Dżentelmeni – wymierająca rasa

1

Chamiejemy na potęgę
Przykro mi o tym pisać, ale niekiedy jest to konieczne: świat chamieje, a my Polacy, tak podatni na nowinki z Zachodu robimy to samo w przyśpieszonym tempie by nadrobić utracony czas. Mnożą się tzw. pisemka kolorowe, których głównym celem jest dowalenie komuś. Powstają ugrupowania, szczególnie ludzi młodych, których jedynym celem jest walka z każdym, kto nie wygląda tak jak oni, kto nie myśli jak oni.

W Polsce przykład idzie z góry. Gdyby któraś z uczelni warszawskich pomyślała o programie studiów nowomowy polskiej ostatnich 20 lat, nie musiałaby starać się o salę wykładową, o profesorów, wystarczy posłać studentów na galerię Sejmu w czasie obrad. Mowy nienawiści przeciw przeciwnikom politycznym tak podniecają mówców z bożej łaski, że zachwyceni swymi wystąpieniami wyszukują bardzo pikantne i prymitywne nowe słowa mające być gwoźdźmi do trumny przeciwnika. Na ulicy, w blokowiskach, w miejscach publicznych niezbyt często widać gesty serdeczności, miłe uśmiechy, zainteresowanie drugą osobą. I choć jest nas coraz więcej na świecie, choć coraz na nim ciaśniej, stajemy się coraz bardziej samotni, odcięci od innych, tacy kameduli czy siostry sakramentki w masie ludzkiej. Źle nam z tym, ale zamiast zainteresować się światem wokół nas, zamiast poszukiwać w nim czegoś ciekawego czy dobrego, odruchowo zamykamy się bardziej w sobie i jedyną reakcją jest agresja słowna czy chamskie zachowanie. Słyszałem kiedyś w programie telewizyjnym rozmowę z profesorem Bralczykiem, który przyznał się do tego, że skrzętnie notuje tę mowę wojny polsko-polskiej, ma już wystarczająco dużo materiału, by wydać dość pokaźny jej słownik. Obecnie ten słownik chyba będzie niełatwo zamknąć w jednym tomie.

Całuję rączki i otwieram drzwi
Gdzie te czasy, kiedy to w kamienicy sąsiadeczki zbierały się by nie tylko poplotkować, ale przedyskutować problemy związane z ich dziećmi, czy jak się nie dać wyrolować przez zarząd spółdzielni mieszkaniowej? Pożyczało się od sąsiadów nie tylko cukier, ale dowiadywało się gdzie “rzucono” meblościanki czy cytryny. Gdzie te czasy, kiedy mężczyzna prowadził z szacunkiem swą panią po prawej stronie, z dala od rynsztoku, by przejeżdżające pojazdy nie ochlapały jej kreacji (wyjątkiem byli wojskowi – nie mogli trzymać swoich pań prawą ręką za łokieć, ręka musiała być wolna do salutowania). Gdzie są ci mężczyźni, którzy po zatrzymaniu auta biegli na jego drugą stronę by otworzyć drzwi swej pani i podać jej rękę przy wychodzeniu? Ja kiedyś takim byłem, z szacunku dla kobiety prowadziłem ją po prawej stronie, otwierałem drzwi, całowałem w rączkę. Przestałem całować Polki zamieszkałe poza Polską, bo kilkakrotnie zauważyłem spojrzenie całowanej w stronę swej przyjaciółki, a z niego można było łatwo wyczytać przesłanie: “Co za stary ramol, zapomniał, że nie żyje w XIX wieku”. Przestałem całować ręce nie-Polek, bo to wywoływało szok, niekiedy zdziwienie, czy wprost rozczulenie. Jedna z takich pań obcałowała moją rękę z wdzięczności, że tak ją uhonorowałem. Od tego momentu nie ma już jednostronnego czy obopólnego całowania. Drzwi wozu nie otwieram kobiecie, bo jakoś wolniej teraz wychodzi mi się z auta, a gdy się z niego wreszcie wygramolę, pani już czeka na mnie na chodniku. Niektóre panie, pchane jakimś odruchem warunkowym, biegną do drzwi kierowcy, by mi pomóc wygrzebać się z auta. Wygląda na to, że starzenie się nie pomaga mi być dżentelmenem. Prawdziwa mizeria!

This slideshow requires JavaScript.

