Jak zmienić życie młodym ludziom

1

Kiedy pojechałam latem do Polski odebrać Nagrodę im. M. Płażyńskiego, był to powrót do Warszawy po roku, który oznaczał spotkanie z osobami, które poznałam wcześniej oraz możliwość dyskusji o starych i nowych projektach.

W POLcaście gościliśmy dwójkę niesamowitych, dynamicznych Polaków, którzy są skuteczni, jak mało kto. Od naszego pierwszego spotkania zostali naszymi dobrymi przyjaciółmi i współpracownikami. Grzegorz Nawrocki dziennikarz i rozchwytywany gospodarz wielkich wydarzeń jest prezesem British Alumni Society (BAS). Jolanta Kulik prowadzi Young Talent Management. Celem tej organizacji jest aktywacja młodych, utalentowanych Polaków i angażowanie ich w interesujące inicjatywy aby pomóc im dostać się na najlepsze, głównie brytyjskie, uniwersytety.

W tym łańcuchu jest jeszcze trzecie ogniwo. Marzena Reich, którą spotkałam w zeszłym roku w Warszawie, a tym razem miałam możliwość poznać lepiej. Marzena pomaga umieszczać polskich nastolatków w prestiżowych brytyjskich szkołach z internatem, co jest również niezwykle pomocne, jeśli chcą oni kontynuować edukację na brytyjskich uniwersytetach.

Jolanta Kulik, Grzegorz Nawrocki Marzena Reich

To trio pracuje też z młodymi współpracownikami POLcastu zespołem projektu Great Poles, który promujemy w POLcaście i który ma zarezerwowany dla siebie czas w każdym jego odcinku.

Oto moja rozmowa z Marzeną Reich przeprowadzona w Warszawie w czerwcu tego roku.

Małgorzata P. Bonikowska: Zmieniasz młodym Polakom życie przez umożliwianie im nauki w Wielkiej Brytanii. Jak działa ten system?

Marzena Reich: Tak naprawdę to jest dość proste. Kontaktuję się z angielskimi szkołami z internatem, które razem z edukacją mogą zaoferować zakwaterowanie i wyżywienie. Pytam, czy byliby skłonni dać 100% stypendium wybitnemu uczniowi z Polski, z niezbyt zamożnej rodziny, które świetnie radzi sobie w szkole i doskonale rokuje w różnych innych dziedzinach. Wiele szkół faktycznie się zgadza i z radością mówią: “Tak, możemy przyjąć takiego ucznia.” Na dwa lata, ponieważ w brytyjskim systemie ostatni okres bezpośrednio poprzedzający studia, tak zwany “Sixth Form”, trwa właśnie dwa lata. Kiedy mam już zestaw takich ofert, razem z British Alumni Society, pod którego auspicjami pracuję, reklamujemy tą inicjatywę. Docieramy do zainteresowanej młodzieży przez naszą stronę, gdzie młodzi ludzie mogą znaleźć wszystkie potrzebne formularze do wypełnienia. Kiedy aplikują, Komisja Rekrutacyjna ma własną procedurę oceniania aplikacji, a najlepsza trzydziestka dostaje zaproszenie na rozmowę. Dyrektorzy szkół, które przyjmą uczniów w Wielkiej Brytanii, także są na niej obecni. Wspólnie ustalamy, kogo chcemy nominować do stypendiów w danym roku.

M.P.B.: Kiedy idą na tę rozmowę, na której są obecni również dyrektorzy, czy zostają przyjęci od razu?

M.R.: Decyzje muszą być podjęte na miejscu, ponieważ to jest ten moment, kiedy obecna jest cała Komisja Rekrutacyjna. Dodatkowo zawsze mamy listę rezerwową, więc jeśli coś się stanie na przykład, jeden z nominowanych nie zechce przyjąć oferowanego mu stypendium, co może się zdarzyć od razu mamy uzgodnioną osobę, która zajmie to miejsce.

