Perły w koronie Lizbony – Sintra

0

Około trzydzieści kilometrów od centrum Lizbony w stronę oceanu i kilkanaście kilometrów od pałacu Queluz, na górzystych terenach Sierry Sintra leży miasto o tej samej nazwie.

Piękne, zabytkowe miasto w idealnym miejscu
Położone jest idealnie w niecce między szczytami, korzysta z wszystkiego co dobrego ocean może ofiarować, a więc łagodny klimat, wilgotność powietrza utrzymujące miasto i okolice w ciągłej zieleni, a równocześnie jest ono chronione szczytami górskimi przed burzami i nadmiernym wiatrem od Atlantyku. To było luksusowe miejsce wypoczynku od setek lat dla królów portugalskich i możnych. Jeden z największych poetów romantycznych Lord Byron tak je opisuje: “Osada pod każdym względem najbardziej urokliwa w Europie. Pałace i ogrody wyrastające spod skał, kaskady i urwiska, klasztory na niezwykłych wzniesieniach, a w oddali ocean i Tag”. W jednym ze swych listów nazywa on to miejsce także “chwalebnym rajem”. Byron nie miał jeszcze możliwości oglądania największej atrakcji miasta, której każdy turysta dzisiaj nie pomija: Palacio da Pena zwanego także Pałacem Skalnym, bo nie był jeszcze wybudowany w jego czasach.

Obecnie Sintra to średniej wielkości miasto (35 tysięcy mieszkańców), w epoce królów to małe miasteczko. Szczyci się dwoma pałacami królewskimi: wspomnianym nowym pałacem i starym liczącym sobie około 600 lat Pałacem Królewskim. Jest tu, lub w pobliżu, kilka pałaców czy pałacyków możnych. Na szczycie jednej z gór widnieją ruiny twierdzy Maurów. W tragicznym roku 1755, kiedy około jednej trzeciej dzisiejszej Portugalii zrównane było z ziemią potężnym trzęsieniem ziemi, pożarami i tsunami, kiedy to w niedalekiej Lizbonie padały większe i solidniejsze pałace i kościoły, a całe miasto z wyjątkiem niewielu budowli rozsypało się jak domek z kart, ten pałac i całe osiedle pozostało nienaruszone bo, jak wspomniałem, były położone w niecce górskiej, chronione wzgórzami od południa, skąd szła fala zniszczeń.

Stary pałac królewski
Pierwszy król Portugalii Afonso Henriques Zwycięzca wyzwolił to miejsce spod dominacji Maurów już w roku 1142. Król widział walory obronne i wypoczynkowe tego miejsca, ale miał ważniejsze sprawy na głowie niż budowanie tu własnej fortecy czy zamku, wprowadził się do rezydencji Maurów położonej na miejscu obecnego pałacu, a miejsce ich schronienia w czasach wojen, wspomnianą warownię na szczycie góry z VIII wieku, zniszczył: zostały po niej tylko ruiny. Jak to wtedy było w zwyczaju na Półwyspie Iberyjskim, na ruinach pałacu-fortecy zbudował kaplicę – był to rodzaj wyświęcenia terenu zajmowanego przedtem przez pohańców. Dopiero jego dziewiąty następca tronu Jan I, nieślubny syn Piotra I, rozpoczął od fundamentów budowę nowego pałacu w tym miejscu. Po Janie kilku innych królów dokładało tu nowe skrzydła czy budynki w stylu swoich czasów, dlatego dzisiaj dla turysty to barwny konglomerat i chociaż prawdziwi historycy sztuki nieco kręcą nosem, bo woleliby widzieć tu coś w jednym ustalonym przez tradycję stylu, ale zwykłych turystów to bogactwo w różnorodności wyjątkowo cieszy. Już z bardzo daleka widoczne są potężne stożkowe w stylu mauretańskim dwa kominy nad tym pałacem. Królowie mieli inne pałace, w samej Lizbonie nawet kilka, a ten był od początku swego istnienia przeznaczony jako miejsce odpoczynku i romantycznych wyskoków władców z kochankami, a także od czasu do czasu jako miejsce wielkich oficjalnych uroczystości i uczt. Z racji na planowane uczty i celebracje ważniejszych uroczystości państwowych, nowszy pałac w miejscu starszego mauretańskiego zaczęto budować od wielkiej sali balowej i wielkiej kuchni – nad nią właśnie piętrzą się wspomniane kominy.

