Co to jest rozwój osobisty

1

Lepsze życie. Felieton z psychologią w tle

Jestem psychologiem z wykształcenia, jednak od zawsze interesowało mnie nie tyle wyjaśnianie ludzkich zachowań, ile korzystanie z wiedzy psychologicznej na co dzień i wykorzystywanie jej tak, by życie było lepsze, milsze i bardziej wartościowe. Nie lubię zajmować się przeszłością, chyba że po to, by wyciągać z niej wnioski i zmieniać jej znaczenie na lepsze. Koncentruję się na tym, co jest w życiu ludzi teraz i wykorzystuję wiedzę i doświadczenie do tego, aby ta teraźniejszość była możliwie najlepsza i pięknie rokowała na przyszłość. I tym chcę się tu dzielić. Będę pisać w zgodzie z własnym planem, ale jeśli zdarzy się tak, że jakiś temat zainteresuje Czytelników szczególnie, chętnie poświęcę mu więcej czasu.

Przez więcej niż połowę mojego dotychczasowego życia nie słyszałam tego określenia. Moja mama nie słyszała go nigdy. Nie mówiło się o rozwoju osobistym. Nie znaczy to, że ludzie się nie rozwijali, nie dążyli do tego, by być lepszymi. Rozwój jest elementem każdego życia, zatem rozwijali się – podobnie jak i dzisiaj – w sposób naturalny. Do jakiegoś momentu to wystarczyło. Prawa regulujące życie społeczne nie tylko pełniły swoją rolę, ale zmuszały ludzi do sprostania coraz wyższym standardom. Jednakże rozwój człowieka scedowano na społeczeństwo – to była jego rola.

Jednostka nie musiała się tym zbytnio przejmować. Znaczną rolę pełniła w tym sterowanym zewnętrznie rozwoju religia i później szkoła. Namawiano do pokonywania swoich słabości i budowanie charakteru ale według reguł społecznych. Egzekwowano to również za sprawą kar i wykluczeń. Wciąż jednak dla ziemskiego powodzenia ważniejsze było gdzie się ktoś urodził, w jakiej grupie społecznej, niż to jaki wspaniały charakter posiadał. Dla tych z gorszym urodzeniem nagrodą miało być lepsze miejsce po śmierci.

Już w Deklaracji Niepodległości w 1776 roku uwzględnione było prawo do szczęścia każdego Amerykanina, jednak w praktyce to wciąż społeczeństwo decydowało co dla kogo jest szczęściem.

Pierwszym, który z mocą opiewał samodzielność jednostki, odkrywanie indywidualnego potencjału przez każdą osobę był Ralf Waldo Emerson. On także nawiązywał do Boga, ale widział Go jako nie jako siłę oceniającą i każącą ale współpracującą z człowiekiem i obecną w nim samym. W swoim eseju z 1841 roku – “O poleganiu na sobie” (Self-Reliance) pisze “Bądź sobą; nigdy imitacją”. A dalej: “Człowiek powinien się nauczyć odkrywać i śledzić ten słaby błysk światła, który błyska poprzez jego duszę z wewnątrz, baczniej niż mocny blask firmamentu mędrców i bardów.” Ten błysk światła, to dusza – boska cząstka w człowieku. W innych esejach namawiał też do tego, by Amerykanie przestali polegać na europejskiej kulturze ale stworzyli własną. I tworzyli, nie zawsze w sposób, z którego są dumni. Z mrocznej kultury niewolnictwa i wyniszczania ludów zamieszkujących Amerykę Północną zaczęła się tworzyć pomału amerykańska kultura oparta na demokracji i wolności słowa, na prawie wszystkich do szczęścia… Powstało przekonanie o “amerykańskim śnie”, o tym, że dla człowieka pracowitego i posiadającego cnoty charakteru wszelka droga stoi otworem. Może nie “wszelka”, ale faktycznie droga od pucybuta do milionera była możliwa.

Ameryka weszła na drogę intensywnego rozwoju gospodarczego i szybko stała się wiodącym państwem na świecie. W ślad za tym poszła indywidualna troska o własny rozwój, o doskonalenie siebie. Ludzie wierzyli, ze to pomoże im osiągnąć dobrobyt i wymarzone cele.

To co działo się w Stanach w jakimś sensie emanowało na świat zachodniej półkuli, wschód miał wciąż swoją kulturę i swoją filozofię życia.

Jeszcze w 1903 roku James Allen w książce “Tak, jak człowiek myśli” odnosił się do charakteru, ale już w 1912 roku Dale Carnegie prowadził szkolenia uczące wpływania na ludzi za pomocą właściwego mówienia, a w 1916 roku jego szkolenie odbyło się w wypełnionej po brzegi sali Carnegie Hall. Umysły Amerykanów systematycznie oddawały się myśleniu według zasad indywidualizmu, samodzielności, samowystarczalności i siły własnego wpływu. Kiedy okazało się, że można się nauczyć odnosić sukcesy, chętnych było wielu. Coraz więcej osób zaczęło prowadzić szkolenia, dodawać takie nauki do wyższych szkół, wydawać magazyny wspierające takie myślenie, pisać książki a także włączać pozytywne myślenie do kazań i nauk w kościele. Te wczesne nazwiska to James Allen, Napoleon Hill, Dale Carnegie, W. Clement Stone, Norman Vincent Peale, Og Mandino. Klasycy, których moim zdaniem dziś powinno się poznawać jedynie w celach historycznych. Wszak świat się zmienił. Świadomość ludzka – zarówno indywidualnie jak i zbiorowo także. Stephen R. Covey w drugiej połowie lat 80. zauważył, że w tej fascynacji jednostką – niezależność, samodzielność i osobisty sukces osadzono na tronie, zapominając, że wyższą formą istnienia ludzi jest współzależność i współdziałanie. Zapomniano także, że skuteczne działanie to takie, które uwzględnia wszelkie koszty (także emocjonalne) nie tylko własne ale i innych zaangażowanych w to ludzi. Jego książka – “7 nawyków skutecznego działania” zapoczątkowała nowe podejście do rozwoju osobistego i szkoleń: ważny jest charakter, współdziałanie, równowaga w życiu i wierność pryncypiom – niepodważalnym zasadom działania świata. Dalej jednak namawia ona do wzięcia steru życia w swoje ręce i doskonalenia swojego charakteru czyli do… rozwoju osobistego. Celem tej pracy, tak jak poprzednich jest również uszczęśliwianie człowieka, tyle tylko, że dziś wiemy więcej o tym szczęściu.