M.P.B.: Ilu macie podopiecznych w Wielkiej Brytanii?

M.R.: W tym roku przekroczyliśmy magiczną barierę trzech cyfr. Aktualnie mamy 109 stypendystów na różnych etapach edukacji czyli 30 osób w szkołach, ponad 50 na uniwersytetach i jeszcze 15 nominowanych w kwietniu, które czekają na wyjazd.

M.P.B.: Mówisz o uniwersytetach, co oznacza, że to jest więcej niż tylko liceum.

M.R.: Angażując się w ten projekt tak właśnie to sobie wyobrażaliśmy – że bardzo zdolni młodzi ludzie powinni mieć możliwość, aby najpierw uczęszczać do szkoły średniej, a później kontynuować edukację najlepiej na jakimś znakomitym światowym uniwersytecie. Zazwyczaj jest on w Wielkiej Brytanii wielu stypendystów idzie na Oxford, Cambridge, Imperial College, St. Andrew’s, Durham lub inny najwyższej klasy uniwersytet. Niektórzy wyjeżdżają do innych krajów, bo świetne uniwersytety wyrastają teraz w kilku europejskich państwach. Jednak czasem decydują się na bardzo egzotyczne miejsca, takie jak Abu Dhabi czy Hongkong, gdzie jest bardzo znany uniwersytet ekonomiczny, na którym też mamy studenta. Muszę przyznać, że niewielu decyduje się na USA, zazwyczaj z powodów finansowych. Bywają przyjęci, ale nie są w stanie znaleźć rozwiązania kwestii finansowej i muszą zrezygnować.

M.P.B.: Czy ci, którzy zostaną przyjęci na uniwersytety nie mówię tu o szkołach średnich, ale o policealnej edukacji mają zorganizowane przez was pokrycie całego kosztu studiów?

Foto: Gazeta

M.R.: Nie, ale genialnym, cudownym aspektem naszego programu jest to, że jeśli aplikują z Wielkiej Brytanii jako uczniowie szkół brytyjskich mają dużo większe szanse na odkrycie różnych źródeł wsparcia finansowego, także dzięki sieci innych studentów, którzy byli na ich miejscu. My zachęcamy ich do jak najczęstszych interakcji, kiedy uczą się jeszcze w szkole. Chcemy, aby tworzyli sieć, dzielili się informacjami i wiedzą, żeby nie było to jedynie 109 odrębnych osób. Mam nadzieję, że mogę mówić o nich jako o społeczności składającej się ze 100 osób, które zostały nauczone, aby wspierać się nawzajem.

M.P.B.: Co się dzieje, kiedy skończą już naukę? Czy utrzymują ze sobą kontakt, czy istnieje jakieś stowarzyszenie absolwentów?

M.R.: Nie mamy zbyt dużo osób, które już zakończyły studia. Jednak trochę ich jest i ta grupka pozostaje w bardzo bliskim kontakcie. Oczywiście, może tak być też dlatego, że kiedy oni zaczynali naukę w brytyjskich szkołach, absolwentów programu wciąż było bardzo niewielu, więc wszystkich łączyły bardzo bliskie relacje. Muszę cały czas myśleć o nowych projektach i pomysłach, aby utrzymać wszystkich razem. Na przykład w listopadzie zeszłego roku odwiedziliśmy Ambasadę RP w Londynie, gdzie zorganizowaliśmy pierwsze spotkanie wszystkich uczniów i studentów, uczestniczących w projekcie. Była to również uroczysta inauguracja strony internetowej Great Poles. Poza tym zapraszamy wszystkich np. na Boże Narodzenie, na przyjęcie świąteczne BAS w Ambasadzie. Zawsze staramy się ich zaangażować w każdą rundę przyznawania stypendiów. Przyjeżdżają i pełnią rolę gospodarzy, kiedy my prowadzimy rozmowy z najnowszą grupą. Spotkania z kandydatami odbywają się zawsze w sobotę i niedzielę. Dzień wcześniej w piątek brytyjski Ambasador zazwyczaj wydaje przyjęcie dla przybyłych dyrektorów szkół i wtedy nasi stypendyści też są zaproszeni. Jest to kolejna okazja do interakcji. Również podczas inicjatyw takich jak Europejski Kongres Finansowy – w tym roku będzie na nim chyba siedmiu z naszych byłych stypendystów. To wszystko są różne okazje, dzięki którym wszyscy mogą się spotkać, wymienić pomysłami na kolejnym poziomie. Na przykład, 21 czerwca w Warszawie odbędzie się konferencja Blockchain NeXt, w całości zorganizowana przez naszych studentów z pomocą ich rodzin i znajomych. Sądzę, że to niesamowita sprawa. Dokładnie na coś takiego miałam nadzieję, kiedy zaczynałam.

