Kiedy dusza mroczna jest…

2

Dziś w sprawie projektu dla osadzonych, czyli skazanych, dla kilku niewidomych aktorów i dla nas, organizatorów tego kulturalnego, a może bardziej społecznego wydarzenia pt. “Kultura – pomimo ciemności i ograniczeń”. Przyznaję, dwa dni spędziłam za kratami, za bramami zakładu karnego w Nowej Hucie, Spławy 2. Było nas tam 12 osób “z wolności”, a teraz spędzam trzeci dzień w Oddziale Zewnętrznym w Turawie pod Opolem z grupą 9 osób. Ten projekt to współpraca ze służbą więzienną, ze skazanymi kobietami i mężczyznami, radość wspólnych rozmów, smutek nad ludzkimi losami, ludźmi, których wolałoby się mieć po swojej stronie muru, na wolności. Ten projekt to pokora, jak łatwo świat się może wywrócić, jak czasem niewiele zależy od nas. Ale też taka myśl, że wolałabym się z paroma osobami na zewnątrz sam na sam nie spotkać, i że zasada ograniczonego zaufania to pierwsze, jak na drodze. Bo nam się wydaje, że coś dobrego chcemy zrobić, ale to nasz punkt widzenia, naiwny czasem, niestosowny nawet. Zatem pokora tak, czy owak.

A przyznam się. Wymyśliłam trzy lata temu takie spotkanie w szczególnym wydaniu i miejscu: wyobraziłam sobie, jak już dziś wiem, wcale nie naiwnie, że osadzeni poznają twórczość i osoby z innymi “ograniczeniami wolności”, niezawinionymi, czyli… pozbawieni wolności spotykają niewidomych artystów, aktorów Integracyjnego Teatru Aktora Niewidomego (ITAN) z Krakowa. Miał to być projekt działań artystycznych w pięciu więzieniach, ale wówczas finansowi decydenci nie przyznali projektowi pieniędzy. Dziś dostaliśmy na dwa więzienia. Idea mogła powstać jedynie dzięki spotkaniom fantastycznych ludzi na mojej drodze, w tym Artura Dziurmana wiele lat temu dzięki mojej od niedawna nieżyjącej przyjaciółce, Maryni.

A w tym roku idea się spodobała tu i tam, i świat zza krat spotyka świat mroku, rozmawia, poznaje się, zbliża, razem tańczy, śpiewa, krzyczy, mówi, wzrusza się, pracuje nad spektaklem. Bo ileż wiemy o świecie niewidomych, marzeniach, potrzebie godnego traktowania i wyjścia z Prezentacja filmu “Wykluczeni” zakład Karny, Kraków ograniczeń? A o świecie osadzonych? Unikamy przy jednych “do zobaczenia!”, jak przy drugich “do widzenia!” Tabu.

This slideshow requires JavaScript.

Najpierw jednak musiałam przekonać wszystkich, poza Arturem Dziurmanem i jego aktorami ITAN-a, bo oni wiedzą, że prawie niemożliwe jest możliwe, że to ma sens. Podstawą były moje przeczucia, przekonanie na podstawie wcześniejszych rozmów z praktykami pracy z więźniami, na podstawie rozmów, wywiadów z osadzonymi. Bardziej wierzyłam, niż wiedziałam.

Jesteśmy po jednej sesji 3- dniowej pracy pięciu aktorów ITAN-a i pięciu osadzonych w krakowskim więzieniu w Nowej Hucie, niezwykłym jednak więzieniu, bo z przywilejami pracy na zewnątrz, poruszania się po terenie z zielenią, kwiatami, sportowymi sprzętami itd., i to co się tam wydarzyło przeszło największe, najskrytsze oczekiwania.

Oddźwięk? Wdzięczność za szacunek, normalność, szczerość, które jak się okazało, wnieśliśmy.

