Kochanica dziedzica lub czar teściowej

1

Proszę się nie podniecać, to nie tytuły opowiastek porno, to jedne z wielu nazw produktu z przefermentowanego soku owocowego, ciągle jeszcze w Polsce nazywanego winem owocowym.

Walka w Unii Europejskiej o znaczenie słów wino i wódka
Ministrowie rolnictwa państw Unii Europejskiej obradujący w pierwszych dniach października 2007 r. zarezerwowali nazwę wino do napojów produkowanych tylko z winogron; wszystko inne to nie wino. Od tego postanowienia odwołała się delegacja polska pod przewodnictwem Jana Ardanowskiego, a także delegacje krajów, gdzie ten produkt jest wyrabiany: Niemiec, Szwecji i Irlandii. Nie znam szczegółów orzecznictwa w tej sprawie, chyba nic nie zwojowali. Przed tą batalią Polacy wraz z Litwinami, Estończykami, Łotyszami, Szwedami, Finami i Duńczykami przegrali walkę o nazwę “wódka” – chciano, by odnosiła się tylko do wyrobów ze zboża i ziemniaków, Unia poszerzyła tę nazwę na produkty z odpadów winogron, z pozostałości przy produkcji whisky i ginu, nawet z bananów.

Argumenty Polaków broniących nazwy “wino owocowe” są raczej słabe i niekonieczne prawdziwe. Oto one: tradycja polska tak nakazuje nazywać ten produkt (lekka przesada), w mentalności Polaków wino to wino owocowe, bo innego się w Polsce nie produkuje (nieprawda, mamy już ponad kilometr kwadratowy winnic i około tysiąc producentów prawdziwego wina); jeśli Unia poszerzyła definicję wódki, niech to zrobi z winem (co ma piernik do wiatraka!). Anglicy swoje wyroby z owoców nazywają “cider”, nie szkodzi to ani producentom ani produktowi. Polacy powinni raczej walczyć o to, by słowo wino nie było doczepiane do tych okropnych produktów z przeszłości, wyśmianych i skompromitowanych, szczególnie teraz, kiedy zaczęto tworzyć dobre alkoholowe napoje owocowo-ziołowe, które eksportuje się do Niemiec, Austrii i Belgii. Najlepiej by było, gdyby stworzono nową nazwę tego produktu, tak jak to zrobili Francuzi, nazywając swój wspaniały produkt z jabłek calvadosem.

Polskie wino owocowe w czasie Polski Ludowej
To tzw. polskie wino owocowe w szarej siermiężnej Polsce czasów komuny było popularne nie tylko dlatego, że dobrze komponowało się w beznadzieję narodu, ale że było tanie, dostępne dla każdego.

This slideshow requires JavaScript.

Był to produkt okropny, niezdrowy. Ponieważ szybko się psuł podprawiano go siarką. Nie zawsze robiono go z dobrych owoców, lecz często ze zgniłków – sam to widziałem, bo przez kilka lat mieszkałem przy fabryce przetworów owocowych w Zagłobie koło Opola Lubelskiego. Polscy menele pili je, bo musieli, mścili się jednak na produkcie nazywając go różnorodnymi złośliwymi nazwami: siara, jabol, mamrotka, gałga, siarkokwas, gleborzut. Na etykietach, dość krzykliwych i prymitywnych, pojawiały się piękne określenia, w swej przesadzie humorystyczne, jak Alpaga, Bachus, Węgrzyn, Kniaź, Aryzona, Kolorado, Bonanza, Rambo, Komandos. Niekiedy były to nazwy wprost wariacko folklorystyczne jak Czar Teściowej (przemianowywane na Czar PGR-u, lub odwrotnie), Czerwony Proletariat, Rajskie – z Adamem i Ewą w stroju niedbałym na etykiecie, Byk, Pokusa, Cycula, Rżnij Walenty jeszcze raz itp. Konsumenci dopisywali na butelkach inne nazwy czy sentencje jak Chateau de Patyk (ci kiepscy w językach obcych pisali po prostu: patykiem pisane), Alpaga Bramowa dobra na kaca.

This slideshow requires JavaScript.

Polskie jabole o dość intrygujących nazwach
Wyśmiewał te bełty nie tylko lud, ale i pisarze, reżyserzy, piosenkarze. W komedii J. Machulkiego ma ono nazwę jednego z największych filozofów świata: Platon. Do tak dumnych nazw dodawano podnazwy jak Na Dzień Dobry, Na Dobranoc. Bohater dokumentu Ewy Borzęckiej myśląc o tym przysmaku wznosi się na wyżyny poezji: “Ja bym tak mógł całe życie: żonka i Aryzonka, i wystarczy! (Aryzonka to nie imię kochanki, ale nazwa “wina”). U Edwarda Stachury znajdujemy nazwę Siekierezada, hardrokowy zespół nawiązuje do jednej z nazw tego płynu nazywał się Acid Drinkers, czyli po prostu kwasożłopy. Bieszczacki zespół punkowy KSU tak się wyraża o tym napoju: “Już razem pijemy ten szampan dla mas / I wszystko w nim znajdziesz: brud, siarę i kwas.”

