Czar prysł

1

Felieton a Polski/Austrii: Z 8-go piętra

Przejmujące i dekonspirujące są ostatnie dni na sejmowych korytarzach w Polsce. Przejmujące, bo stały się te zimne i otoczone nieprzyjaznymi strażami sejmowymi korytarze domem dla Polaków “niewidocznych”, słabszych społecznie, dotąd bezbronnych. Zajmują je rodziny, raczej matki dorosłych niepełnosprawnych i ich dzieci na wózkach, chore, ale myślące, wykształcone, bacznie obserwujące i komentujące rzeczywistość. Teraz oni są w roli głównej, wymuszonej swoistą okupacją fragmentu Sejmu, teraz garstkę tej społeczności widać i słychać. Na ich tle jaskrawo widać arogancję, butę i brak zainteresowania polityków rządzących realnym wsparciem tej składowej polskiego społeczeństwa.

Wykończonych dyżurem non-stop matek, czasem oboje rodziców, pełnych lęku o swoją przyszłość dorosłych niepełnosprawnych, a wszyscy muszą żyć z głodowych zasiłków i łamać głowę, jak wygospodarować kasę na rehabilitację, jak odnajdować sens, równowagę, siłę w swoim życiu. Jak walczyć z przemęczeniem, depresjami, co jest powszechnym udziałem opiekunów niepełnosprawnych. I ten rząd wraz z klerem ma czelność żądać od kobiet rodzenia wszystkich dzieci, nawet najbardziej chorych a potem się nań wypina, bo już ochrzczone, statystyka uczyniona, przyrost w górę, niech się rodziny martwią, a matki siedzą w domu i niosą krzyże, własny i dziecka. Choć krzyże (tu: kręgosłupy) nie wytrzymują obciążenia dźwiganiem, przekładaniem, noszeniem swoich dzieci. Przeraża bezczelność i nieczułość pisowskich polityków, wypłacających sobie i swoim kierowcom dziesiątki tysięcy nagród, wyrzucanie setek tysięcy złotych w koryta zaprzyjaźnionych z Gowinem i czy innym politykiem fundacji, bo trzeba rozdrapać kasę publiczną w imię 100-lecia niepodległości i patriotyzmu.

Staram się nazwać to, czego nie widać: to matki, kobiety niosą ciężar życia chorych dzieci, niepełnosprawnych, to one mają prawo krzyczeć, denerwować się traktowaniem ich jak wrzodu, który nagle pokazał się przez ubranie i go widać, bo dotąd nie był gotów pęknąć i się wylać, i szybko znowu trzeba go ukryć pod plastrami. Te matki, do których przychodzą politycy z żenującymi propozycjami czy tłumaczeniami, są na skraju sił, ale wiedzą, że jeśli wyjdą z sejmu, który na wiele sposobów, w tym szantażem emocjonalnym próbuje je usunąć z widoku publicznego i mediów, to znowu przegrają. Szydło Beata, uważająca Czar prysł się za matkę wszystkich matek polskich, co to rozdała po 500 plus i nie zajrzała głębiej, by poprawić latami zaniedbane sytuacje, była pani premier się nie wstydzi. A może wstydzi, dlatego woli spływ Dunajcem pośród zwolenników PiS, z dala od problemów. Zresztą, jak sama rzekła, jej się należy.