M.P.B.: Skąd pochodzi młodzież, która później wyjeżdża na te dwa lata do szkół brytyjskich?

M.R.: Co ciekawe, z całej Polski. Niektórzy z najlepszych, świetnych szkół, gdzie usłyszeli o tej możliwości często za sprawą ludzi, którzy uczyli się tam, zanim wyjechali. Ale są również uczniowie z odległych wiosek, którzy są wyjątkowo ambitni i aktywnie poszukują takich możliwości. Jeśli są wytrwali, znajdują nas przez Internet.

M.P.B.: Czy macie wystarczająco dużo wsparcia? Czy media się wami interesują, czy macie jakichś partnerów pomagających wam rozpowszechniać informacje o tym cudownym programie?

M.R.: Mamy jednego czy dwóch partnerów. Zaczęłabym od Oxford University Press, które jest naszym głównym partnerem instytucjonalnym. Pełni bardzo ważną rolę, ponieważ zajmuje się wysyłaniem maili, które docierają do tysięcy polskich szkół średnich. Bardzo cenna jest również współpraca z British Council, która polega na tym, że udostępniają oni nasze ogłoszenia na swojej stronie internetowej, co zwiększa naszą widoczność. Poza tymi instytucjami, myślę, że trudno byłoby podać jakichś przydatnych partnerów, gdyż sama idea wydaje się wielu ludziom zbyt egzotyczna. Nie rozumieją, po co wysyłać młodziutkich nastolatków za granicę, zwłaszcza że wszyscy uważają polskie szkoły za najlepsze na świecie. Dlaczego więc ktokolwiek miałby pozbawiać dzieci tych fantastycznych możliwości i wysyłać je do Anglii, tym bardziej że powszechne jest przekonanie, iż angielskie szkoły po prostu nie są wystarczająco dobre. Źródłem takich opinii jest sytuacja w państwowych szkołach, w konkretnych regionach – miejscach dotkniętych biedą, gdzie może się zdarzyć, że w całej klasie niewielu uczniów mówi nawet poprawnie po angielsku. Polskie Ministerstwo Edukacji Narodowej nas ignoruje, za co jesteśmy bardzo wdzięczni. Ingerencja instytucji zarządzających edukacją to ostatnia rzecz, jakiej bym chciała. Co do komercyjnych partnerów, to nie mamy ich, ponieważ skupiamy się na uczniach szkół średnich, a nie na studentach. Mamy jednak po temu powód. Zajmując się uniwersytetami nie bylibyśmy w stanie zapewnić stuprocentowych stypendiów – takie coś się po prostu nie zdarza. Przy średnich szkołach z internatem okazuje się to jak najbardziej możliwe, więc to z nimi współpracujemy. Jest to jakby boczne wejście. W końcu stypendyści i tak wylądują w głównym systemie akademickim. Zaczęliśmy w 2010 roku mając tylko dwa miejsca, i to w jednej szkole dla dziewcząt Adcote School for Girls. Teraz mamy około tuzina placówek, które regularnie z nami współpracują. W tym roku oferujemy 15 miejsc. Nastąpił więc zauważalny postęp, a ja jestem bardzo zadowolona z tego, jak rozwinął się ten projekt. Uczniowie, którzy zostają nominowani, pochodzą często z dużo mniej rozwiniętych regionów, z ambitnych, ale naprawdę biednych rodzin. Przyznawanie takich stypendiów jest dla nas źródłem wyjątkowej radości. Dzięki temu widzimy, że przynajmniej w tej minimalnej skali jakaś sprawiedliwość jest możliwa. Inni również widzą, że jest to możliwe, więc może trochę zmniejsza to negatywne nastawienie, z którym dorasta tak wielu młodych Polaków. Bo to jest coś konkretnego – ktoś był wystarczająco dobry, wystarczająco dzielny, aplikował i uzyskał rezultaty. To dla nich doskonały przykład.