Obowiązki dżentelmena wobec kobiet to nie tylko “całuję rączki”, dumny spacer ramię w ramię – ona oczywiście po jego prawicy – czy otwieranie drzwi w aucie. Kobiecie trzeba także podać rękę, gdy z jakichś innych drzwi wychodzi lub przez nie wchodzi, szczególnie gdy to wchodzenie czy wychodzenie z racji szpilek na nogach jest trudne czy nawet niebezpieczne. Trzeba pani pomóc włożyć płaszcz przed wyjściem lub pomóc zdjąć tenże płaszcz w momencie dotarcia do celu. Dalsze zdejmowanie czy zakładanie kobieta robi sama, gdy uzna to za stosowne.

Dżentelmen całą gębą, przepraszam, buzią
W autobusie, tramwaju czy pociągu trzeba koniecznie ustąpić jej miejsce siedzące, choćby była nawet nieco młodsza od mężczyzny.Takim super dżentelmenem był angielski pisarz Gilbert K. Chesterton, bo uwalniając miejsce siedzące w autobusie czy tramwaju udostępniał siedzenie trzem kobietom – taki był gruby. W restauracji czy w domu, ładnym dżentelmeńskim gestem jest wysunięcie krzesła i pomoc we wsunięciu go na właściwe miejsce zanim na nim pani usiądzie. Gdy jesteśmy razem z kobietą trzeba zapytać czy czegoś nie potrzebuje. Nie wiem, czy zaproponowanie worka popcornu w kinie mieści się w obowiązkach dżentelmena. Przy damie się nie pali, chyba żeby ona nalegała, lub poprosiła sama o papierosa (no ale co to za dama zatruwająca płuca dymem!). Trzeba pamiętać o tym, że zawsze trzeba dźwigać jej pakunki, z wyjątkiem, oczywista, torebki, choćby ta ważyła wiele kilogramów. Takich różnych okazji do okazania się dżentelmenem wobec płci słabszej, ale zawsze piękniejszej od męskiej, można wyliczyć jesz- Dżentelmen nigdy nie rozstaje się z parasolką cze dziesiątki. Zamiast tej wyliczanki powiem tyle, że prawdziwy mężczyzna jest zawsze wobec damy serdeczny, pomocny, opiekuńczy i powinien przepoczwarzać się w tygrysa, gdyby ktoś w jego obecności jej ubliżył.

Nieco przestarzały kodeks honorowy dżentelmena
Ale usługiwanie kobiecie nie czyni z człowieka pełnego dżentelmena – trzeba sprawdzić jego zachowanie w stosunku do grona otaczających go ludzi. O tego typu zachowaniach, gestach czy słowach mówią nam publikacje na ten temat. Takie publikacje definiują czego w danym kraju w danym czasie można wymagać od niego. Polska ma tych publikacji sporo, jedną z najbardziej znanych jest Polski Kodeks Honorowy Władysława Bosiewicza z roku 1919. Stawia on bardzo wysoko poprzeczkę tym, którzy bez żenady chcą się nazywać dżentelmenami. “Dżentelmen,” według autora, “to człowiek o nieposzlakowanym imieniu, nienagannych manierach, zdecydowany, odważny, waleczny, obrońca kobiet, nie mający żadnego konfliktu z prawem, nieupijający się, oddający długi honorowe, odpowiedzialny za słowa, działający jawnie, nie piszący anonimów. Ponad wszystko powinien być gotowy stanąć do pojedynku w obronie innych ludzi, przede wszystkim kobiet, a gdy już rękawica jest rzucona, nie może się pod żadnym warunkiem wycofać. Pojedynki rzeczywiście były klęską dla wielu narodów, bo najczęściej ginęli uczciwi, prawi ludzie. Szuje i łobuzy przeważnie przeżywali, bo zamiast głosić piękne idee, czy doskonalić się wewnętrznie, poświęcali czas na fechtunek i ćwiczenie umiejętności strzeleckich. W poszczególnych krajach nie tak jeszcze dawno temu ginęło rocznie kilkaset, a we Francji w czasach Ludwika XIV aż około cztery tysiące ludzi urodzonych wysoko”.

Z biegiem czasu te wzniosłe zasady trochę straciły swój blichtr, pojedynki są wszędzie zakazane, zabicie kogoś w pojedynku to zwyczajne morderstwo. Od współczesnego dżentelmena, a coraz trudniej znaleźć takiego w tłumie, bo to rasa wymierająca, i obecnie też wiele się wymaga – to nie tylko szarmanckość wobec kobiet, chociaż ta cecha jest najłatwiej zauważalna.