Nasze życie jest rozwojem, odkrywaniem swojego potencjału. Żyje się z wnętrza na zewnątrz. Jednakże mało ludzi to wie i rozumie. Przeciętna osoba przeżywa życie od tego co na zewnątrz do wnętrza. Pozwala ustawiać swój poziom świadomości temu, co jest napisane w gazetach, co mówią inni o świecie, o okolicznościach, odcinając się przez to od swojego potencjału. Powtarzając nieprawdziwe stwierdzenia tworzy się błędną “mądrość społeczną”: “Starych drzew się nie przesadza”, “nie możesz nauczyć starego psa nowych sztuczek”… czyli nie można zmienić ludzkiej natury, ludzie się nie zmieniają. To jest nieprawda. Ludzie uczą się zawsze, zmieniają w każdym wieku… jeśli chcą lub muszą. Kiedy ktoś to zrozumie i zacznie świadomie zajmować się sobą i tkwiącym w sobie potencjałem, jeśli zacznie odwoływać się do swojego wnętrza i siły jaka tam się znajduje i stosować ją do zarządzania tym, co na zewnątrz, można mówić o rozwoju osobistym. Wiemy dziś jednak, że szczęście jest produktem ubocznym pełnego sensu życia, a ten można znaleźć jedynie w jakimś służeniu ludziom, we współdziałaniu. Wiemy, że egoistyczne podejście do życia nie daje prawdziwego spełnienia. Rozumiemy również wielką potrzebę życia w zgodzie z własną duszą i dbania o tę duszę. Wiemy, że nie tylko działanie ale cisza, refleksja, medytacja czy kontemplacja potrzebne są do harmonijnego życia. Współczesne koncepcje rozwoju osobistego czerpią trochę ze wschodnich kultur. _Nie tylko jednostki wzrastają, wzrasta świadomość zbiorowa świata. Dziś inny jest poziom świadomości niż za czasów Emersona, Hilla czy nawet Coveya. Potrzebujemy więcej mądrej troski o siebie i o innych, więcej duchowości i świadomości wspólnotowej. Działania w tym kierunku są dziś rozwojem osobistym.

Poleć:

O Autorze:

Iwona Majewska-Opiełka

Iwona Majewska-Opiełka. Psycholog, trener, coach. Stworzyła własny model rozwoju osobistego. Napisała 25 książek, a każda z nich to pasjonująca rozprawka na temat istotnego wymiaru ludzkiego życia. Najnowsza książka to „Najważniejszy związek czyli mądra miłość do siebie”.

1 Comment

  1. Marek Maciolowski on

    To prawda ze Czlowiek ma w sobie wrodzony
    potencjal, natomiast sam z siebie Nic a Nic nie wykrzesie z tego potencjalu.
    By cokolwiek wyrzesac Czlowiek musi zyc w spolecznosci ludzkiej, w obcowaniu z innymi ludzmi.
    Przykladowo, kazdy czlowiek rodzi sie z potencjalem mowy ( jezyka) , lecz sam sie mowic nie nauczy, a ta szansa nauczenia sie mowy trwa tylko kilka pierwszych lat zycia –
    jak te lata przegapi zyjacy wsrod wilkow to do konca zycia potrafi tylko szczekac i wyc do ksiezyca. Podobnie jak artysci wspolczesnych estrad.
    By byc Czlowiekiem czlowiek potrzebuje wiedzy o przeszlosci i poczucia ( swiadomosci ) przyszlosci.
    Bez rodziny, wlasnych dzieci, wspolnoty narodowej, ziemi Ojczystej nie moze zostac Czlowiekiem.
    Slusznie twierdzil T.S. Eliot ze kultura jest tylko cielesna emanacja religii.
    Bez religii nie ma Kultury. I tym samym nie ma cywilizacji. Mozliwe jest tylko stado.
    I jego wycie, niekoniecznie nawet do ksiezyca,
    zjawisko podobne mozna czesto obserwowowac np. w ” wyzwolonych ” z wyzszych aspiracji i zwolnionych z ” opresji” gorsetu tradycji i wiary, marszach czarnych niewiast warszawskich.
    To przyklad wyzszosci klasy takich kobiet nad glupota wszystkich mezczyzn ( 100% mezczyzn) ktorzy w swym zaslepieniu spowodowanym wrodzonym meskim szowinizmem nie potrafia odwaznie maszerowac ulicami Warszawy wznoszac obiecujace okrzyki ” My chcemy kastracji ” !!!

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.