Po polsku bez błędów

1

Z cyklu: Rozmowy POLcastu

Wszyscy znamy “Amerykanina w Paryżu”. Mój rozmówca jest Brytyjczykiem w Warszawie.

Richard Washington mieszka w Polsce od siedmiu lat. Pracuje w Kolegium Europejskim (College of Europe) w Warszawie dwujęzycznej angielsko-francuskiej uczelni oferującej podyplomowe studia dla studentów z całego świata. Działa też społecznie w wielu inicjatywach dla młodzieży, np. jest ambasadorem niedawno stworzonej przez młodych Polaków strony internetowej greatpoles.pl, prowadzi comiesięczne spotkania klubu dyskusyjnego Ladies and Gentelmen’s Club, angażuje się w działalność British Alumni Society.

Urodzony w Rotterdamie w Holandii z ojca Brytyjczyka i matki pochodzącej z karaibskiej wyspy Curacao, ukończył historię w Oxfordzie, szkołę aktorską w Londynie, politologię na Birkbeck College, University of London, był aktorem, politykiem, szefem kampanii wyborczych, a po przyjeździe do Polski ukończył College of Europe z wyróżnieniem dla najlepszego studenta w EU i został w nim jako pracownik. College of Europe (Kolegium Europejskiego) w Warszawie, w Natolinie, to dwujęzyczna angielsko-francuska uczelnia oferująca podyplomowe studia dla studentów z całego świata. Ma dwie lokalizacje – w Brugii, w Belgii, gdzie powstała w 1949 roku, i powołaną w 1992 roku – polską w Natolinie.

Richarda poznałam w Polsce, oglądałam go w akcji, a także odbyłam z nim rozmowę, i to w dwóch językach, bo Richard posługuje się niezwykle płynnie i w pełni poprawnie językiem polskim. Jego polszczyzna zaimponowała mi niezwykle i bardzo zaciekawiła jako językoznawcę. Byłam ciekawa jakie ma doświadczenia związane z nauką języka polskiego.

Małgorzata P. Bonikowska: Richard, jesteś Brytyjczykiem, wychowałeś się w Wielkiej Brytanii i przyjechałeś do Polski w wieku trzydziestu ośmiu lat, czyli byłeś już dorosły. Iloma językami władałeś w tamtym czasie?

Richard Washington: Wtedy mówiłem tylko po francusku i bardzo źle po holendersku. To znaczy, uczyłem się francuskiego w szkole, ale nie znałem go bardzo dobrze. Kiedy skończyłem dwadzieścia dziewięć lat doszedłem do wniosku, że to absurd znać tylko jeden język i zacząłem uczyć się francuskiego, posługując się nim po czasie w miarę płynnie. Potem nauczyłem się sam holenderskiego, który powinienem znać z powodów rodzinnych, ale wtedy nie znałem.

M.P.B.: Kiedy przyjechałeś do Polski, nie znałeś polskiego. Możesz powiedzieć dlaczego przyjechałeś do Polski?

R.W.: Dokonałem całkowitej zmiany kariery, a raczej miałem nadzieję na całkowitą zmianę kariery. Zacząłem studia magisterskie w Wielkiej Brytanii i usłyszałem od jednego z moich profesorów o możliwości studiowania w Polsce, w tym miejscu, w którym obecnie pracuję w College of Europe w Natolinie, w Warszawie. Studiowałem tam przez rok na innym kierunku studiów magisterskich, a na kolejny rok dostałem stypendium. Byłem naprawdę szczęściarzem, ponieważ kiedy o nie aplikowałem miałem trzydzieści osiem lat i to, co robiłem było, jak wy to mówicie po polsku, z księżyca. Ostatecznie otrzymałem to stypendium, miałem wielkie szczęście i znów przez ten rok czułem się jakbym miał dwadzieścia pięć lat. Moim planem nie było jednak, aby zostać w Polsce. Miałem niesprecyzowany dokładnie plan, aby wykorzystać ten pobyt jako etap przejściowy, a potem pojechać do Brukseli i zajmować się lobbingiem albo pracą w Parlamencie Europejskim, np. jako asystent jakiegoś członka parlamentu. To miałem nadzieję robić i stąd moja nauka języka francuskiego. Dostałem jednak pracę na uczelni, gdzie studiowałem, a więc reszta planów stała się historią. Zostałem w Polsce.

