Filmowo, jeleniogórsko, rozmownie

0

FELIETON Z POLSKI/AUSTRII: Z 8-go piętra

Dzień dobry, miałam kilkudniowy urlop od pisania, za to nie od patrzenia, przeżywania, odczuwania, rozmów wielu, a to za sprawą niezwykłego, intensywnego 21. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego ZOOM w Jeleniej Górze. I będę się dzielić. Nie tylko filmy bowiem z całego świata, fabuły, dokumenty, video- arty, ale i specjalne projekcje filmów, których na próżno szukać w dystrybucji, które w Polsce są nieobecne, bo zbyt niszowe. Kino, które ma góra dwa lata, taki jest wymóg obecności w konkursie ZOOM-u, jest diablo aktualne, jest świeżą dyskusją z nieszczęściami tego świata i jednostek. Pokazuje nasze lęki, nasze frustracje, nasze marzenia, tęsknoty, tak to niezależne kino, jak i to artystyczne, formalnie nieco wyniosłe, wysmakowane. Tu mam na myśli piękny, czarno biały film “Pomiędzy słowami” w reż. Urszuli Antoniak, polskiej imigrantki, artystki żyjącej w Holandii. Jakub Gierszał, wszechstronny, plastyczny aktor, piękny, zjawiskowy i skromny, także z emigranckim epizodem, dzieciństwo spędził w Niemczech. Gierszał, aparycyjny “czysty aryjczyk” mówił do nas z ekranu po niemiecku i po polsku. “Szukał się” w swoim ojcu (Andrzej Chyra), który polską fantazję przekuł na sztukę życia, także na koszt syna po latach nieobecności w jego życiu. Kto nie ma emigracyjnych epizodów, kto jest czystym Polakiem, co krąży w słowach niektórych polityków, no kto?

Kto jest Hutu, kto jest Tutsi, kto nie ma żadnego z obcego, wrogiego plemienia w swoich rodzinach, kto nie był sprawcą, ofiarą, kto nie musiał czegoś oddać, uczciwości, sumienia, kogoś wydać, by przeżyć? Kto jest czysty? Niech rzuci kamieniem. Te i inne pytania wywołują “Ptaki śpiewają w Kigali” Joanny Kos- Krauze i śp. Krzysztofa Krauze. Bałam się tego filmu, ale tak pięknie sygnalizuje, daje znaki nt. okrucieństwa, splamienia wojną, każdą, ludobójstwem, daleko od jego banalizowania. “Jak nie zapłacisz, to cię zgwałcę” mówi jak o czymś oczywistym białej kobiecie, granej przez Jowitę Budnik, silny Hutu. Inni Hutu podczas masakr w Rwandzie w 1994 nazywali Tutsi karaluchami, robakami, wrzucali ich do kloak, szamba. Po rzezi jedni zajmowali domy drugich, ci Tutsi, którzy przeżyli i byli szybsi, a może przeżyli, bo kogoś ze swoich wydali, a może mieli szczęście, a może, a może… Zajmowali domy innych Tutsi, ubierali się w ich rzeczy, spali na ich łóżkach. Każdy ma swoją tajemnicę i ból. Pięknie Joanna Kos-Krauze powiedziała, że największym nietaktem (żeby nie powiedzieć inaczej) jest zadanie pytania komukolwiek w Rwandzie: jak przeżyłeś?

I wraca wciąż ustawa IPN w trosce o dobre imię “Narodu Polskiego”. A jak ty przeżyłeś? A komu zająłeś dom, mieszkanie? Te pytania w 1945 też byłyby bardzo dramatyczne, trudne. Ale kiedyś trzeba na nie odpowiedzieć. Podobne pytania pojawiają się w filmie Jirziego Chlumskiego, czeskiego reżysera, “Siedem dni grzechów” (Seven days of sins) o “dniach majowych”, o trudnej pamięci wydarzeń z maja 1945, kiedy 2 miliony Niemców Sudeckich, przed wojną mniejszość narodowa Czechosłowacji, zostało wypędzonych, z czego tysiące zginęły, zaginęły. Sąsiedzi, mieszane rodziny, znajomi z godziny na godzinę stali się ofiarami podłości, frustracji, zezwierzęcenia czeskich sąsiadów; palono, gwałcono, niszczono. W majestacie bezkarności i “zbiorowej odpowiedzialności”. Każdy ma swoje rozliczenia z historią. Jak mówił reżyser w rozmowie po projekcji, którą miałam przyjemność prowadzić, także w Czechach dziś coraz trudniej mówić o winach, o rozliczeniach, o faktach, które nie są chwalebne, “przepraszam”, czego chciał idealista, prezydent Vaclav Havel.