Na obejrzenie tego obszernego monumentu warto wygospodarować sobie przynajmniej dwie godziny. Każda sala szokuje różnorodnością. Kaplica królewska to jedyny obiekt, który dochował się do dzisiaj z czasów jeszcze sprzed rządów Jana I – bo jak wspomniałem, trzeba było “wyświęcić” pogańskie budynki właśnie katolicką budowlą sakralną, więc nic dziwnego, że to pierwsza inwestycja królów katolickich w tym miejscu. W nowszej wersji pałacu została ona przebudowana i bardziej upiększona. Budowali ją podbici Maurowie, więc jest w stylu arabskim, warto podnieść głowę do góry i nasycić oczy eleganckim i misternym sufitem z XIV wieku zbudowanym z przeplatających się o płytek dębu i orzecha. Bogato zdobione są jej ściany, a szczególnie mozajkowa podłoga. W Sali Srok koniecznie trzeba spojrzeć znowu na sufit. Podzielony jest na kwadraty, a w każdym obraz skrzeczącej sroki. Budowano tę część pałacu jeszcze za króla Jana I, tego zdyscyplinowanego rycerza i wodza zakonu krzyżowego zanim został królem. Chyba go bardzo denerwowały puste i głupawe ploty dam dworu – to była przestroga by przynajmniej w jego obecności dały trochę wypoczynku językom. Jedną z najbardziej majestatycznych sal jest Sala Herbowa, w której na górnych częściach ścian malowane jelenie trzymają herby kilkudziesięciu najznakomitszych rodów portugalskich, a dolna część ścian to obrazy na XVIII-wiecznych panelach z azulejos. Sala Arabska jest także bogato zdobiona płytkami ceramicznymi, Sala Syren zachwyca cudownymi arabeskami (ozdobami o motywach roślinnych), wielka bogato przyozdobiona Sala Łabędzia – czyli dawna sala bankietowa ma też ciekawe ozdoby sufitowe – na ośmiokątnych panelach wymalowane są te ptaki. Jest rzeczą bardzo podniecającą dla zwiedzającego to miejsce, bo nie wie co zupełnie nowego zobaczy przekraczając próg z sali do sali. Kogo już zabolą oczy od tego oglądania może wyjść do przypałacowego, otoczonego murem ogrodu, gdzie wśród prawie tropikalnej zieleni mogą one odpocząć nieco. Pałac ten był zamieszkany przez rodzinę królewską do połowy XIX wieku, kiedy to przeniesiono się do nowego Pałacu Pena. Dziś oba pałace to miejsca muzealne udostępnione turystom.

Miasto żyjące z turystyki
Samo to górskie miasto warte jest obejrzenia. Nogi muszą być wypoczęte, bo raz trzeba się wspinać w górę, raz schodzić w dół, niektóre ulice przerywane są schodami i na nich się kończą lub ciągną się dalej na wyższym poziomie. Ściany budynków ozdobione są słynnymi azulejos, ale bez przesady, ze smakiem. Jest tu kilka małych manufaktur tych cennych płytek ceramicznych. Byłem świadkiem, że w jednym z tych zakładów turystka z Ameryki zamawiała dla swego domu w Teksasie duży panel z jakimś napisem i jakimś obrazem ułożonym z tych płytek. Był on już zaprojektowany i rozrysowany przez artystę na dużym kartonie. Tu dowiedziałem się jak kosztowne są tego typu ozdoby z azulejos – utargowała wykonanie tego dzieła za jedyne dwadzieścia kilka tysięcy dolarów z dostawą pocztową do domu w ciągu sześciu miesięcy.

Burzliwa historia Portugalii w XIX wieku
Nie ma chyba turysty w Sintrze, który opuściłby obejrzenie nowego pałacu królewskiego – Pałacu Skalistego, czyli Pałacu Pena. Położony jest on na najwyższej górze Sierry. Ten przedziwny twór to dzieło króla Ferdynanda II Portugalskiego i “pozytywnie zakręconego budowniczego amatora” barona von Eschwege. Ale zanim przyjrzymy się temu zabytkowi z bliska, jest rzeczą wprost konieczną spojrzeć na zawirowania historyczno- ideowe Europy i bardzo burzliwej historii Portugalii tego okresu. Koniec XVIII wieku do mniej więcej połowy następnego stulecia – Europa była w objęciach prądu ideowo-literacko-artystycznego zwanego romantyzmem. Była to odskocznia od klasycyzmu, a także jakaś ucieczka od zawirowań historycznych pełnych wojen, kiedy to trony padały, kiedy rewolucje francuska i amerykańska formowały nowy świat i mentalność. Był to ruch dążący do nieskrępowanego i pełnego rozwoju osobowości ludzkiej – kult uczucia, pierwiastków irracjonalnych w życiu i sztuce, zwrot w stronę dawnych tradycji narodowych, średniowiecznej historii i czerpanie ze zdobyczy kultury Dalekiego Wschodu. Słowo romantyzm można było wtedy zastąpić kilkoma innymi słowami: skłonność do marzeń, nadmierna uczuciowość, malowniczość, fantastyka, niezwykłość, idealizowanie rzeczywistości itp.