Dalszy wysyp nazw
Jeden z internautów poprosił kumpli, by mu nadesłali nazwy ulubionych “win”. Pojawiły się napisy znalezione na etykietkach produktów tworzonych najczęściej w domowych winiarniach, a także określenia pijących te ludowo- socjalistyczne twory. Ponieważ nie jestem ekspertem w tym temacie i nie zawsze potrafiłbym odróżnić wymyślone słowa od nazwy produktu, potraktuję wszystko małymi literami. Wysypało się jak z worka obfitości ponad sto nazw. Oczywiście nie wszystkie będące w obiegu; nikt nie policzył ich dokładniej, ale jest ich kilka setek. Warto się im przyjrzeć nie tylko po to, by “wzbogacić” się językowo, ale nieco poznać mentalność meneli stojących przed kioskami w kolejce przed ich godziną otwarcia o szóstej rano. Myślę, że zjawisko to można nieco pogłębić i napisać na ten temat pracę magisterską – czy na doktorską wystarczyłoby materiału, tego nie wiem. Przytoczę tylko niektóre nazwy, pominę prostackie i te, które wyżej wymieniłem.

Gdy przeglądałem listę uderzyło moje oczy poczucie humoru i ironii w tychże nazwach. Większość z nich jest negatywna lub złośliwa – chyba stworzona przez tych, co dostrzegali szkody wyrządzane swemu zdrowiu tym trunkiem, no ale nie mieli wyjścia, trzeba to świństwo żłopać gdy się już jest w szponach nałogu. I tak wzbogacono nasz kochany język rzeczownikami jak sikacz, siara, siarczan, samasiara z akcentem na ostatniej sylabie, pryta, zajzajer, cienkusz, berbelucha i tak dalej.

Ci co upijali się radośnie, a wątroba jeszcze nie zdążyła zaprotestować, wymyślali pozytywne, niekiedy prawie poetyckie wyrażenia jak sen sołtysa, uśmiech sołtysa (trunek produkowany w Bieszczadach z nazwą sołtys chyba nie był najwyższej jakości, bo nazwano go nieco skromniej: łzy sołtysa), czar pegeeru, sen nocy letniej, niekiedy historycznie i nieco pompatycznie np. moc Jagiełły, krew Ulricha, Goliat. Na butelkach często pojawiał się po prostu napis Wino – to też jest wywyższeniem wartości produktu, bo prawdziwym winem nie jest, nawet przy nim nie leżało. Nie wiem czy inne określenia mają charakter pochwalny, czy złośliwie-ironiczny i co faktycznie oznaczają – byłbym wdzięczny, gdyby mnie ktoś oświecił. Oto one: Wisienki panny Magdalenki i Siki świętej Weroniki. Nie mam pojęcia czy nazwa Oddech traktorzysty ma wydźwięk pozytywny czy negatywny, przypuszczam, że chyba ten drugi.

Ci co nie zgadzali się z negatywnymi określeniami tego naszego w dawniejszych czasach narodowego drinku, dodawali do tych nazw wyrażenia uszlachetniające, najczęściej “chateau”, którym we Francji, szczególnie na terenach w okolicach Bordeaux, honoruje się bardzo dobre wina – najczęściej pisano je jak brzmiało: szato (np. szato de tur), lub inne “wielkie” słowa, np. lord (Lord Jabol). Jeszcze inne “wina” umilano doczepami do oryginalnej nazwy jak bimbrozja, winunio itd. Niektórzy poszli jednak zbyt daleko nadając tego typu produktom mocno przesadzone nazwy jak np. bordowino, lub kradnąc je od dobrych winogronowych win, np. sherry i by uniknąć kłopotów w sądach, na etykietkach pojawiały się w polskiej pisowni: szerry.

“Winunio” potrafi zabijać
To “wino” nie tylko niszczyło zdrowie, niekiedy kończyło się to śmiercią uzależnionego, było również powodem rozbicia rodzin, bicia żony i dzieci, nędzy, bo mimo niskiej ceny, tata przepijał wszystkie pieniądze, a niekiedy nawet i meble. Gdy w Polsce zaczęła rozwijać się motory- Typowa reklama producenta win owocowych zacja produkt ten otrzymał nazwę: “W pół godziny na orbicie” lub “Gas do dechy” – to drugie nie było tylko nazwą ale i praktyką pijusów w autach, czego rezultatem było tysiące zabitych, kilkadziesiąt tysięcy okaleczonych każdego roku – bo choć ten trunek nie jest wysoko procentowy, to zbytnia konsumpcja i kombinacja alkoholu z chemią czynił z niektórych jego konsumentów nieodpowiedzialnych szaleńców.