M.P.B.: Jestem bardzo ciekawa historii Twojej nauki języka, ponieważ Twój polski jest teraz nienaganny. Twoja wymowa jest niesamowita, używasz poprawnie końcówek, wszystko jest idealne. Kiedy i w jaki sposób osiągnąłeś taki poziom? Oczywiście, to jest proces i trudno wskazać konkretny punkt, ale w który momencie poczułeś, że osiągnąłeś przyzwoity poziom?

R.W.: To była bardzo długa droga i, jak często powtarzam, gdybym wiedział ile będzie trwała, nawet bym jej nie podejmował. Na szczęście nie wiedziałem tego kiedy zaczynałem naukę. Kiedy pierwszy raz przyjechałam do Polski brałem lekcje polskiego dla tzw. przetrwania. Potrafiłem więc powiedzieć jedną czy dwie rzeczy, takie jak poproszę piwo, umiałem zamówić taksówkę, żeby móc przynajmniej się poruszać. Ale nie spodobał mi się ten język jeśli mam być szczery, to naprawdę go nie lubiłem. Wydawał mi się dziwnie brzmiący, nie mogłem usłyszeć w nim żadnej melodii, tylko mnóstwo spółgłosek. Myślę, że jest to dość częsta pierwsza reakcja obcokrajowców na język polski. Po roku mieszkania w Polsce, wiedząc, że zostaję, że mam pracę, poczułem się zawstydzony tym, iż nie zrobiłem żadnego postępu po roku nauki, więc postanowiłem, że jeśli teraz zostaję w Polsce to nauczę się języka polskiego. Pomyślałem, że zajmie mi to dwa lata. Zacząłem uczyć się samodzielnie korzystając z książki o gramatyce, dlatego tak zwracam uwagę na końcówki, ponieważ sporo się ich uczyłem. Miałem w międzyczasie zapewnione przez pracodawcę darmowe lekcje i trafiłem na dobrych nauczycieli, którzy bardzo mnie inspirowali. Dzięki nim po dwóch i pół, może trzech latach doszedłem do punktu, kiedy mogłem prowadzić konwersacje, oglądać telewizję, słuchać radia i wypowiadać się w miarę płynnie, ale to nie był jeszcze satysfakcjonujący mnie poziom płynności, co mnie nadal frustrowało, bo po dwóch latach nauki francuskiego byłem w stanie dosyć płynnie się wypowiadać. Zajęło mi kolejne dwa lata, żeby osiągnąć taki poziom w polskim, aby swobodnie przeprowadzać po polsku wszystkie rozmowy biznesowe, pisać maile, radzić sobie z rozmowami telefonicznymi, co jak wiadomo sprawia szczególną trudność przy posługiwaniu się obcym językiem. To było dobrych pięć lat codziennej nauki i ja naprawdę uczyłem się każdego dnia, zawsze.

M.P.B.: Powiedziałeś, że uczyłeś się codziennie. W jaki sposób? Poprzez czytanie, słuchanie, rozmowy z ludźmi?

R.W.: Robiłem wszystko po trochu. Na początku to była rzeczywiście typowa nauka. Mam na myśli ćwiczenia gramatyczne uczenie się np. odmiany czasowników itd. Przez pierwsze trzy lata to było głównie odrabianie prac domowych zadawanych przez moich nauczycieli, ale również ja sam zadawałem sobie prace domowe. Kupiłem sobie mnóstwo książek i np. w sobotnie popołudnie siadałem w fotelu i uczyłem się wymowy różnych słów m.in. jak poprawnie wypowiedzieć czasownik sprzedać.

