Konstanty Ildefons Gałczyński

0

Recytuje Maria Nowotarska

Gałczyński w Hart House! Poeta mojej młodości – zaczarowany, magiczny, szalony, dowcipny i ludzki. To jego wiersze mówiła młodzież w latach 50- tych. To my, uczniowie szkół średnich, biegaliśmy za “zaczarowaną dorożką”. Postanowiłam, że na Uniwersytecie Torontońskim zagości poezja Gałczyńskiego. Była to już druga premiera z udziałem Krzysztofa Stelmaszyka. Rozpoczynając działalność Salonu nie myślałam jeszcze o teatrze, ale on był już we mnie z całą swoją złożonością. Zapragnęłam wzbogacić wieczory poetyckie formą plastyczną. Spotkałam w Toronto artystów pochodzących z Krakowa, malarkę Irenę Kołodziej – IRiCO i Adama Kołodzieja, scenografa, rysownika, a obecnie profesora Ryerson University w Toronto. Zaproszona do ich uroczego domu, zobaczyłam wielkie obrazy Ireny – kłębiące się chmury, a na każdym płótnie inne, od czerwieni po żółcie i szarości. Piękne! Gałczyński w chmurach! To była pierwsza moja myśl …i tak też się stało! Obrazy Ireny stanowiły główny element scenografii tego wieczoru.

Maria Nowotarska

To, że starsze pokolenie kocha Gałczyńskiego, nie ma się tak bardzo czemu dziwić. Ono bowiem odbierało Gałczyńskiego jeszcze “ciepłego”, prosto z prasy i znalazło w nim podporę i sprzymierzeńca. Na wieczór poświęcony poezji Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego przyszli nie tylko ci najstarsi, nie tylko “średniacy”, którzy znają poetę z “drugiej ręki”, lecz co ciekawsze, przyszli nawet ci najmłodsi. Młodych twarzy było sporo, a część z nich być może miała pewne trudności z językiem polskim. Marię Nowotarską i Krzysztofa Stelmaszyka oglądaliśmy już w dwóch poprzednich salonach, a także w rewii “Nasza jest noc”. Aktorzy, chociaż ci sami, są zawsze inni, zawsze niezawodni. W pierwszej części idealnie weszli w lirycznoksiężycowy nastrój dodając małą szczyptę humoru, a eliminując wszelką koturnową napuszoność. Gałczyńskiego recytuje się jakby w lekkim transie, a jednocześnie szalenie bezpośrednio. I tak właśnie nam był przedstawiony. Część drugą, nie ujmując nic z liryzmu części pierwszej, wykonawcy okrasili sporymi dawkami humoru i “pure nonsensu”, co znacznie podniosło temperaturę na sali. Na specjalną wzmiankę zasługuje “Wiersz o Wilnie”, w którym Krzysztof Stelmaszyk był facetem wygłaszającym różne, “zasadnicze” myśli, w przedziwny sposób rodzące się z alkoholowych oparów mózgu bohatera oraz “Monolog” Marii Nowotarskiej, która w kapeluszu-cudo przekształciła się w Hermenegildę Kociubińską. O ile ktoś pamięta słynne monologi Jurandota Kwiatkowskiej, to para Hermenegilda-Nowotarska bije je o dwie długości. Zarówno pod względem treści jak i wykonania! Na zakończenie trio Nowotarska, Stelmaszyk i autentyczny głos Gałczyńskiego (z nagrań) zaprezentowali cudowną “Zaczarowaną dorożkę”. Jak łatwo można się spodziewać, zupełnie podbili publiczność! Po spektaklu każdy chciał osobiście podziękować i pogratulować wykonawcom.

“Człowiek pisze tak jak może, obywatelu redaktorze – fragmenty”
Stach, Echo, 19.02.1992

Irena IRiKO Kołodziej “Nieokiełznana przyroda” olej na płótnie

Pewnego rodzaju kłopotem był nadmiar publiczności. Taki kłopot jest oczywiście przyjemny, a jednocześnie zobowiązuje do akcji. Wychodziliśmy z Hart House z pewną dozą niedosytu. Dlaczego nie było “Wielkanocy Japończyka”, “Koń to zwierzak” i tylu innych? Są to pretensje wyłącznie retoryczne, bo nikt by się nie zgodził na zdjęcie z repertuaru czegokolwiek, co było zaplanowane, zaś dodanie tego, co chcielibyśmy usłyszeć, przedłużyłoby spektakl do samego rana. W Toronto nie ma jednak zaczarowanych dorożek, ciągniętych przez zaczarowane konie, które obwiozłyby nas przy świetle księżyca. Z żalem pretensje nasze wycofujemy.

Echo, P. P. 13-19 luty 1992, fragmenty

Fragment książki Beaty Gołembiowskiej “Teatr bez granic

Poleć:

O Autorze:

Contributor

Materiał nadesłany do redakcji.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.