Magiczny transatlantyk M/S Batory we wspomnieniach

0

Aleksandra Karkowska i Barbara Caillot Dubus, autorki książek “Banany z cukru pudru”, zawierającej wspomnienia najstarszych sąsiadów autorek z warszawskiej Sadyby, oraz “Na Giewont się patrzy”, zawierającej wspomnienia najstarszych górali ze Skalnego Podhala, pracują nad kolejną książką, tym razem o emigracji. Zbierają wspomnienia osób, które płynęły na pokładzie M/S Batory do USA i Kanady (w latach 1936-1969). W związku z nowym projektem odwiedziły w kwietniu Nowy Jork i Montreal, główne porty, do których przypływał ten mityczny polski transatlantyk.

Poniżej wywiad, który z obiema autorkami przeprowadziła w Radio Polonia w Montrealu Bożena Szara.

Bożena Szara: Jesteście Panie właścicielkami wydawnictwa i już zdążyłyście wydać kilka książek. Co to za książki i czym się zajmujecie na co dzień?
Aleksandra Karkowska: To są książki międzypokoleniowe, tak je nazwałyśmy, ponieważ są to książki dla młodszych i dla starszych. Dla młodszych, żeby pokazać jak to było kiedy dziadkowie i pradziadkowie byli dziećmi, dla tych w średnim wieku, żeby sobie przypomnieli co może mama wspominała albo babcia, i dla tych najstarszych, żeby sobie faktycznie przypomnieli jaki był wtedy świat. Są to książki, które bardzo inspirują do rozmów międzypokoleniowych w każdym domu.

B.S.: A kiedy powstał pomysł, żeby poszukać ludzi, którzy podróżowali statkiem Batory do Nowego Jorku i do Montrealu? Były to takie podróże emigracyjne przede wszystkim, ale nie tylko, prawda?
Barbara Caillot-Dubus: Tak, przez rok pracowałyśmy na Podhalu, gdzie wydałyśmy naszą drugą książkę “Na Giewont się patrzy” i prawie w każdym domu ktoś nam mówił, że płynął do Ameryki kiedyś. Potem byłyśmy w zeszłym roku w Nowym Jorku i w Chicago i tam spotkałyśmy się z Polakami, już nie tylko góralami, ale i w szkołach i bibliotekach, i na spotkaniach autorskich, gdzie nam mówili, że korzenie, tradycje są dla nich takie ważne i to skąd pochodzą. I wtedy pomyślałyśmy, że warto też tutaj przyjechać i porozmawiać z tymi osobami.

B.S.: Tydzień temu miały Panie spotkanie. Jakie było zainteresowanie?
A.K.: Bardzo się cieszymy z takich spotkań, bo przyszedł np. młody człowiek, który pochodzi z jednej miejscowości opisanej w książce “Na Giewont się patrzy” i poznał kilka znajomych osób. A poza tym też znalazł w Internecie, czytał i bardzo był tym zainspirowany i też nam polecił kilka osób, które odwiedziłyśmy w Ottawie, dlatego też pojechałyśmy między innym do Ottawy. Dla nas wszystkie te spotkania są bardzo wartościowe. Wczoraj miałyśmy spotkanie w Ottawie z Polonią. Kiedy ludzie wychodzili, to dostałyśmy takie najpiękniejsze recenzje, bo mówili “Tak Wam bardzo dziękujemy za to co robicie, to takie ważne”.

Wizyta w studio Radia Polonia w Montrealu

B.S.: A jakie reakcje są w Montrealu, bo wiem, że również w Montrealu miałyście Panie okazję spotkać się z kilkoma osobami.
B.C.D.: Tak, bo dla nas Montreal jest kluczowy z różnych względów, ale główny przy naszej nowej książce, to to, że do Montrealu przez długie lata przypływał M/S Batory. Rozmawialiśmy z panią, która ma 99 lat dzisiaj i trochę młodszymi, ale wszystkie po osiemdziesiątce – opowiadaly nam jak wyglądał ten świat dawniej, jak zupełnie inny, jak się zderzyły z kontynentem amerykańskim, no i same wrażenia z podróży na tym mitycznym transatlantyku. Na razie budujemy samą historię z tych prawdziwych wspomnień, ze zdjęć. Ludzie nam bardzo ufają. Dają nam dokumenty, bilety z podróży. Mamy walizkę dzisiaj, którą dostałyśmy od jednej pani.

