Miasto kochanków – Werona (1)

0

Nie ma bogatszego w dzieła sztuki kraju na świecie niż Włochy. Byłem prawie w każdym jego regionie z wyjątkiem czubka podobnego do buta półwyspu i obu wielkich wysp: Sycylii i Sardynii w czasie mych tam studiów, a później jeszcze kilka razy jako turysta. Żaden kraj mnie tak nie zafascynował jak Włochy i im go bardziej poznawałem, tym bardziej ciągnęło mnie i ciągnie do lepszego poznania go.

Italia, bella Italia
Po upadku Cesarstwa Rzymskiego w V wieku tereny te były zawłaszczane kolejno przez kilka plemion germańskich, później przez Normanów, Francję, władców średniowiecznego Cesarstwa Rzymskiego, Hiszpanów. W międzyczasie nie ustawały wojny między królestwami, księstwami, hrabstwami i republikami znajdującymi się na półwyspie.

Tam gdzie wojna, tam też i zniszczenia kultury materialnej. To co ocalało od zniszczeń na terenie Włoch, to ciągle dużo więcej od bogactwa kultury materialnej kilku bardziej stabilnych krajów Europy.

Tu najmniejsze miasteczko czy osada ma coś do zaoferowania turyście. W moim największym osiemsetstronicowym przewodniku po Włoszech nie ma ani jednego zdania o takich miejscowościach jak Ascoli Piceno, Castell’Arquato i dziesiątkach innych, gdyż nie znalazło się dla nich miejsce z racji nadmiaru innych bardziej znanych miejsc i ich zabytków, które trzeba było umieścić w przewodniku, ale te mniej znane, często małe miejscowości, też mogą się pochwalić prawdziwymi cackami architektury i sztuki.

This slideshow requires JavaScript.

Wspomniane Ascoli Piceno to miasteczko, którego centrum dotrwało do naszych czasów niezmienione przez ok. 800 lat: miłośnik sztuki romańskiej znajdzie tu wszystko czego szuka odnośnie tego stylu, a Castell’Arquato to miastczko zbudowane naokoło góry – najnowsze budowle w nim na jej dolnej części pochodzą z XVI wieku, im wyżej szczytu tym starsze, z najstarszym zabytkiem wieńczącym szczyt góry kościołem romańskim z początku XII wieku. Są i takie miejsca, gdzie takich niezwykłych dzieł jest tyle, że tygodni nie wystarczy, by je szczegółowo obejrzeć. Mieszkając w Rzymie w starej dzielnicy na jednym ze słynnych siedmiu wzgórz Awentynie przez prawie trzy lata, przemieszczałem się po starym mieście pieszo, po drodze oglądałem ciekawsze zabytki, a każdą sobotę poświęcałem, razem z kilkoma przyjaciółmi, systematycznemu zwiedzaniu tego miasta; przypuszczam, że nawet jego połowy nie miałem okazji dokładniej obejrzeć. Miejscowości wprost “przesyconych” tej klasy arcydziełami jest we Włoszech dziesiątki, wymienię tylko niektóre: Rzym, Florencja, Bolonia, Wenecja, Mediolan, Neapol. Jednym z takich zabytkowych miast, choć mniejszych przestrzennie i pod względem liczby mieszkańców, jest Werona.

Szekspir w Weronie
To wyjątkowe miasto i z tego powodu, że dość duża liczba turystów zwiedzających je nie zjawia się tu, by zachwycać się zabytkami, przyjeżdża, by zobaczyć dom Romea, dom Julii ze słynnym balkonem, a przy domniemanym grobie Julii w krypcie kościoła San Francisco al Corso podumać trochę o życiu i śmierci, czy nawet zawrzeć ślub. (Moim zdaniem ślub przy realnym czy rzekomym grobie osoby, która popełniła samobójstwo, to sprawa raczej niezwykła – nadmiar romatyzmu, przerost wyobraźni).

