Wyjątkowa uczelnia

0

Rozmowa z prof. dr hab. Dariuszem Dyczewskim, rektorem Akademii Sztuki w Szczecinie

Leszek Wątróbski: Akademia Sztuki w Szczecinie powstała w roku 2010…
Prof. dr hab. Dariuszem Dyczewski: …jako 19. samodzielna publiczna uczelnia artystyczna w Polsce. Środowisko Pomorza Zachodniego od wielu, wielu lat zabiegało o utworzenie takiej wyższej szkoły artystycznej. Tu w Szczecinie bardzo odczuwaliśmy jej duży brak.

Prof. Dariusz DYCZEWSKI, rektor Akademii Sztuki w Szczecinie

Środowisko Pomorza zachodniego tętniło cały czas życiem kulturalnym. Od roku 1961 istniał tu w Szczecinie punkt konsultacyjny Akademii Muzycznej w Poznaniu, przekształcony w roku 1981 w jej filie. Wtedy to powstały studia dzienne muzyczne z dwoma kierunkami: instrumentalistyka i edukacja artystyczna.

Następnie, w latach dziewięćdziesiątych, powstała niepubliczna Wyższa Szkoła Sztuki Użytkowej prof. Marii Radomskiej- Tomczuk z dwoma wydziałami grafiki i architektury wnętrz. Ta uczelnia skupiała twórców plastycznych, grafików, rzeźbiarzy i malarzy. To były kierunki i specjalności, które nabierały wielkiego tempa i rozmachu. Stąd też pod koniec lat dziewięćdziesiątych zrodził się pomysł, aby doprowadzić do powstania wyższej uczelni artystycznej w Szczecinie.

W roku 2010 władze naszego państwa zdecydowały o powstaniu w Szczecinie Akademii Sztuki. Jesteśmy dziś jedyną uczelnią artystyczną w Polsce, która łączy sztuki muzyczne i sztuki plastyczne. Pozostałe bowiem uczelnie w naszym kraju są to akademie muzyczne albo akademie sztuk pięknych. Nasza jest więc ewenementem, łączącym te dwie dyscypliny w jedną całość i w jedną uczelnię.

L.W.: Nie wszystkim podobało się na początku łączenie kierunków muzycznych ze sztukami pięknymi.
D.D.: Początkowo różnie byliśmy oceniani. Było dużo osób przeciwnych łączeniu takiej szkoły w jedną wspólną jednostkę dydaktyczną. Dziś z perspektywy minionych lat muszę powiedzieć, że to łączenie się nam udało. I rzeczywiście jesteśmy ewenementem w skali całego kraju.

Cieszymy się i jesteśmy bardzo dumni, że dzięki temu połączeniu mamy tu dziś muzyków i plastyków. I że możemy przeprowadzić tu wiele inicjatyw studentów, pedagogów czy nawet środowisk lokalnych. Studenci grają, koncertują, a swoi plastycy robią odpowiednią oprawę. Wszyscy jesteśmy w jednym tyglu, a fakt, że powstaliśmy jest dla nas wielkim sukcesem. I to, że przetrwaliśmy te najtrudniejsze lata.

L.W.: Zaczynaliście jako uczelnie naprawdę niewielka…
D.D.: Nasza Akademia Sztuki stała się dynamicznie i prężnie rozwijającą się szkołą wyższą. Zaczynaliśmy od jednego wydziału, który był podstawą powołania akademii – a mianowicie wydziału edukacji muzycznej filii Poznańskiej Akademii Muzycznej. Pamiętam też pierwsze posiedzenie senatu, który składał się wówczas tylko z 3 osób: rektora, dziekana – czyli ze mnie, bo pełniłem wówczas tę funkcję i pani prodziekan dr hab. Barbary Halec.

