Park Narodowy Yosemite

0

Sierra Nevada
To jeden z trzech wielkich parków narodowych znajdujący się w Sierra Nevada (Pasmo Ośnieżone) – najwyższym paśmie górskim Stanów Zjednoczonych. Sierra jest wielka, choć to tylko jedno z pasm Gór Skalistych – liczy 640 km długości i przeciętnie 110 kilometrów szerokości. Tu znajduje się najwyższy szczyt gór kontynentalnych Stanów, Mount Whitney, wznoszący się ponad 4400 metrów nad poziom morza.Te potężne góry odcinające Kalifornię od sąsiednich stanów na jej wschodzie były powodem, że była ona do XIX wieku, a faktycznie do jego drugiej połowy, terenem niedostępnym dla mieszkańców z drugiej strony gór – do tej pory była krainą wielu szczepów indiańskich oraz misjonarzy hiszpańskich, później meksykańskich, a także posterunków meksykańskiego wojska najczęściej koszarującego przy budynkach misyjnych.

Górscy Indianie
Yosemite to słowo indiańskie. Filolodzy wywodzą je od podobnego słowa na określenie niedźwiedzia grizzly w jednym z języków indiańskich, inni wyprowadzają od frazy yohhe’meti (są mordercami) w języku dawniej osiadłych w obecnym parku Indian Miwoków na określenie innej grupy Indian o nazwie Ahwahniczi, którzy ciągle napadali na osiadłe plemiona, kradli im konie, mordowali, odbierali im tereny. Miwokom i innemu plemieniowi Pajutom musieli pomóc w utemperowaniu tego zbójeckiego plemienia regularni żołnierze Stanów Zjednoczonych, gdy już Kalifornia w 1846 r. weszła w granice tego kraju. Wyłapano tych co dali się wyłapać i osiedlono ich razem z wodzem Tenaya w rezerwacie koło miasta Fresno. Byli jednak jak niespokojne duchy i wrócili na dawne tereny swoich rozbojów. Trzeba było większość po prostu uśmiercić, by rozwiązać problem. Dokonali tego już sami Pajuci. W walce międzyplemiennej zginął wódz najeźdźców Tenaya, niedobitki siłą włączono do plemienia zwycięzców i tak zakończyły się wojny Indian na terenie dzisiejszego parku narodowego.

Zasiedlanie Kalifornii przez Amerykanów
Pierwszymi białymi, którzy ujrzeli ze szczytów gór największą dolinę parku, byli traperzy pod wodzą Józefa R. Walkera. Był to rok 1833. Jemu i jego towarzyszom zawdzięczają ludzie ogarnięci szaleństwem gorączki złota wytyczenie najłatwiejszej drogi przez góry do Kalifornii. W samej Dolinie Yosemite biały człowiek postawił nogę dopiero w roku 1851. Był to szczytowy rok najazdu ochotników szybkiego wzbogacenia na złotonośnych terenach Kalifornii – złoto odkryto w okolicach obecnej stolicy stanu, Sacramento. Z tymi wyczekiwanymi milionami było różnie. Nawet ci co znaleźli złoto tracili swój majątek w knajpach, burdelach, przy kupnie sprzętu. Jeden cwaniak wykupił wszystkie szpadle w San Francisco i okolicy, zanim to szaleństwo rozkręciło się na dobre i sprzedawał tym, którzy ich potrzebowali w cenie zawyżonej kilkadziesiąt razy. Wielu poszukiwaczy złota byli to ludzie biedni, zdesperowani swoją nędzą. Nie stać ich było, by w którymś z portów na wschodnim wybrzeżu kraju zafundować sobie bilet na okręt opływający obie Ameryki, by dotrzeć do San Francisco. Niewiele tańszy był dojazd do Ameryki Środkowej, później uciążliwa i niebezpieczna przeprawa przez puszczę nad Pacyfik i jeszcze jeden rejs statkiem na północ.

Odkrycie i dewastacja Doliny Yosemite i lasku sekwoi
Wielu zaczęło się przebijać pieszo przez Sierrę Nevadę – niektórym to się udało. Ci ludzie byli pierwszymi, którzy zeszli z gór w Dolinę Yosemite. Wieść o niepowtarzalnym pięknie tych okolic rozniosła się szybko po Stanach i po świecie. Śladami poszukiwaczy złota podążyli pierwsi odważniejsi turyści.