Małgorzata P. Bonikowska

czerwiec 2018

Tłumaczenie wywiadu M.P.Bonikowskiej z jęz. angielskiego Zuzia Godzińska

Ta historia i wywiad po angielsku były prezentowane w naszym POLcaście w odcinku 55 – a tu sma historia: “Helping the talented Polish teenagers study abroad” Warto posłuchać!!

•••

A oto kilka relacji absolwentów programu stypendialnego BAS, których więcej można znaleźć na stronie Facebookowej Stypendia British Alumni Society.

Cześć!

Nazywam się Michał Zarzecki. Dzięki stypendiom BAS uczęszczałem, a następnie ukończyłem wspaniałą szkołę jaką jest Ellesmere College (2013-2015). Obecnie jestem studentem kierunku lekarskiego Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum w Krakowie.

Stypendium umożliwiło mi uzyskanie dyplomu matury międzynarodowej (IB-DP) z 43/45 punktami. W ramach programu IB uczyłem się: (1) English A: Language and Literature [HL], (2) Spanish ab initio [SL], (3) Economics [SL], (4) Biology [HL], (5) Mathematics [SL], (6) Chemistry [HL], (7) TOK oraz napisałem Extended Essay pt.: “What is the psychological impact of terminal childhood disease on family life?,” który z pewnością przyczynił się jako wstęp do mojej przyszłej pracy naukowej. W ostatnim roku swojej edukacji w UK zostałem również mianowany szkolnym Prefektem. Ellesmere College jest szkołą pełną najróżniejszych możliwości. Dzięki bogatemu programowi zajęć pozalekcyjnych zaangażowałem się w działalność teatralną (występowałem w “Snow White” Pantomime, “The Hollow” by Agatha Christie oraz wewspaniałej wersji “Romeo and Juliet” ś́lady po naszym niesamowitym przedstawieniu wciąż są obecne na YouTube: https://www.youtube.com/watch?v=fu1WUizhBNI

Oprócz tego mocno związałem się z Music Department byłem członkiem Chapel Choir, Chamber Choir oraz momentami Ellesmere Choral Society. Zwieńczeniem naszej ciężkiej pracy było nagranie naszej własnej płyty CD. Co więcej odkryłem w sobie nową pasję grę na organach! Szkoła posiada 2 pary organ, które są niesłychanie cudownymi instrumentami, na których możliwość gry to po prostu zaszczyt!

Ale szkoła to nie tylko budynek to przede wszystkim ludzie. Poznałem i zaprzyjaźniłem się z osobami z różnych zakątków świata – to przyjaźnie, które trwają do dziś! Ogromnym plusem było również podejście kadry dydaktycznej do uczniów, która była zawsze bardzo życzliwa i chętna do pomocy (niektórzy nauczyciele mieszkają na terenie szkoły, stąd nawet późne godziny wieczorne nie przeszkadzały w uzyskaniu “korków”). Jakby tego było mało, pozostali pracownicy administracyjni są istnymi aniołami, zawsze uśmiechnięci i niesłychanie otwarci!

2 lata w Ellesmere College naprawdę dały mi wiele, stąd zawsze z sentymentem i wzruszeniem wracam tam w wakacje.