Pierwsze posiedzenie ówczesnego senatu odbyło się 1 września 2010 roku. A kilka miesięcy później, w grudniu, dokooptowaliśmy kolejne osoby poprzez powołanie do życia nowych wydziałów muzycznych. Zdecydowaliśmy też o przejęciu wszystkich studentów i pedagogów z prywatnej Wyższej Szkoły Sztuki Użytkowej.

Obecnie mamy 700 studentów uczących się na 4 wydziałach – dwóch muzycznych: Wydziale Instrumentalnym i Wydziale Edukacji Muzycznej, z dodatkowym kierunkiem wokalistyką, który jest obecnie bardzo prężnie rozwijającym się kierunkiem w całej Polsce. Coraz bowiem więcej jest dziś chętnych do śpiewu solowego. Każdy potrafi przecież śpiewać i chce wystąpić na scenie.

Mamy też dwa wydziały plastyczne: Wydział Malarstwa i Nowych Mediów i Wydział Sztuki Użytkowej – z kierunkami, grafika, malarstwo, architektura wnętrz. Nasze wszystkie kierunki są na topie, mamy na nie zawsze dużo chętnych.

W tym roku zarejestrowało się do nas ponad 500 kandydatów na studia, na 300 miejsc. Uważamy, że w okresie niżu demograficznego jest to naprawdę dobry wynik. Wszystkie nasze kierunki miały w tym roku więcej kandydatów niż miejsc.

Mamy obecnie 60 samodzielnych pracowników naukowych: doktorów habilitowanych i profesorów belwederskich. To jak na nasze potrzeby jest bardzo dużo. A zaczynaliśmy od ośmiu.

Muszę powiedzieć, że w dniu dzisiejszym nasza akademia tętni autentycznym życiem i rozwija się bardzo dynamicznie. Dlatego też kadra, która tutaj wcześniej dojeżdżała na zajęcia, postanowiła zamieszkać w Szczecinie i podjąć u nas pracę na stałe, na pierwszym zresztą etacie. Potrzebne są więc mieszkania dla naszych nowych wykładowców. I rzeczywiście, osoby, które przyjeżdżają z Polski i postanawiają tutaj zostać na stałe i podjąć pracę w akademii oraz dodatkowo otworzyć tu swoje pracownie plastyczne czy muzyczne, dostają nowe piękne mieszkania od miasta, głównie z TBS.

L.W.: Porozmawiajmy więc o Waszych sukcesach…
D.D.: Osiągnięć mamy naprawdę dużo i można byłoby wymieniać je w nieskończoność. Nasi studenci są bowiem bardzo kreatywni i wszędzie gdzie się pokazują, tam mówi się o naszej uczelni. I to jest dla mnie największym sukcesem. Promocja uczelni jest dla nas naprawdę bardzo ważna. Nawet jeśli nasi studenci pojadą gdzieś i nie zajmą tam żadnego miejsca, to fakt, że tam byli i o nas mówiono zasługuje na pochwałę i jest już dla nas pewnego rodzaju sukcesem. W taki właśnie sposób wielu w Polsce może się o nas dowiedzieć – że jesteśmy i że można u nas studiować. Kolejnym naszym wielkim sukcesem jest fakt, że na naszej Alma Mater studiuje wielu młodych ludzi z całego kraju – i z Białegostoku i Nowego Targu. Studiuje u nas ściana wschodnia. I kiedy zapytałem ich na korytarzu: co was tu przyciąga, to oni mi odpowiedzieli: ta nowość i otwartość uczelni na młodą promującą kadrę.

Nasza kadra jest naprawdę kreatywna, dzięki czemu przyciąga młodzież. Dla mnie każdy wyjazd naszego pedagoga na jakąś konferencję czy sesję naukową do innej uczelni, a już studenta, który odniesie na wyjeździe jakiś sukces i coś do Szczecina przywiezie, jest olbrzymią reklamą.