Jak w dzisiejszej Polsce. Ukraińcy, Żydzi, Polacy. My dobrzy, inni źli, sami tego chcieli, sami sobie winni. Proste linie, proste podziały; białe i czarne charaktery. Do tego 1 marca dzień “żołnierzy wyklętych”, dzieci wypędzane ze szkół na “wilcze szlaki”, kiedyś pełne niewinnych ofiar “wyklętych”, rządowe rozliczenie Marca 1968: “to komuniści, Polski wtedy nie było”. Jak pewien młody Żyd, pisarz wczoraj powiedział na to wszystko: “kiedy tego słucham, rzygać mi się chce”. Przepraszam, mało to eleganckie, ale mnie też.

Cudowny, kameralny obraz Adama Guzińskiego “Wspomnienie lata” z wybitnymi zdjęciami maga kamery, Adama Sikory, z kreacją Urszuli Grabowskiej i jej młodego partnera jako syna. Film nie ma dystrybutora, zbiera powoli nagrody, a porusza, pyta, otwiera. Mała rzeczywistość a jakie spektrum tematów, tęsknot, niewypowiedzianego. Wstrząsający, taki był dla mnie, krzyk szeptem.

Piękno, pola, pszczoły, sensualna miłość, świat pełen dziwności, pasji i uczuć. Jana Jakuba Kolskiego “Afonia i pszczoły”, ech, zakochałam się po raz kolejny w tym świecie Kolskiego, Grażyny Błęckiej-Kolskiej i nieuchronności końca miłości, nieuchronności bólu, okrucieństwa i zapłaty za miłość.

Nie uwierzyłam i poczułam się oszukana przez autorkę wideoperformansu i dokumentu w jednym: “Śliczna jesteś laleczko”. Aleksandra Kubiak rozliczała się zKtragiczną śmiercią matki Małgorzaty, wynajmując aktorkę, by na chwilę przebrać ją, przetworzyć i jako swoją matkę przywołać, coś dokończyć, zamknąć, uporządkować. To była też praca doktorska artystki. Nie obeszło mnie to ani odrobinę, tylko zirytowało, zeźliło. Pewnie byłoby inaczej, gdyby nie mówiono mi, że to wszystko prawda. Przepraszam, nie uwierzyłam. Nie współodczułam. Zawsze wracam w takich momentach do Krzysztofa Majchrzaka, znakomitego aktora, ale i myśliciela. “Czy siostro, bracie coś poczułeś?” Tylko to się liczy przy całym gadaniu, pisaniu.

Dlatego o tym piszę, bo to było jedno z najwyraźniejszych “nie poczułam” w ostatnich latach, a dalibóg, filmów oglądam różnych sporo. Przykro mi.

I nagradzana historia miłości dwojga neurotyków, węgierski film “Dusza i ciało” Ildiko Enyedi, z szansą na Oscara! Miłość rodząca się w rzeźni, z wołowiną w tle, z kradzionymi środkami na potencję dla buhajów, z całym mikroświatem ludzkich spraw, zahamowań, odkryć. Poetyczna niemal podróż z uczącymi się uczuć ludźmi… a że rzeźnia? Miejsce piękne i brzydkie jak każde inne.

Zaczyna się marzec, zbliża wiosna. Słońce coraz bezczelniej podgląda, oświetla zakurzone mroczne zakamarki, by można z nich wymieść śmieci myśli, czynów. Posprzątać się wewnętrznie, dobrym okiem spojrzeć na ludzi, taki mam plan. I mówić tylko ładnie, bo jak sobie porozmawialiśmy w długie festiwalowe noce z wrażliwcami, artystami z całego świata, przypominajmy sobie, że od słowa się zaczyna, słowo staje się ciałem. Mówmy ładnie o sobie, o innych. Uśmiechajmy się! Mnie najczęściej na uśmiech odpowiadają starsze osoby, ach, jak pięknieją im twarze!

Poleć:

O Autorze:

Beata Dżon Ozimek

Publicystka, tłumaczka, autorka scenariuszy (TVP - Etniczne Klimaty 2008-2010), dokumentacji filmowych, asystent reżysera, rzecznik prasowy projektów offowych (np. film „Jan z drzewa”, "Marzenie"),organizatorka, moderatorka spotkań z artystami i myślicielami, jurorka międzynarodowych festiwali filmów niezależnych m.in. w Polsce, Kosowie, Austrii, Niemczech, Turcji. Korespondentka z Wiednia/Austrii dla Przeglądu, Angory; autorka Focusa Historii, GW, innych. Tłumaczka m.in. „Dziewczynki w zielonym sweterku” dla PWN, 2011, historii-kanwy filmu A. Holland, nominowanego do Oscara (2012) „W ciemności”.

Comments are closed.

Home | Direct | Dashboard | About us

Unless otherwise noted our website is using photographs from FreeDigitalPhotos.net and Wikipedia under their respective licenses

Copyright © 2015. All Rights Reserved.