Nic słodkiego

2

Z 8-go piętra – felieton z Polski/Austrii

Smutne pisanie z Polski to będzie. W Ameryce 4 lipca to święto, u nas wielki smutny dzień końca trójpodziału władzy i niezależności naszego “Supreme Court”, gdzie każe się ludziom powyżej 65 lat czuć niepotrzebnymi ze swoją ogromną wiedzą, doświadczeniem. Pani sędzia I Prezes SN Małgorzata Gersdorf uznawana jest przez “opozycję” i większość środowisk prawniczych za wciąż pełniącą kadencję, ale nie uznają tego ci z nadania aktualnego min. Ziobry i partii PiS.

Wszystko wiadomo z mediów, przyszła do pracy. Prezydent, zwany PAD, gubi się i mota, boi się podpisać dokumentów, które jednak jako doktor prawa rozumie, że mogą zostać przeciwko niemu kiedyś użyte w, miejmy nadzieję, Trybunale Stanu. Żyjemy w kraju, w którym Konstytucja nie jest już najwyższym zapisem, mierne prawnicze partyjne grupy dokonują karkołomnych tłumaczeń i wolt prawnych, by niszczycielskie ruchy PiS tłumaczyć jako zgodne z prawem.

Nie będę komentować występu tragikomicznego premiera RP na forum parlamentu EU, który malował równoległą rzeczywistość, jaka w Polsce istnieje, a którą to właściwie on bohatersko z kolegami bronią dla nas wywalczyli (rocznik 1968) ratując nas od komunistycznego spętania. Oj, czy to się dzieje naprawdę?

Codziennie wieczorami zamiast iść do kina czy na piwo, wino spotykamy się pod sądami, niektórzy całkiem sami, pojedynczo (mam wrażenie, że co jakiś czas piszę to samo, ale to wszystko się dzieje, powtarza, tylko z większą i większą siłą i skutkami) z banerami, flagami EU, świeczkami, śpiewamy najpierw hymn, pod koniec słuchamy “Murów”, ale te nasze spotkania, zapewne w mniejszych miastach tak to jest właśnie, nie mają nerwu, życia, właściwie to nam opadły ręce wszystkim. Występujemy z mikrofonem (Opole – 300 osób na pewno było w ostatnie dwa wieczory), dzielimy się przemyśleniami, rozterkami, tłumaczymy sobie ten zadziwiająco zamykający się świat demokracji, winimy polityków, Kaczyńskiego, szukamy odpowiedzi na pytanie “dlaczego, jak to możliwe?”, winimy siebie. Przecież pod koniec 2016 protesty były silne, świeże, byliśmy pewni, że ta niszczycielska, bezkarna, bezczelna machina PiS runie, że ją wywrócimy. Nic z tego. Funduje nam się “powolne gotowanie żaby”, która przyzwyczaja się do temperatury powoli podnoszonej, nie broni się, na sam koniec dziwi się że jest już martwa i nie oddycha.

Policja, straż miejska pilnuje naszych zgromadzeń, które eufemistycznie wszyscy między sobą nazywamy “spacerami”, bo spacerów nie trzeba zgłaszać jako zgromadzenia. Podpisujemy pocztówki do premiera, że nie chcemy Polski faszystowskiej. Wczoraj siedziałyśmy na ławce do godziny 23.00, z nauczycielką i jej wychowanką (partia Razem), a innym jej wychowankiem jest Patryk Jaki, wiceminister sprawiedliwości, wyjątkowo bezwzględny polityk prawicowy. Próbowałyśmy coś ustalić o polskiej “dobrej zmianie” zwanej “dojną zmianą”. 500 plus, wstawanie z kolan itd., ale przecież po 1989 w podobnym wieku podobnie zaczynałyśmy (poza uczennicą) i jakoś się odnalazłyśmy w nowej rzeczywistości, każda miała wzloty, upadki, trudy finansowe, ale żadna też nie liczyła na pomoc państwa, nie wychowywała swoich dzieci, by były roszczeniowe, żądaniowe. Kiedy słyszę, że dzieci mają nauczanie indywidualne, choć mogłyby pójść do szkoły, tkwią w patologicznej zalkoholizowanej rodzinie, która żyje z zasiłków, a właściwie z tego chłopca czy córki, to mogę się tylko złościć. Dziecko ożyłoby w innym otoczeniu, zobaczyłoby inne życiowe możliwości, ale rodzice już tak je uformowali, że tak jest dobrze, i od czasu do czasu podejdą do jednej czy drugiej innej instytucji po dodatek, bo praca to nic wartościowego. Nie ma etosu pracy, szacunku dla niej, jest sztuka roszczeń, rozpoznania terenu instytucji pomocy społecznej i już jest sposób na życie! I matki w domach z 500 plus rezygnujące z pracy na rzecz roszczeń, czekania na przelew, ale nic od siebie, dla siebie, dla społeczeństwa. Do tego pogarda dla ciężko pracujących, płacących podatki, które są przelewane w nieodpowiedzialny, demoralizujący sposób.

