Witamy nikogo

2

– Witamy serdecznie gospodarza tego miejsca, dyrektora stacji naukowej PAN w Wiedniu, pana profesora Bogusława Dybasia. I witamy z polskiej ambasady… nikogo – rozpoczął Armin Innerhofer 13. Galę “Polonijnych Oscarów” czyli Złotych Sów Polonii.

– Witamy tak już drugi rok – dodała współprowadząca, niżej podpisana.

This slideshow requires JavaScript.

Tak właśnie można by podsumować “serdeczną nieobecność”, zainteresowanie Polakami, jak kto woli -Polonusami, Rodakami, emigrantami, ze strony polskich władz za granicą. Przynajmniej w Wiedniu, a słyszałam, że niestety nie tylko tutaj. Poza obowiązkowo i chętnie przyjmowanymi posiłkami, opłatkami, aktualnie zapewne jajkami przy okazji wyselekcjonowanych polskich spotkań, raczej z prawicową, bliską Kościołowi częścią Polonii w Wiedniu wiedeński pan Konsul Generalny, odpowiedzialny za kontakty z Polakami w Austrii, nie wsławia się szczególną o tych Polaków troską. Ba, pani ambasador, Jolanta Róża Kozłowska, pytana czy zaszczyci swoją obecnością np. tę minioną uroczystość, pełną znakomitych gości z całego świata – z USA, Kanady, Szwecji, Niemiec i Austrii, odesłała organizatorkę, Jadwigę Hafner (Jupiter, Klub Inteligencji Polskiej), może czasem szczerze szorstką, do wymienianego właśnie konsula dr. Aleksandra Korybuta-Woronieckiego. Ten zaś bawi się w kotka i myszkę “a może przyjdę, jak dostanę zaproszenie”, choć dotarło do ambasady dwa tygodnie wcześniej. Ot, daje do zrozumienia, że nie dla każdego szczęście uściśnięcia dłoni przedstawiciela polskich władz. Widać przed władzą od dwóch ponad lat klękać jeno trzeba, bo porozmawiać o tym, co nas cieszy, co nas boli, pośmiać z kilku rzeczy, napić wina czy zjeść świniaka “nie nada”. Ale my, obywatele RP jako pracodawcy konsula, ambasadorki, nie musimy się na takie traktowanie zgadzać, a odwracanie ról wydaje się być coraz częstsze.

Nie będę pisać, że za ambasadora Bartoszewskiego czy nawet jeszcze ambasadora Lorkowskiego było bardziej partnersko. Teraz polska ambasada w Wiedniu to mały Kreml, gdzie zapowiadać się trzeba, upraszać o spotkanie z jakiś urzędnikiem bez pewności, czym się to skończy. I to nie jest “wina Tuska” – z nim się jest stosunkowo prosto umówić w Brukseli.

Koniec narzekania, bo spotkanie z obecnością “nikogo” z ambasady polskiej było niezwykle udane, pełne emocji, wrażeń i faktycznego przeżywania wzajemnej wymiany myśli, refleksji, radości. I było pełne uśmiechów, śmiechu, czego u Polaków znowu tak często się nie spotyka naraz. A jest tu nas sporo. Jak właśnie powiedział konsul Korybut-Woroniecki, ćwierć miliona Polaków oficjalnie, a nieoficjalnie pół miliona ma w Austrii “punkt życiowej ciężkości”. Cokolwiek to znaczy (Youtube, kiedy to piszę 19 godzin obecności filmiku Polonus TV).

Stacja PAN, w pięknej kamienicy w 3. Dzielnicy, kawałek po kawałku odświeżana (teraz toalety przy Sali im. J. Sobieskiego, a to naprawdę ma znaczenie!) to miejsce z tradycjami, Polonia chętnie tam zagląda. To ważny punkt na mapie polskich państwowych placówek w stolicy Austrii, na pewno najgościnniejszy. Gdyby wiosna się pospieszyła, to moglibyśmy w ogrodzie też porozmawiać, pooddychać pod wiedeńskim niebem.