B.S.: Mówiąc o tym, że zbieracie pamiątki z podróży, wspomniałam o tym, że były to nie tylko podróże emigracyjne, że były to także podróże w zupełnie innym celu . A cel był wtedy światowy.
A.K.: Tak. Właśnie osoba, o której Basia wspomniała, osiemdziesięcioletnia pani, płynęła do Nowego Jorku w 1939 roku. I faktycznie płynęła turystycznie, żeby zobaczyć wystawę światową, pawilon polski. Niestety, losy jej były takie, że na środku oceanu dowiedzieli się o wybuchu wojny i pani ta pozostała w Stanach Zjednoczonych do dzisiaj. Część rzeczywiście płynęła za chlebem, do pracy, na emigrację z różnych powodów, ale część osób mówiła “Byłem zaproszony na wakacje przez znajomych i jak jechać do Ameryki , to z klasą, więc Batorym”. A później zostali, bo mówią, że czas tak szybko płynął, dostali gdzieś kontrakt, gdzieś pracę, i tak z dwóch miesięcy zrobiło się 40 lat i są tam do dzisiaj. Chciałyśmy spotkać się z taki starszymi osobami z Polonii, które niekoniecznie może płynęły, ale dały nam obraz jak wyglądał Montreal, jak wyglądała Kanada właśnie w tych latach czterdziestych, pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, bo przypomnijmy, że M/S Batory pływał do 1969 roku.

B.S.: Również wiem od Pań, z rozmów, które już odbyłyśmy, że macie kontakt z Muzeum Emigracji w Gdyni i że tam właśnie są pamiątki po M/S Batorym. Nawet Waszą jakby fotograficzną reklamówką jest Wasze zdjęcie przy kole ratunkowym Batorego.
B.C.D.: Akurat to duże koło, przy którym wszyscy się wtedy fotografowali, znajduje się dzisiaj w Muzeum Morskim w Gdańsku, ale w Muzeum Emigracji mają bardzo dużo pamiątek, w Muzeum Miasta Gdyni też. I tak chodzimy śladami Batorego.

B.S.: Właśnie, jakie są Wasze impresje po tych spotkaniach, bo już odbyło się ich kilka, na pewno również w Polsce, bo w Polsce też są osoby, które podróżowały Batorym?
A.K.: Tak, wielokrotnie. Spotkałyśmy się z załogą, panem, który był mechanikiem na pokładzie, drugim panem, który był kucharzem przez kilkanaście lat, no i z matką okrętową. Dowiedziałyśmy się czym jest matka okrętowa. Państwo pewnie też nie wiedzą – to była niania.

B.S.: Zajmowała się dziećmi na statku?
B.C.D.: Tak, bo jak odbywały się bale kapitańskie, mamy chciały iść tańczyć. Ktoś musiał opiekować się dziećmi.

B.S.: Ja sobie czasami wyobrażam jak taki prosty człowiek wsiada na Batorego, w normalnym. codziennym życiu żył bardzo ubogo i dlatego wyruszał za ocean za chlebem i tu znajduje się w wielkim świecie. Na stole piękna zastawa, bal kapitański, piękne stroje. To musiało być niesamowite przeżycie i tacy pasażerowie pamiętają pewnie te chwile do dnia dzisiejszego.
A.K.: Miałyśmy spotkanie z panem na Podhalu, który ma dziewięćdziesiąt kilka lat i właśnie on pochodził z takiej drewnianej chałupy i to było dokładnie tak, jak ci ludzie mieszkali. Miał gazdówkę, nie miał prądu, czytał przy lampie naftowej, nie miał bieżącej wody i jadł z glinianej miski drewnianą łyżką i właśnie on wsiadł na Batorego gdzie była zastawa z Ćmielowa, i sztućce i kelnerzy z serwetkami przez rękę przełożonymi i kiedy mu zadawałyśmy pytanie jak to było na tym Batorym, mówił “Jak w niebie”.

B.S.: Jesteście Panie kilka tygodni w Kanadzie – w Montrealu i Ottawie – i w Nowym Jorku. Czy jeszcze planujecie przyjazd do Montrealu i do Nowego Jorku?
B.C.D.: Na pewno. Teraz nas czeka tak duża praca żeby wszystko spisać. Nagrywałyśmy rozmowy, musimy przesłuchać, robiłyśmy notatki, więc zobaczymy ile mamy materiału. Na pewno dalej bardzo potrzebujemy zdjęcia, które będą w książce, będą pochodziły bezpośrednio od naszych rozmówców, pomimo że mamy już uzgodnioną współpracę z muzeami, o których mówiłyśmy. Mamy więc apel – jeżeli ktoś ma jakieś zdjęcia, takie rodzinne, niekoniecznie robione przez znanych fotografów – dawniej niedużo osób miało aparaty fotograficzne, ale się zdarzało – żeby nam wysłać. Bezpośredni kontakt do nas: na Facebooku – Oficyna Wydawnicza Oryginały lub profil “B jak Batory”. Można wysłać nam wiadomość lub mejla na oryginaly@oryginaly.com.pl.

This slideshow requires JavaScript.

Tak więc, jeżeli ktoś płynął na emigrację na pokładzie M/S Batory do Montrealu lub do Nowego Jorku, jeszcze przed wojną, czy tuż po lub jeżeli ktoś ma zdjęcia, jakieś pamiątki, które może sfotografować i przysłać nam kopię elektroniczną będziemy bardzo wdzięczne. I, tak jak powiedziała Basia, że w zależności od tego co teraz wybierzemy z materiału z naszej pracy reporterskiej, będą zależały te nasze następne tutaj wizyty, ale na pewno pojawimy się w przyszłym roku z promocją książki.