Młodzieży jest mało na protestach w obronie sądów, Konstytucji, sami siebie pytamy, dlaczego. Tematyka polityczna była obecna np. w moim domu, a moje dzieci dorosłe, wykształcone uważają, że tylko w wyborach się to załatwi, a nic tam nie wystoimy. Oby wszyscy ci, którzy myślą, mówią podobnie, poszli na wybory.

Czwartek rano, ciało obolałe, czarne myśli, smutek. Szukam w sobie, dlaczego. To nie moja osobista sytuacja. To mój, i nie tylko mój, wiem to, ból, że takie rzeczy sobie robimy w Polsce, swojemu państwu, swoim marzeniom, swojej dumie z mniej lub bardziej koślawo kroczącej demokracji. Tej nogi powykręcano, podstawiono belki, wykopano doły, by się wywróciła, połamała i stała rośliną niezdolną do samodzielnego życia. Siedzimy zamyśleni z mężem, piszemy ze znajomymi, trudno udawać, że do nas rzeczywistość nie puka. Ogarnął nas nastrój żałoby jak za kimś najbliższym, o kim nie wiedzieliśmy, że był dla nas taki ważny, że tyle dla nas znaczył. Przyznaję, płakałam, płaczę. Gorycz, niemoc, bezsilność. Naprzeciw uśmiechnięci zakłamani dzierżący władzę. Politycy opozycji jak we mgle, nie stający na wysokości zadania rozmowy o tym, co się dzieje 4 lipca, co się działo wcześniej, równolegle. Jedynie sędziowie, prawnicy, profesorowie akademiccy tłumaczą konsekwencje odebrania niezawisłości sędziom, sądowi najwyższemu. Tłumaczyć, tłumaczyć, jeszcze raz tłumaczyć. To nie jest chleb, którego brak organizm od razu odczuje. To się stanie później. Dwa dni temu ktoś chciał ukraść moje dane z karty płatniczej, bank błyskawicznie ją zablokował, powiadomił mnie, uratował moje środki. System działa wspaniale. Jak długo? Jakie prawo może za chwilę zadziałać nocą uchwalone, że np. ten bank trzeba wypędzić z kraju, bo nienarodowy… albo, że ochronione środki powinny w części trafić do imperium Rydzyka? Nie piszę ojca, bo to słowo zbyt cenne by je stawiać obok wymienionego nazwiska. Straszliwe jest także to, że słowa, pojęcia dotknęła taka inflacja w Polsce, że brakuje już tych pozostawianych do używania od święta, jak Ojczyzna. Przymiotniki spowszedniały, stopniowanie nie wystarcza.

Oprowadzałam wczoraj z koleżanką z muzeum wycieczkę Niemców z Bawarii, którym rok w rok pokazuje Polskę Matthias Kneip, świetny niemiecki pisarz, poeta, przyjaciel Polski. Pokazałyśmy im, gdzie zaczynają się w Opolu tzw. spacery. I że w Polsce się teraz więcej spaceruje… Tak, zrozumieli, czytają gazety, także o tym, że bije się na ulicy za używanie niemieckiego języka. My jakoś wczoraj nie oberwaliśmy. Są na to duże szanse w sobotę 7 lipca, kiedy to rusza w stolicy polskiej piosenki, mieście wielu kultur I Marsz Równości. Przeciwko niemu szykują się grupy organizacji nacjonalistycznych, co to nie przebierają w środkach. Już wywiesiły gigantyczny baner straszący gejami jako pedofilami, nawołujący do nienawiści.

Opole, przyznaję, jest na swój sposób niezwykłe: marszałek z Mniejszości Niemieckiej przyjmuje gościa, Konsula Generalnego Federacji Rosyjskiej, serdecznie z nim rozmawia, jak prawdziwy gospodarz tej ziemi, nawiązuje dobre stosunki, ale inny współgospodarz, wojewoda z partii PiS, z większości polskiej, odmawia spotkania rosyjskiemu konsulowi, a prezydent miasta, jakoby bezpartyjny, będąc na wakacjach, nie raczy wyznaczyć zastępcy, by przyjął dyplomatę. Nie rozumiem takiej dyplomacji, takiego zachowania. Powinnam krzyknąć “Hańba!”, ale to słowo też nie robi wrażenia, nadużywane od kilku lat.

Było tylko gorzko, nic słodkiego na razie, przepraszam Czytelników. Zjadłam kawałek czekolady na ratunek, proszę może sobie to czytanie też czymś osłodzić. A dziś znowu pod sąd, staniemy przynajmniej razem w chwilowej bezsilności.

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

2 Comments

  1. W sądzie obowiązuje wiek 60/65, więc teraz czas ustanowić to samo dla rządu, posłów i posłanek oraz senatorów. Też nie mogą być zdolni do pełnienia tych funkcji, toż to już emeryci są przecież….

  2. To ciąg dalszy tych co wylewają krokodyle łzy nad upadkiem rządów PO&PSL, rządów złodzieji i malwersantów którzy doprowadzali Polskę do bankructwa. Reforma sądownictwa to niezbędny warunek na opczyszczenie Polski z pasorzytów grabiących majątek narodowy Polaków. Tego rząda 80% Polaków.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.