This slideshow requires JavaScript.

Dwójka ludzi – przedsiębiorca James Hutchings i malarz Tomasz Ayres rozsławili jeszcze bardziej piękno Doliny: pierwszy dziesiątkami artykułów o niej, a malarz swymi szkicami. Ludzie ci i im podobni nie z miłości do piękna natury promowali te tereny, ale robili interesy na turystyce. Organizowano różne spektakularne imprezy w Dolinie, jak choćby zrzucanie w nocy płonących pochodni z wierzchołków gór. Założyli hodowle owiec, które oczyszczały dokładnie stoki z trawy i niskich krzewów, a było ich na tych terenach dziesiątki tysięcy.

Po odkryciu lasku sekwoi czyli mamutowców olbrzymów w południowej części dzisiejszego parku, a także w Parku Sekwoi położonym na południe od Yosemite, zaczęto je wycinać. Straty były ogromne, wycięto ok 90 procent najstarszych, najgrubszych, najwyższych mamutowców. Takie jedno drzewo wystarczyło na zbudowanie nie tylko domu, ale wszystkich budynków gospodarczych i ogrodzenia i nie trzeba było się ubezpieczać od ognia, bo drewno z tych kolosów jest niepalne. Dewastacja środowiska posunęła się tak daleko, że uczeni i obrońcy przyrody zaczęli wywierać naciski na rząd federalny, by powstrzymał ten proceder. Kilku polityków, nawet jeden z gubernatorów Kalifornii, przyłączyli się do tego protestu. Wreszcie Kongres Stanów Zjednoczonych w roku 1864 uchwalił ustawę, na mocy której oddał stanowi Kalifornia Dolinę Yosemite i lasek mamutowców olbrzymich z poleceniem, by założyć na tych dwóch terenach strzeżony park stanowy. Po podpisaniu ustawy przez prezydenta Abrahama Lincolna weszła ona w życie. Odkrywca sekwoi Galen Clark został mianowany szefem służb parkowych, ale gdy ten prawdziwy miłośnik przyrody zaczął pozbawiać nieprawnych właścicieli zawłaszczonych przez nich posiadłości w parku, stracił pracę on i jego leśnicy. Został tu jednak jako właściciel małego hoteliku, gotowy na odejście, ale w zaświaty, bo nabawił się właśnie w tym czasie nieuleczalnej wówczas gruźlicy płuc i według opinii lekarza miał żyć jeszcze sześć miesięcy. Czas oczekiwania na śmierć wydłużył się do 57 lat. Umarł jako prawie stulatek w absolutnej nędzy.

Nowym zarządcą parku stał się jeden z największych niszczycieli przyrody na tych terenach, wspomniany przedsiębiorca Hutchings. Teraz już nie poszukiwacze złota, ale tłumy turystów i artystów zjawiały się na tych terenach. Hutchings był bardzo pomysłowy, by ściągać coraz to większe ich rzesze. Pomogło mu w tym otwarcie w roku 1869 transkontynentalnej kolei łączącej Pacyfik z Atlantykiem. Wszystkie pomysły jego i jemu podobnych były dewastujące dla fauny i flory. Tego było już za dużo.

Rola Johna Muira w ocaleniu Parku
John Muir po nominacji na szefa stróżów parku był bez wątpienia tym, który najbardziej się zasłużył w zachowaniu tego sympatycznego skrawka ziemi w Kalifornii takim, jakim natura go uformowała. Był już wtedy powszechnie znanym naturalistą, autorem wielu artykułów na tematy związane z parkiem, współzałożycielem największej na świecie organizacji ochrony przyrody Sierra Club. Gdy został opiekunem parku, wyperswadował władzy federalnej by coś zrobiła w tej sprawie. Przemianowano park stanowy na federalny w 1891 roku i wysłano oddział kawalerzystów do jego ochrony, ale faktyczny zarząd parkiem ciągle był w rękach skorumpowanych Kalifornijczyków. Wtedy Muirowi udało się przekonać prezydentaTeodora Roosevelta, by spędził z nim kilka dni w parku. Ten się zgodził. Nocował razem z Muirem w jego górskim szałasie. W ciągu trzech dni obejrzał on piękno tych terenów, a równocześnie ślady dewastacji. Po powrocie do Waszyngtonu odebrał Kalifornii jurysdykcję nad Yosemite i od roku 1906 Yosemite stał się już w pełni federalnym parkiem narodowym poszerzonym do granic obecnych. Strażnicy żołnierze zostali zastąpieni nieco później przez zawodowych leśników.