This slideshow requires JavaScript.

Historia pierwszej połowy XIX w. to też okres niesamowitego zawirowania w Portugalii. Król Portugalii Piotr IV mianował się w roku 1822 cesarzem wszystkich swoich posiadłości jako Piotr I, zatrzymał także tytuł króla Portugalii, ale ten kraj wcale nie chciał zależeć od dawnych kolonii, stąd walki o separację i samodzielność Portugalii: to różnego rodzaju układy, przekręty, zdrady. Ostatecznie ulubiona córka cesarza Maria została królową niezależnej Portugalii. Jako Maria II za główne zadanie swego życia uznała urodzenie potomka, by po jej śmierci Portugalia znowu nie stała się prowincją Brazylii. Wzorem pierwszej Marii królowej ożenili ją także z wujem, Miguelem, z tym że starsza Maria była osobą dorosłą, ta Maria miała siedem i pół roku stając na ślubnym kobiercu. Do czasów pełnoletności regentem miał być Miguel. Cesarz myślał, że tym rozwiązaniem spowoduje stały pokój między nim i bratem. Pomylił się. Ten stał się udzielnym władcą Portugalii, traktował żonę-dziecko jako niewygodny balast, był dla niej okrutny – ona, jeszcze jako dziecko, z pomocą życzliwych jej osób uciekła z kraju, przybywała na dworach kilku swych kuzynów, najdłużej u babki od strony matki w Wiedniu. Ojciec zrezygnował z tytułu cesarza na rzecz syna Piotra II. Resztę swego życia poświęcił walce o tron Portugalii odłączonej już od cesarstwa jako królestwo. Na wyspach Azorach stworzył własną armię i flotę, pokonał brata. Pozbawił go rządów, a małżeństwo natychmiast rozwiązano. Rok 1835 był ważnym rokiem dla królowej, ciągle jeszcze dziecka w wieku 15 lat, bo zawarła w nim dwa małżeństwa – najpierw wyszła za mąż za Augusta księcia Leuchtenbergu, wnuka Napoleona i Józefiny, ale ten w dwa miesiące po ślubie umarł. Trzeba było sięgnąć do niezawodnych Wettynów, rodu bawarskiego bardzo płodnego, którego członkowie niejednokrotnie rozwiązywali problemy dziedziczności na tronie nie tylko w cesarstwie Austro-Węgierskim ale i w kilku królestwach i księstwach. Obaj polscy królowie Sasi pochodzili także z tego rodu. Zarówno kobiety jak i mężczyźni tego rodu byli prawie zawsze rodzicami wielu dzieci i prawie zawsze rodzili się w tych rodzinach chłopcy, przyszli następcy tronu. Wybór padł na Fryderyka, księcia o dość długawym tytule, który sobie darujmy. Zdążyli się pobrać jeszcze przed końcem wspomnianego roku. Był to człowiek wykształcony, uzdolniony artystycznie, malarz samouk, zanurzony w romantyzmie po uszy. Swój główny obowiązek “rozpłodnika” królewskiego wypełniał bardzo skrupulatnie. Po urodzeniu pierwszego dziecka otrzymał tytuł królewski, stał się Fryderykiem II (nie tak jak w Wielkiej Brytanii, gdzie małżonek królowej – choćby obecny książę Filip – pozostaje tylko księciem aż do śmierci). Oczywiście w tym tandemie królewskim prawnym rządcą była królowa, ale faktycznie on rządził krajem, bo ona ciągle rodziła. Lubiła to “zajęcie”, mimo że porody były bardzo trudne, jeden z nich trwał 36 godzin. Lekarze ostrzegali ją, by skończyła z tą “praktyką”, ale lekceważyła te rady, mimo że pamiętała, iż jej matka umarła przy porodzie, a jeden z jej pierwszych porodów i przedostatnie dwa skończyły się śmiercią dzieci. Miała na to odpowiedź: “Jeśli umrę, umrę na swym stanowisku”. Stało się to przy ostatnim jedenastym porodzie w 1853, roku. Zmarło dziecko i ona w wieku 34 lat. Z tej jedenastki siedmioro osiągnęło wiek dojrzały, a czwórka umarła przy porodzie. Najstarsi dwaj synowie zostali później królami Portugalii. Była zakochana z wzajemnością we Fryderyku. Uczestniczyła czynnie w budowie pałacu i tworzenia przypałacowych różnotematycznych ogrodów w parku.