M.P.B.: Czy było to przydatne bo wiele osób uważa, że nie ma potrzeby uczenia się na pamięć odmian części mowy, poprawnego używania końcówek. Czy to jest twoim zdaniem przydatne?

R.W.: Tak. Są dwa główne powody. Po pierwsze, samemu zdobywa się większą pewność siebie język przestaje być jakimś ogromnym, nieodkrytym krajem, a zaczyna się dostrzegać jego krajobraz. Moim zdaniem, jeśli nie uczysz się fleksji czy deklinacji, jeśli postrzegasz to jako przerażające obszary, których nigdy nie będziesz w stanie dobrze opanować, będzie cię to blokowało przed zagłębieniem się w język, ponieważ te zagadnienia są jego bardzo ważną częścią. Druga sprawa to to, że Polakom trudno słuchać obcokrajowca, który mówi niepoprawnie. I to staje się kolejną barierą. Polakom jest żal takiej osoby, myślą, że nie ma sensu ciągnąć takiej rozmowy dalej więc zazwyczaj kończy się propozycją kontynuowania rozmowy w języku angielskim. Przez takie sytuacje bardzo trudno o postęp. Myślę, że gdyby udało się zlikwidować strach przed gramatyką, a jednocześnie znalazłoby się sposób, aby uczyć gramatyki to byłoby właśnie rozwiązaniem problemu.

M.P.B.: Co jest najtrudniejsze?

R.W.: Czasowniki.

M.P.B.: Masz na myśli oczywiście końcówki koniugacyjne. Ale tak ogólnie, czy wymowa i rozumienie języka mówionego są najtrudniejsze? Nauka języka jest ogromnym przedsięwzięciem, ale jakbyś miał stworzyć listę trzech, może czterech najtrudniejszych dla ciebie elementów w nauce języka polskiego, co by się na niej znalazło?

R.W.: Wspomniałaś o wymowie. Rzeczywiście początkowo to było duże wyzwanie. Miałem problemy m.in. z wypowiedzeniem słowa sprzedać. Wszystkie zbitki spółgłosek typu “sp”, “rz” “sprz” są trudne do wypowiedzenia dla osób angielskojęzycznych, ponieważ my po prostu nie mamy takich kombinacji w swoim języku. Pojawia się też psychologiczna bariera, bo kiedy widzisz takie zestawienia liter, które dla ciebie jako osoby anglojęzycznej wydają się niemożliwe do zestawienia, doznajesz szoku i robisz krok w tył, myśląc, że nie jesteś w stanie się tego nauczyć. Najgorsze są wyrazy jak “szczęście” (ang. happiness) czy powodzenie (ang. luck). I taka kombinacja jak “szcz” jest szokująca, nie wiadomo co z nią począć i to jest bariera, którą trzeba pokonać. Taką osobą, która pomogła mi się przełamać, był consierge w domu, gdzie wynajmowałem mieszkanie, który poradził mi, abym najpierw nauczył się, że “s” i “z” to razem “sz”, a “c” i “z” to “cz” w wyrazie “szczęście” “sz” i “cz”,a potem wypowiedział je jeden po drugim. W języku polskim ta wymowa się nie zmienia, jest regularna, w przeciwieństwie do języka angielskiego, gdzie, jak wiesz jako językoznawca, jest masę nieregularności. Kolejna kwestia to deklinacje. Wszyscy panikują myśląc o nich, a więc o różnych końcówkach rzeczowników, ponieważ nawet imiona osób zmieniają się w polskim, co jest bardzo dziwne dla wszystkich.

M.P.B.: I nawet przymiotniki i liczebniki.