Przyjaciele i rodzina Muira opowiadali, że właśnie w Yosemite w pełni wypoczywał i nabierał energii do dalszej walki o ocalenie jego piękna. Jego żona, prawdopodobnie Polka z Teksasu, wysyłała go tam na całe miesiące w okresie gdy już był na emeryturze, a on wracał wyciszony i odmieniony. W czasie swej służby w Yosemite wybudował sobie szałas u podnóża jednej z gór i by móc łatwiej i przyjemniej zasypiać, skierował bieg jednego ze strumyków dokładnie przez środek swego szałasu. Muir znał każdy zakątek parku. Zaprzyjaźnił się ze zwierzakami, nadawał im imiona, a one reagowały na nie. Przyjazne odwiedziny w szałasie czarnego niedźwiedzia, górskiej sarny, czy dzikiej kanadyjskiej owcy nie były czymś nadzwyczajnym. Przychodziły często pogwarzyć sobie ze swoim opiekunem. Rozumieli się bez słów. Pierwszy raz usłyszałem nazwisko Muir, gdy przyjaciel Wojtek Zalewski wywiózł żonę i mnie do swojej “świątyni dumania”, do lasku innego gatunku sekwoi, sekwoi nadoceanicznych. To tylko 19 km na północ od słynnego mostu Golden Gate w San Francisco. Oficjalna nazwa tego monumentu natury brzmi: Muir Woods National Monument.

Formowanie się Sierry
Yosemite to jeden z największych parków kontynentalnych Stanów o obszarze 3081 km kwadratowych znajdujący się na zachodnich łagodnych wzniesieniach Sierry Nevady. Wschodnia strona Sierry jest dzika, niedostępna. Około 10 milionów lat temu były to tereny płaskie. Niestety przebiega przez nie geologiczny uskok między dwoma śródlądowymi płytami ziemi, innymi słowy w tym miejscu płyta ziemska jest pęknięta. Zwarcie się płyt na tym terenie wyniosło w górę Sierrę Nevadę. Dalsze ruchy tektoniczne po prostu przechyliły te góry na zachód. Wtedy to woda z lodowców i same lodowce schodząc z wierzchołków gór stworzyły rzeki, jeziora, doliny na różnych poziomach parku, wygładziły teren i wyryły głębokie kaniony. Zmieniły wygląd dolin z podobnych do litery V na bardziej zaokrąglone z jednej strony, zbliżone do litery U. Ta odmiana wyglądu tych terenów trwała miliony lat. Woda i lodowce musiały wryć się w jedną z najtrwalszych skał, w granit. Te siły były potężne, bo oryginalne lodowce w Yosemite dochodziły do grubości 1200 m. Oderwany duży odłam takiego lodu zmieniał kompletnie na swej drodze wygląd terenu. Dzisiaj tylko resztki lodowców pozostały w górach, a największy na najwyższym szczycie Yosemite, na górze Lyell (3997 m.n.p.m.). Ten cierpliwy, systematyczny rzeźbiarz terenu – Natura – dokonał wspaniałej roboty.

Różnorodność atrakcji
Do doliny wjeżdża się dość szerokim wjazdem. Przywitał nas niedźwiedź przy drodze, mocno zdziwiony faktem, że widzi tyle przejeżdżących wozów; z jego oczu wyczytałem, że nie ma najmniejszego pojęcia co jest powodem tego najazdu. Przy końcu tego wjazdu oficjalnie wita turystów pierwsza słynna góra, czy raczej kliff górski, zwana po hiszpańsku El Capitan, najbardziej fotografowana góra parku. Wygląda dość groźnie, jest mocno “poszczerbiona” przez naturę. Ma kilka ścieżek wspinaczki w górę, ale chyba tylko zawodowym wspinaczom górskim udaje się zdobywać jego szczyt. W dolinie ciekawsze wzniesienia, wodospady, strumyki, mają swoje osobiste nazwy.