•••

Cześć!

Jestem Marta Stangierska. Ostatnie dwa lata uczyłam się w Farringtons School (2016 2018), szkole w szóstej strefie Londynu. Liczbę drzwi, które otwierają stypendia BASu, można porównać do tej w słynnej sceny z Potworów i Spółki. Jeśli wciąż się zastawiacie puśćcie wodze fantazji i wyobraźcie sobie wyjazd. Czy wyobrażacie sobie…

… wygranie drugiej nagrody w ogólnokrajowym konkursie o materiałach ze swoim esejem o samouleczających się polimerach?

… udział w stukilometrowych ekspedycjach w parkach narodowych w Walii, z zapierającymi dech widokami i ogniskami na pół-dzikich campingach?

Albo udział w wykładzie prowadzonym przez noblistę, Bena Feringę i w innych wykładach na takich uniwersytetach jak Imperial College London, UCL czy Kings?

Te wszystkie drzwi otworzyło dla mnie stypendium.

Marta Stagnierska

Moja przygoda w UK dopiero się zaczyna:). Od października zaczynam studia na University of Oxford na kierunku Engineering Science.

•••

Nazywam się Michał Lasek.

Kilka tygodni temu ukończyłem studia Neuroscience na UCL, a wcześniej Stypendium BAS umożliwiło mi dwuletnią naukę w Farringtons School (’12-’14), gdzie na przedmioty maturalne (A-levels) wybrałem matematykę, biologię, hiszpański oraz chemię. Poza nowym systemem nauczania i świetną kadrą, poznałem wiele różnych kultur (szczególnie biorąc pod uwagę, że byłem wówczas jedynym Polakiem w szkole) oraz wyniosłem bardzo dużo cennych lekcji będąc Head Boy’em w Year 13. Późniejszą naukę kontynuowałem na UCL, gdzie na ostatnim roku mojego kierunku miałem okazję pracować w laboratorium, w którym badałem fizjologiczne procesy utrwalania pamięci. Całoroczna praca ze szczurami bywała chwilami niesamowicie żmudna i na efekty trzeba było długo czekać, ale zdecydowanie nauczyło mnie to cierpliwości.

Podczas studiów miałem okazję brać udział w projektach konsultingowych, dzięki którym miałem okazję pracować z małymi przedsiębiorstwami w Londynie oraz w krajach rozwijających się, takich jak Ghana. Te możliwości pozwoliły mi odkryć perspektywę biznesu poza naukowym światem, co aktualnie pomaga mi łączyć obie dziedziny. Swoją przyszłość zawodową wiążę z komercjalnymi zastosowaniami nauk ścisłych oraz ich regulacjami. Aktualnie zgłębiam swoje doświadczenie zawodowe w dziedzinach transferu technologii oraz własności intelektualnej.

Poza akademickimi zainteresowaniami, jestem również pasjonatem fotografii, a harcerstwo zaszczepiło we mnie zamiłowanie do leśnych i górskich wędrówek. Wolny czas staram się wykorzystywać na próbowaniu nowych rzeczy (przelot szybowcem, balonem i skok ze spadochronem wciąż na mojej liście). Bardzo chętnie odpowiem na wszystkie pytania związane zarówno jak z doświadczeniami w brytyjskich szkołach, jak i na uniwersytecie.

