Z powrotem w Ontario (52)

0

Mieszkam znowu w Ontario. Pierwszy raz dotarłem tu w roku 1988. To szmat czasu. Prawie 30 lat. Wiele się działo. Opisywałem swoje podróże. Teraz trochę wspomnień z miejsca, gdzie zaczęła się moja Kanada.

Do Kanady – 11

Opisuję moją drogę przez czas stanu wojennego, co również złożyło się na moją drogę do Kanady, która zaczęła się w sierpniu 1980 roku, gdy pierwszy raz zobaczyłem ten kraj, odwiedzając moją siostrę w Mississauga. Pisałem o tym w poprzednich odcinkach „Do Kanady”.

Teraz jest rok 1984. Przenieśliśmy się w dwie rodziny na Warmię do gminy Gietrzwałd. Siedlisko nazywało się Łopkajny. Od szosy ok. 1.5 kilometra. Od bramy jechało się polną drogą dość ostro pod górę i po 600 metrach pojawiały się zabudowania. Wysoka poniemiecka, wielka piętrowa obora, długi parterowy budynek mieszkalny z pustymi oczodołami okien i budynek mieszkalny z białej cegły, już powojenny, również całkowicie rozszabrowany.

Wszystko zarośnięte wysoką trawą wśród 110 hektarów pofałdowanych pól, na których rósł rzepak i żyto. Wszystkie te hektary były ogrodzone wysokim, dwu i pół metrowym płotem z siatki drucianej i drewnianych żerdzi, w którym była tylko jedna brama. Gdy już tam zamieszkaliśmy to straszyliśmy dzieci, gdy były niegrzeczne, że je poślemy zamknąć bramę. Od domu do bramy było dobre 700 metrów. Zamieszkaliśmy tam latem, początkowo w namiotach. W budynkach okna były wyrwane i szyby pobite. W środku podłoga częściowo zerwana, na poddaszu gniazdo szerszeni. Zaczęliśmy się powoli urządzać.

This slideshow requires JavaScript.

Najważniejszy był transport, ale z tym mieliśmy najmniejszy problem. Ja miałem Fiata 126p i wojskowego gazika, Czarny miał Fiata 126p, Syrenę Bosto, Volkswagena, gazika i ciężarówkę Lublin z wojskowego demobilu. Na ciężarówce zainstalowaliśmy dużą cysternę i przywoziliśmy wodę do picia i mycia z PGR-u.

Na posesji była, co prawda studnia głębinowa z pompą elektryczną, ale pompa nie działała. Prąd załatwiliśmy w pierwszej kolejności. Na posesji był działający transformator na słupie, więc elektryk nie miał problemu z doprowadzeniem prądu do domów. Pompę wyciągnęliśmy ze studni i zawieźliśmy do mechanika do Olsztyna. Obiecał nam naprawę za dwa tygodnie.

W pierwszy weekend postanowiliśmy upiec na rożnie barana. Z zakupem nie było problemów, bo w okolicznych wioskach było wiele stad owiec. Przywieźliśmy barana, oskórowałem go, wypatroszyłem i zawiesiliśmy go na rożnie nad ogniskiem. Piekł się ten baran przez dwa dni i ciągle był twardy. W końcu poddaliśmy się. Okazało się, że padliśmy ofiarą niewiedzy. Gdy już zapoznaliśmy się lepiej z okolicznymi hodowcami dowiedzieliśmy się, że aby baranina była dobra do jedzenia to jagnię nie może być starsze niż siedem miesięcy. Zapamiętałem to sobie na całe życie.

Lato mijało. Założyliśmy podłogi, okna i drzwi. Doprowadziliśmy rury wodociągowe do domu. Tylko pompa ciągle nie była gotowa. Dzieci (mój Marcin i Basia i Agnieszka Czarnego) poszły do szkoły gminnej w Łukcie. Było to 12 kilometrów i początkowo dowoziliśmy je na zmianę, ale gdy zaczęła się praca z pomocami szkolnymi, to bardziej opłaciło się nam wynająć taksówkę z gminy. Marcin lubił czasami wracać piechotą. Chyba po mnie ma to zamiłowanie do wędrówek.

Raz przeżyłem chwilę grozy, gdy czekając na niego przy leśnej siatce zaporowej widziałem jak z tyłu za nim na odkrytej polanie przebiega potężny dzik. Nie zawołałem, nie krzyknąłem ostrzeżenia. Nie było tam żadnego drzewa, na które Marcin mógłby uciec. Nie chciałem zdenerwować dzika. Marcin szedł w moją stronę spokojnie nic nie przeczuwając. Złapałem go i przerzuciłem przez płot. Pokazałem dzika. Nie przejął się specjalnie. Inne bliskie spotkanie z dzikami miałem, gdy szedłem o świcie do szosy do autobusu by pojechać odebrać samochód z naprawy. Zanim doszedłem do szosy, poczułem nagle zapach dzików. Zapach bardzo charakterystyczny. Po lewej stronie, tuż przy leśnej drodze na małej skarpie leżały sobie trzy dziki. Miałem szczęście. Udało mi się przejść obok nie płosząc ich.

Ten zapach też zapamiętałem na długo. Gdy gmina naprawiała drogę w okolicy, załatwiliśmy z operatorem wielkiej równiarki, że wyrównał nam całe półtora kilometra naszej drogi dojazdowej. Wszystko było dobrze, droga miała piękny profil i przez pole miała nawet zrobione rowy po bokach. Tak było do pierwszych deszczy. Wracając w piątek z trasy, przejechałem naszą bramę i tu zaczął się poważny kłopot. Droga przez pole wiodła dość ostro w górę. Świeża glina na nawierzchni była tak śliska, że samochód tańczył z lewej na prawo, jadąc bardziej bokiem niż przodem. Tylko moim rajdowym umiejętnościom zawdzięczam, że dojechałem pod dom. Po drodze minąłem zakopane w rowie i w polu trzy osobowe samochody z warszawską rejestracją, Czarnego gazika utopionego po osie w polu i naszego Lublina z beczką wody, też obok drogi.

Okazało się, że przyjechali goście z Warszawy by nas odwiedzić na „gospodarstwie”. Świeżo zrobiona droga, była pokryta gliną i po deszczu, mimo że równa, stała się nieprzejezdna. Na drugi dzień pojechałem do PGR i załatwiłem spychacz na gąsienicach, który powyciągał z pola wszystkie samochody. Zabawy było, co niemiara. Kończyła się jesień, przyszły przymrozki i woda dowożona w cysternie zaczynała zamarzać. Co tydzień byliśmy w Olsztynie u mechanika, który obiecał nam naprawę pompy głębinowej i co tydzień nas zwodził albo go nie było. W końcu nasza cierpliwość się skończyła. W sobotę, pod koniec listopada zaparkowaliśmy przy domu mechanika i czekaliśmy. Wrócił do domu tuż przed północą. Po cichu weszliśmy za nim do jego przydomowego warsztatu. Tym razem nie pytaliśmy, kiedy naprawi.

Chcieliśmy naprawy teraz. Mechanik zaczął jak zwykle się wymawiać, obiecywać, że za kilka dni to już na pewno będzie pompa gotowa. Czarny wyciągną pistolet (w PRL można było dostać wszystko, gdy się miało pieniądze i wiedziało gdzie szukać). Mechanik zbladł. Powiedzieliśmy, że nie wyjdziemy bez naprawionej pompy. Zabrał się za robotę trzęsącymi rękami…

Poleć:

O Autorze:

Marek Mańkowski

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.