Wspomnę tylko jeszcze o jednej górze. Nazywa się Half Dome (połowa kopuły), jest absolutnie różna w wyglądzie od Kapitana. Woda i lodowce formowały ją przez miliony lat i wygładziły tak, że wygląda jak łysina człowieka, faktycznie połowa łysiny, bo jeden z odłamów lodowca oderwał drugą połowę, rozbił na mniejsze skały, które rozrzucił na kilkukilometrowej przestrzeni. Kogo interesuje jak się spaceruje po łysinie może się na nią dostać; jest szlak w górę z różnymi pomocami dla niezawodowych alpinistów w formie lin, uchwytów, miejsc wypoczynku itp. To ogromna połowa czaszki wyniesionej nad poziom doliny na 1500 m.

W parku jest do oglądania lub użytkowania 3200 jezior i naturalnych sadzawek, 2600 kilometrów strumieni górskich, dwie wielkie rzeki Merced i Tuolomne i wiele mniejszych, no i najbardziej widowiskowe zjawisko natury – wodospady. Największym w Stanach i szóstym pod względem długości na świecie jest wodospad też o nazwie Yosemite, liczący 740 metrów. To faktycznie potężna kaskada na rzece też o nazwie Yosemite złożona z 3 wodospadów o wysokościach 436, 206 i 98 metrów. Innymi słowy woda z góry zamiast spadać w dół nieprzerwanie, spada po drodze do dwóch małych sadzawek, a z nich dopiero spada niżej. Najwyższym ciągłym wodospadem w parku jest Ribbon (Wstążka) o długości 491 m – to najwyższy ciągły wodospad w kraju.

Ludzie pomogli naturze przez zbudowanie dróg wiodących do parku (jedna z nich przebiega przez cały park z zachodu na wschód),a także przez wytyczenie 1300 kilometrów ścieżek turystycznych i przez inne prace wykonane dla wygody turystów. Yosemite odwiedzany jest przez trzy do czterech milionów turystów rocznie. Około 95 procent przybywa tylko do stosunkowo małego jego obszaru (18 km kwadratowych) do wspomnianej Doliny Yosemite, niektórzy zahaczają o słynny lasek mamutowców- olbrzymów znajdujący się o kilkanaście czy dwadzieścia kilka kilometrów od doliny, a niewielu jedzie do oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów od wspomnianej doliny do innej o nazwie Hetch Hetchy, zaopatrującej San Francisco i inne okoliczne miasta w wodę pitną i energię elektryczną.

Tylko prawdziwi miłośnicy natury decydują się na wielodniowe tułaczki po górach i dolinach, ale dla swego bezpieczeństwa muszą się zarejestrować w urzędzie ochrony parku, podać trasę wędrówki, ukończyć szybki kurs przetrwania w pustkowiu, dać do sprawdzenia specjalistom z ochrony parku sprzęt i strój, jaki z sobą zabierają, by z braku odpowiedniego sprzętu nie połamać nóg, nie spaść z góry, czy nie zamarznąć w czasie takiej wyprawy. Te przepisy wprowadzono po zamarznięciu kilku niezawodowych wspinaczy górskich na zboczu jednego z najwyższych szczytów parku.

Yosemite to nie tylko teren turystyczny i teren odwiedzany przez malarzy, lecz miejsce pracy naukowców różnych dziedzin wiedzy. Na tym terenie dość obszernym, ale ok. 130 razy mniejszym od całej Kalifornii, jest około 20 procent różnych endemicznych gatunków drzew i roślin, a w całych górach Nevady blisko 50 procent spotykanych tylko w tym stanie. Najwięcej uwagi poświęca się sekwojom, które od ponad 150 lat mają problemy z pokryciem terenów po wycięciu większości tych drzew na przełomie wieków XIX i XX. Badania nad sekwojami, ale i nad innym drzewostanem, jak np. ośmioma gatunkami sosny, mają charakter przede wszystkim praktyczny – jak zachować je dla przyszłych pokoleń.