R.W.: O tak! Ale tak naprawdę ta lista jest bez końca. Myślisz, że opanowałeś już jakieś zasady, a potem okazuje się, że są kolejne zasady. To ważne, że są zasady, więc po prostu potrzeba czasu na ich opanowanie. Trudność sprawiły mi także czasowniki. O ile rzeczowniki to jakby masa pełna zasad, które trzeba opanować, to czasowniki to niesamowita tkanina, swego rodzaju folklor, ponieważ nie mają tej samej, porównywalnej do łacińskiej, konstrukcji. Są jakby dziełem sztuki ludowej. Uczenie się ich jest totalnie nowym doświadczeniem. Musisz się specjalnie nastawić, aby tego dokonać. Kolejną, czwartą trudnością są sami Polacy, dla których barierą jest zrozumienie obcokrajowców, nie będących Słowianami, mówiących po polsku. Oczekują, że np. Ukraińcy powinni mówić po polsku i są zirytowani, kiedy tego nie robią i nie są zbyt mili w takich sytuacjach. Ale kiedy ktoś z zachodu stara się mówić po polsku, Polacy albo tak się cieszą, że ktoś mówi w ich mało popularnym na świecie języku, albo nie są w stanie uwierzyć, że to możliwe, albo żal im nas, że się tak męczymy. Przechodzą więc na angielski. Muszę powiedzieć, że musiałem nauczyć się strategii reagowania na takie zachowania.

M.P.B.: Czyli Polacy są w pewnym sensie szczęśliwi, że obcokrajowiec mówi po polsku, ale tak naprawdę nie pomagają w doskonaleniu jego umiejętności językowych?

R.W.: Tak. Kiedy pojedziesz np. do Wielkiej Brytanii to możesz być pewna, że okaże się, że jest mało osób, które znają twój nieangielski język, więc jesteś zmuszona mówić po angielsku. Brytyjczycy, Amerykanie czy Kanadyjczycy są przyzwyczajeni do obcokrajowców próbujących dogadać się z nimi po angielsku. My po prostu sobie z tym radzimy. Nie mówię, że wszyscy. Na pewno wielu imigrantów-mieszkańców krajów anglojęzycznych mogłoby podzielić się swoją własną historią z takich językowych doświadczeń. Ale my jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Wiem jak mówi po angielsku Polak, Grek, Włoch, Francuz itd. Polacy nie mają takiego doświadczenie w słuchaniu wypowiedzi obcokrajowców nie wiedzą jak mówi po polsku Hiszpan, jak Brytyjczyk itd. Takie doświadczenia są im obce.

M.P.B.: Czy jest wielu nie Polaków, szczególnie Brytyjczyków, żyjących w Polsce, którym udało się opanować język polski?

R.W.: Tak, znam wiele takich osób. Choć znam też imigrantów, którzy nie podjęli się nauki polskiego, bo uznali, że jest to za trudne. Ale znam ludzi, którzy opanowali w mistrzowskim stylu posługiwanie się językiem polskim. Znam też osoby, które dokonały niemożliwego i za to je bardzo szanuję nauczyły się języka polskiego nie mając takich możliwości jak ja, czyli bez darmowych lekcji, nauczycieli i nie mając tak jak ja pieniędzy na opłacanie dodatkowych lekcji. Część z nich pokonała bariery i pracują w sektorze usług. Jeden z moich znajomych prowadzi misję chrześcijańską. Płynnie mówi po polsku, ale nie w pełni poprawnie gramatycznie. Jemu to jednak nie przeszkadza, opanował swój polski na własne potrzeby, ponieważ jest bardzo pewny siebie, czego ja mu trochę zazdroszczę. Kiedy ja mam coś powiedzieć, myślę, aby nie popełnić błędów, a kiedy słyszę swoją wypowiedź, denerwuję się, że coś wypowiedziałem niepoprawnie. Ten mój znajomy się tym nie przejmuje, po prostu mówi dalej.