•••

Nazywam się Ania Musiał i kilkanaście dni temu skończyłam pierwszy rok nauki w Bedstone College miejscu, które przez ostatnie miesiące było moim drugim domem. Dobrze pamiętam dzień, w którym wszystko się zaczęło podczas składania aplikacji o stypendium moje myśli skakały od tych najbardziej optymistycznych do tych z przedziału “to by było zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe.” Kilka tygodni później nadszedł list. To był TEN list. Zostałam zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną. I znowu wiele emocji, zarówno moich, jak i rodziny oraz przyjaciół, dużo nadziei, planów, przygotowań. Pamiętam pociąg do Warszawy i spotkanie z innymi kandydatami. Niesamowite przeżycie. Tyle zdolnych, młodych ludzi, każdy pełen energii i pomysłów, a wszyscy w jednym pomieszczeniu. Jeśli wcześniej myślałam, że oczekiwanie na list to huśtawka emocjonalna, to oczekiwanie na telefon po rozmowie zmieniło wszystko. Ale ta chwila nadeszłai moja przygoda stała się faktem. Swoją przyszłość już od dawna wiązałam z naukami ścisłymi, konkretnie z inżynierią. Nikogo pewnie nie zdziwi, że jako swoje rozszerzenia wybrałam matematykę, fizykę i chemię. Nauka w Anglii zaskoczyła mnie pozytywnie od samego początku. Dzięki temu, że lekcje prowadzone są w małych grupach (zwykle ok. 10 osób) w zajęcia zaangażowany jest każdy, a przebieg lekcji wygląda bardziej jak konwersacja z nauczycielem niż monotonny wykład. A do tego jeszcze moja ulubiona część, czyli doświadczenia. Wszystkiego uczymy się w praktyce. Pamiętam jak na pierwszej lekcji chemii nauczyciel położył przed nami szkło laboratoryjne. Byłam chyba jedyną osobą, która nie miała pojęcia, co z tym zrobić! W Anglii nawet siedmiolatki biegają naokoło w białychkitlachiochronnychokularach. Przez cały rok wszystko, co robiliśmy, robiliśmy w praktyce od podłączania obwodów elektrycznych na fizyce, po produkcję paracetamolu na chemii. Kolejną rzeczą, która jest dla mnie ogromnym plusem, jest bardzo indywidualne podejście do każdego ucznia. W szkole mam za sobą cały poczet nauczycieli i pracowników szkoły, którzy przez cały czas pomagają mi w rozwijaniu moich zainteresowań, a przede wszystkim w rozwiązaniu kwestii mojej przyszłości, doradzaniu w wyborze kierunków studiów oraz w samym procesie aplikacyjnym. Nauczyciele polecają mi książki i artykuły z zakresu inżynierii, proponują warsztaty i projekty, dzięki czemu zaczynam widzieć swoją przyszłość w tym kierunku coraz wyraźniej.

Ostatnim punktem są przyjaźnie. Ten rok pozwolił mi na poznanie wspaniałych ludzi z różnych zakątków świata. Chiny, Niemcy, Ukraina, Rosja, Hiszpania, Wietnam niesamowity tygiel kulturowy (już przyzwyczaiłam się, że w kuchni w naszym internacie jest łatwiej znaleźć pałeczki niż widelec).

Podsumowując, po roku w Anglii czuję, że świat naprawdę stoi przede mną otworem. Obecnie jestem na etapie wyboru uniwersytetów i nie ma dla mnie żadnych granic mogę wybierać spośród uczelni na całym świecie. Już nie mogę doczekać się przyszłego roku i wszystkiego, co ze sobą przyniesie.

•••

British Alumni Society powstałe w 2010 roku stowarzyszenie absolwentów uniwersytetów brytyjskich działające pod opieką Ambasady Brytyjskiej i British Council. Prowadzi program stypendialny dla uzdolnionych polskich licealistów. Mogą oni uzyskać pełne dwuletnie zakończone maturą stypendium w angielskich szkołach z internatem. Partnerem BAS w kwalifikacji stypendialnej jest Szkoła Nauk Społecznych IFiS PAN, Oxford University Press oraz Oxford and Cambridge Society Poland.

Info: http://bas.org.pl/scholarships/ i Facebook: Stypendia British Alumni Society.

 

Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

1 Comment

  1. Karol Jasinski on

    Fenomenalny program i wspaniali jego tworcy. gdyby to nie byla nasza porabana Polska to wspierany bylby przez media, rzad, wszystkich. Dobrze, ze Wy w Gazecie o tym piszecie. Juz daje cynk znajomym.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.