Pałac “romantyczny” romantycznego króla
Fryderyk II, kuzyn współczesnych sobie króla Belgii Leopolda II, cesarzowej Meksyku Karloty, królowej Anglii słynnej Wiktorii i jej męża Alberta, zdecydował się zbudować nowy pałac na szczycie góry, na której wcześniej znajdował się klasztor zakonu hieronimitów i stała tu kiedyś kaplica Matki Boskiej z Pena, budowli będących w jego czasach w ruinie najpierw od pożaru Królowa Maria w wieku 10 lat Pałac królewski z typowymi mauretańskimi kominami w Sintrze Pokój łabędzi w Pałacu królewskim Sintry Ruiny zamku Maurów w Sintrze po uderzeniu pioruna, a potem po słynnym wspomnianym trzęsieniu ziemi, bo nie były w niecce między szczytami, lecz na szczycie – nazwę kaplicy zaadoptowano do nazwania całego pałacu. Gdy w Europie romantyzm dogorywał, Fryderyk w roku 1842 polecił Niemcowi baronowi von Eschwege (wysoki urzędnik w państwie portugalskim, z wykształcenia inżynier kopalnictwa i tylko architekt amator) wybudować swój bardzo romantyczny i eklektyczny pałac. Główna budowla stanęła w ciągu pięciu lat, roboty wykończeniowe przy nim i przy fantazyjnym parku trwały jeszcze około siedmiu lat. Później, aż do śmierci Fryderyka, dodawano lub zmieniano tylko jakieś szczegóły. Swym entuzjazmem budowniczego król zaraził wielu, między innymi swą żonę, która także miała ciekawe pomysły. Nie wszystko wymyślono od nowa, wiele elementów skopiowano z istniejących już pałaców, szczególnie nadreńskich. Główną charakterystyką tego pałacu nie jest jego oryginalność architektoniczna, ale to, że sama budowla i jej wystrój są wzięte z wielu stylów. Gdybym chciał porównywać go do innych pałaców, to chyba najbliższym architektonicznie i widokowo jest zamek Neuschwanstwein w południowej Bawarii, dzieło króla Bawarii Ludwika II, członka tej samej rozległej rodziny. Ferdynand stał się z powrotem księciem gdy jego najstarszy syn automatycznie po dojściu do pełnoletności został królem Piotrem V, a potem drugi syn Ludwik I przejął tron po śmierci brata. Fryderykowi teraz były w głowie ważniejsze sprawy niż rządzenie krajem, nawet odmówił zaproszeniu zostania królem Hiszpanii. W swoim pałacu-marzeniu przyjmował najważniejsze osobistości swoich czasów (tu romantyzm skończył się dopiero z jego śmiercią w wieku 69 lat, w roku 1885). Miał udane małżeństwo z Marią, kilkanaście lat był samotny po jej śmierci, na kilka lat przed swą śmiercią zawarł małżeństwo morganatyczne (bez prawa dziedziczenia tronu i tytułu przez osobę z niższej warstwy społecznej i przez jej potomstwo) ze śpiewaczką operową Elizą Hensler; zakochany w niej u jej boku skończył swe niezwykle bogate i ekscytujące życie. Pałac został w jej posiadaniu, potem nabył go jego syn Ludwik i zamienił znowu na siedzibę królewską. Po przejściu kraju na ustrój republikański, stał się on własnością państwa, otwarto go dla publiczności jako muzeum. W roku 1995 pałac ten i całe miasteczko Sintra stały się zabytkiem Światowego Dziedzictwa UNESCO