M.P.B.: Widziałam, że byłeś zaproszony do telewizji, aby skomentować w języku polskim sytuację związaną z Brexitem. Jak radzisz sobie w takiej roli? To musi być bardzo stresujące.

R.W.: Tak, to jest bardzo stresujące. Pamiętam kiedy pierwszy raz zostałem zaproszony do radia na wywiad z bardzo miłym dziennikarzem. Pomagał mi znaleźć słowa i dopowiadał kiedy milkłem. Poziom adrenaliny jest bardzo wysoki kiedy udzielasz takich wywiadów, więc skupiasz się na tym, aby wypowiedzieć kolejne zdanie, a twój mózg pracuje bardzo szybko w takich warunkach. Czasem orientujesz się, że jeżeli będziesz kontynował jakąś myśl, napotkasz na ścianę i brak słów, aby powiedzieć to, co chcesz. Wtedy trzeba próbować jakoś ominąć dane słowo, albo po prostu zmienić temat i zacząć rozmowę o jakimś innym temacie, w którym znasz odpowiednią ilość słów. W takich sytuacjach jak wywiady musisz używać swego rodzaju sztuczek, dlatego jestem po każdym wyczerpany. Na przykład wywiad w telewizji, o którym wspomniałaś, trwał osiem minut, a ja czułem się tak zmęczony, jakbym mówił przez cztery godziny. Na początku naszej rozmowy komplementowałaś mój poziom języka polskiego. Otóż kiedy mówię po polsku nie czuję takiej satysfakcji, nie tylko z powodu mojego perfekcjonizmu, ale także dlatego, że to jest po prostu duży wysiłek. Jestem pewien, że wielu Polaków mieszkających w Kanadzie, uczących sie angielskiego, ma podobne doświadczenia.

M.P.B.: Czy uważasz, że masz jeszcze dużo do nauczenia?

R.W.: O tak. Czytałem ostatnio artykuł w “Rzeczpospolitej”, centro-prawicowej gazecie, o obecnych działaniach rządzącej partii. Styl, w jakim był napisany, był z jednej strony kolokwialny, ale jednocześnie pełen erudycji. Czytając ten artykuł, pomyślałem sobie, że jest jeszcze wiele słów, których nie znam i byłoby cudownie, gdybym pewnego dnia wziął do ręki jakąkolwiek książkę lub inną publikację i mógł ją swobodnie przeczytać. Miałem ten sam problem kiedy próbowałem czytać powieści po polsku. Nauczyłem się wiele czytając gazety i oglądając telewizję. Dzięki temu przekonałem się, że są całe obszary słów, których po prostu nie znam.

•••

Wiele doświadczeń Richarda może być pomocnych dla osób, które uczą się innych języków. A Richardowi serdecznie gratulujemy rewelacyjnego opanowania naszego trudnego języka.

Małgorzata P. Bonikowska

Tłumaczenie wywiadu M.P.Bonikowskiej z jęz. angielskiego Barbara Laskowska

Jeżeli chcą Państwo posłuchać jak Richard Washington mówi po polsku, proszę posłuchać odcinka 42 POLcastu, w którym jest mój wywiad z Richardem. Zaczyna się on naszą rozmową po polsku. A tu jego historia po angielsku.

 

Poleć:

O Autorze:

Malgorzata P. Bonikowska

Dziennikarka, publicystka, anglistka (doktor językoznawstwa), nauczycielka, autorka książek, działaczka społeczna, współtwórca i redaktor naczelny www.gazetagazeta.com. Kocha pisanie, przyrodę i ludzi.

1 Comment

  1. Anka Nowacka on

    Czytaliśmy z znajomymi i słuchaliśmy wywiadu. Niesamowity Pan jest, panie Richardzie. Brawo. Świetny wywiad i ciekawa historia 🙂 Kiedy Anglik potrafi tak mówić po polsku, aż czuję wstyd, że my Polacy nie jesteśmy zbytnimi poliglotami…

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.