L.W.: A jakie problemy do rozwiązania stoją jeszcze przed Wami?
D.D.: Nie ma ich na szczęście wiele. Mówiąc zaś o problemach dnia codziennego, to poza pieniędzmi, których zawsze mogłoby być trochę więcej, są to algorytmy. Od początku, kiedy istnieje nasza akademia, nie dostrzegano nas w algorytmie, czyli w proporcjach, za które uczelnia dostaje pieniądze na swoją działalność. A myśmy się szybko rozwijali. I za tym rozwojem niestety nie szły dodatkowe fundusze.

Wszystkie uczelnie artystyczne w Polsce są już okrzepłe, mają swoje kierunki, wydziały i nie otwierają już nic nowego. U nas jest inaczej – zaczynaliśmy od dwóch kierunków. Dostajemy zgodę na otwarcie kolejnego kierunku, piszemy kolejną informację o zwiększenie budżetu i tu zaczyna się problem – bo za tymi wszystkimi decyzjami nie idą większe pieniądze.

L.W.: Musicie sami sobie radzić?
D.D.: Aby otworzyć nowy kierunek spełnić trzeba wiele wymogów związanych z zatrudnieniem nowej samodzielnej kadry, co pociąga za sobą dodatkowe finanse. Dostajemy zgodę na nowy kierunek studiów i nowy dodatkowy limit studentów, za którymi nie idą niestety dodatkowe pieniądze.

L.W.: Jak więc sobie z tym problemem radzicie?
D.D.: Do dnia dzisiejszego udawało się nam rozmawiać z naszym Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Oni znają nasze problemy i wiedzą, że ten algorytm dla nas jedynych nie może być inny niż dla pozostałych uczelni artystycznych. Cała Polska, wszystkie uczelnie artystyczne, mają przecież jeden algorytm. I znając nasze problemy zawsze nam dokładają. Taki stan rzeczy nas jednak trochę denerwuje, bo dokładane nam pieniądze otrzymujemy zawsze pod koniec roku, kiedy wszystko się już kończy i kiedy zamykamy rok budżetowy. I kiedy wreszcie jesteśmy na wielkim minusie, to nagle pojawia się jakaś dodatkowa pula pieniędzy.

Na szczęście wszystkie pieniądze wydajemy dość logicznie. Idą one głównie na pensje dla pedagogów. Wolałbym dostać te pieniądze w marcu w ramach budżetu. Wtedy wiedziałbym lepiej, ile ich mam i na co nas stać. I czy mogę przyjąć z nowym rokiem akademickim dwudziestu nowych pedagogów czy tylko czterech?

W zeszłym roku budżetowym okazało się, że rok 2017 pierwszy raz nasza akademia zamknęła na plusie. Pierwszy raz! Dla mnie jest to także wielki sukces. Jestem dumny, że moje starania i wyjazdy do Warszawy przekonały naszych włodarzy w ministerstwie i przyniosły pozytywny skutek finansowy. I że widzą nasze potrzeby i zawsze dokładają nam pieniądze. Nie mogę powiedzieć, że w kwestiach potrzeb jesteśmy osamotnieni. Pomaga nam w tym nasze ministerstwo. Dowodem ich zainteresowania, aby nasza akademia się rozwijała, był fakt otrzymania z rąk ministra Piotra Glińskiego nowego obiektu – Pałacu Ziemstwa Pomorskiego przy ul. Niepodległości 40, po dawnej siedzibie Banko PKO BP. Dostaliśmy ten obiekt w prezencie. Ministerstwo zaś go wykupiło i będzie go spłacać przez kolejne lata.

L.W.: Co będzie się mieściło w Waszym Pałacu Ziemstwa Pomorskiego?
D.D.: Nasze aktywa są już tam – od tego roku akademickiego. Tam przeniosły się już nasze dwa wydziały muzyczne. Pałac jest rzeczywiście reprezentacyjnym miejscem. I w tej chwili składamy wnioski na jego gruntowny remont. Szacujemy go na ok. 40 mln zł.