Instytut Polski w Wiedniu też nie był zainteresowany spotkaniem z polską docenioną artystką sztuk pięknych, nie tylko malarką, ale od lat tworzącą z użyciem np. tkanin Bashką Maryańską z NY, USA czy rozmową z aktorem, reżyserem, profesorem najlepszych uczelni filmowych, w tym w LA, USA, Markiem Proboszem. Wśród nagrodzonych była pisarka, tłumaczka (jęz. szwedzki), Katarzyna Tubylewicz, dawna szefowa Polskiego Instytutu w Sztokholmie. Ale po co poznawać ciekawe osoby, wymieniać doświadczenia, po co poznawać działaczy polonijnych, artystów, jak grafik i twórca Uniwersytetu Trzech Pokoleń na Uniwersytecie Humboldtów w Berlinie, Bogusław Fleck czy zdolna, skuteczna polityczka Zielonych, senatorka austriacka, Ewa Dziedzic. Po co poznawać twórczość Joanny Sokołowskiej-Gwizdki, badaczki Heleny Modrzejewskiej czy losów Fryderyka Chopina? Mamy w Wiedniu znakomitą szopenistkę właśnie, Natalię Rehling, znaną w całej Europie, także odebrała Sowę; po co przyjść i ją poznać prywatnie, zobaczyć, jak jej mąż i dwoje dzieci cieszą się Złotą Sową? A rodzina przecież taka cenna dla aktualnej wizji Polski. Aaa i mamie Katarzyny Tubylewicz chciało się z Warszawy przyjechać do Wiednia, bo inni najbliżsi nie mogli, a z Markiem Proboszem przyjechała żona Małgosia, z nagrodzoną Dorotą Trepczyk (Radio PoloNews) mąż i córka, ze wspomnianą polityczką jej partnerka. Wymienię wszystkich, bo Dorota Fischer (Radio PoloNews) z wymienioną Dorotą otrzymały nagrodę za dziennikarską, dobrą robotę (często na własny koszt), a Elik Plichta za swoje świetne magazyny radiowe i dziennikarstwo radiowe w Darmstadt (Radio Radar). Agnieszka Salamon, reżyserka, aktorka w Wiedniu tworzy od lat teatr amatorski (Teatr Vademecum), Agnieszka Malek, śpiewająca aktorka bywa na wiedeńskich scenach wampem, bywa “myszą”. No i zatrzymujący najpiękniejsze momenty ruchu ludzkiego ciała fotografik Mirek Dworczak z Linzu, mistrz fotografii baletmistrzów, tancerzy. Ze swoją Beatą.

This slideshow requires JavaScript.

Drodzy Państwo, celowo wymieniam nazwiska naszej “sowiej” rodziny, jak to ładnie ujął “rycerz słowa”, Marek Probosz. To wspaniali ludzie, którym się chce dawać z siebie ciut i dużo więcej, niż tylko to, czego wymaga biologia. I gna ich, szukają, chcą, pracują, dopieszczają się wzajemnie dobrym słowem, zaciekawieniem wzajemnym. Każdy z członków “sowiej” rodziny ma co robić. Wylecieli, odjechali, przeszli na drugi kraniec Wiednia ze Złotym Sowami w objęciach z uczuciem, że dla kogoś to co robią ma znaczenie. Że ma sens. Że ktoś czyta Joanny opowieści o Modjeskiej, ktoś słucha radia, wzrusza się na spektaklach, filmach, uczy nowych rzeczy na uniwerku czy zachwyca się zatrzymaną w kadrze muskulaturą, piersią, dłonią. Że tkaninowe światy Baśki fascynują, a budowanie pomostów artystyczno-ludzko-politycznych ma wielki sens.

Rodzina Sowia AD 2018

Pozdrawiam “matkę” Złotych Sów: Jadwigę Hafner z Wiednia. Bez niej by tych “sowi (ch) zdrzałów” nie było. Dzięki, Jaga!