Wszystkiemu temu winien jest Szekspir, a faktycznie jego chyba najsłynniejszy dramat Romeo i Julia. Nie on wymyślił fabułę tego dramatu. Na terenie Włoch na długo przed czasami Szekspira krążyły legendy o parze nieszczęśliwych kochanków. On to wszystko pozbierał, artystycznie uporządkował, dodał kilka nowych wątków i postaci, by stworzyć bogaty treściowo i psychologicznie dramat. Dotarł do noweli Luigi da Porto z początku XVI wieku. To trochę opowieść o samym autorze. Zakochał się w szesnastolatce o imieniu Lucina będącej pod opieką jego stryja. Stryj oczywiście nie pozwolił na ślub swojej ulubienicy z “pismakiem”, wydał ją za bogatego, poważanego konkurenta. Luigi całe życie wzdychał za swą Luciną, spisał tę historię gdy jego kochana była już od dawna mężatką, wzbogacił ją wcześniejszą opowiastką autorstwa Masaccio Salamitano o miłości i samobójstwie dwojga młodych ludzi. Umieścił akcję na początku XIV wieku, nawet dostarczył Szekspirowi kilka imion bohaterów do jego dramatu: Romea (Romeus), Julii (Giuletta), Marcutio, Tybalta, Parisa, fra Laurenzio. Na kanwie tej opowiastki Szekspir stworzył dzieło, które uznane jest powszechnie za najwspanialszy utwór w historii literatury dotyczący nieszczęśliwej miłości. W dramacie Romeo i Julia (on ma 16 lat, ona prawie 14) główni bohaterowie dramatu zakochują się w sobie, ale członkowie ich rodzin Montecchich i Capuletich – bogatych kupców Werony – nienawidzą się.

Opiekun duchowy Julii zakonnik Laurenty chroniąc ich przed grzechem cudzołóstwa, a przede wszystkim by pogodzić zwaśnione rodziny przez postawienie ich przed faktem dokonanym małżeństwa ich dzieci, udziela im potajemnie ślubu. Rodzice Julii chcą ją wydać za kogoś innego nie wiedząc o tajnym ślubie. Zakonnik nie może dopuścić do tego drugiego ślubu, bo wtedy nie tylko prawo kościelne ale i cywilne zakazujące wielożeństwa byłyby złamane. Radzi młodym, by pokochali się, wtedy będzie trudniej o rozbicie tego związku. Tuż przed planowanym jawnym ślubem Julii z wybranym dla niej przez rodziców Parysem, zakonnik perswaduje Julii żeby zażyła mocny środek nasenny, pozwoliła położyć się do trumny, to będzie wystarczającym argumentem dla wszystkich, że nie może spełnić woli rodziny.

Romeo w międzyczasie po uśmierceniu w pojedynku zabójcy swego przyjaciela ucieka do Mantui. Dochodzi do niego wieść o śmierci Julii, posłaniec Laurentego, który miał go poinformować o tym że Julia żyje i nie myśli wcale umierać, nie dociera do niego. Kupuje truciznę, wraca do Werony i widząc kochaną w otwartej trumnie – truje się. Przedtem morduje Parysa, który zakochany w Julii waruje przy niej. Ona po przebudzeniu się ze snu, widząc trupa kochanka, z rozpaczy, jego sztyletem, zabija siebie. Te dwie, faktycznie trzy tragiczne śmierci pogodziły zwaśnione rodziny: dzieci nauczyły ich, że nienawić doprowadza do największych nieszczęść. Dwa ostatnie wersety dramatu wyraźnie to potwierdzają. “Smutniejszej bowiem los jeszcze nie zdarzył/ jak ta historia Romea i Julii”.

Monumenty przypominające Romea i Julię
Gdy hordy zakochanych, czy szukających miłości rozpoczęły prawdziwe oblężenie Werony szukając śladów tych legendarnych kochanków, władze miasta nie miały wyboru, musiały dobudować balkon do domu, w którym mieli mieszkać Capuletti – faktycznie była to gospoda zbudowana w XIII wieku, wskazać na jakąś budowlę niby to zamieszkiwaną przez Romea i jego rodzinę, zbudować grobowiec Julii.