Na dziś jesteśmy przygotowani na jego przebudowę. Mamy wszystkie potrzebne pozwolenia i ekspertyzy. Chcemy, aby nasz pałac stał się perełką miasta Szczecin. Jedynym mankamentem dla nas jest fakt, że jego sale nie są dobrze wygłuszone. I wchodząc do pałacu słychać wszędzie muzykę. Wszędzie słychać grających studentów. Na szczęście w planach remontowych mamy wytłumienie sal, w których odbywa się nauka gry.

Tam wreszcie znajdą się pomieszczenia całej naszej administracji z rektoratem. Chcemy, aby nasz pałac stał się otwartą instytucją dla wszystkich mieszkańców Szczecina. Planujemy organizowanie tam różnych koncertów i występów muzycznych. Będzie tam również galeria, do której można wejść z ulicy.

Myślimy też o niewielkiej restauracji, która przyciągnie nam mieszkańców Szczecina. Będą wreszcie pokoje gościnne, w których będą mogli się zatrzymać pedagodzy przyjeżdżający do nas na wykłady, sympozja, seminaria czy warsztaty. Jeżeli wszystko pójdzie z planem to za 2-3 lata obiekt zostanie w całości oddany. Chcemy przy jego odbudowie korzystać m.in. z funduszy norweskich, które otrzymać mo-żna na renowację obiektów zabytkowych i które będą w przyszłości wykorzystane na naukę i kulturę.

L.W.: Niedawno wyremontowaliście tyły Pałacu pod Globusem…
D.D.: Remont ten miał miejsce dwa lata temu. Pałac pod Globusem, zwany wcześniej Pałacem Grumbkowa, był dawniej gmachem Towarzystwa Ubezpieczeniowego “National” i siedzibą Zespołu Szkół Medycznych. Znajdował się tam internat młodzieży szkół medycznych, który po generalnym remoncie zamieniono na Centrum Przemysłów Kreatywnych.

Centrum to jest zupełną nowością na polskim rynku, chwaloną bardzo przez naszych studentów. I jest to instytucja, która wyszła do miasta i każdy chce z nim teraz współpracować. Współpraca ta polega na przygotowaniu dla klienta wszystkiego – od A do Z. Taki klient ma zapewnioną pełną usługę. Podpisuje umowę na konkretny produkt i odbiera go nie martwiąc się o nic. Wszystkim następnie zajmuje się wykonawca czyli Centrum Przemysłów Kreatywnych. Współpraca naszych studentów z Centrum jest niesamowita. Nasza młodzież chodząc tam na zajęcia może się spełnić praktycznie. Są tam wspaniale urządzone pracownie: wzornictwa, biżuterii czy wreszcie obuwia. Jest tam naprawdę wszystko, co tych młodych ludzi przyciąga. Młodzi mają przecież niesamowitą inwencję i widzą świat inaczej. Sami mogą tam wszystko zaprojektować i następnie wykonać. Można tam również przyjść i nagrać płytę, a potem ją gotową odebrać razem z okładką. Szkoła muzyczna w Szczecinie zamówiła tam ubranka dla swoich wszystkich uczniów. Zostały one tam zaprojektowane i uszyte po cenach zdecydowanie konkurencyjnych.

L.W.: W tym roku została uchwalona Ustawa 2.0 reformująca szkolnictwo wyższe. Jak Pan ją widzi?
D.D.: Jestem z natury optymistą i pod takim też kątem spoglądam na obecną reformę szkolnictwa wyższego. Uważam ponadto, że trzeba było wprowadzić pewne zmiany w dotychczasowej ustawie o szkolnictwie wyższym, bo świat cały czas idzie do przodu. Dotyczy to szczególnie, jak to się powszechnie mówiło, grantozy i punktozy czyli grantów i punktów, które musieli zdobywać naukowcy wyższych uczelni. Po przyjęciu Ustawy 2.0 będzie to zdecydowanie uproszczone. Uważam, że jest to krok w dobrą stronę.

