“Twarz”, czyli jak nie “śmiałam się z siebie”

1

Pobyt w Polsce jest okazją do zaczerpnięcia rodzimej kultury, a jedną z jej form jest polskie kino. Moja przyjaciółka dostała zaproszenie dla dwóch osób na premierę filmu Twarz Małgorzaty Szumowskiej i chociaż nie jestem miłośniczką twórczości tej reżyserki, dałam się skusić Srebrnym Niedźwiedziem, który ten film otrzymał.

Olbrzymia sala Multikina w Złotych Tarasach była wypełniona do ostatniego miejsca i jak to podczas każdej premiery, panowała w niej atmosfera oczekiwania na wielkie wydarzenie, szczególnie, gdy miał to być nagrodzony film uznanej polskiej reżyserki. Już na wstępie zapowiedziano, że Twarz jest komedią i jeśli ktoś podczas seansu nie będzie się śmiał, to nawet nie znaczy, że nie ma poczucia humoru lub ten rodzaj humoru akurat mu nie leży, lecz jest to jednoznaczne z nieumiejętnością “śmiania się z siebie”.

Zdecydowanie takiej umiejętności nie posiadam, gdyż chyba ani razu się nie zaśmiałam. Już od samego początku Twarz wyróżnia się sposobem filmowania, polegającym na pewnym triku – wszystko jest nieostre z wyjątkiem jednej twarzy czy jakiegoś elementu. Tego typu efekt uzyskuje się za pomocą specjalnego obiektywu. Nadało to w pewnym stopniu malarskości obrazu i ta technika mogłaby służyć pewnemu przekazowi, kiedy główny bohater, Jacek, po przeszczepie twarzy traci częściowo wizję w jednym oku. Jednak nieostrości występują od początku do końca filmu, a nie pojawiają się dopiero po operacji, więc zapewne zamierzenie reżysera było inne, a dla mnie nieczytelne.

Akcja filmu toczy się w scenerii przepięknego górskiego krajobrazu Podkarpacia, w zapadłej wsi, gdzie ludzie zajmują się rolnictwem oraz budowaniem ogromnej statuy Chrystusa. Mogę powiedzieć o sobie, że w miarę dobrze znam polską wieś, gdyż dzieciństwo i całą młodość byłam z nią zżyta. Bardzo często odwiedzałam tereny Podlasia, Suwalszczyzny, Podkarpacia, czyli raczej ubogie rejony naszego kraju (w latach 60-70. nawet górale byli biedni). Później, w roku 1998 spędziłam 8 miesięcy na Białostocczyźnie. Nocowałam u chłopów, rozmawiałam z nimi, pomagałam w polu. Poznałam przedstawicieli wszystkich warstw społecznych, od wiejskiej inteligencji po rodziny z marginesu społecznego.

Ukazane w Twarzy wiejskie środowisko jednak mnie totalnie zaskoczyło. Z pozoru normalne, nie patologiczne, lecz właściwie nie wiadomo jak je zaklasyfikować, gdyż składa się głównie z ordynarnych, bezlitosnych, zdewociałych i często pijanych głupców. Czasami zdarzają się im jakieś krztyny ludzkich odruchów, lecz obraz tylu idiotów na raz tak zdominował akcję, że nie zostało miejsca na skupienie się na głównym przesłaniu, jakim było prawdopodobnie pokazanie znieczulicy i prymitywizmu społeczeństwa. Jak wiadomo, aby zrobić dobrą komedię, trzeba być mistrzem. Moim zdaniem najlepsze są takie komedie, w których bohaterowie, mimo ich wad, zyskują naszą sympatię. Takim fantastycznym przykładem jest dla mnie “Moje wielkie greckie wesele”. Tymczasem w Twarzy właściwie nikt nie wzbudził mojej sympatii.

Wiadomo, że realizatorzy Twarzy ukazując oblicze polskiej wsi nie mieli zamiaru bawić się w Reymonta, tylko pragnęli zademonstrować w bardzo krzywym zwierciadle pewne cechy Polaków, takie jak skrajna religijność, pijaństwo, znieczulica, wulgarny język. Na pewno one w narodzie istnieją. Można z nich drwić, ale podczas oglądania filmu nie było mi do śmiechu. “Na szczęście” sporo osób potrafiło “śmiać się z samych siebie”, czego dowodem były chichoty na sali, więc zamysł Szumowskiej nie trafił w próżnię. Nie na darmo film został zaliczony do komedii.

Dla mnie “prawdziwe oblicze” Polaków Szumowskiej jest tak zdeformowane, że przysłoniło nawet te sceny filmu, które mogłyby być doskonałą parodią, gdyby podejść do tematu z większą finezją. Szokowanie widza “z grubej rury” ani w filmie, ani w innej dziedzinie sztuki nigdy mi nie odpowiadało.

Poleć:

O Autorze:

Beata Gołembiowska

Beata Gołembiowska – pisarka, autorka powieści Żółta sukienka, Malowanki na szkle, Lista Olafa, Droga do Wilenii oraz książek–albumów – W jednej walizce i Teatr bez granic. Kocha przyrodę, ceni ciszę, a w ludziach – tolerancję.

1 Comment

  1. Marek Maciolowski on

    Czy to nie paradoks ze taki obskurny antypolski filmik propagandowy
    sfinansowano z publicznych pieniedzy juz za rzadow PiS dla publicznosci PO et alianci !
    Jedynym rozsadnym wytlumaczeniem takiej polityki kultury PiS to polityczna perfidia – podszeptujaca PiS-owi by
    karmic wyposzczone intelektualnie rzesze PO et comrades najnizsza z najnizszych straw rozrywki gromadnej czyli chamstwem i plugastwem. Sadzac po pelnych salach premierowych pokazow udalo sie. Totalna opozycja zwawo i ochoczo wrocila do swego stanu naturalnego. Budzi to nadzieje.
    Chcialbym zauwazyc pewna swiezosc tej recenzji – tak bardzo politycznie niepoprawnej wrecz zaskakujacej w swej krytyce !
    Widocznie idzie ku wiosnie, Polskiej ! Jest nadzieja, to wlasciwy kierunek.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.