Przed wojną było lepiej
Przed wojną światową łatwiej było spotkać czy poznać dżentelmena. Było ich więcej. Cech dżentelmeńskich nabywało się w rodzinach. Standardy poprawnego zachowania wypracowywali przodkowie – ich synowie i wnuki po prostu “wskakiwali w ich buty”. Było rzeczą niewyobrażalną w świadomości ogółu by większość dawnych magnatów, bankowcy, dyżurni ruchu, naczelnicy poczty, czy prawnicy i sędziowie mogli się zachować nieelegancko i niekulturalnie. Dzisiaj rzadko kto przejmuje funkcję po ojcu czy dziadka i zachowuje się tak jak oni. Dawniej ludzie często mieli jakieś wewnętrzne predyspozycje lub powołanie do wykonywania jakiejś funkcji społecznej lub zawodu, dzisiaj coraz mniej się mówi nawet o powołaniu do kapłaństwa, dzisiaj wykonywany zawód to często tylko źródło utrzymania, nic więcej.

Rozkoszny Zakrzeński i jego opowiastki
Przypadkiem trafiłem na wywiad Magdy Rybak z Januszem Zakrzeńskim w czasopiśmie “Bluszcz”. Są to sympatyczne wspomnienia tego kochanego aktora i prawdziwego dżentelmena. Już go nie ma z nami, zginął w samolocie prezydenckim w katastrofie pod Smoleńskiem. Zakochany był w Piłsudskim, chyba nie tylko dlatego, że jako mały brzdąc miał szczęście siedzieć na kolanach Marszałka. Od dziecka wiedział, że człowiek ten zrobił więcej niż ktokolwiek inny, by Polska powstała ze 123- letniej niewoli. Jako nieco większy brzdąc wystawał przed głównym wyjściem z budynku w którym pracował czy przebywał Marszałek, zamaszyście salutował Marszałkowi, ten z kolei w sposób najbardziej poważny odsalutowywał mu, tak samo jak to robił przy spotkaniu ze swymi generałami. Prawdziwa klasa! Ci co nie znają go z filmów, może przypominają sobie z programów telewizyjnych tego miłego staruszka, który odtwarzał postać Piłsudskiego podczas listopadowych Świąt Niepodległości. Dbając o poziom kulturalny Polaków założył Akademię Dobrych Obyczajów, w której wykładał przedmiot zwany kulturą słowa. Przytoczę tu krótko jego dwa wspomnienia: W Krakowie wiedziano, że jeden z hrabiów Potockich dostał w czasach komuny posadę kierowcy autobusu miejskiego. Wielu, między innymi młodego Zakrzeńskiego, ciekawiło jak pan hrabia sprawdza się w roli kierowcy. Kilka razy przejechał autobusem prowadzonym przez Potockiego i był pełen podziwu przyglądając się jego pracy. Hrabia był zawsze uśmiechnięty, kulturalny, pomocny. Wychodził z autobusu, by pomóc wsiąść osobom starszym i kalekom. Na końcowej pętli wiele kumoszek wsiadało do autobusu z wiktuałami na handel. Hrabia Potocki pomagał wnosić toboły, wszystko odpowiednio i bezpiecznie umieszczał w autobusie i gdy wszystko było zapięte na ostatni guzik wtedy ruszał w drogę. U tego człowieka utrata prawie wszystkiego nie zabiła jego kultury osobistej, dała mu nawet więcej okazji, by się okazać dżentelmenem.

Druga opowiastka dotyczyła dziadka aktora. Jako rannego powstańca umieszczono go w Dusznikach Zdroju by się wylizał z ran. Jeszcze bardzo obolały i cierpiący zobaczył, że pewna pani kuracjuszka próbuje przeskoczyć przez kałużę. Podciągnęła nieco suknię, odsłoniła “pęcinkę”, do kałuży jednak wpadła. Powstaniec rzucił się na ratunek, a czar kobiecej pęcinki tak go zauroczył, że zaprowadził ich do ołtarza. Owszem, dzisiejsze panie też mają piękne pęcinki, ale nie są one zasłonięte sukniami do samej ziemi, więc widok tej części ciała spowszedniał nieco, trudniej jest także o kałuże na drogach, nie myślę, by dzisiaj mogła to być metoda na znalezienie męża. Jaka szkoda!