Pałac Pena oglądany z zewnątrz
Pałac od zewnątrz ma ściany przeważnie dwukolorowe: żółte i czerwone. Niedawno przywrócono mu oryginalne kolory, bo powoli stawał się coraz bardziej jednokolorowy – szary. To nagromadzenie różnorodnych budowli, wież, murów, mostów zwodzonych, tarasów, krużganków i różnorodnego wystroju poszczególnych budowli powoduje na pierwszy rzut oka poważny mętlik w głowie. Dopiero uważne przyjrzenie się każdej budowli z osobna i porównanie z innymi pozwala dostrzec tu jakiś porządek architektoniczny. Jak wspomniałem pałac jest zbudowany w wielu stylach, a przeważającymi są neogotyk, neogotyk manueliński, neorenesans i dużo tu elementów stylu islamskiego, a ściślej mauretańskiego. Tu i tam dorzucone są jeszcze inne elementy stylistyczne nawet z Dalekiego Wschodu, ale pewne elementy są po prostu skopiowane z innych budowli i to nie tylko z zamków nadreńskich, ale i z zabytków portugalskich jak choćby ze słynnej Wieży Belém w Lizbonie, czy z bramy wiodącej do zamku obronnego krzyżowców w Tomar. Przypomnę, że gotyk i neogotyk manueliński z oryginalnym gotykiem ma tyle wspólnego, że budowle są strzeliste, ale odbiega od niego niezwykłą dekoratywnością motywami orientalnymi i morskimi jak stwory morskie – realne i wydumane – liny, maszty, żagle, ryby i roślinność, już nie tylko morska. Nie wchodząc w szczegóły powiem, że ten konglomerat budowli Pena można jakoś uporządkować w cztery kategorie architektoniczne. Fundamenty, mury otaczające cały pałac, wrota, mosty zwodzone to jeden z tych elementów. Ważną częścią pałacu jest częściowo odtworzony dawny budynek zakonu hieronimitów, a więc kaplica, zakrystia i wewnętrzny krużganek budowli klasztornej. Król do tego dodał obszerny taras i najbardziej rzucającą się w oczy budowlę – czerwoną wieżę dzwonniczą. Taras ten jest bogato przyozdobiony przede wszystkim zegarami słonecznymi i starymi działami. W przeszłości jakiś zmyślny mechanizm w jednym z tych zegarów, gdy cień wskazówki padał na godzinę dwunastą w południe, powodował, że armaty zaczynały automatycznie strzelać na wiwat. Innymi ciekawymi elementami architektonicznymi pałacu są dziedzińce przyozdobione łukami w stylu islamskim. Ważną także jego częścią są budynki mieszkalne, a z nich najbardziej rzuca się w oczy z potężny okrągły bastion w kolorze żółtym.

Ogrody pałacowe
Przed wejściem do środka warto pospacerować trochę po parku otaczającym zamek. Nogi muszą być wypoczęte, bo to ogromna przestrzeń w górzystym, nierównym terenie. Tak jak to lubili romantycy dużo tu różnych ozdóbek symbolicznych, kręte ścieżek donikąd (niektóre tylko wiodące do obu bram pałacu), małe świątynki dumania, niesamowita różnorodność drzew i krzewów, prawie wszystkie sprowadzone z dalekich krajów jak Stany Zjednoczone, Japonia, Chiny. Na mnie, a jeszcze bardziej na mojej żonie, największe wrażenie zrobił w parku ogród królowej z romantycznym strumyczkiem otoczonym różnego rodzaju paprociami, a niektóre sprowadzone z Australii i Nowej Zelandii są normalnej wielkości drzewami.

Co warto zobaczyć w jego wnętrzu
Czas by wstąpić do środka tej świątyni romantyzmu. Każdy znajdzie tu coś co go zaskoczy, co mu się podoba, lub co może uznać za zwyczajny kicz. Zostawiam tu turystę samego, bo to moje pisanie nie jest przewodnikiem turystycznym, zasugeruję tylko by nie pominąć kaplicy ze starym szesnastowiecznym panelem z alabastru i marmuru nad ołtarzem, ilustrującym w każdej ze swoich niszy sceny z życia Chrystusa. Nie można pominąć Pokoju Arabskiego z niezwykle interesującymi freskami na ścianach i suficie w stylu trompel’oeil, czyli jak sama nazwa francuska mówi – obraz oszukuje oko, bo osoby na obrazach wyglądają jak żywe istoty. Nie można pominąć Sali Balowej ze wspaniałymi niemieckimi ogromnymi witrażami, wartościową orientalną porcelaną i przeogromnym kandelabrem zawieszonym u sufitu w środku sali podtrzymywanym od spodu przez posągi czterech normalnej wielkości nosicieli pochodni. Przemiłą jest okrągła sypialnia ostatniego króla Portugalii Manuela II, cała w czerwieni, udekorowana ciekawą sztukaterią.

Długo krążyłem po tym pałacu. Widziałem w życiu inne bardziej eleganckie, bogatsze, słynniejsze, ten jednak jakoś wciągnął mnie emocjonalnie, bez słów wprowadził mnie trochę w ducha i mentalność romantyka. Wyszedłem z mętlikiem w głowie, po prostu ogrom szczegółów zadziałał jak jakiś narkotyk.

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.