W parku z rodziną
W tym parku razem z żoną, córką i zięciem spędziłem tydzień, czyli wystarczająco długo, by się przypatrzeć jego najciekawszym atrakcjom no i pochodzić po nim. Jak u większości tu przyjezdnych chodzenie to było nie tylko po terenie płaskim, ale i w górę, bo jest tu wiele takich ścieżek pionowych najczęściej przy wodospadach. Ja zaliczyłem mniej trudną wspinaczkę pod szczyt wodospadu Ribbon, a trójka osób mi towarzyszących wyszła na szczyt góry, z której spływa dwuczęściowy wyższy wodospad: to już poważna, trudna, całodniowa wyprawa. Zrezygnowałem z tej przyjemności i ten dzień spędziłem spacerując po lasku mamutowców. Po powrocie do wynajętego domu żona i dzieciaki powiedzieli mi, że większe staruchy niż ja tam się wdrapywały, a nawet widziano matkę z niemowlakiem. Przy trudniejszych odcinkach tej trasy członkowie służby parkowej pomagają tym, którzy przeliczyli się ze swymi możliwościami. Żona i dzieci w czasie tej wspinaczki wyprodukowali litry kwasu mlekowego w swych organizmach, wrócili do obozowiska wyczerpani i obolali, ale uznali, że jednak warto było – to rodzaj sprawdzianu własnych sił i możliwości fizycznych, zwycięstwo nad samym sobą. Mieszkaliśmy w dużym domu w samym parku. Kiedyś znajdowało się tam siedlisko indiańskie, później byłyb tam koszary oddziału wojsk strzegących parku, obecnie to ok. 150 domów mieszkalnych i domków kempingowych. Sarny są tu tak bardzo przyzwyczajone do ludzi, że codziennie widzieliśmy je kręcące się po osiedlu, a gdy stały na drodze, nie ustępowały miejsca, słusznie, bo to ich teren, nie ludzi – trzeba je było wymijać, lub odczekać aż zeszły z drogi.

Mnie najbardziej zachwyciły w parku wodospady i strumyki. Poza wymienionymi wodospadami są także wodospad o wdzięcznej nazwie Bridalveil (welon oblubienicy), Wapama w dolinie Hetch Hetchy, Vernal, Nevada i kilkaset mniejszych (chyba nikt nie policzył ich, bo źródła nie podają ich liczby). W tych wysokich górach człowiek otoczony jest wodą zewsząd. Strumyki spływając niekiedy prawie prostopadle z wyżyn, przemawiają własnym językiem do ludzi, którzy umieją słuchać. Język ten nie jest jednostajny – każdy strumyk mówi nieco inaczej, a siła i dźwięk jego głosu zależy od tego ile w nim wody i jak szybko przez niego przepływa.

W Dolinie Yosemite nie było tłoku, mimo tak wielkiej liczby ją odwiedzająch. To dość duży teren. Każdy zostawiał wóz na parkingu, bo do różnych atrakcji doliny dowożą darmowo autobusy, więc prawie każdy turysta z nich korzystał. Dość często pokonują one także trasę między doliną i laskiem sekwoi. W parku można nabyć to co turysta chce kupić, a więc nie tylko pamiątki, jedzenie i napoje, ale wszystko, czego potrzebuje ten, który przygotowuje się do wielodniowej wspinaczki czy wyprawy po dzikim, mniej znanym terenie. Są tu małe restauracje, kilka hoteli i innych miejsc dla turystów, nawet jest muzeum górskich Indian, usuniętych już dawno z tych terenów – pozostały po nich zdjęcia i przedmioty codziennego użytku.

Yosemite jest drugim co do wielkości po Yellowstone parkiem w Ameryce Północnej na południe od granicy z Kanadą, ale chyba najciekawszym parkiem Stanów, szczególnie dla tych, którzy kochają góry. Warto się tam wybrać przynajmniej raz w życiu, choćby tylko do Doliny Yosemite, a satysfakcja i miłe wspomnienia gwarantowane

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.