rotundy, od której rozciąga się mur w tym samym kolorze w obie strony z ośmioma wnękami krypt poległych. Konstrukcję tę kończą po jednej stronie płaskorzeźba na murze na cześć lotników amerykańskich z napisami po polsku i angielsku, a po drugiej podobna płaskorzeźba i napisy po francusku i polsku poświęcone piechurom francuskim. Tył cmentarza sąsiadujący z ogrodem botanicznym Uniwersytetu Lwowskiego zamyka główna część solidnego Pomnika Chwały, który pozostał (tylko jego kolumnadę zniszczono), bo nie dały mu radę buldożery sowieckie. Z kaplicy schodami schodzi się do katakumb i tam w ośmiu kryptach spoczywa 72 najbardziej zasłużonych bojowników z Ukraińcami i Sowietami, mężczyzn i kobiet.

Dziś Lwów, miasto Ukrainy, staje się ważnym ośrodkiem tej części kraju trochę wbrew rządcom państwa, bo ciągle denerwuje ich jego wielokulturowa tradycja i charakter, ale pięknieje dzięki turystyce, powrotowi słynnej lwowskiej przedsiębiorczości i potężnego wsparcia finansowego nie tylko Senatu Polskiego ale milionowych rzesz dawnych jego mieszkańców i ich potomków, obywateli innych miast i wsi Wschodniej Galicji i wielu organizacji “wschodniaków” nawet tych, których gniazda rodzinne nie znajdowały się w granicach dzisiejszej Ukrainy. Lwów to jedno z najbardziej patriotycznych i romantycznych dawnych miast polskich; chyba i teraz nie zaginie na fali na nowo odradzającego się nacjonalizmu ukraińskiego. Wojna z Rosją Putina, faktycznie wojna o przetrwanie kraju, lub tylko w jego okrojonej części, jest najważniejszym problemem Ukraińców i dlatego próby znacjonalizowania Lwowa i zatarcia śladów obcych kultur, a przede wszystkim polskiej, zostały odsunięte w czasie ad calendas, miejmy nadzieję że nie calendas graecas, czyli w nieskończoność.

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.