Antoni Słonimski

0

Antoni Słonimski to z krwi i kości, z dziada pradziada warszawiak. Moje pokolenie i starsi noszą w pamięci jego wiersze, wzruszające, piękne wiersze. Zorientowałam się, że ich fragmenty cytują znajomi na różnych polsko- kanadyjskich przyjęciach. Piosenki warszawskie też nucono, więc trzeba było w Salonie zorganizować wieczór Słonimskiego. Krok po kroku udało mi się nawiązać kontakt z młodymi aktorami i śpiewakami mieszkającymi w Toronto. Warszawskie wspomnienia to też niezapomniany chór Rewelersów Dana. Próbowaliśmy i w Toronto taki chór stworzyć. śpiewali Mariusz Michalak, Krzysztof Rumian i Andrzej Pasadyn, który tyle serca włożył w jedną z piosenek, że aż spadł ze sceny.

Maria Nowotarska

Ach, łza się w oku kręci tym, którzy (tak jak piszący te słowa), rozpoznali “Piosenkę o mojej Warszawie”, o Warszawie podnoszącej się z gruzów już w latach czterdziestych. Wszystkie wspomnienia w dokładnych aż do bólu szczegółach wybuchły po usłyszeniu tej piosenki, która była motywem wiążącym pierwszą część wieczoru poświęconego poezji Antoniego Słonimskiego.

Zainaugurowano nim drugi sezon Salonu. Już od pierwszego wieczoru poświęconego poezji Juliusza Słowackiego seria Salonów zaczęła się cieszyć nieoczekiwanym, aczkolwiek w pełni zasłużonym powodzeniem i poparciem publiczności torontońskiej. Niewątpliwie Salony zawdzięczają powodzenie Marii Nowotarskiej, która jest ich dyrektorem artystycznym, reżyserem, autorem scenariuszy i głównym wykonawcą każdego przedstawienia. Również i ten wieczór nosił wyraźne ślady jej talentu i osobowości. W pierwszej części Salonu melodią “Walczyka Warszawy” Jerzego Jurandota został wprowadzony liryczno-wspomnieniowy nastrój, brutalnie przerwany wojennymi wierszami Słonimskiego o losach wygnańców- emigrantów w Paryżu i Londynie i o tragedii Żydów. “Miasteczko Bełz” – tą piosenką zabłysnęła Kaja Kramarz. Ta młoda aktorka śpiewała z takim wyczuciem tekstu i melodii, że “Miasteczko” można śmiało nazwać najlepszą interpretacją wieczoru. Druga część rozpoczęła się wierszowanymi wspomnieniami Słonimskiego o Warszawie jego dzieciństwa, o Francu Fiszerze, o ojcu i dziadku Słonimskich, o latach chłopięcych poety. Następnie przenieśliśmy się do teatrzyku “Qui pro quo”. Jego atmosferę stworzył zespół Rewelersów występujący w białych szalikach i rękawiczkach. Przewodził mu Andrzej Pasadyn. Piosenki z repertuaru “Qui pro quo”, takie jak “Walc Francois” i “Nie ma szczęścia bez miłości” znamy chyba wszyscy. Panie wystąpiły w sukniach zaprojektowanych przez Ulę Żukowską, koafiury były dziełem Hair Fashion, a kwiaty ofiarował sklep Venus Florist. W sumie wieczór był bardzo ambitny, ale też i bardzo udany.

“Dziewiątką pojechać w Aleje…” – fragmenty, Stanisław Dubiski,
“Echo” Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

This slideshow requires JavaScript.

W Krakowie, nieopodal mojego mieszkania, w zapuszczonym ogrodzie stała stara willa rodu Kossaków. Wiele razy przechodząc wzdłuż płotu miałam ochotę tam wejść. Udało mi się to dopiero po latach, gdy Estrada Krakowska pod dyrekcją Tadeusza Kwiatkowskiego wystawiła spektakl “Maria i Magdalena” w reżyserii Romany Próchnickiej według scenariusza Ewy Otwinowskiej. Do Kossakówki po premierze zaprosiła nas córka Je- Przedwojenna Warszawa Antoni Słonimski – karykatura Plakat Program rzego Kossaka, Simona. Tytułowe bohaterki sztuki to wnuczki Juliusza Kossaka i córki Wojciecha – Maria i Magdalena. Byłam szczęśliwa, że mogłam poprzez to przedstawienie poznać bliżej twórczość tych niezwykłych artystek. Szaloną Madzię – Magdalenę Samozwaniec grałam ja, a delikatną, niezwykle inteligentną Marię – Romana Próchnicka.

This slideshow requires JavaScript.

Od tego czasu poezja Marii na zawsze zaistniała w moim życiu. Ileż razy zasypiając brałam tomik jej wierszy, wzruszając się jej przepięknymi “Pocałunkami”! O Marii już nigdy nie zapomniałam i często wracałam do jej poezji, która zawsze otwiera przede mną czarodziejskie światy. Była w osobowości tej poetki wielka złożoność: od delikatności motyla, do nadwrażliwej, rozerotyzowanej kochanki, po dojrzałość kobiety wypowiadającej wojnę Don Juanowi. Przystępując do pracy nad scenariuszem poszłam tropem tych trzech osobowości zamkniętych w jednej kobiecie. Wiersz “Trzy czarownice” otworzył to poetyckie przedstawienie, w którym udział wzięły trzy aktorki: Motyl – Agata Pilitowska, Kochanka – Małgorzata Paruzel i ja jako Kobieca Dojrzałość. Czas młodości Marii to też czas rado- A. Pilitowska – Kto chce bym go kochała M. Paruzel, M. Nowotarska, A. Pilitowska – Fokstrot Foto. S. Ciszek Portret Marii Nowotarskiej pędzla Ilony Biernot – element scenografii M. Paruzel, A. Pilitowska, M. Nowotarska – w wierszu Historia o czarownicach ści z odzyskanej niepodległej Polski. Na dancingach i w kabaretach można było słyszeć przepiękne walce i piosenki z repertuaru Hanki Ordonówny, które w przedstawieniu śpiewała Małgorzata Drąg. Scenografię, jak zwykle w naszym teatrze, trzeba było zaznaczyć symbolicznie. W Toronto mieszka bardzo utalentowana artystka – Ilona Biernot, malująca wspaniałe portrety kobiet. Zwróciłam się do niej z prośbą o ich wypożyczenie na spektakl. Było w nich zawarte bardzo intrygujące zwielokrotnienie kobiecości w jej jakże różnych, a jednocześnie pięknych formach. Panie na widowni głęboko przeżyły poetycką spowiedż Marii. Wydaje mi się, że często same się z nią utożsamiały. Pianistka, Natalia Tyomkina z wielkim smakiem i wyczuciem oprawiła muzycznie to przedstawienie.

Maria Nowotarska

Fragment książki Beaty Gołembiowskiej “Teatr bez granic”

Poleć:

O Autorze:

Beata Gołembiowska

Beata Gołembiowska – pisarka, autorka powieści Żółta sukienka, Malowanki na szkle, Lista Olafa, Droga do Wilenii oraz książek–albumów – W jednej walizce i Teatr bez granic. Kocha przyrodę, ceni ciszę, a w ludziach – tolerancję.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.