Uczelnie były wcześniej parametryzowane na podstawie wydziałów, a teraz będzie na podstawie dyscyplin czyli – jeśli my posiadamy dwie dyscypliny: sztuki muzyczne i sztuki plastyczne, to w tych dyscyplinach będziemy z ostatnich czterech lat wynajdywać nasze najlepsze osiągnięcia, i to właśnie będziemy przedstawiać do przyszłej parametryzacji uczelni.

Poprzednio parametryzacją zajmowały się wydziały, a teraz będzie powołany zespół, który będzie decydował, co ma przedstawić w ramach parametryzacji. Myślę, że będzie zdecydowanie łatwiej pokazać w ten sposób nasze osiągnięcia i problemy, którymi się zajmowaliśmy. Z czterech wydziałów, które obecnie posiadamy, zostaną najprawdopodobniej dwa. Jeden duży wydział muzyczny i jeden duży wydział plastyczny. Idąc za przyszłą parametryzacją będziemy do takich zmian zmuszeni. Połączone wydziały będą więc współgrały dla dobra studentów i wszystkich pracowników. Przeprowadzane u nas zmiany doprowadzić mają do zmian wymaganych przez nową reformę szkolnictwa wyższego, której kierunki zawarte są w Ustawie 2.0.

W ostatniej parametryzacji nasza uczelnia dostała w trzech wydziałach kategorię B, a w jednym kategorię A. Uważamy, że jest to bardzo dobry wynik, jak dla tak młodej uczelni. Bo na kilku uczelniach artystycznych w Polsce jest kilka wydziałów, które dostały kategorię C – czyli kategorię stawiającą dany wydział do likwidacji. Taki wydział nie dostanie przez najbliższe lata dofinansowana ani żadnych pieniędzy na działalność naukową. My natomiast w kategorii B jesteśmy bardzo wysoko punktowani. To nie jest to B najniższe, lecz B, które się zbliża do A. My na te 19 uczelni artystycznych w Polsce jesteśmy w środku.

L.W.: I jeszcze coś o sobie samym.
D.D.: Jestem szczecinianinem z krwi i kości. Tutaj się urodziłem i kończyłem wszystkie szkoły, zaczynając od szkoły muzycznej I i II stopnia. Tu też kończyłem też studia wyższe. Z wykształcenia jestem muzykiem i dyrygentem chóralnym. Od 28 lat prowadzę chór dziecięcy Politechniki Szczecińskiej Don-Diri-Don powstały w 1990 z inicjatywy prof. Jana Szyrockiego.

Udzielam się też społecznie. Od wielu już lat jestem prezesem Polskiego Związku Chórów i Orkiestr na okręg zachodniopomorski. Ale też już drugą kadencję pełnię funkcję prezesa Zarządu Głównego w Warszawie. Zostałem powołany przez ministra do pełnienia funkcji członka Rady Artystycznej przy ministrze kultury – w Radzie do Spraw Szkolnictwa Artystycznego. Jestem też przy prezydencie Szczecina w jego Radzie Artystycznej. Wielkim zaszczytem dla mnie była nagroda artystyczna miasta Szczecin, którą otrzymałem niedawno za istotne osiągnięcia artystyczne w 2017 roku. Czuję się osobą spełnioną, spełnionym artystą oraz spełnionym menedżerem. Jeśli miałbym się jeszcze raz urodzić, to robiłbym to co robię teraz.

Podobne szybko przebiegała moja ścieżka naukowa. Doktorat obroniłem 5 lat po studiach magisterskich. Także po pięciu kolejnych latach zrobiłem habilitację. Profesorem belwederskim zostałem w wieku czterdziestu kilku lat. Rektorem Akademii Sztuki jestem od roku 2016. Jest to moja pierwsza kadencja, która kończy się w roku 2020.

Poleć:

O Autorze:

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.