Ten niby-grób umieszczony w dramacie przez Szekspira nie na cmentarzu, lecz w kościele, jest obecnie najbardziej odwiedzanym miejscem w mieście. Władze miasta, by jeszcze bardziej zachęcić ludzi do odwiedzania go, uznały, że tradycyjny pomnik grobowy jest mało romantyczny i w roku 1937 zbudowano nowy z czerwonego marmuru. Ta manipulacja nie zniechęciła chętnych do zwiedzania tego miejsca (oczywiście za opłatą), prawie nikogo jakoś nie interesuje czy pomnik jest stary, czy nowy. Wielu z tych, którzy biegają po mieście w poszukiwaniu śladów po tej literacko najsłynniejszej parze kochanków, zdaje sobie sprawę, że to prawdopodobnie legenda, ale faktycznie nie interesuje ich czy ta para istniała, ważne jest tylko to, że opowieść jest piękna i przejmująca, warto się w niej zanurzyć, przyjrzeć własnej duszy w świetle wyidealizowanego wzorca Romea i Julii.

Miasto rozśpiewane i rozbawione
Werona ofiaruje mieszkańcom, a przede wszystkim turystom dużo wydarzeń kulturowych i szereg innych rozrywek. Ci turyści też nie są zbytnio zainteresowani jej zabytkami. Wymienię tu najpierw chyba najważniejsze tego typu wydarzenie: festiwal operowy. W roku 2013 obchodził uroczyście swą okrągłą stuletnią rocznicę istnienia – zaproszono do udziału w nim kilku najsłynniejszych śpiewaków operowych z kilku krajów – z Polski barytona Artura Rucińskiego. Rok wspomniany to także dwustulecie urodzin Giuseppe Verdiego – jego opery w tym roku były specjalnie promowane i wystawiane w Koloseum – budowla ta jest już od dawna teatrem na świeżym powietrzu, wielkim, mogącym pomieścić 22 tysięcy ludzi, jednak ze względu na bezpieczeństwo dopuszczalna liczna uczestników nie może przekroczyć 15 tysięcy. Ma on wspaniałą akustykę, do niedawna nie używano w nim żadnego sprzętu nagłaśniającego. Wyobrażam sobie ten tłum w 2000-letnim Koloseum, każdy z widzów trzymający w ręku zapaloną świeczkę, a ze sceny płynie muzyka stworzona przez nasłynniejszch twórców muzyki operowej, to musi być niesamowite, psychodeliczne, wprost nie z tej ziemi doświadczenie.

Organizowane są w tym mieście, szczególnie w porze letniej, liczne koncerty, też przeważnie w tym amfiteatrze. Co roku w programie obchodów jest Teatralne Lato Werony, kiedy wystawiane są sztuki Szekspira i Goldoniego, znany jest festiwal filmów melodramatycznych. Jeszcze innym wydarzeniem kulturalnym to Tocati di Verona, czyli festiwal tańca, muzyki, sztuki kulinarnej, no i niezwykle interesujący festiwal, pierwotnie sportowy, obecnie wielotematyczny, zwany Palio di Verona – pierwszy zorganizowano około 800 lat temu. A więc nie bardziej znane Palio di Siena, w którym wybrani przedstawiciele każdej dzielnicy miasta szaleją na rynku głównym w gonitwie konnej spychając konkurentów z ich koni, ale ten właśnie w Weronie był wzorem dla tego w Sienie.

Strategiczne położenie miasta
Werona to miasto z duszą. Formowała je złożona historia i wyjątkowe położenie geograficzne. Leży u podnoża Alp Weneckich między pobliskim jeziorem Garda na zachodzie oraz Padwą i Wenecją na wschodzie: do jeziora tylko 30 km, do Wenecji 100. Teren był idealnym miejscem do osiedlania się, bo leży w zakolu rzeki Adige (po polsku Adyga), co dawniej miało ogromne znaczenie strategiczne, a dodatkowo to idealne położenia sprzyjające rozwojowi ekonomicznemu, bo od tego miejsca rzeka była i jest w kierunku na na południe aż do Morza Adriatyckiego żeglowna – ożywiony handel rzeczny, przede wszystkim drewnem i płytami kamiennymi czynił jego mieszkańców ludźmi zamożnymi.

Miasto położone jest w pobliżu przełęczy Brenner, jednej z najniższych w Alpach (1574 m n.p.m.), którą biegnie główna droga przejazdowa między Niemcami i Włochami z elegancką autostradą i linią kolejową – nawet nie trzeby było drążyć tuneli przy ich budowie.