Współczesny dżentelmen
Jak dzisiaj poznać dżentelmena? To że prowadzi panią pod ramię może być spowodowane zazdrością o nią, dlatego nie wypuszcza jej poza zasięg swego ramienia. Nie widzi się już prawie wcale pana otwierającego pani drzwi auta, a jeśli coś takiego się zdarza, to niekoniecznie świadczy o jego dżentelmeństwie ale, zakochany w swym pojeździe obawiać się może, że pani mocnym trzaśnięciem może odkruszyć lakier. Trzeba się więc przenieść nieco dalej od relacji on-ona i przyjrzeć się czy mężczyzna wita się z innymi radośnie i spontanicznie, czy do każdego człowieka spoza jego kręgu najbliższych zwraca się przez pan, Dżentelmeński czy zaborczy pani, lub jeszcze lepiej przez jego tytuł naukowy czy zawodowy plus nazwisko. Czy przy stole rozmawia z osobami po swojej prawej jak i lewej stronie. Czy nie zasiada pierwszy do stołu, nie przechwala się bogactwem czy swymi umiejętnościami. Nigdy nie spogląda na zegarek gdy rozmawia z innymi. Nie zaczesuje włosów w towarzystwie, nie gryzie paznokci, nie dłubie z nosie. W sposób naturalny często używa słów “przepraszam”, “dziękuję”, “jestem wdzięczny” i tym podobnych. Umie słuchać, nie przerywa rozmówcy, nie podnosi głosu, bo to świadczy o tym, że jest w stresie, a jego argumenty w dyskusji są raczej słabe. Ma respekt dla ludzi starszych, zauważa dzieci. Je i pije elegancko, z umiarem. Nie świdruje wzrokiem pięknej kobiety, choćby była piękniejsza od anioła. Nie jest uzależniony od gier hazardowych. Tych stwierdzeń zaczynających się od “nie” można przytoczyć jeszcze wiele. W domu jest pełnym partnerem w pracach domowych i w obowiązkach wychowawczych. Ale bez przesady z tego typu gestami, gdy kobieta nie życzy sobie, by koło niej skakano, trzeba uszanować jej wolę.

Jaskiniowiec?
Zapyta ktoś gdzie takie cudo można znaleźć? Szczerze mówiąc nie wiem. Trzeba jednak szukać i to usilnie, wtedy powiedzenie Chrystusa: “szukajcie, a znajdziecie” może się urzeczywistnić. Są, żyją i w dzisiejszych czasach dżentelmeni, mimo że są mocno przetrzebieni przez wszelkie okropności XX wieku, które tylko w części odpowiadają za szerzenie się pandemii chamstwa – innych tego powodów jest dziesiątki, nazbyt wiele, by je wymieniać. Niedobitki tej “rasy” schodzą do podziemia, ukrywają się, by w opinii publicznej nie uchodzić za jaskiniowców. Dobre nawyki jednak stały się ich drugą naturą, nie zawsze udaje im się je ukryć, więc – znowu użyję tu słów Chrystusa: “po owocach ich poznacie ich”. Radziłbym jednak takim wychodzić ze swoich kryjówek w nocy lub gdy ulice są puste, bo gdyby usłyszeli współczesną mową polską, w której w co drugim zdaniu pojawia się przymiotnik zaje…ty, czasownik pier…ć zastępujący wszystkie inne, a w każdym zdaniu złożonym zamiast przecinka słowo ku…a, to taki wrażliwy człek może nie dojść do swej nory, po drodze może paść na ziemię na skutek zawału lub udaru, bo to słowa zbyt porażające dla jego serca i mózgu. Jako rasa genetycznie zagrożona, powinna być chroniona prawnie, no ale taki pomysł chyba jeszcze nie przyszedł do głowy nikomu z rządzących i to, jeśli się nie mylę, w żadnym z państw.

Poleć:

O Autorze:

Władysław Pomarański

Jestem emerytem. Studiowałem na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie i w Instytucie Orientalnym w Rzymie. Po przeniesieniu się do Stanów Zjednoczonych zapoczątkowałem nowe studia z dziedziny bibliotekarstwa na Long Island University, dokończyłem je na Dalhousie University w Halifaksie w Nowej Szkocji. Pracowałem jako profesjonalny bibliotekarz zbiorów w bibliotece głównej wspomnianego uniwersytetu w Halifaksie, a potem przez ponad 30 lat w D.B. Weldon Library w University of Western Ontario, w London. Tu odpowiedzialny byłem za selekcję materiałów bibliotecznych w językach francuskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim, polskim i rosyjskim oraz publikacji z dziedziny filozofii i historii nauk ścisłych i medycznych.

1 Comment

  1. Lech Jaworski on

    Świetny artykuł. Korci mnie aby prztłumaczyć na polski książkę POWER OF TACT = WARTO BYĆ TAKTOWNYM, ale nie wiem czy w Polsce znajdzie się wydawca?

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.