Moja Warszawa (2)

1

Warszawa, czerwiec – lato, upały jak w tropikach, na szczęście niektóre tramwaje są klimatyzowane. Kocham warszawską komunikację miejską – wszędzie bliziutko, można obserwować i słuchać ludzi. Moje ulubione są tramwaje – wygodne, nie stoją w korkach. Na przystankach elektronicznie wyświetlane informacje za ile minut przyjadą.

Ale Warszawa to przede wszystkim knajpy, knajpki, kawiarenki, eleganckie restauracje… Jest ich w Warszawie zatrzęsienie – na każdy gust i na każdą kieszeń. O pomysłowych nazwach wzbudzających uśmiech, a czasem nostalgię.

Tę kafejkę pięć minut od mojego rodzinnego domu na Smolnej pamiętam od kiedy świadomie funkcjonowałam w tym świecie… Istnieje od 1958 roku…

Gustownie urządzone, z dbałością o każdy szczegół, nierzadko skąpane w kwiatach (prawdziwych!). Często w ogródkach (z uroczymi ciepłymi kocykami gdyby komuś zrobiło się chłodniej), często z miskami z wodą dla psiaków przy wejściu, często z jakże popularnymi letnią porą leżakami. Pięknie, czysto, w dobrym stylu.

This slideshow requires JavaScript.

Nie przestaje mnie zadziwiać jak ludzka kreatywność wybucha gdy pozwoli się jej swobodnie działać! Przecież to ci sami Polacy, którzy przez dziesięciolecia PRL-u musieli zadowolić się lamperiami czy brudnymi kaflami, stołami przykrytymi przaśnymi ceratami i szklankami z grubego małoprzezroczystego szkła…

This slideshow requires JavaScript.

I te klimaty bywają wspaniale wykorzystywane przez kreatywnych rodaków. Otwarty przez całą dobę na Nowym Świecie między Al. Jerozolimskimi a Chmielną bar o wszystko tłumaczącej nazwie “Pijalnia wódki i piwa” wygląda dokładnie tak jak wtedy co drugi “lokal gastronomiczny” zadbano o każdy szczegół, włącznie z ceratowymi obrusami i toaletą. Podobną odwiedziałm kilka lat temu na rynku we Wrocławiu.

This slideshow requires JavaScript.

Kocham warszawskie knajpki, a moją faworytką z tego roku jest skąpana w zieleni “Caffe Flora” tuż obok kas do Ogrodu Botanicznego. Wygląda jak domek w Dolinie Muminków, a znajdując się na tyłach Ogrodu Botanicznego, ma patio pachnące kwiatami, które są wszędzie. A do tego zestawy obiadowe za… 15 złotych i to jakie pyszne, trzydaniowe, codziennie inne. Nie ma lepszego miejsca na spotkania.

This slideshow requires JavaScript.

Zachęcam też do odwiedzania Klubokawiarni Pożyteczna tuż obok świetnej hinduskiej restauracji Bollywood, na Nowym Świecie, tuż przy Ordynackiej. Prowadzona jest przez młodych ludzi z lekkimi niepełnosprawnościami intelektualnymi, którzy zbierają w ten sposób pieniądze na swoje liczne akcje edukacyjne. To wspaniałe miejsce, dobre jedzenie i picie i bardzo mili ludzie.

W Warszawie można spotkać i posmakować i polską kuchnię i dowolnie wybrane kuchnie etniczne, a w restauracjach wietnamskich czy chińskich kelnerzy mówią znakomicie po polsku! 

This slideshow requires JavaScript.

A osobna sprawa to cukierenki z pięknymi, eleganckimi ciastkami i ciasteczkami.

This slideshow requires JavaScript.

Czułam się jak w Wiedniu kiedy otworzyłam drzwi do mojego ulubionego w dawnych czasach sklepu/kawiarni w domu Wedla przy ulicy Szpitalnej. Sklep urządzony w stylu wiedeńskich czy paryskich salonów cukierniczych (wtedy, w moich czasach tak nie wyglądał), ale salka kawiarniana identyczna jak wtedy. Tam chodziłam na gorącą czekoladę, taką do picia. Była zupełnie inna niż gdzie indziej, gęsta, ciemnobrązowa, z lekką goryczką. Teraz było za gorąco żeby spróbować czy pozostała taka sama, ale samo miejsce wzbudziło lawinę wspomnień…

This slideshow requires JavaScript.

No i lody, sorbet i mrożone jogurty… Pierwszy raz jadłam sorbet z czarnej porzeczki. Niebo w gębie! A inni próbowali lodów w kolorze błota, albo o smaku solonego czegoś tam. Wybór jest niezwykły. I kolejki też niczego sobie, szczególnie w niedziele, kiedy warszawiacy wylegają masowo na spacery i chodzą sobie po parkach, po Alejach czy Nowym Świecie. Piękne ledwo ubrane opalone dziewczyny (przepiękne), mnóstwo malutkich modnych piesków z kokardkami, roześmiane grupki w ogródkach kawiarnianych…

This slideshow requires JavaScript.

Spacerując radzę jednak uważać, bo rowerzyści, których jest mnóstwo i którzy mają do dyspozycji świetne trasy rowerowe, jeżdżą też i to dość szybko po chodnikach i nie raz czułam autentyczny strach…

Spędziłam dwa pełne weekend w Polsce jeden w Gdyni, trafiając akurat na niehandlową niedzielę, a kolejny (ostatni) w Warszawie, odkładając na ten ostatni dzień niedzielę kupowanie prezentów. A tu niespodzianka ta niedziela też była niehandlowa i wszystkie sklepy w Warszawie zamknięte były na cztery spusty. Tego nie przewidziałam że to nie jest ta sama niedziela w całym kraju…

Ale to drobnostka. Usiadłam sobie w pięknej knajpeczce z ogródkiem na super gustownym podwórku w którejś bramie na Chmielnej i zamyśliłam się… moja Warszawa, zawsze taka sama, chociaż już taka inna…

Moja Warszawa (1)

This slideshow requires JavaScript.

Tekst i zdjęcia

Małgorzata P. Bonikowska

 

Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

1 Comment

  1. Ślicznie napisałaś i zilustrowałas Małgosiu, tą Warszawę do, której też z przyjemnością wracam. Bardzo podobnie ją odbieram, ale nigdy nie ubrałem moich przemyśleń w słowa, za to Ty zrobiłaś to wyśmienicie i z pełnym kunsztem. Dziękuję Ci 🙂

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.