Jadwiga Hafner

Beata Dżon Ozimek

Zdjęcia: Marcin Ignatowicz

PS. Przyznam, że razem z red. Henrykiem Martenką z tygodnika Angora (szef działu zagranicznego) otrzymaliśmy specjalne nagrody dla Przyjaciół Polonii, statuetki Sowiego Pióra. Piszemy o ludziach Polonii z radością.

•••

Jako członkini “Sowiej rodziny” gratuluję wszystkim laureatom!

Do kilkorga tegorocznych laureatów mam szczególnie ciepłe uczucia:

Joanna Sokołowska-Gwizdka wspólpracuje z “Gazetą’ od wielu wielu lat. Od czasu kiedy założyła swoje znakomite pismo online Culture Avenue promujemy je na łamach “Gazety i cieszymy się, że Joanna robi tyle ciekawych rzeczy w Teksasie. Tu o Joannie i jej materiały w “Gazecie”. Gratulujemy!

Z Markiem Proboszem miałam przyjemność spotkać się w Toronto i przeprowadzić z nim długi wywiad, który następnie zarezentowaliśmy w dwóch częściach w dwóch odcinkach POLcastu

Episode 44 i Episode 45, a także w odcinku 49 przedstawiliśmy jego opowieść o Witoldzie Pileckim.

Oto historie towarzyszące tym materiałom audio:

“A Hero from Zero”

“Beyond bravery – the Auschwitz volunteer”

Polecam mój artykuł na temat zeszłorocznej uroczystości, gdzie na końcu jest materiał Beaty Dżon Ozimek z Angory o Wiedeńskiej gali 2017. Tam właśnie, w Wiedniu, się poznałyśmy z Beatą i tam powstała idea jej współpracy z naszą “Gazetą” – serdecznie gratuluję i jej i red. Martence specjalnych Sów 🙂

Małgorzata P. Bonikowska

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

2 Comments

  1. Dramat, że taka impreza i takie nagrody są lekceważone przez władze Polski. To doprawdy nie do uwierzenia – powinni wspierać, naglaśniać i pomagać finansowo… To w ten sposób pokazuje się to, co Polacy mają do zaoferowania na świecie. Gratuluję laureatom w tym roku i w innych latach. Ale smutek i niesmak pozostaje…

  2. Lech Marek Jaworski on

    Bardzo to pięknie, że w Wiedniu polskie organizacje mają nagrody ZŁOTE SOWY. Miałem sam przygodę w temtejszej Ambasadzie PRL w 1968 roku W poczekalni polskiej ambasadzie w Wiedniu zobaczyłem krzyżem leżącą na podłodze kobietę, z głową na dywanie. Zapytałem ją czy mogę jej w czymś pomóc?
    Opowiedziała mi swoją historię. Kiedy w 1956 roku, Gomułka pozwolił czerwonym oprawcom wyjeżdżać z Polski do Izraela, jako mięso armatnie do walki z Arabami, to jej mąż – Żyd, kazał jej zrzec się obywatelstwa polskiego aby mogła z nim wyjechać do Izraela. W Izraelu szybko wziął z nią rozwód, zabrał jej dzieci i sprzedał ją do… burdelu. Pracowała w nim „jako ochotniczka” wiele lat, aż ją zwolnili i zaczęła być manikiurzystką, aby zarobić na podróż do Polski. Nie miała już polskiego obywatelstwa a jako obywatelka Izraela byłaby „persona non grata”, bo stosunki deplomatyczne z Izraelem zostały zerwane bo Rosja pomagała… Arabom. W 1968 roku poleciała do Polski, ale po zabraniu jej bagaży deportowano ją do… Wiednia. Tam zaopiekowały się nią zakonnice. Przychodziła codziennie do Polskiej Ambasady i błagała o wizę do Polski. Wziąłem ją do Ambasadora Finlandii, który wtedy reprezentował interesy obywateli Izraela w Polsce. Po dwóch dniach zatelefonował on do mnie mówiąc, że ta pani już jest w Polsce. Uważam to za największy dobry uczynek mojego życia!

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.