O prawdziwej skuteczności

0

Lepsze życie. Felieton z psychologią w tle

Jestem psychologiem z wykształcenia, jednak od zawsze interesowało mnie nie tyle wyjaśnianie ludzkich zachowań, ile korzystanie z wiedzy psychologicznej na co dzień i wykorzystywanie jej tak, by życie było lepsze, milsze i bardziej wartościowe. Nie lubię zajmować się przeszłością, chyba że po to, by wyciągać z niej wnioski i zmieniać jej znaczenie na lepsze. Koncentruję się na tym, co jest w życiu
ludzi teraz i wykorzystuję wiedzę i doświadczenie do tego, aby ta teraźniejszość była możliwie najlepsza i pięknie rokowała na przyszłość. I tym chcę się tu dzielić. Będę pisać w zgodzie z własnym planem, ale jeśli zdarzy się tak, że jakiś temat zainteresuje Czytelników szczególnie, chętnie poświęcę mu więcej czasu.

Słowa “skuteczność” i “skuteczny” odmieniane są dziś przez wszystkie przypadki. Skuteczności chce biznes, służba zdrowia, edukacja; skutecznego działania domagają się od rządów wyborcy, od pracowników – zarządy. Wszyscy chcą być skuteczni. Czy jednak każdy rozumie skuteczność we właściwy sposób?

Z doświadczenia trenera w biznesie i doradcy w zakresie rozwoju osobistego wiem, że nie. Dla znakomitej większości osób skuteczność jest po prostu osiągnięciem celu. Wiele osób uznaje powiedzenie Ignacego Loyoli “cel uświęca środki” za swoje życiowe motto. Dodatkowo nacisk na skuteczność, który w drugiej połowie XX wieku stał się powszechny, spowodował znaczne skrócenie czasu oczekiwania na efekty. Zupy, kawy, mleko, napoje i inne produkty nadające się do natychmiastowego spożycia spowodowały u wielu osób oczekiwanie skuteczności typu “instant”. Oddalenie od rolnictwa i uprawiających je ludzi doprowadziło do zapomnienia naturalnych praw funkcjonowania świata, choćby tego, że najpierw trzeba przygotować glebę, potem posiać, dbać i pielęgnować to, co posiane, a dopiero potem – gdy przyjdzie pora – zbierać plony. Ludzie próbują przeskakiwać kolejne etapy. Zdarzają się nawet tacy co chcą zbierać, chociaż niczego nie zasiali. To wszystko odbija się głośnym echem zarówno w obrazie świata jak i w kondycji psychicznej ludzi. Zalewa nas tandeta i fuszerka, a coraz więcej ludzi jest sfrustrowanych, cierpi na załamania nerwowe, wypalenie bądź depresję. Sporo może tu zmienić właściwe pojmowanie skuteczności.

Skuteczność rzeczywiście trzeba rozumieć jak “osiągnięcie zamierzonego celu”… ale – przy optymalnym nakładzie wszelkich kosztów, z zachowaniem wartości moralnych i właściwej perspektywy czasowej.

Skuteczność ma miejsce wtedy, kiedy osiągnie się dokładnie taki cel, jaki zamierzało się osiągnąć, nie jego przybliżenie. Takie przybliżone osiągnięcie (na przykład zarobiona kwota 4800 zamiast 5000 CAD) może być sukcesem, powodem do radości… jednakże nie można uznać tego za skuteczne działanie. Zabrakło 200 CAD i trzeba się zastanowić dlaczego. Czy można było je zarobić? Jeśli tak, to co poszło niezbyt dobrze? A może niewłaściwie ustawiliśmy cel? Jakie wnioski da się wyciągnąć na przyszłość? Podobne podejście powinno obowiązywać w biznesie.

Optymalne koszty to także czas, koszty psychiczne, emocjonalne, zdrowotne. Najczęściej uwzględnia się jedynie to, co da się zapisać cyframi. Tymczasem nie można mówić o skutecznym działaniu, jeśli osiągnięcie zamierzonego celu przypłaca się chorobą somatyczną, popsutymi relacjami czy depresją. Osiąganie celów z pominięciem praw etyki również nie jest skutecznym działaniem. Nie dlatego, że jest to moralnie niesłuszne ale dlatego, że wszelkie działania nieuczciwe wcześniej czy później odbiją się na sprawcy, jeśli nie w sposób bezpośredni – jego szkodą, to pośrednio, na przykład lękami czy uzależnieniami mającymi zagłuszyć sumienie. I wreszcie ostatnia sprawa – czas. Skuteczne działanie wymaga czasem rezygnacji z szybkiego osiągnięcia celu, odłożenia go w czasie, z powodu ważnych wartości, które mogłyby zostać naruszone albo z powodu nieopłacalności na dłuższą metę. Znakomitym tego przykładem jest bajka Ezopa o gęsi znoszącej złote jaja. Właściciel gęsi mógł mieć systematycznie znoszone duże jaja przez kilka a nawet kilkanaście lat, jednak nie mógł poczekać, tylko połaszczył się na złoto z zarodków jaj. Miał natychmiast więcej złota niż jedno jajo… Ale to wszystko. Czy był skuteczny? Nie. Zniszczył producenta!

Wszyscy rozumieją, że aby jakieś urządzenia mogły wykonywać określoną pracę, muszą mieć odpowiednią moc produkcyjną. Dba się zatem o wszelkie urządzenia, dostarcza im niezbędnej energii, robi przestoje na konserwację i przestrzega się instrukcji obsługi. Dziś już rozumie się nawet, że lepsze jaja są od szczęśliwszych kur. Maszyna musi móc wykonać daną pracę, gęś czy kura znieść sama jajo, człowiek natomiast musi móc i chcieć coś zrobić… i jeszcze mieć z tego frajdę.

Dlatego skuteczność oprócz uwzględnienia jej oczywistych praw, wymaga również odpowiedniego dbania o moc produkcyjną ludzi, którymi się kieruje, oraz o swoją własną. O tym jak zadbać o każdą sferę ludzkiego życia: ciało, emocje, intelekt i ducha, pisałam trochę we wcześniejszych felietonach. Już tylko to samo pozwoli nam lepiej zadbać o własną moc produkcyjną, a zatem zwiększy szansę na naszą skuteczność.

Poleć:

O Autorze:

Iwona Majewska-Opiełka

Iwona Majewska-Opiełka. Psycholog, trener, coach. Stworzyła własny model rozwoju osobistego. Napisała 25 książek, a każda z nich to pasjonująca rozprawka na temat istotnego wymiaru ludzkiego życia. Najnowsza książka to „Najważniejszy związek czyli mądra miłość do siebie”.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.