B.S.: Czyli będzie książka o Batorym. Są i inne wydane przez Panie książki. Ja mam przed sobą książkę “Banany z cukru pudru”. Od razu się przyznaję, że przeczytałam ją w ciągu 45 minut. Wzruszyłam się nie tylko zdjęciami, które tam są, ale opisami i językiem – są to cytowane słowa Waszych rozmówców i ja myślę, że nie tylko osoby starsze wiekiem znajdą tam swoje fragmenty życia, ale również te trochę młodsze, bo ja czytając tę książkę słyszałam swoją mamę i swojego ojca i doszło do mnie, że Polacy, nieważne, w jakim rejonie w Polsce mieszkali, w tamtych czasach, powiedzmy czterdzieści czy pięćdziesiąt lat temu, mówili takim samym językiem, wyrażali te same skojarzenia, te same emocje. Jak udało Wam się znaleźć takich właśnie ludzi, tak wypośrodkować historię naszych mam, ojców, babć i dziadków? Ja jestem tą książką oczarowana. Gratuluję pomysłu i wydania takiej książki.
B.C.D.: Bardzo nam miło. Myślę, że są dwie rzeczy. Po pierwsze, nasze książki są oparte na historii mówionej, czyli my tam od siebie niedużo dodajemy. My to tylko składamy, a to są słowa, które wychodzą od rozmówców i są od razu przełożone na papier. To jest pierwsza rzecz, a druga to, że my pytamy o dzieciństwo te osoby i one mówią do nas z perspektywy dziecka i wracają pamięcią nie tylko czterdzieści, pięćdziesiąt, ale nawet siedemdziesiąt lat wstecz. Chyba zawsze dzieci były podobne, czyli bawiły się podobnie, były dowcipne, i się bały i te emocje im towarzyszyły czy były w górach czy nad jeziorami, czy gdziekolwiek. I nawet dzisiaj w tłumie nawet tak inne, ale te emocje zostają i dlatego wszyscy się odnajdują w tych książkach.

B.S.: No właśnie, każdy z nas jadł pańską skórkę, każdy z nas jadł banany z cukru pudru, bawiliśmy się na trzepakach i w chowanego i mama wołała dziecko do domu, a teraz jest odwrotnie – trzeba wypędzać z domu sprzed komputera, żeby zechciało wyjść i żeby miało przyjemność w tym, że może sobie pobrykać właśnie gdzieś tam na zewnątrz, prawda? Czasy się zmieniają.
A.K.: Czasy się zmieniają. I kiedy rozmawiamy z najstarszymi naszymi rozmówcami, to czytelnicy pytają – ale co takiego jest najważniejszego, co oni Wam powiedzieli? Więc oni często mówią, że tak żal im dzisiejszych dzieci, ich wnuków, prawnuków, tego najmłodszego pokolenia, bo są jak w klatce, ciągle wszędzie wożeni: “Jak mój wnuczek chce grać w piłkę, to go mama na treningi musi zapisać, a potem wozić. Jak ja chciałem w piłkę grać, to wychodziłem na podwórko i patrzyłem kto jest z kolegów, albo wołałem ich”. Relacje się zmieniły od tego czasu.

B.S.: Drogie Panie, oczekujemy Was ponownie w Montrealu z książką na temat pasażerów Batorego. Póki co, życzę Wam największej ilości kontaktów z pasażerami z całego świata, życzę sukcesów.
A.K.: A my wszystkich zapraszamy do rozmów z babciami i dziadkami, żeby poznać swoje korzenie.

B.C.D.: Wydałyśmy taki zeszyt – “Babciu, dziadku, proszę opowiedz mi”. To jest taka pomoc każdej babci i dziadka, tam są pytania w lekkiej formie, do uzupełniania przez dzieci razem z dziadkami. Ten zeszyt istnieje też w wersji polsko-angielskiej, więc “Babciu, dziadku proszę opowiedz mi” – “Grandma, grandpa, tell me your story” – oficyna wydawnicza Oryginały.

A.K.: I później bardzo piękną pamiątką jest ta książeczka

B.S.: I zostaje relacja między wnukami a dziadkami. I chyba o to Paniom najbardziej chodziło. Pani: Łączymy pokolenia…

B.S.: Fantastycznie. Dziękuję.

•••

Jak widać, w przygotowaniu wyjątkowej publikacji o Batorym można pomóc na wiele sposobów. Z autorkami najlepiej się skontaktować wysyłając meila na adres: oryginaly@oryginaly.com.pl lub za pomocą profilu na Facebooku “B jak Batory”.

Czekamy na książkę i zawarte w niej wspomnienia dawnego świata, którego już nie ma…

Oprac. Małgorzata P. Bonikowska
Foto: Facebook “B jak Batory”

Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.