Napoje ” z wyższej półki” też nie są bez winy
Dzisiaj niektórzy Polacy ciągle piją te twory “socjalizmu ludowego”, ale cichaczem, bo wstyd się przyznać, że tkwią w dawnej, nieco wstydliwej epoce. Ten twór patykiem pisany zastąpiono początkowo piwem (za komuny też bardzo popularny napój), po zrzuceniu sowieckiego jarzma musiało się ono podzielić swą popularnością z winem gronowym.

Najnowszym szaleństwem na polskich stołach jest “wiskacz” (whisky). Polacy ciągle nie gardzą naszym narodowym drinkiem: wódką – słowem pieszczotliwym od wody. Muszę przyznać, że to już napoje z wyższej półki, ale ich nadużywanie niewiele zmienia liczby zabitych na drogach. Statystyki bardzo powoli maleją, na przestrzeni wielu lat w stosunku rocznym od pięciu i pół do około dwu i pół tysięcy osób zabitych i dziesięciokrotnie więcej rannych. Liczby te maleją, ale to nie zasługa roztropniejszego picia, ale coraz to większej liczby policji na drogach i coraz surowszych kar za “jazdę na gazie”. Ciągle wśród krajów Unii Europejskiej jesteśmy w ogonie pod tym względem, statystycznie dwa razy wyższym od przeciętnej w całej Unii. Jeśli ktoś szuka jakiegoś pocieszenia czy usprawiedliwienia tego stanu rzeczy, oto najczęściej podawane dwa z nich: w Bułgarii i Rumuni ginie więcej statystycznie osób niż z Polsce (my jesteśmy na trzeciej od tyłu pozycji) oraz to, że smog zabija prawie 20 razy więcej mieszkańców Polski, niż wypadki drogowe. Ale co to za pociecha?!

Bandytów drogowych trzeba oficjalnie uznać za groźną chorobę społeczną i wymyśleć na to taki środek, by był skuteczny, przynajmniej w ogromnej większości przypadków. W niektórych krajach zachodniej Europy pojawiają się bardzo nowoczesne pomysły jak zmniejszyć liczbę wypadków na drodze, na przykład wmontowany w wozie aparat, który w oddechu kierowcy wyczuwa alkohol lub narkotyki i wtedy blokuje zapłon w wozie, nie ma zlituj, wóz nie zastartuje. Warto by było by coś takiego montować i w wozach poruszających się polskimi drogami.

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

1 Comment

  1. Marek Maciolowski on

    No wlasnie, tak wygladala jabcokowo pijacka
    obyczajowosc PRL – opis ten powinien skutecznie odstraszyc Polakow od glosowania na jakakolwiek polityczna emanacje tz. Totalnej Opozycji, czyli komunistow, ktorzy w imie swej rodzinnej tradycji jabcokiem i margaryna narod by chcieli karmic.
    Historia produkcji win owocowych w Polsce jest o wiele dluzsza i szlachetniejsza niz opisana komunistyczna trucizna.
    Autor tego artykulu popelnia typowy blad piszac jakoby wina gronowe a wina owocowe to inne wina – oba wyrabiane sa z soku owocowego, a winogrona sa tez owocem.
    Wszystkie wina sa winami owocowymi.
    Moszcz kazdego owocu moze dac wino bardzo dobre, mozna moszcz tak zestawic co do skladu, ze bedzie zupelnie taki sam jak moszcz otrzymany z najlepszych winogron.
    Wyrabiano w Polsce wina z jablek, gruszek, jarzebiny, glogu, sliwki, wisni, czeresni, czeremchy, tarniny, dzikiej rozy, malin, jezyny, poziomek, agrestu, porzeczki, zorawiny, brusznicy, borowki, morwy, berberysu, derenia, bzu czarnego, rzewienia, pomodorow, brzozy, klonu.
    Istniala w Polsce bardzo dluga tradycja wyrobu miodow pitnych czyli win z miodu.
    Miod pili Lechici nad Goplem, pil tez Zagloba.
    Byl to narodowy trunek Polakow az po rozbiory. Rozbiory wprowadzily trunki okupantow – Niemcy piwo, Rosja samogonke, Austria piwo-gorzalke-wino .
    Wyrob miodu, krolewskiego napoju, poszedl w zapomnienie.
    Polacy, broncie swej tradycji, lacznie z ta kulinarna, przeciwnie ponownie bedziecie pili peerelowskiego jabcoka. A patykiem na wodzie tego nie pisze.

skomentuj

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.