Jasne, że nasi aktorzy czuli trochę lęku przed przejściem na drugą stronę, bo każdy ma jakieś wyobrażenie, obrazy więzień i więźniów. Silniejsza była chęć poznania, zrobienia czegoś, co może komuś zza krat da radość lub nowe doświadczenie. Prawie niewidzący Jasiu, aktor ITAN-a spod Wadowic, wstawał o 3 rano, szedł 5 km do autobusu, by być na 6.30 pod kościołem w Dębnikach, skąd braliśmy jego i Mietka na zajęcia do Nowej Huty. Obaj byli spokojni i ciekawi tej “drugiej strony”. Najlepiej wiedzą, jak to jest zmagać się z niezrozumieniem, byciem nieco na brzegu życia społecznego. Wykluczani przyszli do wykluczonych, skazanych, z różnymi wyrokami, czynami, losami. Nie nam ich oceniać. Jasiek sypiał po 3, 4 godziny, prawie wcale. Przeżywał. Wychodząc na drugą stronę oddychaliśmy głęboko, automatycznie. Dla nas to epizod, choć głęboko przeżywany, dla osób za murem – czasem najlepszy czas w życiu, czasem stały element życia, bo innego nie znają; czasem najgorszy, do przetrwania na wewnętrznej emigracji.

Ktoś w nich, “ślepoków”, jak z sympatią mówi o swoich aktorach Artur Dziurman, uwierzył, dał im szansę. To Dziurman ze swoim zapałem i szacunkiem dla człowieka, kimkolwiek by on nie był, dał im szansę 13 lat temu. Raz, kiedyś zagrał “za kratami” spektakl “Czapa, czyli śmierć na raty”, odwiedzał też kolegę, francuskiego reżysera Yves’a Goulais’a, skazanego za zabicie Andrzeja Zauchy i swojej żony, Zuzanny w 1991r. Dziurmana wymarzył sobie też Gabriel Glinka, wieloletni skazany, zimny bandyta, który przeszedł nawrócenie na “jasną stronę” i wydał autobiografię “Bandyta”. – Chciał, żebym to właśnie ja czytał jego książkę jako audiobook. Poznaliśmy się – przyznaje aktor. Z takimi doświadczeniami wszedł ze swoimi aktorami za bramy więzienia. I oddał się im w całości, bo, jak mówi, nie potrafi na pół gwizdka.

W słonecznej świetlicy z telewizorem osadzeni kończyli myć podłogę, przestawiać krzesła i stoliki; wstali na widok gości pod opieką wychowawcy; zawsze muszą wstać na widok wychowawców, strażników. Inni wychowawcy więzienni przyprowadzili dwie młode skazane, które zdecydowały się na współpracę z niewidomymi artystami. Potem wprowadzono trzech zainteresowanych więźniów. W świetlicy stanęło koło siebie po pięciu aktorów – niewidomi i skazani.

Po kilku godzinach intensywnych zajęć z Arturem Dziurmanem, próbowania ról głośno, dynamicznie, z muzyką, w innych momentach cicho, kontemplacyjnie osadzeni byli zmęczeni. Intensywność pracy aktora, reżysera, wrażliwego człowieka wyczerpała niektórych, obiad był świetną przerwą po godzinach prób, także odpoczynkiem dla głosu. Dwóch aktorów z więzienia nieco sobie nadwerężyło głosy, ale na dzień występu byli gotowi, nie oszczędzali się. Byli chyba… szczęśliwi przez chwilę. Widać było po twarzach, sylwetkach, które się nagle rozprostowały, że spotkanie, praca nad wspólnym spektaklem dodała im wiary w siebie. Słyszeliśmy, że taka porcja szacunku, szczerości podczas pracy z ITAN-em i Dziurmanem daje siły do przetrwania. Uściski, przytulenia, kilka słów wystarczyło za wszystko. Nie mogę zapomnieć tego, co powiedział mi trzy lata temu w ciężkim więzieniu w Wołowie Czarek, skazany na wiele lat: “Sztuka daje światło, a moja dusza mroczna jest”.

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

2 Comments

  1. Jarosław Król on

    Bardzo ciekawe, ale czy nie powoduje to, że zaczynamy lubić ludzi, którzy skrzywdzili innych? To mnie trochę martwi…

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.