To korzystne i strategiczne położenie docenili już Celtowie, odbijając je od ludności tubylczej w roku 390 przed naszą erą i zbudowali tu swoje miasto. Rzymianie przejęli je jeszcze w czasie trwania starej ery. Nastał na tych ziemiach pax romana, miasto bogaciło się, było ważnym centrum handlowym i warownią obronną. Położone było na styku aż czterech dróg rzymskich – tych pierwszych w Europie i na świecie autostrad. I dziś leży ono na trasie trzech ważnych szlaków.

Turystyka i wielobranżowy przemysł czynią je drugim we Włoszech najzamożniejszym miastem w przeliczeniu na głowę mieszkańca po Parmie. Pokój i dobrobyt trwał w czasach starożytnych tylko kilka wieków, bo już w połowie III wieku zaczęły się najazdy ludów germańskich. Pod koniec V wieku upada zachodnia część Imperium Romanum i od tego czasu przejmują władzę nad nim plemiona germańskie. Wieki XIII i XIV to czas wyzwolenia się spod jarzma obcych. Wtedy to miasto bardzo się rozwija i bogaci. Wiele wspaniałych budowli, które dotrwały do naszych czasów, pochodzi z tego okresu. Rządziło nim w tym czasie kolejno kilka miejscowych rodów, najbardziej znanymi są Della Scala (inna forma nazwiska Scaligeri) i Viscontich. W drugiej połowie XIV wieku następuje ekspansja terytorialna: Werona pod swoje strzydła przejmuje Vicenzę, Padwę i Treviso, ale niedługo potem, bo w roku 1405, podbita jest razem z jej zdobyczami przez Republikę Wenecką. Pod koniec tego wieku przejmuje ją cesarz Maksymiian I, który z kolei oddaje ją swemu wnukowi królowi Hiszpanii Karolowi I, poźniejszemu władcy całego Cesarstwa jako Karol V – ten z kolei ceduje ją Francji.

W czasie panowania Karola V największa duma Werony: rzymskie koloseum z I wieku staje się znowu areną czyli miejscem walki byków – do czasów obecnych jest znane bardziej jako arena niż koloseum. Słowo “arena” w językach łacińskim i hiszpańskim, to piasek, który wchłania krew męczenników, gladiatorów potem byków – stało się pospolitą nazwą amfiteatru i koloseum.

Od tej pory następuje powolny upadek miasta. Kilka wieków później walczą o nie Napoleon i cesarz austriacki – jest najpierw po raz drugi pod okupacją Francuzów, potem od Kongresu Wiedeńskiego (1815 r.) do czasu zjednoczenia państewek włoskich, czyli do roku 1866, znowu częścią Cesarstwa. Duże zniszczenia w czasie drugiej wojny światowej szybko usunięto, dzisiaj jest znowu eleganckim, pięknym, bogatym w dzieła sztuki miastem.

W przeszłości miasto niszczyli nie tylko wrogowie i zaborcy, ale i wydarzenia losowe. I tak dwa trzęsienia ziemi w średniowieczu zniszyły prawie kompletnie mury zewnętrzne koloseum, były epidemie chorób, po najniebezpieczniejszej z nich, dżumie, w XIV wieku miasto straciło ponad połowę mieszkańców – w mieście pozostało ich tylko 33 tysiące. Nawiedzały je powodzie: po tej z roku 1882 rzekę obudowano wysokimi murami – skłonni do przesady Włosi nazywają je już nie mura, ale muraglioni, czyli “murzyska”. Gdy mowa o murach nie można zapomnieć o murach obronnych miasta. Zbudowano je w XV wieku nie tylko dla obrony przed nieprzyjacielem, ale jako elementy artystycznego wystroju architektonicznego miasta i do dzisiaj robią wrażenie swą elegancją i pięknem.

Największa grupa turystów to ci, którzy przyjeżdzają tu by zwiedzać ciekawe monumenty miasta i jego wprost cudowne położenie przy rzece, która prawie że je opasuje, a po rozbudowie miasta dodatkowo przecina je na dwie części. Jest pięknie wkomponowane we wspaniały krajobraz podalpejski. Te trzy grupy turystów czynią w większości średniowieczne wąskie uliczki dość zatłoczonymi, szczególnie w okresie letnim i jesienią, ale warto przebijać się niekiedy przez tłumy, by tu się zjawić i doświadczyć tego, co Werona ma do zaofiarowania.

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.