Przyznanie się do niedopatrzenia, niedowidzenia wszystkich problemów nie jest porażką porażką jest udawanie, że kwestii dorosłych niepełnosprawnych nie ma. Porażką jest tłumaczenie, że nie ma pieniędzy, bo są na inne cele. Porażką jest brak szacunku dla codziennych problemów tych matek-bohaterek – takimi one dla mnie są. I czasem ojców bohaterów, jak pan Bronisław z Zabrza, od 15 lat wychowujący synka Mikołaja, którzy cudów rehabilitacji dokonali razem, ale wciąż Miki bez ojca nie jest w stanie być samodzielnym człowiekiem. Wiem doskonale, jak od lat co miesiąc zastanawia się, czy będzie go stać na opał, na zapłacenie elektryczności, a co z rehabilitacją, a co ze szkołą, lekami dla syna? Jak szuka pomocy, jak w rozpaczy bezsilności bywa nieprzyjemny, sfrustrowany, bo niemal nikt nie jest w stanie pojąć trudów 15 lat niewyspania, samotności, opuszczenia przez sąsiadów, rodzinę, bo dziecko ze specyficznymi zachowaniami nie jest fajnym gościem czy kompanem. Czy jak panu Bronisławowi ksiądz nie chce dziecka ochrzcić, bo nie ma chętnych na chrzestnych, a zresztą, nie chodzą do kościoła, bo Miki źle reaguje na większe ilości ludzi. Czasem pomoże fundacja, inny samotny ojciec, zamożniejszy, bo opiekun niepełnosprawnego nie może pracować, bo nie ma kiedy, poza tym utraciłby zasiłek itd., itd. To codzienne bohaterstwo. Niechże troska finansowa nie będzie troską tych ludzi, którzy i tak przed oczami mają pytanie: co się stanie z moim dzieckiem, kiedy mnie zabraknie? Nie wolno lekceważyć małych grup, choćby wydawały się bezsilne, one w rozpaczy wysadzą niejeden system, tylko czy tym powinny się zajmować? Wszak miarą wielkości, siły jest stosunek do najsłabszych, do mniejszości. W tym kraju, Polsce, stosunku nie ma. Nawet przerywanego. Jak zwykle, nie ma głosu polskiego Kościoła katolickiego, a to przecież byliby Chrystusowi najbliżsi ludzie… słabi i w potrzebie. Ale Kościół woli silnych, wielkich, by mu wsadzić np. anteny satelitarne na głowę w koronie. Vide wielki Chrystus ze Świebodzina zarabia. Czar troski o rodziny pryska. “Dziewuchy Dziewuchom” powieliły polski kanon nieumiejętności utrzymania czystego społecznego ruchu. Dwie administratorki położyły łapkę na nazwie, wspólnotowym dobru społeczności protestujących i kontestujących rzeczywistość kobiet, nazwę opatentowały, odebrały platformę komunikacji, mogą zarabiać na nazwie. Zaraz pojawiła się kolejna platforma “Dziewuchy Polskie”, na której będziemy się organizować, by wypowiedzieć własne zdanie o naszych prawach. W statemencie stoi: “Administracja zrzeka się praw do rozporządzania nazwą grupy na rzecz wszystkich członkiń.” Cóż, pamiętamy Solidarność, dziś spauperyzowaną, byle jaką, wynajmującą dziś miejsca historyczne polskim faszystom z ONR, czy KOD z facecjami jej byłego lidera Mateusza Kijowskiego. Nie umiemy wspólnie, bezinteresownie działać w dłuższej perspektywie. Umiemy pięknie ginąć, co podkreśla i rekonstruuje wciąż na nowo aktualna polityka historyczna. Ale wolę pięknie żyć w poczuciu, że słabsi są przez nas, szczęśliwców z mniejszymi problemami wspierani bez łaski rządu, bo on pracuje z mojego (ten akurat nie) zlecenia. Tylko że zwolnić nieudaczny, nieprzewidywalny i pewny siebie zestaw pracowników rządu można raz na cztery lata. Naganę można wpisać do akt, próbować zwolnić dyscyplinarnie, ale i tak bez pewności, że tych nagan przyzna suweren więcej, niż opłaconych 500 plus, 300 coś, krzykliwymi procesami i wsparciem Kościoła pochwał.

Niech suweren się przyjrzy. Każdy może stanąć po stronie słabszych, wesprzeć; gorzej, jeśli znajdziemy się tam bez własnej woli. Kto o nas wtedy pomyśli? Warto o to zadbać i pamiętać, jak poeta pamięta. Majówka rodzin dorosłych niepełnosprawnych ma się odbyć w polskim Sejmie. Smutne. A chciałam pisać o majówce w Rumunii. Żegnam się na dwa tygodnie. Życzę nam wszystkim więcej pokory

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

1 Comment

  1. Rząd Zjednoczonej Prawicy nie może jedną ustawą i to natychmiast jak żądają podjudzani przez tzw. totalną opozycję niektórzy protestujący, naprawić zaniedbania wieloletnich rządów PO&PSL. Jak się nie zna kulisów całej sprawy to nie należy pochopnie wypowiadać się i wprowadzać w bląd czytelników.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.